Zobacz wszytkie serwisy JOE.pl
blogiblog4u.pl blogiblogasek.pl katalog stronwjo.pl avataryavatary.ork.pl czcionkiczcionki.joe.pl aliasydai.pl, ork.pl, j6.pl tapety tapety.joe.pl obrazkiobrazki na NK
Cognosce te ipsum - oceny opowiadań
1. Oceniamy tylko blogi z opowiadaniem. Niezależnie od tematyki i serwisu.
2. Zgłoszenia przyjmujemy w "Zapisach".
3. Musisz dodać nas do linków (lub ulubionych). Ewentualnie wkleić buton.
4. Blog musi posiadać przynajmniej 5 notek (Z OPOWIADANIEM!).
5. Nie oceniamy blogów nieaktualizowanych od 6 miesięcy.
6. Do ponownej oceny można zgłosić się po upływie sześciu tygodni.
7. Nie lubimy popędzania.
8. Uważamy, że autor/autorka opowiadania powinien/powinna skomentować naszą analizę.
9. Pożądana jest konstruktywna (!) krytyka naszych ocen. Także od osób nie będących autorami danych opowiadań.
10. Prosimy o wybranie oceniającego.
11. Zastrzegamy sobie prawo do zmiany regulaminu (lecz co tu zmieniać?).



Jak oceniamy?

1. Pierwsze wrażenie
2. Wygląd
3. Fabuła
4. Postaci
5. Świat przedstawiony
6. Zgodność z kanonem (w przypadku ff-ów)
7. Sposób prowadzenia narracji
8. Styl
9. Poprawność językowa
10. Wulgaryzmy, idiotyzmy, "słowotwórstwo"
11. Podsumowanie





KOLEJKA:

RIUKA:
Thirst
Chameleon
X-Men Evolution
Quilcene
Siła tradycji
Love affair
Crooked thought
Rysunki martwych dusz
Hogwart eksperymentalny
Pradawni
Moonika
Consercius
Skikanton skrzynia
Fame Maya


KOT:
Kryptonim Krokodyl
Tropem zbrodni
Identity
Nawia
Małpie figle
Remus Lupin yaoi
Turn the page |2|
Snares
Asherah
Czarne karty
Szkoła Wyprzedzania
Zmierzch Bogów
Ekspresem do Hogwartu
Paula opowiadanie love th
Opowieści po drugiej stronie szuflady
Connie Rohan
Katarina
To tylko Pati
KOLEJKA ZAMKNIĘTA

MEADA:
Remus Severus
KOLEJKA ZAMKNIĘTA


TRAQ:
Zbiorowa Aberracja Jaźni
Czas soli
Ninja feelings
Du
Slayers Teoria Chaosu
Zakamarki wyobraźni
Panna Marple
Ruciński
Le chant du coeur
Oddział Specjalny
Janek w Krainie Czarów
Akkarin Sonea
Annie
Heavenly Legend
Adolescencja
Another now mermaids


HUMB:
Chikachev
Oog
I am dying of love
Kroniki Aínäl
Film życia
Dark Ayume
Mała rzodkiewka
Panienka Potter


ANNISELLE:
36
Siman
Pieśni wiatru
Wiecznoczas
Maigre-rai
Nadiowe


59270

avatar

Dodaj do ulubionych



OCENIAJĄCY



ZAPISY:

Zapisz się
Zobacz



OCENIONE:

WYBITNE:
Wspomnienia Remusa (2)
Żona dla Śmierciojada (106)
Cinema paradiso (107)
Industrial Diseases (110)
Nowe Dzieje (203)
Opowieści z Anterii - Isilianos (227)


DO IDEAŁU JEDEN KROK:
Devise la Pucelle (4)
Zmierzch (94)
Dianilia (95)
Poświęcenie (108)
Siedem Lat na Monachium (114)
Ameron (117)
Sinis (127)
Taste of Blood (140)
Królestwo Trójcy (214)
Minstrella (250)
McGonagall (253)
Imię Krew Przysięga (258)
Znikające gwiazdy |2| (267)
Dies Ater (272)


BARDZO DOBRE:
Cat in the shadow (14)
Ostrze Miłości (17)
Rozmowa z aniołem (35)
Dodzia pisze (36)
Sounds of Silence (40)
Opowiadania Tinuviell (55)
Morze czarnej krwi (58)
Kraina nieznana (62)
Mojaa twórczość (71)
Caitria Stairoth (78)
Broken Glass (93)
Odmienne Światy Świadomości (118)
Dyskretny Urok Smoków (137)
Zabójcy Aniołów
(155) (234)
Portret Szyszki (158)
Kasai (160)
Are you afraid (170)
Znikające gwiazdy (192)
Traumbild (205)
Widzący (209)
Huśtawka na końcu świata (228) (270)
Dotyk Anioła (230)


CAŁKIEM, CAŁKIEM:
Pani Otchłani (16) (113)
Anna Abuckle (23)
W innym świecie (28)
Mystic Saga (31)
Scaeva (39)
Jennifer Eagle (50)
Plectrude story (59)
Defix Medalion Zagłady (68)
Weird story (70)
Dancing with death (87)
Ciepłe i puchate (119)
Schafer (120)
Wyspa Łabędzia (122)
Lina Naito (151)
180 Stopni (154)
Out of Ordinary |2| (157)
Droga (171)
The Fear (172)
Stracony Czas (187)
Shadowblade (188)
Znak (189)
Sny Lilith (194)
Pamiętnik z Zakazanego Lasu (202)
Mała diablica (204)
Szepty i krzyki (213)
Duath Minen (217)
Turn the page (221)
Stories by Zireael (222)
Tokio Hotel. Wakacyjna Przygoda (224)
Cost of living (226)
Dotrzeć do kresu Chaosu |2| (231)
Zwierciadło Czarnoksiężnika (232)
Znana historia panny Evans (233)
Per aspera ad astra (235)
Gretta G. (241)
Zapomniane dusze (251)
Szukając duszy (257)
Severus alternatywny (260)


ŚREDNIE:
Anarelle (15)
Aurora Black (19)
Zapomniane drzwi (20)
The Fantasy Chronicles (32)
Zakazane dno (56)
Juliette Black the elf (65)
Out of Ordinary (67)
Zakład TH (75)
Wampir Sonia (79)
Cherise Vivien (80)
Podwójna Perspektywa (98)
Iram (100)
Yennefer (105)
Lost Memories (112)
Odyseja lustrzana (123)
HP od 17 lat (128)
Krucza Wieża (132)
Pierwszy mundial (139)
Słupinkowa Szkocja (147)
Tajemnicze Przebudzenia Misato (161)
Agnesii (163)
Poszukiwanie Medalionów (180)
Anne Riddle (183)
Lily James Love (185)
Kitty Potter (193)
Gniew woźnego (197)
Dotrzeć do kresu Chaosu (199)
Pestka miłości (208)
Motyl (210)
Przeznaczenie (229)
Requiem dla morza (239)
Gavrille (242)
Sui Generis Umbra (244)
Ekscentryk (247)
Książę (248)
Złotawa rybka (259)
1915 (263)
Taka historia (269)


TAKIE SOBIE:
R-i-p (9)
Alkohol, prochy i ja (11)
Avara (33)
Pisze sercem (44)
Klolicek (49)
Dyta 157 (54)
Laura Grocer (72)
Viola Lourdaud (73)
van Kensinghton (84)
Ren life (89)
Mina's life (90)
Wyjątkowy Dar (91)
Eresse (101)
Oblicze Przyjaźni (115)
Uwierzyć w Siebie (121)
Zbrodnia i kara (126)
Klolicek (149)
Liebe und Qual (152)
Doireann (159)
Dotykiem (165)
Smoczątko (168)
Zakątek dobrej nadziei (173)
History of love (181)
Tokio Hotel opo (182)
Die hoffnung (195)
Jeyka (198)
Aka na sukces (218)
Tożsamość Wroga (220)
So different worlds (225)
Etyka zawodowa (243)
Naznaczony (256)
Kleptomanka nadziei (261)
Blue Origins (264)
Niezapominajka Lily |2| (265)
Na własnych skrzydłach (268)


KIEPSKIE:
Falconwomen (3)
Even in death (5)
Tokio Hotel und ich (6)
Przygody elfki (7)
PJP (18)
Moja historia (21)
To tylko mój świat (26)
TH i Maria - story (37)
Kse-nia (43)
My city - my story (45)
Kaligaris (46)
Opowieści z Hogwartu (47)
Paulineczka33 (66)
Syriusz i Severus (82)
Malaria i jej schizy (86)
Pirackie życie (97)
Being Sarcastic (102)
Lotiel (116)
In the winter (124)
Tajemnice Or Ile (129)
Jak pozbyć się Jamesa Pottera (134)
Looking for father (141)
Statek Marzeń (143)
Blue X-men Evolution (150)
Agent's life (153)
Cognosce te ipsum (162)
The oldest story (164)
Lily's adventures (167)
Quo vadis baby (178)
Pirackie opowieści Pauliny (186)
Huncwotki w Hogwarcie |2| (200)
Hogwarckie love story (201)
Tatia Story (206)
Rude Uczucia (211)
Granice Postrzegalności (212)
Potter in Hogwart (216)
Wróciłam (219)
Opowiadania Mroophki (223)
Moret (236)
The cruel circus (237)
Dreams of my love (245)
Misiam (246)
Bitte (249)
Taisetu na Hito (252)
Tańcząca w deszczu (254)
Zasmarkany Werter (266)


DLA ODWAŻNYCH:
To już czas (10)
Diary by Hermiona Granger (27)
Harry i Hermiona (29)
Rebel girls (51)
Gryphon rider (60)
Jetzt Rette Mich (74)
Snape world (76)
Punky TH (85)
The Pink Panther (88)
Kaktus (96)
Córka Anioła (99)
Opowiadania Eileen (111)
Francuski pocałunek (142)
Evans Snape Potter (148)
Dead Me (175)
The system after tomorrow (176)
Niezapominajka Lily (177)
Wojna Płci (179)
Hermiona and Draco (184)
Czarna Perła (255)
Fifth Element (271)


TROLL:
Hermione and Draconik (1)
Opo (22)
Tokio Hotel Story - Heart (24)
Emily Smart (34)
Cała ja diary (41)
Cruel world (53)
Niezależne Story (61)
Chinese history (63)
Victoria Snape (69)
Anastory (77)
Niezależny Pamietnik z Hogwartu (81)
Niesłodka idiotka (104)
Unfailing (135)
Saraswathi (144)
Stich im gluck (156)
Manish (166)
Galactik football opo (174)
My Magic Friends (190)
Our story (191)


POMOCY!:
Fasola (30)
Kwiaty we włosach (42)
TH 4 ever Ash (48)
Story Bill Kaulitz (52)
Inna piratka (57)
Bajki JAMP (64)
Nicola (83)
Cass (92)
Idealny Błąd (103)
Bądź Mym Marzeniem (109)
Ironia (125)
Zza ścian (130)
Tom Kaulitz Story (131)
Tom Bill Kaulitz for Ever (133)
Pamiętniczek Lily E. (136)
Wakacje Tokio Hotel (138)
Huncwotki w Hogwarcie (145)
Draco Hermiona Love (146)
We are good guys (169)
Elfi świat (196)
Sims życie (207)
Zakochana złośnica (215)
Kuż (238)
Opka o Cindy (240)
Dziecko mafii (262)




ARCHIWUM:

Od lutego 2006 do grudnia 2008 działaliśmy na mylogu.

2008
grudzień
(archiwum ocen z myloga)

2009
styczeń
luty
marzec
kwiecień
maj
czerwiec
lipiec
sierpień
wrzesień
październik
listopad
grudzień

2010
styczeń
luty
marzec
kwiecień
maj
czerwiec
lipiec
sierpień




POLECAMY:

In My Opinion
Forum dla oceniających
Spis ocenialni
"Zło konieczne"


---

Imię, krew, przysięga - opowiadanie Mirveki







Lay




POSZUKIWANY, POSZUKIWANA!
Ogłaszamy nabór do grona Poczochranych Oceniających. Wymagane oczytanie, zaangażowanie, dobra znajomość zasad pisowni języka polskiego i mocne nerwy.
Wszyscy chętni proszeni są o wysłanie maila ze zgłoszeniem na adres: prawie.dobra[at]gmail.com. Otrzymają wtedy adres bloga do próbnej oceny.

---

Ocena nr 272 - Nieustraszona Anniselle ocenia "Dies Ater" >> 07.07.10 o 18:05

Dies Ater


Pierwsze wrażenie:
Powitał mnie minimalistyczny szablon utrzymany w ciemnych, mrocznych barwach. Za grafikę służy tutaj kilka wysłużonych zwojów starego pergaminu oraz żółte pióro.
Po przeczytaniu krótkiego wprowadzenia do opowiadania zamieszczonego w menu dowiedziałam się, że mam do czynienia z opowiadaniem o kolejnym pokoleniu młodych czarodziejów zamieszkujących świat wykreowany przez J.K. Rowling. Mówimy tu o czasach powojennych, w momencie, kiedy znowu zaczyna dziać się coś złego…
Szczerze mówiąc trochę przejadły mi się już opowiadania osadzone w powyższych realiach. W sieci jest tego zdecydowanie za dużo, a jak dotąd, nie udało mi się przeczytać wielu, które zasługiwały na moją uwagę. Według mnie, żeby opowiadanie potterowskie napisać dobrze, trzeba być naprawdę nieźle zaznajomionym z sagą, potrafić dokładnie oddać znanych z książek bohaterów oraz w miarę ściśle trzymać się kanonu. Zobaczymy…
Dies Ater, z łaciny, oznacza Nieszczęśliwy Dzień. Pod tą, wywołującą dreszczyk emocji, nazwą kryje się historia dziewczyny, która postawiona została w absolutnie niepożądanej sytuacji i zmuszona do zmagania się z przeróżnymi przeciwnościami losu. Tak przynajmniej wnioskuję, przeglądając dalszą część wprowadzenia umieszczonego w menu.
Ogólnie moje pierwsze wrażenie jest raczej pozytywne. Zaintrygował mnie motyw opowieści wojennej spisywanej przez Harry’ego, Rona, Hermionę i tajemniczą Amelię dla córki Chłopca (czy może już raczej Mężczyzny)-Który-Przeżył. Ciekawa też jestem rzekomo źle zinterpretowanej, powtarzającej się, historii wojny z Lordem Voldemortem.
Rozdziały wyglądają bardzo zachęcająco, chociaż po odnotowaniu faktu, że Prolog składa się wyłącznie z dialogów, zdążyłam się nieźle przerazić. Na szczęście w dalszych częściach opowiadania proporcje pomiędzy rozmowami bohaterów a opisami są jak najbardziej zachowane.
Czeka mnie dużo czytania i mam nadzieję, że opowiadanie będzie warte poświęconego mu czasu.

Wygląd:
Nie wiem, czy szablon dostosowany został do jakiejś innej przeglądarki, czy to w moich ustawieniach jest coś nie tak, ale pasek rozdzielający opowiadanie właściwe i menu cudownie się rozmnożył i teraz z gracją włazi na jasnobrązowe literki, bezczelnie zabierając im nieco z przejrzystości. Przynajmniej w górnej części. Wygląda to tak, jakby menu nieznacznie przesunęło się w prawo.
Na obrazku kilka arkuszy pergaminu i pióro wyglądające na gęsie. Szablon utrzymany jest głównie w kolorach czarnym i jasnobrązowym, co momentalnie wprowadza odwiedzającego w melancholijny nastrój.
Oprócz przesuniętego menu, nie mam większych zastrzeżeń. Ładnie, spokojnie, prosto. W linkach panuje porządek. Szkoda, że podstrona obiecująca dostęp do notatnika autorki odmawia współpracy, nie jest mi to jednak niezbędne do zrozumienia opowiadania.
Trochę skrzywdziła mnie czcionka. Jak na mój gust, dobrze zrobiłby tutaj większy odstęp pomiędzy poszczególnymi liniami. Dzięki temu tekst zyskiwałby na czytelności.
Szablon wykonany własnoręcznie przez ciebie, co się chwali. Może i nie jest idealny, ale za to własny. Widać, że włożyłaś w niego dużo serca.

Fabuła:
Historia obyczajowa osadzona w magicznym świecie J.K. Rowling. Opowiadanie opisuje dzieje dzieci Harry’ego Pottera – piętnastoletniej Lily i sześcioletniego Jamesa. Fabuła posuwa się do przodu powoli, niespiesznie. Wartką akcję zastępują nam opisy uczuć bohaterów, ich rozterki, marzenia i obawy. Nie znaczy to oczywiście, że w opowiadaniu zupełnie nic się nie dzieje – przeciwnie – podczas trwania trzech długich rozdziałów mamy do czynienia z prawdziwym nagromadzeniem zdarzeń.
Lily i James są dziećmi Harry’ego Pottera – Ministra Magii – oraz Rayli Boyd – brytyjskiego premiera. Rodzinie żyje się dobrze, chociaż chwilami bywa ciężko. Któregoś dnia na ich dom napada neośmierciożercza grupa – Armia Wyzwolicieli Krwi – pragnąca śmierci zarówno Harry’ego, jak i Rayli. Rodzice w ostatniej chwili za pomocą świstoklika odsyłają Lily i Jimmiego w bezpieczne miejsce. Niestety, sami nie są w stanie się uratować i wkrótce świat obiega smutna nowina o ich śmierci. Od tej chwili życie rodzeństwa odmienia się o sto osiemdziesiąt stopni. Lily – z beztroskiej piętnastolatki – musi się przeistoczyć w odpowiedzialną osobę opiekującą się młodszym bratem, a Jimmy – z wesołego dzieciaka – staje się zagubionym, tęskniącym za ukochanymi rodzicami chłopczykiem. Oczywiście dzieci zostają natychmiast adoptowane przez Rona i Hermionę, nic nie jest jednak w stanie odbudować ich świata.
Nadchodzi dzień wyjazdu do Hogwartu. Lily z ciężkim sercem zostawia brata w domu szkolnych przyjaciół swojego ojca i wyrusza na starcie z piątym rokiem nauki, wiecznie jej towarzyszącymi szeptami i plotkami, oraz wrogami czającymi się na każdym kroku. Dziewczyna jest zdesperowana by odnaleźć zabójców swoich rodziców i pomścić ich śmierć.
Na miejscu okazuje się, że odmieniona Lily nie jest już atrakcyjnym towarzystwem dla swoich dawnych przyjaciół – Rilli i Terry’ego – musi więc poszukać sobie nowego miejsca. Na szczęście do swojego grona przyjmuje ją Syriusz – syn Remusa Lupina i Nimfadory Tonks – oraz jego najlepszy kumpel, Rafael. Po niedługim czasie do grupy dołącza także Cassia – krukonka, o której ciągotach homoseksualnych plotkuje pół szkoły.
Podczas roku szkolnego dzieje się dużo. Lily zaczyna warzyć Eliksir Animagii, pragnąc posiąść zdolność przemieniania się w zwierzę, poznaje Amelię Lee – nieznaną wcześniej czytelnikom przyjaciółkę swojego ojca z czasów szkolnych – oraz robi wszystko by rozpracować grupę degeneratów siejących śmierć wśród czarodziejów. Dodatkowo desperacko pragnie się dowiedzieć wszystkich szczegółów dotyczących Drugiej Wojny Śmierciożerczej, o której ojciec za żadne skarby nie chciał jej opowiedzieć.
Opowiadanie kończy się podczas przerwy bożonarodzeniowej, kiedy to Amelia Lee jest bardzo bliska wyznaniu Lily całej prawdy o sobie, Harrym, Rayli i wszystkim, czego ciekawa jest dziewczyna.

Całokształt tych wydarzeń składa się na spójną, głęboko przemyślaną fabułę. Historia naprawdę wciąga. Psychologiczne problemy Lily, jej uczucia, rozterki i czarny humor składają się na prawie doskonałą całość idealnej kreacji interesującej bohaterki. Dialogi są bardzo realne, opisy uczuć niemal prawdziwe. Czytając to opowiadanie czułam się jak podczas lektury dobrej, lekkiej i odprężającej książki. Jestem bardzo zadowolona.

Postaci:
Postaci są żywe, cudownie opisane i kolorowe. W opowiadaniu przewija się ich cała masa i jak to zwykle bywa, nie o każdym czytelnik jest w stanie od samego początku powiedzieć dużo, jednak w tym tkwi cały szkopuł. Pozwalasz powoli poznawać swoich bohaterów. Z rozdziału na rozdział można wysunąć kolejne wnioski na temat ich charakteru. Nic nie jest od razu podane na tacy, czytelnik sam musi wyciągnąć z tekstu potrzebne mu informacje. Omawianie wszystkich postaci byłoby bezcelowym laniem wody, skupię się więc na tych najważniejszych.
Lily Boyd-Potter – niegdyś beztroska nastolatka uwielbiająca przedłużające się rozmowy o ciuchach, makijażu i chłopcach – teraz tryskająca czarnym humorem i ironią dziewczyna po przejściach. W swoim pamiętniku regularnie opisuje wydarzenia, które ją spotkały, dzieli się własnymi odczuciami i obawami, czasami też smutkami. Jest zamknięta w sobie, boi się negatywnej opinii środowiska. Twierdzi, że nie przeszkadza jej fakt, że przez swoje nazwisko zna ją cała szkoła, jednak czasami chciałaby uciec od otaczających ją podnieconych szeptów. Ma ogromne ambicje. Marzy o pracy uzdrowicielki.
W czasie biegu fabuły, Lily przechodzi ogromną metamorfozę. Najpierw jest zwyczajną, pragnącą popularności dziewczyną, potrafiącą rozmawiać ze swoimi pseudoprzyjaciółmi tylko o ubraniach, makijażu i płci przeciwnej. Zaraz po śmierci swoich rodziców, Lily strasznie zamyka się w sobie, niewidzialnym murem odgradzając się od otaczającego ją świata. Na niczym już jej nie zależy, unika ludzi, nie przyjmuje żadnych propozycji pomocy. Z czasem dziewczyna trochę się uspokaja, dużo myśli. Chce powrócić do normalnego życia, jednak uważa, że już nie potrafi tego zrobić. Któregoś dnia wszystkie emocje kotłujące się w jej wątłym ciele po prostu eksplodują i Lily przechodzi prawdziwy kryzys. O dziwo, okazuje się, że w pewien sposób jej to pomogło bo po wyjściu ze szpitala dużo łatwiej jest jej porozumieć z otoczeniem i zaczyna patrzeć na świat nieco łagodniejszym okiem. Zawiązuje bliską przyjaźń z Syriuszem Lupinem i Cassią Prevett i powoli wraca do normalności. Oczywiście w przerwach pomiędzy kolejnymi lekcjami i nauką stara się odszukać zabójców swoich rodziców i krwawo pomścić ich śmierć.
Mogę śmiało powiedzieć, że Lily jest jedną z najlepiej wykreowanych postaci w świecie internetowych opowiadań, z jakimi dotąd przyszło mi się spotkać. Nie, żebym jakoś specjalnie lubiła jej zmienny charakterek i dziwaczne humorki, jednak z całą pewnością nie można jej odmówić realności i wiarygodności.
James Potter jest niewinnym sześciolatkiem, trochę zagubionym w otaczającym go świecie. Nie potrafi zrozumieć, dlaczego rodzice go opuścili, śmierć jest dla niego niemal abstrakcyjnym pojęciem. Męczy go wszechobecne zło i straszliwie tęskni za życiem, jakie mu odebrano. Pomimo wszystkiego, co go spotkało, potrafi cieszyć się każdym drobiazgiem. Jest takim małym promyczkiem słońca dla swojej, pogrążonej w rozpaczy, siostry. Ja osobiście po prostu go uwielbiam.
Syriusz Lupin jest według mnie najbardziej bezosobową i bezbarwną postacią z całego opowiadania. Nie reprezentuje sobą absolutnie nic, zamiast ozdabiać – przeszkadza.
Amelia Lee także nie zyskała mojej sympatii. Nie, żeby była źle opisana – w tym przypadku nie mam żadnych zastrzeżeń. Nie podoba mi się jednak jej charakter. Jest za dobra, w jej spojrzeniu zdecydowanie za często gości smutny wyraz, a fakt, że porusza się na wózku inwalidzkim jeszcze dopełnia całości. Mam co do niej swoje podejrzenia, co wcale nie polepsza sprawy i mojego spojrzenia na tę kobietę.
Cassia Prevett jest dla mnie jedną wielką tajemnicą. Niby milutka, uprzejma i w ogóle – do rany przyłóż – a jednak czai się w niej jakiś fałsz. Nie, żeby było w tym coś złego – każde opowiadanie potrzebuje takiego, będącego jedną wielką niewiadomą, bohatera. Boję się jednak, że możesz za bardzo zatracić się w tworzeniu siatki mistycyzmu i z dobrze zapowiadającej się postaci, zrobisz przemykające się po kątach, niepozwalające poznać się do końca dziwadło.
Z postaci trzecioplanowych są jeszcze Ron i Hermiona – przybrani rodzice Lily i Jamesa - Remus Lupin, ponownie nauczający Obrony Przed Czarną Magią w Hogwarcie, McGonagall piastująca urząd dyrektorki, oraz przyjaciel Syriusza – Rafael - pragnący zostać księdzem. Bohaterowie ci są w opowiadaniu mało ważni, jednak przedstawieni zostali dość szczegółowo.
Nie mam żadnych zastrzeżeń (oprócz Syriusza) co twojego do sposobu opisywania bohaterów. Są oni żywi i realni, czytelnik poznaje ich powoli, stopniowo, a w miarę czytania coraz bardziej rośnie jego sympatia do całego tego magicznego światka.

Świat przedstawiony:
Odrobinę przekształcony świat wykreowany przez J.K. Rowling. Opowiadanie osadzone jest w czasach popotterowskich, kiedy o wielkiej wojnie z Voldemortem pamiętają tylko nieliczni.
Akcja rozgrywa się przede wszystkim w dobrze wszystkim znanym Hogwarcie. Przez jakiś czas rzecz dzieje się w Norze, zostajemy też na kilka chwil przeniesieni do bliżej nie określonych miejsc w Polsce i Anglii, gdzie znajdują się domy rodzinne Lily i Jamesa oraz Rona i Hermiony.
Pod sam koniec umieszczonego na blogu opowiadania akcja toczy się w londyńskim domu nauczycielki Transmutacji i dawnej przyjaciółki Harry’ego Pottera – Amandy Lee.
Bardzo ładnie opisujesz, otaczający twoich bohaterów, świat. Niemal za każdym razem byłam w stanie wyobrazić sobie krajobraz ze wszystkimi potrzebnymi mi do szczęścia szczegółami. Prawie każde miejsce, w jakim ląduje główna bohaterka opisane jest bardzo szczegółowo. Gdybym potrafiła malować, pewnie byłabym w stanie, wnioskując z tekstu, przenieść opisywany przez ciebie świat na płótno. Jedyną rzeczą, do jakiej mam zastrzeżenia jest to, że mało czasu poświęcasz miejscom znanym nam z książki, takim jak Wielka Sala, czy Pokój Wspólny Gryffindoru. Zakładasz pewnie, że jest to bezcelowe, jednak wyrażasz w ten sposób ignorancję dla niezorientowanych w temacie. Zdaję sobie sprawę, że każdy szanujący się czytelnik Harry’ego Pottera zna te miejsca niemal jak własną kieszeń, jednak pisząc opowiadanie musisz zakładać, że nie wszyscy twoi czytelnicy będą wiedzieli wszystko o świecie, który opisujesz.

Zgodność z kanonem:
Opowiadanie było pisane w czasach, kiedy ostatnia część przygód Harry’ego Pottera jeszcze nie ukazała się w księgarniach, dlatego niektóre fakty nieco różnią się od tych znanych czytelnikowi serii o młodym czarodzieju.
Harry wcale nie ożenił się z Ginny i ma tylko dwoje dzieci - Lily i Jamesa – z zupełnie nieznaną czytelnikom sagi Raylą Boyd. Voldemort został pokonany później, niż donosi Rowling, w czasie Drugiej Wojny Śmierciożerczej. Niektóre imiona są też zmienione, np. syn Tonks i Lupina nazywa się Syriusz – nie Ted. Poza tym zdaje się, że Nimfadora została zabita dużo później, niż donosi siódma część sagi. Tak samo sprawa przedstawia się z Luną Lovegood i wszystkimi innymi, którzy polegli w ostatniej bitwie z Voldemortem.
W opowiadaniu można się doszukać także niezgodności z kanonem niezwiązanych z nieznajomością autorki siódmej części Harry’ego Pottera, chociaż tych jest znacznie mniej.
Do szkolnego trio w osobach Harry, Ron, Hermiona została przyłączona dodatkowa persona – tajemnicza Amelia Lee. Parę razy zdarza się, że osoba z innego domu, ot tak sobie radośnie i całkowicie jawnie wkracza do Pokoju Wspólnego Gryffindoru, co przez Rowling opisane było jak praktycznie niemożliwe.

Sposób prowadzenia narracji:
W opowiadaniu występuje głównie trzecioosobowa narracja, z punktu widzenia głównej bohaterki. Często przeplata się ona z fragmentami pamiętnika Lily. Ogólnie jest w porządku, chociaż powinnaś trochę dopracować pisanie w pierwszej osobie. Zdarzają ci się tutaj pewne potknięcia.

Styl:
I tutaj dochodzimy do sedna sprawy. Styl.
Jakkolwiek pomysł można mieć doskonały, zamysły fantastyczne, bohaterów wymyślonych perfekcyjnie, szczegóły zaś dokładnie ustalone, to jednak wykonanie potrafi to wszystko albo zepsuć albo wznieść na wyżyny.
U ciebie skłaniałabym się raczej do tej drugiej opcji, pomimo tego, że w opowiadaniu znalazłam całą masę błędów. Nie jest to jednak bezczelne kaleczenie naszego pięknego języka, ale raczej niedopatrzenie, niedopieszczenie tekstu i niedbałość o szczegóły
Masz straszliwe problemy z powtórzeniami. Pojawia się ich bardzo dużo. Wypisałam tylko te, które naprawdę przeszkadzają a i tak jest tego prawdziwe zatrzęsienie.
* – Trochę mnie nauczył... Zresztą, mama też.
Westchnęła, myśląc, że nic więcej już jej nie nauczą...
* Lily spojrzała z oczekiwaniem na nauczyciela.
- Lily, chciałem cię zapytać... czy wszystko w porządku?
- Oczywiście – odpowiedziała Lily z lekkim zaskoczeniem.
* - Wróćmy do meritum – powiedziała nauczycielka, wyciągając rękę, a jakiś papier z jej biurka sfrunął delikatnie na jej dłoń.
* Była ciekawa nowego nauczyciela – tego ciemnoskórego, czarnowłosego mężczyzny o skąpym uśmiechu. Miała nadzieję, że nie będzie taki, jak Severus Snape, nauczyciel jej taty. Opowiadano jej o nim; to musiało być straszne.
* Wczoraj skończyła czytać drugą książkę o animagii, a dziś rozpoczęła , otwierając ją z przyjemnym dreszczykiem emocji.
* Prawdę mówiąc, nie zastanawiała się nad tym. Dopiero po śmierci rodziców zaczęła o tym myśleć, po to tylko, żeby odciągnąć uwagę od swojej samotności.
* Ale jeśli Drake wymaga W na SUMach, a Eliksirów wymaga się na studiach medycznych, to Lily zdobędzie W!
* Lily już wcześniej zastanawiała się, jak człowiek na wózku może poruszać się po zamku, w którym jest tyle schodów; a wózek Lee był po prostu zaczarowany, by unosić się kilka centymetrów nad schodami i wlatywać na górę.
* Lily czytała tytuły zakurzonych, ponuro wyglądających woluminów. Większość nic jej nie mówiła, część była napisana w nieznanych jej językach, a niektóre nie miały tytułów w ogóle. Ale Lily wiedziała, czego szukać.
* Trudno mi orzec, co czuję po przeczytaniu tej książeczki, którą dostałam od Rafaela. Z jednej strony trudno mi się pogodzić z wizją istnienia jakiejś wszechpotężnej istoty, która kontroluje wszystko... ale ta książeczka...
* Lee siedziała po drugiej stronie biurka i pisała coś w innej, zapisanej księdze.
* Drugie święto jest 1 listopada i z założenia jest świętem smutnym, upamiętniającym poległych w tamtej wojnie. Ale przecież to zawsze było święto zmarłych. Wszystkich Świętych.
* Rafael kiedyś mi tłumaczył, że tak naprawdę dzień zmarłych jest drugiego listopada, ale w świadomości ludzi utarło się, że to we Wszystkich Świętych idzie się na cmentarze. I dlatego Święto Poległych w Wojnie Śmierciożerczej jest pierwszego.
To rzeczywiście bardzo smutne święto.
* - Kremowe piwo poproszę - powiedziała Lily i po chwili miała w dłoni kufel parującego kremowego.
* - Rozmawiałyśmy o Dumbledorze - powiedziała Lily, czując się coraz bardziej surrealistycznie. - Powiedziała, że niewielu ludzi znało go naprawdę. A potem powiedziała, że zrozumiem to wkrótce.
* Dotarła wreszcie do trzeciej, ostatniej kondygnacji wieży. Sufit był wysoko, wysoko ponad nią, ale wiedziała, że gdzieś tam w górze znajduje się jedyne w wieży okno, przez które w ciągu dnia wpadało jasne światło słońca.
* Pośrodku wieczka każdej ze szkatułek było delikatne wgłębienie w kształcie okręgu.
Pomieszczenie było ciemne, jedynie migotliwy blask świec z niższej kondygnacji ukazywał kawałek przestrzeni.
* Na każdej szkatułce wyrzeźbiono imię, nazwisko i dwie daty. Lily musnęła wzrokiem pozostałe szkatułki, mimochodem odczytując niektóre inskrypcje.
* - Skończyliśmy - powiedziała z niedowierzaniem Lily, kiedy wreszcie ostatni składnik został dodany, a wywar zamieszano zgodnie z instrukcjami dwa razy w kierunku ruchu wskazówek zegara i trzy razy przeciwnie do kierunku ich ruchu.
* On się nauczył spokoju, cierpliwości, planowania. Nauczyło go tego życie.
* Dzisiaj we wczesnych godzinach rannych nasz specjalny wysłannik, Enneasz Cuffe, wziął udział w konferencji prasowej, zorganizowanej przez Rzecznika Ministerstwa Magii, Precivala Weasleya. Prócz wyżej wymienionego, wzięli w niej udział(…)
* Caspian nie pojawił się na śniadaniu, a Lily uznała to za zły omen, choć dziś już wszyscy nauczyciele pojawili się przy stole kadry.
* Tego dnia zginęli moi rodzice.Wydarzenia tamtego dnia w jej pamięci były żywe i szczegółowe, jakby to nie wydarzyło się trzy miesiące temu, ale wczoraj zaledwie.
* Zdawał się nie pamiętać, że patrzy na niego ogromna część magicznej społeczności, że wszyscy czekają na znak od niego.
* Za co? - nie wiedziała, ale wiedziała, że musi sobie zasłużyć na tę miłość.
* Charakterystyczny, cichy szum wózka usłyszała dopiero, kiedy profesor Lee była całkiem blisko. Odwróciła się od otwartego na oścież okna i spojrzała na kobietę na wózku.
* Z początku starsi zawodnicy kompletnie ignorowali Jima, w ogóle nie podając mu kafla, ale kiedy raz i drugi chłopiec złapał kafla, wydawałoby się, niemożliwego do złapania, a potem strzelił nim gola, wyciskając co się da ze swojejBryzy, łaskawie dopuścili go do gry.
* Wszyscy tam będą, jak co roku. Jak co roku zbiorą się wszyscy Weasleyowie, Lupinowie, Longbottomowie i my, Potterowie
* W dzień Bożego Narodzenia zwykle przychodził budzić tata, wyciągał z łóżka na siłę, czekał, aż się ubierze i zabierał w jakieś ciekawe, choć niekoniecznie miłe miejsce.
* Przedpokój stanowił przemieszanie wszystkich niemalże barw. Wszystkie bibeloty i sprzęty harmonizowały ze sobą kolorystycznie.
* Pochyliła się, złapała go pod ramiona i posadziła sobie na kolanach. Jimmy oplótł ja ramionami i przytulił się mocno.
* I swego ojca. W każdym razie sądząc po opowieściach ojca...

Są też potknięcia wywołane nieodpowiednim doborem słów. Nie przeszkadzają one, jeśli chodzi o poprawność językową, jednak zgrzytają niczym piasek pod zębami i psują ogólne wrażenie. Spójrz.
* Wiosną zaczynały kwitnąć kwiaty dookoła, drzewa wypuszczać liście, a ptaki rozpoczynały koncerty w nieodległym Lesie. – fragment ten zdecydowanie nie brzmi dobrze.
* Z niezbyt dużym zaskoczeniem zauważyła kilkunastu innych uczniów Hogwartu, którzy wykorzystali sytuację. – „Zaskoczenie” jest pojęciem niematerialnym, dodatkowo niepoliczalnym. Stosowanie do niego przymiotnika „duże” oczywiście nie jest zabronione, aczkolwiek słowo to po prostu tutaj nie pasuje.
* Hermiona obrzuciła ją zaniepokojonym wzrokiem, sącząc piwo. - zaniepokojonym spojrzeniem, nie wzrokiem.
* - Nienawidzę być Alicją Weasley - powiedziała zawzięcie. – Można coś powiedzieć z pasją, może z zawziętością. Zawzięcie? Nie, raczej nie.
* - Nie wiem, czy mogę ryzykować - powiedziałam lekko.

Miewasz także problemy z odpowiednim szykiem zdań.
* Z tyłu, oparte o ścianę stały obrazki: płaskiego mężczyzny z dyskiem nad głową, postawnego starca o długiej brodzie i wyniosłej postawie, dzierżącego w dłoni piorun, kobiety o pełnych kształtach, z lwem u nóg i tarczą usianą gwiazdami, namalowany fragment japońskiej architektury.
* Zastanawiam się, o co naprawdę chodziło. Syriusz i Rafael czasami znikają gdzieś razem, że nie można ich znaleźć.
* Dzwonek obwieścił litościwy koniec lekcji. - Litościwy dzwonek obwieścił koniec lekcji
* Nie dbająca o wygląd, swobodna, zawsze gotowa nieść bezinteresownie pomoc... – Proponuję: Nie dbająca o wygląd, swobodna, zawsze gotowa bezinteresownie nieść pomoc... alboNie dbająca o wygląd, swobodna, zawsze gotowa nieść bezinteresowną pomoc...

Są też zwyczajne potknięcia językowe wynikające z przyzwyczajenia bądź niedopatrzenia.
* Całe pomieszczenie usiane było setkami świec, stojącymi wszędzie: na podłodze, na stolikach, na innych, już wypalonych świecach... - Kiedy mówisz, że coś było czymś usiane, nie musisz dodawać, że wspomniane coś było wszędzie.
* Lily się przed nią otworzyła bardziej, niż przed kimkolwiek bądź... dlaczego nie otrzymała w zamian szczerego wyznania? - Słowo „bądź” jest tutaj zdecydowanie niepotrzebne. Bardziej pasowałoby „niż przed kimkolwiek innym”.
* Strach nigdy nie był uczuciem, które czułam często. - Nigdy, często… Za dużo tych czasowych określeń.
* Zapukała, ze środka odezwało się ciche "proszę" i dziewczyna weszła. - A to jest mój absolutny hit. Mogę też dostać gadające „proszę”? Mogę, mogę, mogę…?
* Wiem, że państwo Weasleyowie z chęcią by mnie do siebie przyjęli, zapłacili za studia, pozwolili mieszkać w swoim do ich ukończenia i nawet później... ale ja bym nie mogła.
W tym zdaniu zgubiłaś słowo „domu”. Powinno być: Wiem, że państwo Weasleyowie z chęcią by mnie do siebie przyjęli, zapłacili za studia, pozwolili mieszkać w swoim domu do ich ukończenia i nawet później... ale ja bym nie mogła.
* Jej matka, Ginny Weasley, umarła tuż po urodzeniu Alicji, a ona sama jest dzieckiem gwałtu... - Nie wyobrażam sobie, jak ktokolwiek mógłby być dzieckiem gwałtu. Wydaje mi się, że w tym przypadku zgubiłaś przyimek „z” i niechcący stworzyłaś taką fanaberię.
* Teraz na jej twarzy odbijało się zmęczenie, pod oczami miała cienie, a kąciki ust miały tendencję do opadania w dół. - Masło maślane. Pokaż mi coś, co opanowało jakże trudną sztukę opadania w górę.
* To przez tych Śmierciożerców, przez tych wynaturzonych potworów! - Powinno być „przez te wynaturzone potwory”.
* Nie było też portretów; zamiast nich na ścianach pojawiły się arrasy, przedstawiające sceny ze słynnych bitew (Lily rozpoznała dwie: powstanie Arfryka Czcigodnego i, o zgrozo, mugolską Rewolucję Francuską – a konkretnie zburzenie Bastylii) i, o dziwo, krajobrazy (tu Lily kojarzyła tylko piramidy egipskie). Biurko, jak zwykle, stało z boku (a na nim leżały schludnie złożone papiery i jakieś zdjęcie – odwrócone tyłem do nich, więc nie widziała, co na nim jest), za to katedra zniknęła. - To zdanie jest zdecydowanie za długie. Już w połowie całkowicie się pogubiłam.
* A jednak wyglądała zdecydowanie inaczej, niż dziewczyna na zdjęciach. Nie fizycznie; tylko właśnie to coś w wyrazie jej twarzy się zmieniło. - Naprawdę bardzo nie lubię zdań rozpoczynanych od „a”, jeśli nie jest to absolutnie wymagane przez zastosowaną stylizację.
* Po klasie przeszedł szmer; już teraz wszyscy zaczynali się denerwować tymi egzaminami.- Mogłabyś odpuścić sobie przymiotnik ”tymi”. Nie wnosi on absolutnie nic do tekstu, a skutecznie psuje zdanie.
* Mówił głębokim, lekko zachrypniętym basem, miłym dla ucha. - Na twoim miejscu zmieniłabym tutaj szyk zdania. Mówił głębokim, lekko zachrypniętym, miłym dla ucha, basem.
* Nie powiedziała jednak już nic, tylko wzięła do eliksiru. - Zdanie to zdecydowanie nie brzmi ładnie. Proponuję wersję: Nie powiedziała już nic więcej, wzięła się za to za przygotowanie eliksiru.
* Panowała cisza w powietrzu, zamek też już układał się do snu.Nieprawidłowy szyk zdania. Lepiej brzmiałoby „W powietrzu panowała cisza, zamek układał się do snu.”
* Nie dość, że pałęta się po zamku w nocy, to jeszcze usiłuje ukraść nauczycielowi ingrediencje niemal zakazane do posiadania. - To zdecydowanie nie jest po polsku.
* Trwało to jakiś czas, zanim dotarła do tych dwóch, leżących blisko obok siebie, otoczonych kilkoma innymi. - Blisko czy obok?
* Przez pamięć na nich i na ich miłość, nam nie wolno zaprzestać walczyć.- Pamięć o nich i o ich miłości. Jeśli dobrze zrozumiałam to zdanie.

Na marginesie: uparcie nazywasz Obronę przed Czarną Magią „Obroną”. Na dłuższą metę robi się to nieco nużące. Ogólnie masz też skłonność do skracania nazw dwu- i wieloczłonowych do jednego wyrazu. Jakkolwiek nie brzmi to aż tak źle w momencie, kiedy narratorem jest Lily, tak z ust trzecioosobowego obserwatora, ma to bardzo brzydki wydźwięk.

To by było na tyle, jeśli chodzi o styl. Nie, wcale nie jest idealnie. Nie są to jednak błędy wynikające z niedouczenia, czy braku umiejętności. Zaryzykowałabym nawet stwierdzenie, że po prostu tak bardzo chcesz umieścić kolejną część opowiadania na stronie, że całkowicie rezygnujesz z przeczytania jej i dopieszczenia wszystkich szczegółów. Jesteś osobą, która prawdopodobnie pisze bardzo szybko, pod wpływem chwilowego natchnienia, a kiedy owo natchnienie uleci, całkowicie traci zainteresowanie stworzonym teksem i ochotę do poprawiania go. Musisz nad tym zdecydowanie popracować. Gdyby nie te błędy, opowiadanie czytałoby się jednym tchem, z prawdziwą przyjemnością…

Poprawność językowa:
Nie jest źle. Czasami zdarzają ci się brzydkie literówki, innym razem coś zgrzyta w gramatyce, ale błędów nie ma na tyle, żeby robić z tego jakiś dramat. Zwłaszcza, że opowiadanie jest bardzo długie i taka liczba byków w stosunku do pokaźnej ilości tekstu to praktycznie nic.

Literówki:
* Spojrzała na swoje dzieło i raz jeszcze przeczytała, tu i tak poprawiając jakiś niewyraźnie napisany wyraz. – „tu i tam”.
* Ministerstwo nie dało im wiary, bo byli pijanie, ale... - Niepotrzebne „e” w słowie „pijani”.
* Romulus Grayback.- Greyback.
* Romulus Greyback. Wiedziałam, że jest w Hogwarcie, w Slytherini na siódmym roku, ale nie miałam pojęcia, że ten przystojny kasztanowłosy chłopak to on!Zabrakło „e” w słowie „Slytherinie”.
* Wilbert siedział obok Amandy i po prostu trzymał ja w objęciach. - Brak ogonka przy „ą” w słowie „ją”.
* Pochyliła się, złapała go pod ramiona i posadziła sobie na kolanach. Jimmy oplótł ja ramionami i przytulił się mocno. – Brakuje ogonka przy „ą” w słowie „ją”.
* Jest mi z nimi i z Cassia dobrze i bezpiecznie. - Zgubiłaś ogonek.

Błędy leksykalne:
* I swego ojca. W każdym razie sądząc po opowieściach ojca...- Myślę, że chodziło tutaj o wyrażenie „wnioskować z opowieści ojca”.
* Była ciekawa nowego nauczyciela – tego ciemnoskórego, czarnowłosego mężczyzny o skąpym uśmiechu. - Nigdy nie widziałam skąpego uśmiechu i jestem pewna, że nie dożyję chwili, w której takowy twór radośnie mi się objawi. Znaczy… mam nadzieję. Bo nawet nie potrafię sobie wyobrazić, jak komicznie mogłoby to wyglądać.
* Lily rozejrzała się ciekawie po gabinecie. – „z zaciekawieniem”.
* Przeszłaś to, wiesz, jak on się czuje, a on wie, że ty wiesz.– Przejść można przez coś, ewentualnie przejść coś, w znaczeniu „kawałek drogi”. Powiemy: „Przeszłam dzisiaj trzy kilometry”, ale nie „Przeszłam ciężki okres”. W tym drugim przypadku albo używamy określenia „przeżyłam”, albo mówimy „przeszłam przez to”.
* - Co dziwne? - zapytał leniwie Syriusz. – Nie jestem przekonana co do tego, czy można leniwie zadawać pytania. Ziewać, przeciągać się – tak. Jeśli chodzi o środki ekspresyjne podczas rozmowy, to może wystarczy zapytać rozleniwionym głosem?
* Lily spojrzała na nią zaskoczonym wzrokiem. - Wzrok nie może być zaskoczony. Naprawdę. Lily mogła spojrzeć na Lee co najwyżej z zaskoczeniem.
* - Rozmawiałyśmy o Dumbledorze - powiedziała Lily, czując się coraz bardziej surrealistycznie. – Chciałabym kiedyś poczuć się surrealistycznie, jednak jest to chyba niemożliwe. W tym zdaniu, zamiast wydziwiać, wystarczyłoby użyć słowa „dziwacznie”.
* Nie wiedziała, co odpowiedzieć. Idea spędzania świąt z nauczycielką, w dodatku opiekunką swojego domu, wydawała jej się bardzo dziwna, z drugiej strony może byłaby możliwość porozmawiać szerzej o rodzicach... – Wątpię, żeby ludzie byli w stanie rozmawiać „szerzej” i w jaki sposób mieliby takową czynność wykonywać. Może chodziło o „bardziej szczegółowo”?
Błędy interpunkcyjne:
* Lily uśmiechnęła się smutno. Dlaczego chcesz to wiedzieć, profesorze?, chciała zapytać. Ale nie zapytała. - Przecinek po znaku zapytania jest zupełnie niepotrzebny.
* Lily zauważyła też, że nauczycielka nie musiała poruszać kołami rękami, by się posuwać Widocznie wózek był napędzany magicznie i posłuszny woli posiadacza. - Kropka po słowie „posuwać”. No i to pierwsze zdanie jest raczej średnio poprawne pod względem gramatycznym.
* Jeśli rzeczywiście zrobili to śmierciożercy, były to pozostałości po tamtej erze, być może wzmocnione przez nowe pokolenie fanatyków Czystej Krwi."- Brakuje pierwszej części cudzysłowu.
* A może w innym życiu?, przemknęło jej przez myśl.- Niepotrzebny przecinek.
* "Rzecznik Ministerstwa Magii", przeczytałam w gazecie, "poinformował opinię publiczną, że Ministerstwo zdecydowało się negocjować z Armią Wyzwolicieli Krwi.- Brakuje drugiej części cudzysłowu.
Błędy gramatyczne
* Ale proszę cię, byś się zastanowiła. Oni na pewno będą chcieli, by ty i James byliście obecni na bożonarodzeniowym obiedzie, ale spędzanie z nimi całych ferii świątecznych... może być bolesne. – „by ty i James byliście obecni”… W pierwszej chwili nie zrozumiałam w ogóle, o co chodzi w tym zdaniu. Takiego byka gramatycznego wieki nie widziałam. Byście byli, pojawili się, zjawili się, zagościli.
* Nie spałam dziś przez całą noc. Siedziałam na parapecie okna, patrzałam w niebo i słuchałam niespokojnego oddechu mojego brata. – Słowo „patrzałam” formalnie nie jest błędem, jednak przeszkadza, brzydko brzmi i strasznie razi w oczy…
* Nie wierzyła w żadnych bogów, ale... nie zaszkodzi okazać im szacunku. - szacunek.
* * Ze złośliwym uśmiechem wyciągnęła z kieszeni peleryny jeden z niezmiennych elementów arsenału nocnego wędrownika po szkole: Uszy Dalekiego Zasięgu.– „wędrowca”, nie „wędrownika”.
* - No, no, niegrzeczny kotek. - Jason pogroził mi palcem. Pokazałam mu język. Obaj Ślizgoni się roześmieli.- Roześmiali. Zdecydowanie
* Po prostu... po prostu będzie dalej się przyjaźnić. – „będą”, nie „będzie”.

Wulgaryzmy, idiotyzmy, słowotwórstwo:
Znalazłam kilka dziwactw i nieścisłości.
* Ale mi ich brak. I tego nic ani nikt nie zmieni, dopóki także i mój czas się nie dopełni. Wtedy spotkamy się przed drzwiami do Nieba, bo wiem, że będą czekali. Będą na mnie czekali. - Jak Lily może mówić o niebie i to jeszcze z takim ogromnym przekonaniem, jeśli jeszcze kilka odcinków temu twardo twierdziła, że nie wierzy w żadnego boga?
*- Mam cię – mruknęła dziewczyna, wyciągając z kieszeni kawałek pergaminu i długopis. - Długopis? W Hogwarcie? A ja żyłam w błędnym przekonaniu, że oni tam piszą tylko gęsimi piórami…
*- Profesor Lee prosi cię do swojego gabinetu - oznajmiła. - Kazała mi cię znaleźć.
Lily wzruszyła ramionami i wyszła za Cassią na korytarz.
- Skąd wiedziałaś, gdzie jestem?
- Syriusz powiedział mi, że poszłaś do łazienki... a ta jest najbliżej waszego Pokoju Wspólnego - odpowiedziała beztrosko Krukonka. -
Hm, z tekstu wynika, że Syriusz wraz z Rafaelem został w Pokoju Wspólnym Gryffindoru. Cassia jest Krukonką, więc do takowego wejść nie mogła. W jaki sposób więc udało jej się porozmawiać z Syriuszem?
*- Puryfikatorzy nie zrewidowali swoich żądań, Ministerstwo się na nie nie zgodziło. Dziś rano znaleziono ciało Hermiony, przed wejściem głównym do Ministerstwa. Nie cierpiała... - głos profesor Lee załamał się. Lily patrzyła na nią, czując pustkę w środku. Spodziewała się tego,wiedziała, że Hermiona umrze, a jednak.. - Błąd logiczny. Wcześniej jest wzmianka o tym, że nazwę „puryfikatorzy” wymyśliła Lily, skąd więc Lee mogła ją znać i jeszcze dodatkowo używać?

Podsumowanie:
Moje obawy w momencie wejścia na tego bloga zdecydowanie się nie potwierdziły. Zamiast kolejnej źle wymyślonej i naciąganej historyjki, dostałam pełnoprawne opowiadanie ze wszystkimi uwielbianymi przeze mnie smaczkami. Pomysł jest oryginalny, a wykonanie bardzo dobre. Śmiało mogę powiedzieć, że wymyślona przez ciebie historia jest jedną z lepszych w tym gatunku, z jakimi się spotkałam w internetowej rzeczywistości.
Musisz jeszcze popracować nad językiem, dopieścić swój styl. Radziłabym też wielokrotnie czytać rozdziały przed wystawieniem ich na widok publiczny. Oprócz tego, nie mam żadnych zastrzeżeń.
Uważam, że możesz zajść naprawdę wysoko, jeśli tylko będziesz miała na tyle siły i ochoty, by nad sobą popracować. Pamiętaj też, że cierpliwość jest w tym fachu czymś zdecydowanie niezbędnym.
Jeśli chodzi o kategorię, uważam, że twoje opowiadanie zasługuje na „do ideału jeden krok”. Gratuluję i życzę owocnego pracowania nad własnymi niedociągnięciami.

[komentarzy 11] Komentuj




Ocena nr 271 - Humb Roztargniona ocenia "Fifth Element" >> 03.07.10 o 21:31

Fifth Element

Pierwsze wrażenie:
Piąty element, tak? Wszystkowiedzący Internet pokazuje masę kolorowych obrazków i prześliczną Millę Jovovich, gdy tylko wklepię tę frazę w wyszukiwarkę. Jako niezbyt wielka fanka kina przyznaję bez bicia, że film jest mi dość obcy i z ulgą odkryłam, że nie muszę wkraczać na niepewny grunt. Zaniepokojenie wywołała we mnie jednak zupełnie inna kwestia. Otóż wchodząc na bloga, wciskając z całą stanowczością enter i ściskając myszkę, przygotowałam się na wszystko. Uzbrojona w cierpliwość, dobrą wolę i ciekawość, byłam wprost pewna, że nie uda się mnie niczym zaskoczyć. Jednak to, co można ujrzeć po wejściu na stronę, przerosło moje wszelkie oczekiwania… To naprawdę niezwykłe, że w dobie, gdy praktycznie każdy blog może pochwalić się dobrą szatą graficzną, napotykamy coś takiego. A może to właśnie specjalny zabieg autorki, jej wybieg przeciwko czytelnikom, którzy muszą natrudzić się, by odnaleźć coś pośród tej niezwykłej otchłani bieli, tej pustki, tego NICZEGO. Może ma to wprowadzić nastrój tajemniczości i poszukiwań, zmusić do refleksji, pobudzić nasze szare komórki i wprowadzić w ekscytację odkrywcy, któremu do uwieńczenia dzieła pozostał tylko jeden element. Piąty element? Może musimy wgłębić się w tę pustkę, drążyć, męczyć i dręczyć ten biały prostokąt, aby wyjawił nam swe największe tajemnice dostępne tylko dla nielicznych.
A może po prostu zepsuł Ci się szablon i dlatego nie można zobaczyć nic.

Wygląd:
Obawiam się, że moje przypuszczenia co do specjalnej misji i celowości tej wszechobecnej bieli okazały się jedynie awarią ubraną w ładne słówka. Przyznać muszę jednak, że zostałam zaskoczona w dość nietypowy sposób. Jako osoba roztrzepana i chaotyczna prawdopodobnie nie zauważyłabym nawet, że cokolwiek na blogu jest, gdyby nie suwaki. Ach, dzięki za nie, cóż to za dobrodziejstwo!
Wygląd jest taki, że go nie ma. Rozumiem pojęcie minimalizmu, ale tu chyba jednak nie o to chodziło. Zastanawiające jest umieszczenie na blogu zawierającym opowiadanie odnośników kierujących do wyszukiwarek, choć z drugiej strony może istnieją jeszcze ludzie, którzy nie znają tych zbawiennych adresów i wyświadczasz im nieocenioną przysługę. To naprawdę wspaniałe, że Twoje opowiadanie może być kamieniem milowym w ich życiu i przynieść takie zmiany.
Wizerunki głównych bohaterów wykonane przez autora to interesująca sprawa dla której, jako osoba posiadająca dwie lewe ręce, mam pełne uznanie. O wiele większą ekscytację budzą we mnie jednak obrazy postaci wymalowane słowem, pozbawione co prawda uśmiechu Mona Lisy, a jednak o ileż bardziej żywe i dynamiczne. Umieszczenie w menu spisu rozdziałów budzi we mnie ogromną wdzięczność.

Fabuła:
A jednak nie udało się uniknąć jakiegokolwiek powiązania ze światem filmu. Jako wielka fanka serialu „Herosi” – a może raczej – głównie wdzięków jednego z odtwórców głównych ról, postanowiłaś dyskretnie przemycić jego aparycję do własnego opowiadania. Cóż, może nie stawiajmy zbyt wielkiego nacisku na to „dyskretnie”. Właściwie, Zachary Quinto okazuje się być bratem głównej bohaterki. Udaje mu się ją odnaleźć w rok po tym, jak ojciec wyjawił mu tajemnicę istnienia przyrodniej siostry na łożu śmierci. Opowiadanie jest próbą opisania korelacji, jaka rodzi się pomiędzy dwiema osobami nie mającymi ze sobą wcześniej niczego wspólnego. W między czasie dowiadujemy się, jak faktycznie wyglądała sytuacja szesnaście lat temu i kim właściwie był ojciec Harey. Oprócz tego nastolatka prowadzi normalne życie, chodzi do szkoły, sprzeciwia się niesprawiedliwości, dokonuje zmian w stylu najpopularniejszego chłopaka farbując jego włosy na kolor niebieski i pisze referat z biologii wraz z najlepszą przyjaciółką.
Na tym kończy się fabuła właściwa, przedstawiona i opisana. Następnie nastąpiła informacja, że opowiadanie nie będzie kontynuowane, że to już jest koniec, ale… nie zostawiasz nas z niczym! Podajesz na tacy całość opisaną w wielkim skrócie, splot wszelkich wydarzeń, dzięki którym dowiadujemy się, że: najpopularniejszy chłopak w szkole jest gejem, główna bohaterka jest lesbijką, matka Harey ginie w wypadku samochodowym, popularny aktor, obecnie zaś aktor panny Milo żeni się z jej sąsiadką, kelnerką w pobliskiej kawiarence, a na koniec zostajemy uraczeni… prologiem. To dość zaskakujące i niespotykane, prawie jakbyś chciała zostawić najlepsze karty na koniec albo wyciągnęła nagle królika z kapelusza.
Opowiadanie zawiera wiele wątków, brakuje wyróżnienia, położenia nacisku na jeden, szczególny, tak że wszystko zlewa się w jedno. Parę interesujących pomysłów nie zostało możliwie wykorzystanych – przeciwnie, zaginęły gdzieś w odmętach całej historii, co wskazuje, że Twoja twórczość nie była dostatecznie dobrze przemyślana i zaplanowana. Niestaranność i roztrzepanie są widoczne, na przykład gdy poruszasz w tekście parę spraw jednocześnie. Dostarczasz wielu informacji naraz i czytelnik nie wie, na czym ma się skupić najpierw. Należałoby przecedzić całość, wybrać to, co najważniejsze, wytyczyć jasny plan wydarzeń i przede wszystkim się go trzymać. To straszne, że wybierasz tytuł dla całego opowiadania i przez niego musisz na szybko wymyślić jakieś wydarzenie dające się „podciągnąć” do słów „Wszystko zostaje w rodzinie”. Brakuje ćwiczeń, obycia, a w pewnych momentach – takie odniosłam wrażenie – również zaangażowania. Jasne, to fajne, napisać coś, co dla nas samych jest spełnieniem marzeń, dostać parę pochlebnych komentarzy, mieć milion nowych pomysłów na minutę. Ale z czasem ten zapał mija, co tłumaczy się nieśmiertelnym „brakiem weny”. Zwalnia się tempo, następuje długa cisza, zastój, a potem – koniec.

Postacie:
Zacznijmy może od cytatu:
„- Ach, bo ja cała jestem oryginalna i w ogóle wystrzałowa i niecodzienna. - Ojć, zaczynam swoje...” - Harey Milo

Stawiam wielki, neonowy, świecący napis „NIE” dla krótkich charakterystyk głównych bohaterów na początku rozdziału. Jest to coś nielogicznego, co powoduje gęsią skórkę i usilne wołanie o pomoc. Nie pozwoliłaś jeszcze ani razu dojść swoim postaciom do głosu, nie napisałaś ani jednego słowa właściwego opowiadania, a jednak już rzucasz ich na pożarcie, podajesz ślicznie przybranych na tacy. Jestem w stanie zrozumieć krótkie charakterystyki bohaterów, na przykład w dziale „o mnie”, ale umieszczanie takich opisów przed rozpoczęciem pierwszego rozdziału historii jest rzeczą trudną do zrozumienia. Po przeczytaniu całości zaczęłam się jednak poważnie zastanawiać, czy taki stan rzeczy aby na pewno jest błędem. Z tych charakterystyk zdołałam się dowiedzieć więcej niż z całości opowiadania. Jest to dość niecodzienne, zwłaszcza biorąc pod uwagę to, że przez większość czasu prowadzisz narrację w formie pierwszoosobowej, co powinno pozwolić nam dogłębnie zapoznać się z osobowością głównej bohaterki. Harey Milo jest jednak zmienna niczym kameleon, a jej reakcje są niemożliwe do przewidzenia. Raz chroni młodszych i słabszych przed niesprawiedliwością, innym razem wypowiada kwestie jak ta, którą zacytowałam na początku tego podpunktu. Nie wiem, czy taki właśnie był zamysł, może akurat chciałaś sprawić, aby czytelnik posądzał Harey o rozdwojenie jaźni. Powoduje to jednak zamęt i niedowierzanie – czytelnik nie odczuwa bliskości z główną bohaterką. Następstwem takiej sytuacji jest natomiast brak zaangażowania emocjonalnego ze strony odbiorcy historii, a któż z nas nie lubi czasem wzruszyć się i popłakać przy ciekawej książce? To właśnie takie opowiadania pamiętamy najdłużej: z bohaterami, z którymi możemy się uosabiać lub którzy zdobywają nasze serca w jakiś inny sposób. Z panną Milo nie czuję jednak żadnego pokrewieństwa, wręcz przeciwnie, budzi ona we mnie pewien lęk – cóż to musi być za osoba, która na wieść o posiadaniu brata początkowo wybucha śmiechem, potem na chwilę zamyka się w pokoju, a już po chwili gawędzi z nim jak z najlepszym kumplem? Czy kwestia, że ów nowoodkryty członek rodziny jest jej największym idolem nic w tym przypadku nie zmienia? Usiłujesz pokazać nam jakieś uczucia Harey, jednak czynisz to nieudolnie, wręcz brutalnie. Brak tu delikatności i finezji w opisywaniu cichych marzeń czy lęków. Twoja bohaterka jest przerysowana, a przez to również wydaje się nieprawdziwa. Nie potrafię w nią uwierzyć.
Anna Milo, właściwie Milou, to matka Harey. Szesnaście lat temu wdała się w romans z o wiele starszym mężczyzną, który jednak porzucił ją na wieść o dziecku. Opis relacji zachodzącej pomiędzy tymi dwiema osobami mógł się okazać świetnym pomysłem, jednak zrezygnowałaś z niego na rzecz zwykłego, nudnego monologu. Anna jest płaska i nijaka, a jej jedyną cechą, jaką zdołałaś umieścić w tekście to szaleńcze wprost tempo pieczenia ciasteczek. Pani Milo mogłaby wręcz zostać uznana za ciasteczkowego potwora biorąc pod uwagę ilość wyprodukowanych przez nią słodkich przysmaków. Potencjał matki Harey został zmarnowany, a przecież urodziła córkę mając szesnaście lat, co więcej, wychowała ją samodzielnie, ponieważ w tekście mamy informację, że babcia głównej bohaterki zmarła dawno temu. A jednak, z tej niesamowitej kobiety sukcesu, inteligentnej, pięknej, przebojowej, radzącej sobie z trudnościami, nie pozostaje nam nic.
Wmieszanym w Twoje opowiadanie aktorem zostaje Zachary Quinto, odtwórca jednej z ról w serialu „Herosi”. Po rocznych poszukiwaniach udaje mu się odnaleźć siostrę, jednak nie wie, czy powinien się cieszyć z tego faktu. Ostatecznie decyduje się poznać osobę, której poszukiwanie zajęło mu tak długo i tak rozpoczyna się właściwa historia. Zachary to postać skrajnie wyidealizowana, grzeczny, miły, przystojny, opiekuńczy i wrażliwy. Czego innego można się spodziewać po osobie, która jest przecież Twoim ulubieńcem i w której wizerunek wpatrujesz się codziennie przed snem. Zaskakuje fakt, że opisując go używasz trzecioosobówki, a jednak jest on zdecydowanie najbardziej dopracowaną postacią.
Oprócz tych trzech postaci przewija się również Katie, przyjaciółka, powierniczka Harey, zawsze gotowa posłuchać o jej problemach, nigdy natomiast nie zwierzająca się z własnych; najpopularniejszy chłopak w szkole Daniel, który później okazuje się być gejem; Eden, kelnerka, która zostaje żoną Zacharego i matka Quinto. Istnieją oni gdzieś w tle, biorą udział od czasu do czasu w jakichś sytuacjach, jednak trudno jest o nich powiedzieć cokolwiek więcej. Nie rozpieszczasz pod tym względem, owszem, chwilami wspominasz o jakiejś nowej osobie, jednak tylko zwiększa to chaos panujący na każdym kroku. Z przykrością zauważam, że żaden z bohaterów nie porywa ani nie zachwyca, brak im tej magii, tego czegoś, z jakiejś przyczyny nie rozwijają w pełni skrzydeł. Mają potencjał, ale cóż z tego, kiedy są tylko zarysem, konturem postaci. Nie istnieją.

Świat przedstawiony:
Zaledwie kilkakrotnie pojawiła się gdzieś w tekście nazwa Nowy Jork, bez tej informacji jednak w życiu bym się tego nie domyśliła. Opowiadanie nie zawiera żadnego (sic!) opisu pomieszczenia czy przyrody, jedynym tego typu zjawiskiem jest określenie pokoju Katie mianem „pluszowego”, nazwanie domu Daniela „zamkiem” oraz fakt, że plakat Sylara, czyli postaci odgrywanej przez Zacharego wisi nad łóżkiem Harey. Oprócz tego nie wiemy zupełnie nic – jak wygląda dom głównej bohaterki, pokój, podwórko, kawiarenka Eden, szkoła, do której uczęszczają szesnastolatki… Jest szaro i nudno, bez polotu, bez kształtu. Obracamy się w rzeczywistości, o której nie mamy żadnego pojęcia. Brak tu fundamentu, który określałby dokładnie miejsce i czas akcji.

Zgodność z kanonem:
Nie dotyczy.

Sposób prowadzenia narracji:
Trudny do określenia. Raz to pierwszoosobówka, która ni stąd ni zowąd zmienia się w formę trzecioosobową lub odwrotnie. Brak Ci również konsekwencji jeżeli chodzi o czas. To przenosisz się o szesnaście lat do tyłu, to znów wracasz. Chwilami zapominasz o danym wydarzeniu i postanawiasz na siłę wcisnąć je w dialog lub myśli Harey. Gdyby udało się ujednolicić narrację, z pewnością wyszłoby to na dobre opowiadaniu. Uniknęłabyś nieścisłości i nieporządku, jaki wprowadzasz nagłymi przeskokami w narracji i czasie.

Styl:
Ciężko jest nazwać stylem zlepek dialogów. Przede wszystkim brak opisów, które stanowią podstawę opowiadania. Trudno jest również brać pod uwagę tę kategorię wiedząc, że właściwie nie miałaś szansy się rozwinąć. To jedna z tych cech, nad którymi można popracować. Poćwiczyć, poprawić się, a czas w takim wypadku jest niezbędny. Napisałaś jedynie parę rozdziałów, właściwa historia na dobrą sprawę dopiero co się rozpoczęła, nie doczekała jednak rozwinięcia. Dlatego Twój styl jak na razie muszę określić przede wszystkim jako dość toporny i niedbały. Brak mu naturalności, jest zlepkiem myśli, które akurat przyszły Ci do głowy. Dlatego często wplatasz wydarzenia, które trudno wyobrazić sobie w normalnej szkole, jak oblanie drużyny sportowej przez dwie dziewczyny niebieską, trudną do zmycia farbą. Twój styl jest niewyrobiony, co sprawia, że czyta się ciężko i nie sprawia to przyjemności.

Poprawność językowa:
Pod tym względem również nie prezentujesz się najlepiej, co nie świadczy dobrze, zwłaszcza w dobie, gdy każdy właściwie jest posiadaczem programu takiego jak Word. Popełniasz masę literówek, a także błędy interpunkcyjne i ortograficzne, co przeraża najbardziej. Nie znasz również zasad zapisu dialogów i robisz to „na wyczucie”. Czasami wplatasz do opowiadania też słowa, które nie pozwalają, aby traktować je poważnie. Jest jeszcze jedna kwestia, która pokazuje Twoją niedbałość – nie jestem specjalistką od języka angielskiego, a jednak taki zapis i to występujący w tytule już pierwszego rozdziału, razi nawet mnie:
- He want you
Jeżeli już w swoje opowiadanie wplatasz wyrażenia pochodzące z języka obcego, powinnaś przynajmniej postarać się o to, by były one zapisane poprawnie.
Oprócz tego popełniasz rozmaite literówki:
- (…) i posłałam niewidocznego całusa, sypiąc mu jedzienie. – jedzenie.
- Co, już? - zawsze siedziała u mnie po diwe, trzy godziny, a teraz musi już iść. – dwie.
- Był nieco rozdrażniony, ale w większości opadał z sił, więc nawet nie chciało mu się krzyczeć na jakiegos gówniarza, który właśnie zajechał mu drogię rowerem. – jakiegoś, drogę.
- Nie miał za bardzo jak jej podnieść, w jednej ręce trzymał spore podło i pęk kluczy, (…) – pudło.
- Jednak sie uśmiechnął, niepewnie, ale jednak. – się.
- Brata, brata, brata, czyli ja jestem jesgo siostrą. – jego.
- Czy to czasem nie ryzie się ze sobą?! – gryzie.
- Chcichotaliśmy – chichotaliśmy.
- Uęmiechnął – uśmiechnął.
- Niebieksie oczy – niebieskie.
- W jakiejś zapadłeł wsi pod Mediolanem mieści się mały, stary, zapadnięty zameczek – zapadłej.
- Zupełnie nia ma pojęcia, jak będzie z nią rozmawiał, w ogóle o czym, ale jednak postanowił. – nie ma.
- Odchyliuł głowę w tył i westchnął. – odchylił.
- Jednak wzięły go watpliwości. – wątpliwości.
- Właściwie o czym z nią będzie gadać, opowie jej histrię swojego życia czy co? – historię.
- Ale jedank chciał ją poznać, pomimo, że na dobre to może nie wyjść. – jednak.
- Okay, spokojnie Harey, odddychaj miarowo. – oddychaj.
- spojrzał na wilki, wiszący nad lodówką zegar ścienny. – wielki.

Błędy interpunkcyjne:
- Jezu,. tak jakbym się przygotowywała do jakiejś wojny, czy cokolwiek.
- Robisz aluzje, do tego bohatera, który umie rozlewać rzeczy, a poza...
- (…)i skierował się do mieszkania nr. 15. – po skrócie oznaczającym numer nie stawiamy kropki.

Zdarzają Ci się nawet błędy ortograficzne:
- Mój ty. - zrobiłam "dziubek" do niego (…) – dzióbek.
- Najpewniej i tak poszłaby ze mną, czy beze mnie, więc wolę być przy niej, nie wiadomo co tam się może (szatanistycznego) dziać! – satanistycznego.
- Napewno – na pewno.
- czterosobowe stoliki – czteroosobowe.
- conajmniej – co najmniej.
- nie nawidzę – nienawidzę.
- Szake zawsze piję, gdy tu jestem, nawet w środku dość chłodnej jesieni. – shake.

Oraz powtórzenia:
- Wstrzymał na chwilę oddech, czyżby to było to? Czekał na to tak długo, rok, calutkie 12 miesięcy! Żeby tylko to było to, o czym myśli, ma już w końcu dość rozczarowań.

Nie znasz również zasad zapisu dialogów:
- Co, już? - zawsze siedziała u mnie po diwe, trzy godziny, a teraz musi już iść.
- Sylar. - przerwałam jej spokojnym, uczonym głosem.
- No, cześć. - powiedziałam z wielkim uśmiechem po chwili.
- Słuchaj Milo. - wycedził marszcząc się komicznie. - Masz szczęście, że jesteś dziewczyną, bo inaczej to bym ci nogi z... -

Proponuję zapoznać się z zasadami, znajdziesz je bez trudu w odmętach Internetu. Dla przykładu na tym forum.

Poza tym, jak już wspominałam, zdarza Ci się wplatanie do opowiadania wyrazów, które nie mają zupełnie nic wspólnego i naprawdę nie wiem (i chyba nie chcę wiedzieć), czemu ma to służyć:
- Jest super-przystojny (mwahaha, niezły żart) i bujają się w nim wszystkie super-barbie-laski ze szkoły.
- Z braku (laku) jakiegokolwiek pomysłu posunęłam się w stronę najbliższego krzesła i oklapłam na nie.
- Rozdział V. "Ludzie się zmieniają?" (a łyżka na to: niemożliwe! xD)
- Z braku (laku) jakiegokolwiek pomysłu pomachałam twierdząco głową.
- Chce się zemścić, zrobić mi coś na tej swojej "dżamprezie", to jest pewne!

Wulgaryzmy, idiotyzmy, „słowotwórstwo”:
Parę kwiatków:
* Byłą duża i czuł na rękach jej ciężar, więc było w niej dużo. – O tak, po takim opisie czuję się zdecydowanie przytłoczona tą… „dużością”!
* Co rusz postukiwała dużymi szpilkami, przestępując z nogi na nogę. – Zastanawiam się, jak mają wyglądać duże szpilki. Rozumiem, że były po prostu na nią za duże i dlatego tak nimi „postukiwała”?
* Obrzuciła go groźnym i suchym, ale tez bardzo zmęczonym wzrokiem. – A następnie złapała go w siatkę rzęs?
* Zaczęła się cicho śmiać, ale z dystansem. – O tak. Najważniejsze to aby zachować dystans!

Poza tym, parę idiotyzmów, jak na przykład:
- Pokiwał bezmyślnie malutką główką i zajął się spożywaniem. – Mowa jest tu oczywiście o… żółwiu.
- Jak ja długo musiałam prosić mamę, by pozwoliła mi przekłuć się! – To przekłuć się brzmi nieco… groteskowo…
- Cmoknął tylko z zaniedowolenia i wszedł szybko do kamienicy, w której mieszkał. – Bardzo chciałabym poznać uczucie zaniedowolenia.
- Dawno jeszcze (…) – Muszę przyznać, że to nieznana mi konstrukcja.

A na zakończenie myśl Harey dotycząca matki i obcej, męskiej kurtki w przedpokoju:
- Ha, może w końcu sobie kogoś znalazła? To by było cudowne, już dawno jej mówiłam, że powinna kogoś poderwać!

Podsumowanie:
Historia Harey to typowy przykład opowiadania, które powstało dzięki wielkiej pasji i miłości autorki. Chwilowe zafascynowanie, które wybucha nagle i którego nie starcza na długo. Dlatego nie dziwi mnie, że blog od dawna jest już porzucony, a historia zakończona. Trudno jest ocenić coś, co trwało tak krótko. Z przymrużeniem oka trzeba patrzeć na styl i fabułę, której nie udało się rozwinąć. Piąty element nie porywa, jest napisany topornie i nieumiejętnie. Chaos, który można dostrzec na każdym etapie nie ułatwia zbliżenia się do bohaterów i wgłębienia się w historię. Twoje opowiadanie powstało na fali rozpędu i dawno już osiągnęło linię brzegu. Nie mogę go polecić, natomiast mogę przestrzec – jest tylko dla odważnych.

[komentarzy 0] Komentuj




Ogłoszenia >> 03.07.10 o 12:33

Coś się kończy, coś się zaczyna, jedni odchodzą, drudzy przychodzą…

Niniejszym przedstawiam Wam dwie oceniające, które przyjęliśmy na okres próbny:
Humb Roztargnioną i Nieustraszoną Anniselle. Na razie zajmą się one pozostałościami kolejki Humy, a po trzech ocenach podejmiemy ostateczną decyzję.
(Jeszcze dziś ukażą się ich pierwsze oceny próbne opowiadań z kolejki Meady.)

Druga sprawa to kolejka Humy. Okazało się, że można ją znacznie skrócić.

Nie ocenimy:
Skrzydła marzeń - blog przeterminowany.
Enseleme - blog przeterminowany.
Korzeń - blog nie istnieje.
Darkness - blog przeterminowany.
Overcome - blog przeterminowany.
Improwizacja - blog przeterminowany.
Screenplay - blog nie istnieje.
Jukai Akiko - brak linka do Poczochranych.

Natomiast na koniec kolejek (odpowiednio Humb i Anniselle) trafiają na prośbę autorów:
Film życia i Maigre-rai.

UWAGA: autorzy opowiadań z kolejki Humy mogą oczywiście zmienić oceniającego.


To na chwilę obecną tyle, dziękuję za uwagę ;)

Traq

[komentarzy 0] Komentuj




Pożegnanie >> 25.06.10 o 11:57

Pożegnanie

Długo się do tego zabierałem, oj długo, ale chyba w końcu dojrzałem do decyzji o zakończeniu swojej "kariery" oceniającego. Było miło, ale jak to czasem bywa, życie zweryfikowało moje plany w kwestii oceniania i zabrało mi cały dostępny czas wolny. Niestety czasy, gdy chodziło się do liceum czy na studia, dawno minęły, a wraz z nimi odszedł nadmiarowy wolny czas.

Jeszcze do niedawna byłem w stanie wygospodarować go na tyle, aby przynajmniej raz w miesiącu zamieszczać ocenę. Niestety na chwilę obecną nie ma na to szansy, a nie mogę sobie pozwolić na trzymanie osób w kolejce przez całe lata w oczekiwaniu na ocenę. Za bardzo szanuję wszystkich internetowych pisarzy.

Z chwilą obecną kończę więc ten rozdział, kolejka zostanie zamknięta, a blogi, które już się w niej znajdują przejdą pod opiekę do innych oceniających, jeżeli ich autorzy wyrażą taką wolę. Jednocześnie pragnę wszystkich serdecznie przeprosić, że tyle czasu zwlekałem z poinformowaniem Was o tym i czekaliście na darmo. Wierzę, że wasze opowiadania są warte przeczytania i zostaną profesjonalnie ocenione.

I na koniec chcę bardzo podziękować wszystkim oceniającym, z którymi przyszło mi współpracować na Poczochranych, w szczególności niezwykle wytrwałej w postanowieniu ciągnięcia tego interesu Traq. Także wszystkim autorom, których miałem przyjemność (czasami mniejszą, czasami większą) czytania i oceniania, za wasz wkład w internetową literaturę i zapewnienie mi świetnej rozrywki. Życzę wam przy tej okazji dużo weny, jak najmniej błędów i najwyższych ocen. A dla tych najbardziej zaangażowanych ostatecznie publikacji ich twórczości. No i na koniec wszystkim komentującym i czytającym moje wypociny, dzięki Wam miałem siłę robić to co robiłem. Mam nadzieję, że dobrze się przy tym bawiliście.

Ale drętwo wyszło, co nie? Ale przynajmniej nikt mi nie zarzuci, że poszedłem sobie bez pożegnania. ;)

A teraz znikam, jeśli czas i pozostający na PO oceniający pozwolą, wpadnę czasami gościnnie coś ocenić. Bawcie się dobrze.

Huma

[komentarzy 9] Komentuj




Ocena nr 270 - Riuka Przenikliwa ocenia "Huśtawkę na końcu świata" >> 17.05.10 o 21:39

Za zwłokę bardzo przepraszam, ale nauka to nauka. Na szczęście teraz mam wakacje, więc powinno być lepiej.

Huśtawka na końcu świata

Pierwsze wrażenie
Nader pozytywne. Wszystko swojsko i w naszym rodzimym języku, a do tego ilustracje własne – ze wszystkim stron widać zaangażowanie autorki. Jako czytelniczka poczułam się z początku trochę przytłoczona tym uporządkowaniem, ilością profesjonalnie wyglądającego tekstu, ale dusza oceniającej tylko zachichotała radośnie, zabierając do czytania.
Co więc tu mamy? Mamy ciekawy tytuł, trochę postapokaliptyczny, a trochę osiedlowy. Dwa przeciwległe światy widoczne na pierwszy rzut oka (dziewczyna z książkami i chłopak z kieliszkiem) też mamy i już możemy czuć się zainteresowani. Ja w każdym razie zainteresowana poczułam się od razu, szczególnie zobaczywszy odpowiednio długie rozdziały, w których dialogi przeplatają się z opisami w jak najbardziej odpowiednich proporcjach.

Wygląd
Dwa proste, autorskie rysunki, przedstawiające parę głównych bohaterów. Czarno na białym, nie niszczy oczu, skupia uwagę na tekście. Menu przejrzyste i dobrze zaopatrzone, co też się chwali. Wracając do samych portretów – buszując trochę po różnych blogach natknęłam się kilka razy na opinię, że coś z nimi jest nie tak, jednak mi najzupełniej odpowiadają. Wprawdzie golf Agaty układa się na niej trochę kwadratowo, to są to wszystko takie szczegóły, że szkoda w ogóle wspominać coś na ich temat. Moim zdaniem wykonanie szablonu samodzielnie to pomysł godny podziwu i naśladowania. A spotyka się go na tyle rzadko, że z pewnością przyciąga uwagę, może zaciekawić i przyciągnąć czytelników zainteresowanych bardziej historią, niż przewspaniałym szablonem.

Fabuła
Prosta, przyjemna i najwyraźniej przemyślana obyczajówka o nastolatkach. Główną bohaterkę, Agatę, poznajemy w momencie, kiedy rozpoczyna naukę w liceum. Jak to bywa u kujonek, których typowym przykładem jest właśnie Agata, jej życie szkolne toczy się dwutorowo – z nauką nie ma problemów, za to znacznie trudniej jest nawiązać kontakt z rówieśnikami. Dziewczyna jest wyobcowana, za co częściowo ponoszą winę liczne zbyt zabawowe jednostki, z którymi trudno było jej się dogadać, głównie jednak jej własne nastawienie, o czym dalej.
Dość szybko pada ofiarą szkolnych docinek, w których przoduje kolega z klasy, Florian. Nie darzą się zbytnią sympatią, trudno jednak nie zauważyć, że chłopak, pomimo swej całkowitej odmienności zarówno w stylu ubioru, jak i sposobie bycia, wzbudza pewne zainteresowanie bohaterki. Do tego momentu akcja toczy się powolutku, aż nagle wprowadzona zostaje wprowadzona odrobina tajemnicy, dreszczyku towarzyszącego kontaktom damsko-męskim i pytanie: czy kontakt bohaterów przerodzi się w coś więcej? Mianowicie Florian, ten sam, którego Agata starała się unikać za wszelką cenę, jeśli nie chciała popsuć sobie humoru, pewnego dnia pojawia się w jej drzwiach, prosząc o udzielenie korepetycji z chemii. Podejrzane? To jeszcze nic, ponieważ niedługo potem dołączają kolejne dziwne zachowania Floriana, tajemnicze notatki i groźna choroba.
I tu zaczynają się schody. Cała ta sytuacja ze zwierzaniem się Flo jest zwyczajnie nienaturalna. Trudno mi uwierzyć, by mogło to pójść tak gładko – z tego, co wiemy o nim z wcześniejszych rozdziałów wynika, że chłopak jest innym typem człowieka, a tu nagle wszystko obraca się o sto osiemdziesiąt stopni. Wiadomo, Agata jest kimś obcym, a każdy chyba słyszał, że przed takim często łatwiej się otworzyć. Tyle że Agata nie była zupełnie nieznajoma; była wręcz nielubiana, wobec czego na chłopski rozum powinna być potraktowana jako intruz, ktoś, na kim można wyładować frustrację, a nie przyczłapać potulnie i narazić na nieprzyjemne konsekwencje. To wszystko poszło tak podejrzanie gładko. I na wypadek, gdyby ktoś uważał, że absolutnie mogło pójść gładko, to chciałabym zaznaczyć, że przedłużenie tej sytuacji miałoby pozytywny oddźwięk na całej akcji, chociażby dla zwiększenia zainteresowania czytelnika (znanego też jako sfrustrowanie go poprzez utrzymanie w niepewności).
Odnośnie dalszych rozdziałów nie mam już tak dużych zastrzeżeń. Podoba mi się, że wątek rozszerzył się o historie kilku dodatkowych osób, głównie dwóch koleżanek Agaty. Dzięki temu brakło czasu na nudę i miałam okazję poznać cały komplet wyrazistych charakterów o skrajnie różnych, aczkolwiek wiarygodnych i wielowymiarowych osobowościach. Dramatyzm wprowadziłaś tam, gdzie dodawał smaku, i tego typu fragmenty prowadziłaś zupełnie naturalnie – nie jeden raz łapałam się na tym, że naprawdę mocno wciągnęłaś mnie w swój świat, że z chęcią będę obserwować dalsze poczynania bohaterów.
Mam za sobą lekturę całości, więc jeszcze słówko o tym, jak to dla mnie wygląda z perspektywy. Zakończenie przypadło mi do gustu – wyszło bardzo naturalnie, bez śladu kiczu. Lektura pozostawiła przyjemne wrażenie, nie czułam też niedosytu wskazującego na jakieś braki w tekście.

Postacie
Bardzo kolorowe, powiedziałabym wręcz, że pełen zestaw. Spodobało mi się, że nie zastosowałaś podziału na tych złych imprezowiczów i tę jedną niewinną bohaterkę pośród nich. Nie, żebym posądzała o niedojrzałość – z tekstu wynika, że do niej Ci daleko, ale różne zabiegi literackie się stosuje. Ty pokazałaś wyraźnie, że nawet w najbardziej nieczułym z pozoru chłopaku może czaić się nutka romantyczności, a inteligentna i wrażliwa nastolatka czasem ulega pokusie zaszufladkowania.
Zaczynając więc od głównej bohaterki – Agata jest, wbrew pozorom, dość skomplikowaną mieszanką, jak to w życiu bywa. W jej myśleniu o kolegach z klasy wyczułam trochę pogardy, trochę uważania siebie za lepszą, skoro ma spokojniejsze i bardziej intelektualne zainteresowania. To dobrze, że nie jest ofiarą tak zupełnie bez powodu, bo dla każdego niemiłego zachowania zwykle istnieje jakiś punkt zapalny – w tym wypadku jest to właśnie to podświadome stawianie siebie wyżej. Z drugiej strony w szkole czuje się dość samotna, ponieważ trudno jej nawiązać kontakt z innymi. Trzyma się z dwiema koleżankami, które są jej główną podporą. Ma skłonności do przesadnego analizowania wszystkiego, co jej się przytrafia (ma to ten pozytywny skutek uboczny, że dzięki temu bardziej wgłębiamy się w świat widziany jej oczami) jest empatyczna i angażuje się w życie bliskich jej osób – dzięki temu z powodzeniem daje się ją lubić. Agata jest postacią wyrazistą, świetnie prowadzoną przez cały czasy trwania akcji. Ostatecznie polubiłam ją, chociaż bywały takie momenty, kiedy jej zachowanie mnie irytowało. Wszystko to dobrze – bohaterowie są po to, by wzbudzać uczucia, nie ciągle takie same, bo wtedy jest nudno.
Z Florianem, Flo, jest trochę gorzej przez te jego reakcje, które gryzą się z wizerunkiem osoby nieczułej, jaki wykreowałaś na początku. Właściwie przez większą część opowiadania jawił mi się jako wrażliwiec, ktoś naprawdę w porządku – wobec tego jak usprawiedliwić jego początkowe zachowanie? Nie wiem. Wszystko, o czym dowiedziałam się na jego temat z bieżących wydarzeń nijak nie zgadzało się jego dręczycielską postawą. Czyżby aż tak dobrze się ukrywał? Nie wykluczam tej opcji, jednak nigdzie w tekście nie natrafiłam na trop, że tak rzeczywiście mogłoby być. Odkąd jego tajemnica wychodzi na jaw zachowuje się podejrzanie szlachetnie i bohatersko – po prostu ideał, dodatkowo uszlachetniony przez wszystkie nieszczęścia, które przeżywa. Nawet nie ma za dużo czarnych myśli, tylko dodatkowo podtrzymuje wszystkich na duchu lub oszczędza im przykrych przeżyć. Przejaskrawiłam trochę jego obraz (niech potencjalni czytelnicy się nie odstraszają!) ale wszystko po to, by uświadomić Ci, że może dobrze byłoby to jakoś zrównoważyć. Jak nie teraz, to na przyszłość – to moja sugestia, do której nie ma obowiązku się stosować, ale można wziąć pod uwagę.
Malwina i Lea – koleżanki Agaty. Przyjaciółkami trudno je nazwać, ponieważ są niedostatecznie blisko ze sobą – raczej do pogadania i spędzenia wspólnie czasu. Malwina jest zupełnie innym typem osoby niż Agata – myśli głównie o chłopakach, ma zupełnie inny sposób bycia, inne zainteresowania (najczęściej typu makijażowego) i podejście do różnych spraw. Lea to taki złoty środek. Jest miła i zaradna, umie o siebie zadbać i jest pewnego rodzaju łącznikiem między Agatą, a resztą świata. Obie dziewczyny mają ważne role do odegrania, ale odpuszczę sobie ich przytoczenie, odsyłam do tekstu. W kwestii samych stosunków międzyludzkich – rozumiem, że skoro Agata nie jest duszą towarzystwa, to jej kontakt z dziewczynami działa częściowo przynajmniej na zasadzie przyzwyczajenia. Jest to taki kontakt w sam raz na miłe, relaksujące spędzenie przerwy w szkole, od czasu do czasu popołudnia – wszystko gra, nie widzę problemu. Pytanie mam jednak takie – jak to możliwe, że Agata nie znalazła sobie kogoś, z kim mogłaby dzielić więcej pasji, poglądów na życie? Rozumiem, że ma rodzinę, ale to zdecydowanie za mało, a odnosiłam wrażenie, że dziewczyna często czuje się do koleżanek niedopasowana. Nowego znajomego, w którym znajduje osobę, której można się zwierzyć, znajduje w końcu we Flo, ale to trochę późno. Lei chciałabym trochę więcej, szczególnie pod koniec, kiedy wyjaśnienie jej roli spadło jak grom z jasnego nieba i właściwie trudno było mi się zorientować, o co właściwie chodziło.
Wypadałoby powiedzieć jeszcze coś o pozostałych bohaterach, tyle że choćby na temat chłopaków – Słońce i Hebanowego – z Gangu trudno mi powiedzieć coś więcej, niż zostało napisane czarno na białym w tekście. Wykreowani są dosyć wiarygodnie, wiadomo kto jest od czego, role zostały im jasno przydzielone. Jednak, o ile do drugiego nie mam zastrzeżeń, to Igor wzbudził moje wątpliwości. Z jednej strony przyjaciel Flo- dlaczego jednak dopuścił do sytuacji, w której ich kontakt praktycznie się zerwał, dlaczego aż tak uniósł się honorem, że nie uznał za stosowne nawet zajrzeć do niego po szkole z butelką piwa (skoro trzymamy się już balangowych skojarzeń)? Jeśli dlatego, że był taki nieczuły, że woda sodowa uderzyła mu do głowy, to dlaczego potem nagle się nim przejął na tyle, by ścigać obcą dziewczynę po całej szkole, byleby wycisnąć od niej jakąś informację? Trochę zbyt szybko to poszło. Rozumiem cięcia w związku z niewielką długością opowiadania – nie można było upchnąć wszystkiego, jednak takie odwrócenie się od przyjaciela i zrzucenie całej odpowiedzialności na niego, wydaje mi się podejrzane.
Resztę postaci poznajemy przelotnie. Są wyraziste, ale nie odgrywają przesadnie wielkich ról. Nie mam co do nich zastrzeżeń – i jest ich tyle, ile trzeba, żeby się nie pogubić. Przyczepię się może tylko do reakcji dziadka, który zganiał z huśtawki – był według mnie trochę zbyt porywczy jak na kogoś, komu przeszkadzają tylko dwie osoby, zachowujące się przy tym w całkowicie cywilizowany sposób. Czyżby huśtawka aż tak makabrycznie skrzypiała?
Sznurek, nauczyciel, w dziwnie dziecinny sposób czepiał się nieobecności Flo i żartował na lekcji. Są tacy, ale żeby aż do tego stopnia? Wydał mi się trochę niespójny.
Ogólnie rzecz biorąc postacie są mocnym punktem tej opowieści – cokolwiek można by było wysnuć z mojej wypowiedzi, to są skonstruowani porządnie, czyta się o nich z zainteresowaniem, którego nie są w stanie zniwelować nawet te drobne niedociągnięcia, o których wspomniałam.

Świat przedstawiony
Toruńska szkoła i jej okolice. W rzetelny i obrazowy sposób zostało przedstawionych kilka miejsc – przede wszystkim szkoła, mieszkania bohaterów i plac zabaw ze znajdującą się na nim tytułową huśtawką. Za tę ostatnią od razu pochwalę, bowiem zgrabnie łączy wszystkie ważniejsze wydarzenia w opowiadaniu. Prawie że motyw sokoła. Poza tym autobusy – podoba mi się, że uwzględniłaś je w taki przyjemny sposób, trzymając się nawet prawdziwych rozkładów, wspominając o spóźnieniach i innych drobnych szczegółach – dzięki temu świat jest wiarygodny, a nawet mam wrażenie, że mogłabym się po nim poruszać z samym tekstem opowiadania służącym za mapę.
Nie brakuje kolorowego tła ani w postaci miejsc, ani postaci. Ulice nigdy nie są puste w tym przenośnym znaczeniu, zawsze towarzyszą Agacie albo jakieś panie w autobusie, albo wspomniany dziadek wrażliwy na punkcie porządku. Jednym słowem – bardzo dobrze.

Zgodność z kanonem
Opowiadanie autorskie.

Sposób prowadzenia narracji
Prowadzona z punktu widzenia Agaty, w związku z czym subiektywnie i czasem wyrywkowo. Nie pojawiają się nieścisłości, a narracja pierwszoosobowa czyni relacje bohaterki wyrazistymi, naturalnymi i ze swoim własnym charakterem. Moim zdaniem wyszło bardzo dobrze.

Styl
To chyba ten punkt, który najbardziej mnie urzekł. Jest lekki, można dzięki niemu połknąć całe opowiadanie na raz, jeśli tylko ma się tyle czasu. W sam raz do opowiadania dla młodzieży, jest naturalny i wręcz płynie – to słowo narzuca się samo, kiedy o nim myślę. Dobrze oddaje charakter Agaty, pozwalając wejść w jej buty. Tylko gdzieniegdzie znalazłam parę dość niefortunnych sformułowań, podejrzewam, że wynikłych z chęci uniknięcia powtórzeń, jednak zabrzmiały dość śmiesznie. Na przykład – „reszta życia tornada” (część 4.2) czy „oba istnienia” odnośnie szkoły i przystanku (część 5.1). Według mnie i jedno i drugie trochę przesadzone.
Nie jestem pewna, w jakiej kategorii o tym wspomnieć, ale niezbyt przypadło mi do gustu również to, w jaki sposób Agatę dręczyły różne wątpliwości. W takich chwilach zwykle następowało coś w tylu „ojejej, moja idiotyczna szczerość, czemu ja to zrobiłam, bez sensu, co ja sobie myślałam” (to nie jest cytat z tekstu, aż tak źle nie było). Rozumiem, że bohaterka nie raz pluła sobie w brodę, ale nie trzeba było czytelnika aż tak i tyle razy tym zamęczać. Opowiadania mają to do siebie, że część myśli bohatera można w nich pominąć i czytelnik jakoś to przeżyje. Jeśli takie myśli były spowodowane niepewnością, czy przypadkiem nie napisałaś czegoś głupio, i chciałaś usprawiedliwić się ustami bohaterki, to nie ma z czego, wszystko jest w porządku.

Poprawność językowa
Tekst wyjątkowo dopieszczony, nawet przecinki są na swoich miejscach. Parę literówek i połknięta kropka się trafiło, na przykład „jakiś koniec świat_”, ale ich ilość ich ledwie zauważalna. Niestety do ich spisu chwilowo nie mam dostępu, bo w dokumentach tekstowych panuje chaos ponaprawczy, a kartkę nieprzezornie zostawiłam w mało bezpiecznym miejscu, ale jak tylko znajdę, to ocenę edytuję i te dwa-trzy przykłady dopiszę.

Wulgaryzmy, idiotyzmy, słowotwórstwo
Nic, co by nie było usprawiedliwione tematyką opowiadania i występującymi w nim postaciami. Pod idiotyzm może dałoby się podciągnąć fakt, że Sznurek wspominał uczniom, że nie lubi swojego imienia i dlatego pasuje mu przezwisko – przecież uczniowie i tak nie wołaliby na niego „Jacek”, więc co go to obchodziło, co uczniowie będą wiedzieć na ten temat?

Podsumowanie
Jest to jedno z lepszych opowiadań, jakie miałam przyjemność czytać w sieci. Dopracowane, przemyślane, opowiadające o czymś konkretnym i ważnym, a nie tylko o kolejnym romansie czy super mocach, od których ostatnio nie można się opędzić. Masz wypracowany styl, interesujące postacie i pomysł. Wszystko to, jeśli nie stracisz zapału, po jakimś czasie szlifowania może Cię daleko zaprowadzić. Choć z oceny może wynikać, że mam więcej zastrzeżeń niż rzeczy, za które mogę pochwalić, ale w rzeczywistości chciałam skupić się na tym, co jeszcze możesz poprawić, żeby ułatwić dalszy rozwój, pobudzić do myślenia pod kątem „co na ten temat sądzi czytelnik”. Dla przypomnienia więc – to, co wysuwa się na pierwszy plan, to zbyt delikatny miejscami Flo (co nie oznacza, że nie można się przejąć jego historią i końcówką opowiadania, która jest naprawdę fajna). Stawiam „bardzo dobry” i liczę na to, że to jeszcze nie koniec.

[komentarzy 2] Komentuj