Ocena nr 69 - Mhroczna An-Nah ocenia "Victoria Snape" >> 24.12.08 o 14:47
Victoria Snape (a może powinno być "Victoria i Snape"?
Pierwsze wrażenie
Postanowiłam wybrać sobie z kolejki po Traq jakiś marysuistyczny fan-fic potterowy. „Victoria Snape” brzmiała wystarczająco dobrze. O tak, masochistką jestem. Ale sadystką przy okazji też... Ups, całe dziewięćdziesiąt jeden stron... To będzie ciężka przeprawa.
Wygląd:
Czarno, buro, brzydko. Zdjęcie Alana Rickmana do najlepszych nie należy, takie szare i zamazane... A tyle jest w internecie ładnych zdjęć i rysunków przedstawiających Severusa S. Jedna kolumna na tekst (nie dało się wyjustować?), druga na linki, ulubione w formie avatarów rozbijają kolorystykę – jeśli chcesz szablon minimalistyczny i bury, nie wklejaj avatarów. Szablon robiony na zamówienie, ale nieładny. W dziale „o mnie” jedynie numer gg do autorki. Wspaniale, będę czytać dzieło anonimowe.
Fabuła:
Historia nie okazała się tak marysuistyczna, jak oczekiwałam, co gorsza, sam pomysł przemawia do mnie, tylko gorzej z wykonaniem, oj, o wiele gorzej...
Do rzeczy. Młody Severus Snape przyjeżdża do Hogwartu by rozpocząć pracę jako nauczyciel. I już w pociągu wpada na uczennicę piątej klasy, Victorię Rosen – czy też raczej ona wpada na niego. I chemia zaczyna działać, hormony i feromony szaleją, panna Rosen co i rusz potyka się o własne nogi, tylko po to, by wylądować w ramionach swego nauczyciela... Są też paskudne plotki koleżanek, są chłopcy podrywający Victorię lub też wręcz próbujący się do niej dobierać, nadchodzące SUMy, bal (Znowu...)... Gdzieś tam w tle jakieś przebąkiwania o przeszłości Severusa, o Śmierciożercach... No i nasza Victoria traci rodziców w dość tajemniczych okolicznościach, lecz autorka szanowna olała ten wątek całkowicie. Temat konsekwencji, jakie miałby ponieść nauczyciel, którego romans z uczennicą zostałby wykryty, niemal zupełnie nie poruszony. Aż zaczęłam tęsknić za „Serią Herbacianą”, która, mimo niewątpliwych zalet, zmęczyła mnie. Ale Telanu wspaniale opisała i psychikę postaci i społeczne konsekwencje romansu. U ciebie tego nie ma. Cała potencjalna fabuła zostaje przytłumiona przez romans – żeby jeszcze ten romans był lepiej opisany...
Ja bardzo lubię DOBRE historie miłosne. Lubię zakazane romanse. Lubię motyw mistrza i uczennicy. Lubię też Severusa Snape’a i zgadzam się z tym, że seksowny z niego sukinsyn. I z wielką przyjemnością poczytałabym sobie o jakimś jego romansie (Byle nie z Harry’m, bo od tego slashu robi mi się już niedobrze), ale taka telenowela na niemal sto stron, w której giną wszelkie wątki poboczne zdecydowanie mi nie odpowiada.
W dodatku momentami mam wrażenie, że, autorko szanowna, nie masz ŻADNYCH planów dotyczących fabuły. Wątki poboczne pojawiają się i giną. W jednej notce piszesz o przepowiedni dotyczącej rzekomo Victorii – w notce następnej dowiadujemy się, że nie chodzi o główna bohaterkę. Potem cały ten wątek znika. Mam nadzieję, lecz słabą i nikłą, że masz JAKIKOLWIEK pomysł na zakończenie opowiadania.
Sposób prowadzenia narracji
Raz narratorem jest Victoria, raz Snape, raz narrator jest trzecioosobowy. Zbytnich problemów z przestawianiem się nie miałam, ale i tak nie lubię takich zabiegów, chyba, że u NAPRAWDĘ DOBRYCH autorów. Wolałabym, żebyś zdecydowała się na jedną formę narracji.
Poprawność językowa
Interpunkcja leży i kwiczy.
Emotikonki dwie widziałam. O dwie za dużo.
W dialogach po pauzie opis wypowiedzi zaczynamy od małej litery.
Nadużywasz słowa „ów”, zapewne chcąc wystylizować tekst. Zupełnie ci to nie idzie, a owe (Tak, tak, owe „ów” się odmienia... O czym najwyraźniej nie wiesz...) „ów” umieszczasz w zupełnie niepotrzebnych miejscach.
„ci smarkacze”, nie „te smarkacze”
Zaimki osobowe pisze się z dużej litery WYŁĄCZNIE w listach.
Ogólnie nadużywasz zaimków.
pięcioklasistów „piątoklasistów”
Teraz nikt się już nie zająkał „zająknął”
podglądywała „podglądała”
uległa samodestrukc ji ”samozniszczeniu” albo „autodestrukcji”
Potykając się nieustannie o podszarpaną u brzegu szatę, łzy same ciekły mi po twarzy… Łzy potykały się o szatę? Wow!
Podeszłem „podszedłem”
Coś mnie uderzyło, pomimo chłodu w pomieszczeniu. Fala nieznanego dotąd gorąca. Fala urzekających mnie zawsze eliksirów. Fala eliksirów, które wylały się z kociołka, uderzyła Victorię...
pożółkniętymi „pożółkłymi”
w cale „wcale”
Jeden powiew fantazyjnego zapachu szkolnych lochów No, podejrzewam, że Snape się bardzo starał, żeby ten zapach był fantazyjny...
Nie wyobrażam siebie samej w kimonie. „nie wyobrażam sobie siebie samej w kimonie”
zauroczona w starszym od siebie nauczycielu „zauroczony kimś”, „zadurzony w kimś” albo „zakochany w kimś”
Miałem już dosyć siedzenia w tym zaduszonym zamku Zamek zaduszony był sznurkiem? A An zadusiła się śmiechem.
wychlipiałam, zanosząc się cichym płaczem „chlipanie” to nic innego, jak cichy płacz właśnie. Masło maślane.
Pochodnie w najniższych poziomach lochów „na najniższych poziomach”
To co, kastrowali ich przed pójściem do szkoły, czy jak? Najpierw ich kastrowali, a potem szli do szkoły. Ci, którzy kastrowali.
Dotyka zimnymi dłońmi całe twoje ciało… „całego ciała”
Jej rodzice to byli Śmierciożercy. „byli śmeirciożercami”
Znowu miałam nadzieję na to, że ta nota uda sie być romantyczna „będzie romantyczna” anie „uda się być”
zdawała się wręcz jeszcze bardziej rozemocjonować. „zdawała się być jeszcze bardziej rozemocjonowana”
Ah, czy wreszcie znajdę ten cholerny powód, aby żyć i ów argument nie zniknie mi z oczu? Rozumiem wiele rzeczy, ale sensu tego zdania – nie.
półgłupek. półgłówek
szukając szlafroku „szlafroka”
z klęczków „z klęczek”
Pożądanie. Rozpala dwojga ludzi niczym ogień „dwoje ludzi”
do szedł doszedł
Widziała na twarzy Pana S. zbliżające się dochodzenie Dochodzenie czyli śledztwo?
Nie chciało mi się wypisywać wszystkich bzdurnych, niepoprawnych, bezsensownych, niezrozumiałych zdań, które popełniłaś. Jestem oceniającym nie beta-readerem.
Postaci
Główną bohaterką jest Victoria Rosen, piętnastoletnia Ślizgonka. Victoria (W skrócie Vics albo Vict, mogłabyś zdecydować się na jedną wersję.), brązowowłosa, niebieskooka, wyobcowana, dobra uczennica, doskonała z eliksirów. W jednym z początkowych rozdziałów twierdzisz, że dziewczyna jest idealną Ślizgonką, mnie jednak wydaje się, że inteligentna Victoria bardziej pasowałaby do Ravenclawu. Owszem, jest złośliwa i potrafi być bezczelna, ale brak jej ślizgońskiej arogancji. Co nie oznacza, że została źle przydzielona. Po prostu idealną Ślizgonką nie jest.
Jedziemy dalej. Nasza Victoria jest w wieku dojrzewania i jej hormony szaleją. Ok. Ale, borze zielony, to nie powód, żeby zupełnie olać śmierć własnych rodziców. Spotkała ją tragedia i co? Nico. Śmierć własnych rodziców spływa po Victorii niczym woda po, tfu, tfu, kaczce. Zupełnie nie wzruszona, Victoria bardziej przejmuje się molestowaniem nauczyciela, niż tym, że właśnie została sierotą. O tak, brak konsekwencji psychologicznej to to, czego An najbardziej NIE lubi.
Aczkolwiek nie odmówię Victorii paru zalet. Cięty języczek panna Rosen posiada i niektóre z jej komentarzy są nadzwyczaj trafne.
Drugą, niemniej ważną postacią, jest Snape. W twoim opowiadaniu ma dwadzieścia trzy lata i dopiero co został nauczycielem. Temat jego przeszłości jako Śmierciożercy został poruszony i nie pozostaje bez wpływu na akcję opowiadania. Opisujesz Severusa jako człowieka zimnego, bojącego się uczuć, maskującego własną pustkę emocjonalną złośliwością – ja to tak przynajmniej odebrałam. Prócz tego Severus Snape jest w twoim opowiadaniu osobą romantyczną – odnoszę wrażenie, że trochę za bardzo, że za szybko obecność Victorii wytrąciła go z równowagi. Czasem wyraża się w sposób, który zupełnie mi do tej postaci nie pasuje: Siet, chyba to nie zabrzmiało zbyt chłodno. Zupełnie nie wyobrażam sobie, żeby Mistrz Eliksirów używał spolonizowanej i złagodzonej wersji angielskiego przekleństwa.
Podobnie naciągana wydaje mi się reakcja Snape’a na pierwsze (i na następne zresztą też) zderzenie z Victorią. Jeśli chcesz pisać tekst tak przesycony erotyką, nie wolno ci zapominać, że niektóre reakcje męskiego organizmu są automatyczne. Wgłębiasz się w męską seksualność od strony psychicznej, zaś strona fizyczna jest dla ciebie tabu.
Stosunki pomiędzy Snape’em a jego uczennicą opierają się na czysto chemicznej fascynacji i to akurat dociera do mnie bardziej, niż gdybyś opisała miłość romantyczną i platoniczną. Pomysł, z wzajemnym przyciąganiem i odpychaniem zarazem jest trafny, szkoda tylko, że tak słabo wykorzystany.
Inne postaci? Chyba najbardziej wybija się przyjaciółka, a potem rywalka Victorii, Laura. Pusta lala zainteresowana chłopcami i ubraniami. Próbuje poderwać Snape’a, ale nie wiadomo, co nią kieruje. Z tego, jak ją opisałaś bardziej przypomina stereotyp „różowej dziewczynki” niż uczennicę Hogwartu, a co dopiero – uczennicę Gryffindoru.
W ogóle wśród uczniów nie ma ani jednego, który wykazywałby jakikolwiek cechy Ślizgona. Co więcej, większość z nich nie wykazuje ŻADNYCH cech osobowości. Przemykają się w tle.
McGonagall pojawia się kilka razy w rozmowie ze Snape’em, Filch pojawił się bodajże raz. Dumbledore jest jedynie wymieniany. Właściwie, poza Snape’em, postaci kanoniczne w historii nie występują.
Styl
Borze zielony i Jeżu kolczasty! Tego się nie da opisać. Całe to opowiadanie zasługuje na to, bym umieściła je w mojej kolekcji grafomanii.
Wiesz, z poprawnością nie jest tak źle, ale twój problem polega na czym innym. Na patosie i słodyczy wylewających się z każdego zdania. Takiego harlekina dawno moje oczy nie oglądały. Chcesz być romantyczna, chcesz, żeby napięcie seksualne między Victoria a Severusem wisiało w powietrzu – i wcale ci to nie wychodzi. Styl masz przekombinowany, nazbyt patetyczne opisy uniesień sąsiadują ze zwrotami potocznymi, często jeden akapit zawiera tylko jedno zdanie, nieumiejętnie używasz podniosłych słów. W efekcie otrzymujemy całość, która, choć wcale nie tak tragiczna językowo, jest niestrawna. W scenie erotycznej nie umiesz wyważyć się miedzy dosadnością, a metaforą. Oj, dziewczyno, pracować nad stylem musisz ostro. Masz duże szanse coś osiągnąć, ale, na litość bogów zboczenia, wyluzuj trochę. Bądź troszkę oszczędniejsza, nie szastaj tak wielkimi słowami, frazesami o miłości i cierpieniu, bo to do niczego nie prowadzi. Przeżycia wewnętrzne bohaterów i ich uczucia da się opisać bez popadania w przesadny romantyzm.
Mimo to muszę oddać ci sprawiedliwość – miewasz przebłyski geniuszu. Kilka zdań naprawdę wywołało we mnie dreszcz lub szczery uśmiech, a flirt za pomocą aluzji do tortur i zabijania to wspaniały pomysł – choć z wykonaniem było gorzej.
Wulgaryzmy, idiotyzmy, słowotwórstwo
Wulgaryzmów parę było, nie zawsze uzasadnionych. Wulgaryzmów w narracji powinnaś unikać, nawet, jeśli jest to narracja pierwszoosobowa.
Piętnastolatkom, uczniom Hogwartu, sprzedaliby alkohol? Nawet „Pod Świńskim Łbem”. Nie sądzę, żeby chcieli mieć tam problemy... Przy okazji, jak na osobę, która tyle wypiła, Victoria trzyma się na nogach zastraszająco dobrze. Zupełnie nie widać po niej, że piła. I żadnego kaca nazajutrz...
Zgodność z kanonem
Severus Snape urodził się w roku 1959 albo w 1960, zaś w Hogwarcie zaczął pracować w 1981, tak więc podany przez ciebie wiek dwudziestu trzech lat jest błędny.
Snape nie miał w zwyczaju dogryzać McGonagall i chwalić się przed nią odebranymi Gryffindorowi punktami. Szanował ją, McGonagall była kiedyś jego nauczycielką.
Podsumowanie
Romanse i erotyka są jak czekolada. Może być mocna, gorzka czekolada, najlepsza, ale tylko dla koneserów. Może być czekolada mleczna – słodka, rozpływająca się w ustach. Niestety, w twoim wypadku nie było czekolady, a wyrób czekoladopodobny, w ilości tak dużej, że stał się niestrawny. Nie, wybacz, wyżej jak „Troll” nie będzie.
[Powrót] Komentuj