Zobacz wszytkie serwisy JOE.pl
znajomijoe.pl blogiblog4u.pl blogiblogasek.pl darmowe forum val.pl katalog stronwjo.pl avataryavatary.ork.pl czcionkiczcionki.joe.pl forumforum.joe.pl aliasydai.pl, ork.pl, j6.pl tapety tapety.joe.pl obrazkiobrazki na NK
Online: ---
Cognosce te ipsum - oceny opowiadań
1. Oceniamy tylko blogi z opowiadaniem. Niezależnie od tematyki i serwisu.
2. Zgłoszenia przyjmujemy w "Zapisach".
3. Musisz dodać nas do linków (lub ulubionych). Ewentualnie wkleić buton.
4. Blog musi posiadać przynajmniej 5 notek (Z OPOWIADANIEM!).
5. Nie oceniamy blogów nieaktualizowanych od 6 miesięcy.
6. Do ponownej oceny można zgłosić się po upływie sześciu tygodni.
7. Nie lubimy popędzania.
8. Uważamy, że autor/autorka opowiadania powinien/powinna skomentować naszą analizę.
9. Pożądana jest konstruktywna (!) krytyka naszych ocen. Także od osób nie będących autorami danych opowiadań.
10. Prosimy o wybranie oceniającego.
11. Zastrzegamy sobie prawo do zmiany regulaminu (lecz co tu zmieniać?).



Jak oceniamy?

1. Pierwsze wrażenie
2. Wygląd
3. Fabuła
4. Postaci
5. Świat przedstawiony
6. Zgodność z kanonem (w przypadku ff-ów)
7. Sposób prowadzenia narracji
8. Styl
9. Poprawność językowa
10. Wulgaryzmy, idiotyzmy, "słowotwórstwo"
11. Podsumowanie





KOLEJKA:

RIUKA:
Huśtawka na końcu świata
Thirst
Chameleon
X-Men Evolution
Quilcene
Siła tradycji
Love affair
Crooked thought
Rysunki martwych dusz


KOT:
Kryptonim Krokodyl
Tropem zbrodni
Identity
Nawia
Małpie figle
Remus Lupin yaoi
Turn the page |2|
Snares
Asherah
Czarne karty
Szkoła Wyprzedzania
Zmierzch Bogów
Ekspresem do Hogwartu
Paula opowiadanie love th
Opowieści po drugiej stronie szuflady
Connie Rohan
Katarina


MEADA:
Remus Severus
Dies Ater
Fifth Element
KOLEJKA ZAMKNIĘTA


TRAQ:
Dyskretny Urok Smoków |2|
Taka historia
Czas soli
Ninja feelings
W proch
Du
Slayers Teoria Chaosu
Zakamarki wyobraźni
Panna Marple
Ruciński
Le chant du coeur
Oddział specjalny


HUMA:
Chikachev
Skrzydła marzeń
Enseleme
Korzeń
Darkness
Overcome
Film życia
Improwizacja
Niepamięć
Maigre-rai
Screenplay
Jukai Akiko
36
Oog
Siman
I am dying of love
Pieśni wiatru
Kroniki Aínäl
Wiecznoczas
36050

avatar

Dodaj do ulubionych



OCENIAJĄCY



ZAPISY:

Zapisz się
Zobacz



Spis ocenialni
"Zło konieczne"

- tu możecie nas ocenić i znaleźć inne ocenialnie



OCENIONE:

WYBITNE:
Wspomnienia Remusa (2)
Żona dla Śmierciojada (106)
Cinema paradiso (107)
Industrial Diseases (110)
Nowe Dzieje (203)
Opowieści z Anterii - Isilianos (227)


DO IDEAŁU JEDEN KROK:
Devise la Pucelle (4)
Zmierzch (94)
Dianilia (95)
Poświęcenie (108)
Siedem Lat na Monachium (114)
Ameron (117)
Sinis (127)
Taste of Blood (140)
Królestwo Trójcy (214)
Minstrella (250)
McGonagall (253)
Imię Krew Przysięga (258)
Znikające gwiazdy (267)


BARDZO DOBRE:
Cat in the shadow (14)
Ostrze Miłości (17)
Rozmowa z aniołem (35)
Dodzia pisze (36)
Sounds of Silence (40)
Opowiadania Tinuviell (55)
Morze czarnej krwi (58)
Kraina nieznana (62)
Mojaa twórczość (71)
Caitria Stairoth (78)
Broken Glass (93)
Odmienne Światy Świadomości (118)
Dyskretny Urok Smoków (137)
Zabójcy Aniołów
(155) (234)
Portret Szyszki (158)
Kasai (160)
Are you afraid (170)
Znikające gwiazdy (192)
Traumbild (205)
Widzący (209)
Huśtawka na końcu świata (228)
Dotyk Anioła (230)


CAŁKIEM, CAŁKIEM:
Pani Otchłani (16) (113)
Anna Abuckle (23)
W innym świecie (28)
Mystic Saga (31)
Scaeva (39)
Jennifer Eagle (50)
Plectrude story (59)
Defix Medalion Zagłady (68)
Weird story (70)
Dancing with death (87)
Ciepłe i puchate (119)
Schafer (120)
Wyspa Łabędzia (122)
Lina Naito (151)
180 Stopni (154)
Out of Ordinary |2| (157)
Droga (171)
The Fear (172)
Stracony Czas (187)
Shadowblade (188)
Znak (189)
Sny Lilith (194)
Pamiętnik z Zakazanego Lasu (202)
Mała diablica (204)
Szepty i krzyki (213)
Duath Minen (217)
Turn the page (221)
Stories by Zireael (222)
Tokio Hotel. Wakacyjna Przygoda (224)
Cost of living (226)
Dotrzeć do kresu Chaosu |2| (231)
Zwierciadło Czarnoksiężnika (232)
Znana historia panny Evans (233)
Per aspera ad astra (235)
Gretta G. (241)
Zapomniane dusze (251)
Szukając duszy (257)
Severus alternatywny (260)


ŚREDNIE:
Anarelle (15)
Aurora Black (19)
Zapomniane drzwi (20)
The Fantasy Chronicles (32)
Zakazane dno (56)
Juliette Black the elf (65)
Out of Ordinary (67)
Zakład TH (75)
Wampir Sonia (79)
Cherise Vivien (80)
Podwójna Perspektywa (98)
Iram (100)
Yennefer (105)
Lost Memories (112)
Odyseja lustrzana (123)
HP od 17 lat (128)
Krucza Wieża (132)
Pierwszy mundial (139)
Słupinkowa Szkocja (147)
Tajemnicze Przebudzenia Misato (161)
Agnesii (163)
Poszukiwanie Medalionów (180)
Anne Riddle (183)
Lily James Love (185)
Kitty Potter (193)
Gniew woźnego (197)
Dotrzeć do kresu Chaosu (199)
Pestka miłości (208)
Motyl (210)
Przeznaczenie (229)
Requiem dla morza (239)
Gavrille (242)
Sui Generis Umbra (244)
Ekscentryk (247)
Książę (248)
Złotawa rybka (259)
1915 (263)


TAKIE SOBIE:
R-i-p (9)
Alkohol, prochy i ja (11)
Avara (33)
Pisze sercem (44)
Klolicek (49)
Dyta 157 (54)
Laura Grocer (72)
Viola Lourdaud (73)
van Kensinghton (84)
Ren life (89)
Mina's life (90)
Wyjątkowy Dar (91)
Eresse (101)
Oblicze Przyjaźni (115)
Uwierzyć w Siebie (121)
Zbrodnia i kara (126)
Klolicek (149)
Liebe und Qual (152)
Doireann (159)
Dotykiem (165)
Smoczątko (168)
Zakątek dobrej nadziei (173)
History of love (181)
Tokio Hotel opo (182)
Die hoffnung (195)
Jeyka (198)
Aka na sukces (218)
Tożsamość Wroga (220)
So different worlds (225)
Etyka zawodowa (243)
Naznaczony (256)
Kleptomanka nadziei (261)
Blue Origins (264)
Niezapominajka Lily |2| (265)
Na własnych skrzydłach (268)


KIEPSKIE:
Falconwomen (3)
Even in death (5)
Tokio Hotel und ich (6)
Przygody elfki (7)
PJP (18)
Moja historia (21)
To tylko mój świat (26)
TH i Maria - story (37)
Kse-nia (43)
My city - my story (45)
Kaligaris (46)
Opowieści z Hogwartu (47)
Paulineczka33 (66)
Syriusz i Severus (82)
Malaria i jej schizy (86)
Pirackie życie (97)
Being Sarcastic (102)
Lotiel (116)
In the winter (124)
Tajemnice Or Ile (129)
Jak pozbyć się Jamesa Pottera (134)
Looking for father (141)
Statek Marzeń (143)
Blue X-men Evolution (150)
Agent's life (153)
Cognosce te ipsum (162)
The oldest story (164)
Lily's adventures (167)
Quo vadis baby (178)
Pirackie opowieści Pauliny (186)
Huncwotki w Hogwarcie |2| (200)
Hogwarckie love story (201)
Tatia Story (206)
Rude Uczucia (211)
Granice Postrzegalności (212)
Potter in Hogwart (216)
Wróciłam (219)
Opowiadania Mroophki (223)
Moret (236)
The cruel circus (237)
Dreams of my love (245)
Misiam (246)
Bitte (249)
Taisetu na Hito (252)
Tańcząca w deszczu (254)
Zasmarkany Werter (266)


DLA ODWAŻNYCH:
To już czas (10)
Diary by Hermiona Granger (27)
Harry i Hermiona (29)
Rebel girls (51)
Gryphon rider (60)
Jetzt Rette Mich (74)
Snape world (76)
Punky TH (85)
The Pink Panther (88)
Kaktus (96)
Córka Anioła (99)
Opowiadania Eileen (111)
Francuski pocałunek (142)
Evans Snape Potter (148)
Dead Me (175)
The system after tomorrow (176)
Niezapominajka Lily (177)
Wojna Płci (179)
Hermiona and Draco (184)
Czarna Perła (255)


TROLL:
Hermione and Draconik (1)
Opo (22)
Tokio Hotel Story - Heart (24)
Emily Smart (34)
Cała ja diary (41)
Cruel world (53)
Niezależne Story (61)
Chinese history (63)
Victoria Snape (69)
Anastory (77)
Niezależny Pamietnik z Hogwartu (81)
Niesłodka idiotka (104)
Unfailing (135)
Saraswathi (144)
Stich im gluck (156)
Manish (166)
Galactik football opo (174)
My Magic Friends (190)
Our story (191)


POMOCY!:
Fasola (30)
Kwiaty we włosach (42)
TH 4 ever Ash (48)
Story Bill Kaulitz (52)
Inna piratka (57)
Bajki JAMP (64)
Nicola (83)
Cass (92)
Idealny Błąd (103)
Bądź Mym Marzeniem (109)
Ironia (125)
Zza ścian (130)
Tom Kaulitz Story (131)
Tom Bill Kaulitz for Ever (133)
Pamiętniczek Lily E. (136)
Wakacje Tokio Hotel (138)
Huncwotki w Hogwarcie (145)
Draco Hermiona Love (146)
We are good guys (169)
Elfi świat (196)
Sims życie (207)
Zakochana złośnica (215)
Kuż (238)
Opka o Cindy (240)
Dziecko mafii (262)




ARCHIWUM:

Od lutego 2006 do grudnia 2008 działaliśmy na mylogu.

2008
grudzień
(archiwum ocen z myloga)

2009
styczeń
luty
marzec
kwiecień
maj
czerwiec
lipiec
sierpień
wrzesień
październik
listopad
grudzień

2010
styczeń
luty




POLECAMY:

In My Opinion
Forum dla oceniających

---

Imię, krew, przysięga - opowiadanie Mirveki







Lay




POSZUKIWANY, POSZUKIWANA!
Ogłaszamy nabór do grona Poczochranych Oceniających. Wymagane oczytanie, zaangażowanie, dobra znajomość zasad pisowni języka polskiego i mocne nerwy.
Wszyscy chętni proszeni są o wysłanie maila ze zgłoszeniem na adres: prawie.dobra[at]gmail.com. Otrzymają wtedy adres bloga do próbnej oceny.

---

Ocena nr 268 - Niezgłębiona Traq ocenia "Na własnych skrzydłach" >> 27.02.10 o 21:26

O matko i córko! Szóstego lutego Poczochrane skończyły, o ile dobrze liczę, 4 lata. Kawał czasu ;)

A teraz ogłoszenia. Nie oceniam Księgi, bo nastąpiły przenosiny, a na nowej stronie jest forum literackie. Natomiast teraz dokonuję małego przeskoku w kolejce do czegoś w miarę krótkiego, żeby wreszcie z robotą ruszyć. „Taką historię” zaczęłam już czytać, ale trochę mi to jeszcze zajmie, więc na razie oceniam:


Na własnych skrzydłach

Pierwsze wrażenie:
Fantasy, coś związanego ze smokami i lataniem… Lubię takie rzeczy, nie powiem, aczkolwiek wizja natury elfa połączonej z naturą smoka w jednym ciele (jak głosi napis na szablonie) nie do końca mnie przekonuje. Ale zobaczymy.

Wygląd:
Zdecydowanie nie podoba mi się biały pasek z prawej strony. Lepiej gdyby grafika była tej samej szerokości co kolumna z tekstem albo ewentualnie wyśrodkowana, z białymi pasami po obu stronach. Obrazek przedstawia smoka, elfa i miecz, więc pasuje do treści. Na blogu panuje porządek i prostota, co mi bardzo odpowiada. Nie do końca cieszą mnie za to podstrony o rasach i bohaterach, gdyż wszystko to powinno się znaleźć w treści opowiadania i zostać tak podane, bym nie musiała się do takich pomocy odwoływać.

Fabuła:
Na początku było nieciekawie, potem zrobiło się trochę lepiej, choć wciąż bez fajerwerków. Ale spokojnie, nie od razu Rzym zbudowano; grunt, że widać poprawę.
Prolog, w którym przedstawiasz legendę o tym, skąd się wzięli greveni, nie powala na kolana. Przede wszystkim zgrzyta mi styl opisu: za dużo w nim kolokwializmów przemieszanych z patosem i „wzruszającymi” kwiatkami w stylu A więc to koniec, uświadomiła sobie elfka, szkoda tylko, że nie zaznałam prawdziwej miłości. Do tego realizm scen pozostawia dużo do życzenia. Elfka ucieka przed smokami, jest za stromo, żeby zbiegła na dół, więc biegnie górą, i tak sobie ucieka, ucieka, unika smoczego ognia i w końcu chowa się w jakiejś szczelinie, a durne smoki lecą sobie dalej. Mhm… A do tego jakoś naiwnie mi się ta miłość między Sitian i Kerizem przedstawia. Wyznała mu to i opowiedziała czym jest miłość, a czarny smok przyznał, że czuje do niej to samo. Nie wiem, może to przez to, że się niełatwo wzruszam, ale takie postawienie sprawy jest dla mnie raczej śmieszne. Ostatnia rzecz — czy naprawdę trzeba było tworzyć rasę będącą skrzyżowaniem elfki ze smokiem? Nie to, żebym była nietolerancyjna, ale widzę pewne trudności… A tak przy okazji: czemu elfia ciąża trwa akurat osiem lat? I czy Sitian nie miała problemów, rodząc dzieci ze skrzydłami? Tak tylko pytam.
Jeśli chodzi o właściwą fabułę opowiadania, to nie jest tak źle. Mamy pewien ciąg przyczynowo-skutkowy, rozwijające się sensownie wątki poboczne i tajemnicę. Czasem jednak akcja idzie trochę za szybko i nie wykorzystujesz potencjału niektórych scen. Na przykład uwolnienie Arides poszło zupełnie gładko, a tu właśnie można było się pobawić napięciem. Wyszło na to, że była to bułka z masłem, a mnie ciężko w to uwierzyć. Momentami brakowało mi też przemyśleń głównego bohatera. Zwłaszcza w sytuacji, kiedy Shinon wpadł w furię, bo dowiedział się, że jego ojciec zabrał Arides do świątyni. To, że poszedł sobie polatać, żeby się uspokoić, a potem najzwyczajniej w świecie Oparł się wygodnie i zasnął jest w tej sytuacji zachowaniem co najmniej dziwacznym. Nawet jeśli się rzeczywiście uspokoił, to na pewno nie przestał się martwić o siostrę. W takiej sytuacji pokazanie tego, co bohater myśli i czuje jest bardzo ważne, bo inaczej jest papierową postacią, która zasypia spokojnie, bo tego chce autor. Poza tym postać poznajemy nie tylko przez jej czyny, ale także myśli.
Ładnie splotłaś wydarzenia z przeszłości Shinona z teraźniejszością, w której opowiada on swoją historię Nelairowi. Nie jest to może oryginalny zabieg, ale porządnie wykonany nie budzi zastrzeżeń.
Podobały mi się również płynne przejścia między wizjami Shinona a rzeczywistością. Zastanawia mnie tylko, czemu mu się te wizje ukazały. Czy przyszło to wraz z jego powołaniem? Czy może jest związane z czymś innym, skoro greveni (grevenowie?) mają niewielką magiczną moc? Mam nadzieję, że masz na to przekonujące wyjaśnienie, nawet jeśli dotąd się nie pojawiło.
Historia Nelaira też jest całkiem składna i sensowna, a koncepcja Złodziei Mocy ciekawa.
I na koniec wątek Darela. Myślałam, że się ten bohater już nie pojawi, a tu proszę, nie zapomniałaś o nim. Ciekawa tylko jestem, jak się to jego powołanie nazywa. Na razie na myśl przychodzi mi tylko „Zabijacz w trzy minuty”, ale to tak na marginesie.
Jakieś nadzieje na przyszłość opowiadanie rokowało, ale że zostało zawieszone, nie dowiem się (przynajmniej na razie), co z tego wyniknie. Ech, życie.

Postaci:
Z postaciami jest większy problem. Nie przekonuje mnie na przykład główny bohater, czyli Shinon. Nie pasują mi do niego te napady furii. To przecież spokojny, niezbyt agresywny greven, który nawet podczas walki o własne życie najbardziej przejmuje się tym, żeby przypadkiem nikomu nie zrobić krzywdy. Kiedy opisywałaś jego napady furii (chyba tylko dwa, bo potem już nie dostawał szału), miałam wrażenie, że to zupełnie inny bohater. Przykro mi, nie przekonuje mnie to. Okej, mógłby być na przykład impulsywny (na zasadzie kontrastu z opanowaniem Nelaira), ale wpadanie w taką wściekłość to chyba jednak przesada.
Z kolei pozostali bohaterowie są słabo zarysowani — wiemy, że ojciec Shinona też łatwo wpada w gniew i jest gotów zabić nieposłusznego syna; matka ma w głowie tylko swoje obrazy, choć wychodzi na to, że to tylko pozory; Nelair jest podobno wyprany z emocji, a w każdym razie dobrze je kontroluje, co na razie objawiło się tym, że ma pusty wzrok i mówi obojętnym tonem; a Arides do tej pory tylko była. A, było jeszcze trochę o tej nimfie wielośrodowiskowej (przy tej nazwie, kolokwialnie mówiąc, wymiękłam), między innymi o tym, że lubi ryzyko.
Podsumowując, nad postaciami trzeba by jeszcze popracować, rozwinąć ich charaktery i tak dalej.

Świat przedstawiony:
Pojawiło się parę nazw geograficznych, ale poza tym nie wiem wiele o świecie, w którym dzieje się akcja. Parę dodatkowych informacji pojawiło się w przypisach, co nie jest najlepszym pomysłem. Wyjaśnienie różnicy między magiem a czarodziejem powinno znaleźć się w tekście, skoro jest to jedna z fundamentalnych rzeczy wyróżniających Twój świat od innych. Przecież przy okazji opowieści Nelaira wykorzystałaś niewiedzę Shinona, żeby przemycić parę ważnych faktów. Czemu nie pociągnąć tego dalej? Albo wpleść taką informację w scenę z czarodziejką? Jest dużo możliwości i nie obawiaj się spowolnienia akcji przez dygresję (w końcu nawet Homer stosował retardację — ach, pamiętny opis tarczy Achillesa…). Czytelnik nie zna Twojego świata i musisz mu go przedstawić. Przecież gdyby nie opis z działu o rasach nie miałabym zielonego pojęcia, dlaczego składają Arides w ofierze i że dzieje się tak tylko z drugim dzieckiem!
Czas akcji jest typowy dla fantastyki — coś na kształt średniowiecza.

Zgodność z kanonem:
Nie dotyczy.

Sposób prowadzenia narracji:
Trzecioosobowa, z różnych punktów widzenia.

Styl:
Twój styl też się rozwinął podczas pisania „Na własnych skrzydłach”, co tylko potwierdza, że trening czyni mistrza. Nadal mam jednak jedno poważne zastrzeżenie: za dużo kolokwializmów w narracji, zupełnie nie na miejscu i przez to psujących nastrój, wybijających z rytmu. Zdecyduj się też na jakiś jeden styl, bo pojawiające się niż gruszki, ni z pietruszki gawędziarskie wstawki trochę rażą. To samo w przypadku mowy Nefraina — wyrażenia w stylu „darli się” (i inne emocjonalnie nacechowane) nie pasują do jego charakteru i psują wrażenie, jakie wywiera ta przemowa.
Pod koniec pojawiło się trochę więcej opisów otoczenia, ale wciąż mogłoby być ich więcej, tak samo zresztą jak opisów przeżyć wewnętrznych i tych nakreślających sytuację na przykład podczas dialogu.
A poniżej kilka zdań, co do których miałam zastrzeżenia:
* Za nimi majaczyły zarysy gór. Wiatr wiał w plecy i jeśli jego kierunek się nie zmieni, powinni dotrzeć do ludzkiej wioski za około dwie godziny. - Zmiana czasu w środku zdania zgrzyta.
* Mimo małej wysokości nad budynkami, byli słabo widoczni dla ludzkiego oka. - Nie wiem, czy to skrót myślowy, czy próba zawarcia zbyt wielu informacji w kilku słowach, w każdym razie zdanie jest niezrozumiałe. Proponuję: „Mimo że lecieli tuż nad dachami, ludzie ich nie dostrzegali.”
* W Shinona wpatrywały się jej oczy, tak samo puste jak wtedy. - Zmieniłabym szyk zdania, żeby brzmiało naturalniej: „Jej oczy wpatrywały się w Shinona, tak samo puste jak wtedy.” albo „Jej oczy, tak samo puste jak wtedy, wpatrywały się w Shinona.”
* Dzień właśnie wstawał, więc wg naturalnego zegara był to czas na poranną toaletę. - Skróty w opowiadaniu to zło. Kropka.
* Po umyciu się, ubraniu i zjedzeniu, Shinon udał się do komnaty matki. - W tym momencie sens zdania jest taki, że Shinon ubrał się, umył się i zjadł… siebie. Lepiej byłoby dodać tam: „i zjedzeniu śniadania”.

Poprawność językowa:
Oj, nasiałaś literówek, wrr. Ale to nie wszystko.

Błędy ortograficzne:
* Napady gniewu, nawet z błahego powodu, zdażały mu się często. - „zdarzały”.

Błędy gramatyczne:
* Shinon odwinął ją z kocy i posadził sobie na kolanach. - „z koców”.

Błędy interpunkcyjne:
Masz chyba ogólny problem z przecinkami, więc polecam poczytać zasady interpunkcji.

Wulgaryzmy, idiotyzmy, słowotwórstwo:
Parę kwiatków budzących moją wątpliwość co do ich logiki:
* Lecieli w ciemności. Czerń im sprzyjała, pomagała im, a oni w zamian wzbogacali ją o jeszcze jedną barwę: czerwień. - Jakby to powiedzieć… W nocy wszystkie koty są czarne? Ten opis jest trochę bez sensu. A przy okazji, która część grevenów jest czerwona? Bo była tylko mowa o tym, że mają czarną skórę.
* Po wielu owadzich krokach dotarła do wąskiej szczeliny w skale i postanowiła przez nią przejść. Gdyby była człowiekiem, widząc ową szczelinę, uciekłaby od niej jak najdalej. Ale była tylko muchą i uparcie przecisnęła się przez szparę. - W tym przypadku porównanie muchy do człowieka jest moim zdaniem bez sensu, bo przecież człowiek nie zwróciłby raczej uwagi na tak małą szparę (a musi być mała, skoro mucha się przez nią przeciska). I skąd by wiedział, że prowadzi ona do jaskini, w której mieszkają greveni? Oprócz tego wyraźnie sugerujesz, że mucha w Twoim świecie nie ma jakichś nadzwyczajnych możliwości intelektualnych, więc jak mogła coś postanowić? Później też pojawia się tego typu porównanie, więc widać, że miałaś pewien zamysł, tylko nie został on do końca dopracowany i budzi wątpliwości.
* Wziął kilka głębokich wdechów, a następnie pobiegł pędem przez las. - Nie uwierzę, że on tak pędził ze złamaną nogą. W tym momencie realizm padł na twarz.
* Jedli uzbierane przez Shinona jagody, spali w jaskiniach, rowach, a czasem nawet pod gołym niebem. - Bo spanie w rowie wcale nie jest spaniem pod gołym niebem, wcale…
Aha, w prologu, przy okazji opisu walki Keriza z innymi smokami, pojawia się w pewnym momencie imię Cezario, a z kontekstu wynika, że chodziło Ci właśnie o Keriza.

Podsumowanie:
Szczerze mówiąc, Twoje opowiadanie nie wywołało u mnie większych emocji: nie zachwyciłam się nim, ale i nie zirytowałam, choć nadal mam mieszane uczucia co do samych grevenów. Nie wciągnęło mnie być może dlatego, że bohaterowie nie zostali jeszcze wystarczająco dobrze nakreśleni, o świecie też wiem niewiele, a akcja czasami za bardzo pędzi i jest miejscami przewidywalna. Nie namawiam Cię do „odwieszenia” tego opowiadania i kontynuowania go na siłę (czasem lepiej wziąć się za coś nowego), ale do pisania jako takiego — owszem. Widać było, że nie przelewasz tylko pomysłów na papier, ale starasz się też pobawić trochę formą, w jakiej je prezentujesz, a to moim zdaniem dobrze rokuje na przyszłość. A „Na własnych skrzydłach” wrzucam do Takich sobie.


[komentarzy 3] Komentuj




Ocena nr 267 - Huma Bezimienny ocenia "Znikające gwiazdy" >> 10.01.10 o 20:36

Znikające Gwiazdy

Oj, troszkę to trwało, a obiecywałem, że będzie szybko. Niestety życie upomniało się o mój czas wolny i utknąłem w czytaniu. Ale to opowiadanie mógłbym czytać choćby dziesięć razy, i tak będę zachwycony.

Pierwsze wrażenie
Dawno to było. Nie potrafię sobie jakoś przypomnieć pierwszego wrażenia, sądzę jednak, że musiało być dobre. Choć to kolejne bardzo długie opowiadanie w mojej kolejce, podszedłem do niego z większym zapałem, ze względu na gatunek, jaki sobą reprezentuje, czyli mroczne fantasy. I nie zawiodłem się.

Wygląd
Całkiem przyjemny i skromny szablon. Całość utrzymana w tonacjach niebiesko-fioletowych, nie rażących oczu. Na górze, pasujący do treści, rysunek smoka, niestety bez podania autorstwa. Co prawda jest odnośnik do strony autoka/ki szablonu, ten jednak nie działa (404 strona o podanym adresie nie istnieje), więc tym bardziej nie zwalnia to autorki opowiadania od podania właściciela praw do zastosowanych grafik. Sam szablon w klastycznym stylu dwukolumnowym. Po lewej w wąskiej kolumnie mamy spis treści, odnośniki do strony o autorce, świecie i postaciach oraz linki do polecanych stron. Na środku w szerokiej kolumnie tekst. Równie standardowe jest drażniące niewykorzystanie dostępnej przestrzeni, gdyż praktycznie ponad 1/3 powierzchni strony jest pusta. Nie można się jednak przyczepić do żadnego innego elementu. Jest czysto, ładnie i schludnie. Do tego kontrast pomiędzy kolorem tekstu, a tła nie utrudnia czytania także bezpośrednio na stronie. No i żadnych skryptów blokujących kopiowanie, co się chwali. Jedna uwaga jednak do aktualizacji podstron. Niestety blog4u ma ten mankament, że zmiana w szablonie na jednej stronie, nie przenosi się na pozostałe. I tak się składa, że dla przykładu, na podstronie o świecie nie ma w spisie treści dwóch najnowszych rozdziałów opowiadania. Polecam zwrócić uwagę na to przy następnej aktualizacji.

Fabuła
Głęboka, bogata, przemyślana, wielowątkowa, skomplikowana i po prostu fantastyczna. Ciężko się było oderwać od lektury, bo z każdą stroną chciałem coraz mocniej poznać dalszą część. To się po prostu chce czytać. Akcja jest wciągająca, przenikające się wątki idealnie splatają się w bogatą i wielowarstwową fabułę, a przy tym wszystkim mamy magię, rycerzy, smoki, a to podane w doskonałej formie stylistycznej. Nie będę tutaj analizował poszczególnych elementów fabuły, ani broń Boże opisywał co się dzieje i dlaczego. To trzeba przeczytać, streszczenie jest niemożliwe.
Niestety, żeby nie było tak pięknie ze wszystkim, fabuła, a może opowiadanie całościowo, ma jeden mankament. Dla nowego czytelnika opowiadanie jest po prostu trudne. Masa postaci, wiele miejsc akcji, przeplatające się wątki, a przede wszystkim nieznajomość świata w których toczą się wydarzenia, sprawiają, że w wielu momentach lektury człowiek może się po prostu zgubić. A przy tym rozpoczynając lekturę można odnieść wrażenie, że to drugi, a może nawet trzeci tom opowieści, i coś nam umknęło. Autorka rzuca czytelnika na głęboką wodę pełną rekinów, dając mu jedynie niemowlęce pływaczki na ramiona. Nie ukrywam, że był to element decydujący o obniżeniu oceny o jeden punkcik. Autor opowiadania, stwórca świata i bohaterów, doskonale wie co się z czego bierze. Intuicyjnie rozumie powiązania pomiędzy wszystkim o czym pisze, szczególnie, gdy opowiadanie pisane jest według jakiegoś planu. Niestety czytelnik nie posiada tej samej wiedzy, co autor, o powiązaniach i zależnościach w opowieści. A jeżeli autor pewnych rzeczy precyzyjnie nie wyłoży w tekście, czytelnik będzie się czuł zagubiony. Tutaj niestety ten element występuje dość nagminnie. Wiele postaci wprowadzanych jest bez dokładniejszego wyjaśnienia kim są (czym są) i jakie są ich powiązania z resztą świata i bohaterów. Widzimy ich działania, ale nie rozumiemy dlaczego robią to, co robią. Niektóre wydarzenia są niezrozumiałe w ogólnym kontekście, gdyż brakuje im jakiejś bazy – podstawy dla zrozumienia stojącej za nimi idei. Co prawda opowiadanie nie jest jeszcze zakończone, więc istnieje nadzieja, że w dalszym ciągu fabuły poszczególne klocki układanki będą wskakiwać na swoje miejsca, a niezrozumiałe dotąd elementy staną się spójne z posiadaną już wiedzą. Niestety dla czytelników o mniejszych pokładach cierpliwości, albo szukających łatwej, ale i wciągającej lektury, może to być element zniechęcający do czytania. Autor musi pamiętać, że wątek przyczynowo-skutkowy musi być nie tylko spójny wewnętrznie i prowadzony z sensem, ale i posiadać precyzyjnie określony początek i koniec. Tutaj brakuje mi tego początku, a końca jeszcze nie dane nam było poznać, na co jednak oczekuję z niecierpliwością.

Postacie
Nie czuję się na siłach, aby podjąć się szczegółowej analizy postaci w opowiadaniu. A to ze względu na moje braki umiejętności w tym zakresie, a jednocześnie wysoki poziom skomplikowania skonstruowanych przez autorkę bohaterów. Nie ma tu mowy o przypadkowych osobach, które wpadają tylko na chwilę odegrać swoją rolę, by po chwili zniknąć w odmętach fabuły. O nie. Każda postać ma historię, bogate wnętrze, precyzyjnie nakreślone cechy fizyczne, jak i określony poprzez ich czyny charakter. To są po prostu żywi ludzie (i nieludzie) niosący na barkach nić fabularną. Jednocześnie liczba bohaterów jest tak duża, że ogarnięcie ich wszystkich wymagałoby znacznie więcej miejsca, niż jestem gotów poświęcić na ocenę (bo nikt jej nie przeczyta). Dodatkowo nie można w ich przypadku mówić o jakimś jasnym podziale na tych dobrych i złych. Każdy ma coś na sumieniu, i choć widać dokładnie dwa (a może nawet więcej) ścierających się obozów, większość postaci działa indywidualnie. Ten element opowiadania stoi więc na najwyższym możliwym poziomie.

Świat przestawiony
Bajeczny. Nie mylić z bajkowym. Opisy zarówno wnętrz, jak i terenów otwartych są precyzyjne, bogate, barwne (choć często mroczne to barwy) i przesycone emocjami. W żadnym momencie opowiadania bohaterowie nie poruszają się w pustce. Zawsze wiemy jaka aktualnie jest pogoda, choć nie jest to podane w formie „Pani Basi pogodynki”, czuć jednak, że akurat jest wielka burza, albo grzeje słoneczko. Opisy pomieszczeń dokładnie przedstawiają miejsce, w którym trwa akcja, nie zdradzają jednak wszystkiego. Wskazane są jedynie elementy istotne dla fabuły oraz detale-smaczki, pozostawiając wypełnienie „białych plam” wyobraźni czytelnika. Czuć, że ten świat nie powstał z dnia na dzień, ale został stworzony z chaosu i był kreowany przez tysiące lat. Do pełni obrazu brakuje mi jedynie szczegółowej mapy określającej wzajemne położenie miejsc akcji, gdyż momentami trudno było ocenić na przykład tempo przemieszczania się pomiędzy nimi naszych bohaterów. A miejsc tych jest bez liku, stąd możliwość zamieszania.

Zgodność z kanonem
Opowiadanie autorskie, nie dotyczy.

Sposób prowadzenia narracji
Trzecioosobowy. Bez zastrzeżeń.

Styl
Profesjonalny. I nic więcej dodawać nie trzeba. Autorka po prostu potrafi pisać, i choć nie ustrzegła się paru drobnych błędów, całość jest wciągająca, płynna i bogata językowo. Niczego więcej tu nie potrzeba.

* Ich barwa przywodzi jej na myśl świeżą krew na śniegu - patrzy, jak tańczą w powietrzu i mimowolnie wspomina dni wypełnione czerwienią krwi i bielą zimy. - w tym zdaniu właściwie dwukrotnie powtarza się informacja o tym, iż widziany przez bohaterkę obraz przywodzi jej na myśl krew i śnieg. Po co ta informacja jest powtórzona?

* Dym roznosił się po całym placu. Dostawał do płuc, wywołując napady kaszlu, atakował oczy, powodując łzawienie, spowijał wszystkich ludzi zgromadzonych w tym miejscu, oddzielał od płonącego stosu. Wiatr wciąż zmieniał kierunki, sprawiedliwie niosąc kłęby dymu na wszystkie strony, jakby nie chciał opuścić żadnego miejsca. - troszkę powtórzeń wyrazów „dym” i „miejsca”, zupełnie zbędnych w moim mniemaniu.

* Teris nieomal zawsze przyjmowała gości leżąc w łóżku, ale tego dnia siedziała na krześle i chyba jeszcze nigdy, od kiedy Asfodel przekroczyła próg jej domu po raz pierwszy, nie wyglądała na tak silną i zdrową. - sformułowanie „nieomal zawsze” nie jest szczególnie szczęśliwe.

* Aż do chwili, w której nieomal siłą wepchnęła Jule do podziemnego przejścia, w której zatrzasnęła za nią drzwi. - drugie „w której” rozumiem, że nadal odnosi się do „chwili”, jednak w takim ułożeniu tworzy się dość dziwaczny twór. Sugeruję zapis „siłą wepchnęła Jule do podziemnego przejścia i zatrzasnęła za nią drzwi.”

* Czasem w milczeniu stawał na tarasie placu, na którym ona ćwiczyła walkę na miecze - co to jest „taras placu”? Moja wiedza z zakresu architektury jest dość skromna, stąd nie potrafię sobie tego wyobrazić.

Poprawność językową
Trochę literówek i błędów interpunkcyjnych się znalazło, ale jak na tych rozmiarów opowiadanie to są praktycznie pomijalne. Kilka przykładów dla samego zapchania oceny (bo nie mam o czym pisać, poza peanami i zachwytami), jednocześnie służę plikiem z wszystkimi odnalezionymi błędami.

Interpunkcja

Żadnych błędów wynikających z nieznajomości zasad, czy nieumiejętności stosowania interpunkcji samej w sobie. Stawiam, że to zwyczajne przeoczenia, jak w przypadku literówek.

* Pomiędzy jej dłońmi uformowała się kula zielonego ognia, która rozświetliła komnatę Naoisette Z mroku wyłoniły się znajome sprzęty, obraz na ścianie przedstawiający smutną, szarooką kobietę oraz lustro, w którym odbijała się postać drobnej, jasnowłosej, około czternastoletniej dziewczynki. - pomiędzy zdaniem kończącym się Naoisette, a nowym rozpoczynającym się od „Z mroku” winna standardowo wystąpić kropka.

* Wraz z tlenem zaczęły powracać zmysły, a potem nadszedł ból, rozrywający całe ciało, który po kilku minutach wydających się wiecznością, zamienił się w przejmujące zmęczenie. - przecinek pomiędzy „minutach”, a „wydających”. Jednocześnie zmieniłbym odrobinę szyk zdania na „a potem nadszedł, rozrywający całe ciało ból”.

* Wiedziała, że żołnierze przyboczni Vem nie spuszczają z niej oka a i ich sama pani zauważa jej urodę i patrzy na nią z zazdrością. - przecinek przed „a”. Wyrzuciłbym też „sama” z dalszej części zdania.

* - Spóźniłaś się - czarne, bystre oczy Eneriela skierowały się na niską, niebieskooką, około czternastoletnią dziewczynkę, która stanęła w progu. - błędny zapis w dialogu. „Czarne” winno być zapisane z dużej litery.

* Nollinae Szara, zwana tak z powodu nietypowego koloru swoich włosów z umiarkowanym zainteresowaniem spojrzała na Sokolnego - informacja o kolorze włosów jest wtrąceniem, więc po „swoich włosów” przecinek.

* Jule tak jak jej siostra miała włosy jasne jak len i błękitne oczy, a jednak bardzo różniła się od Vem. Inne rysy twarzy, drobna budowa i przede wszystkim ten spokój i poważne spojrzenie tak inne od szalonego wzroku i obłąkane uśmiechu, który wciąż malował się na pięknej twarzy Ostrorękiej. - „tak jak jej siostra” jest wtrąceniem, powinno być oddzielone z obu stron przecinkami.

Literówki:

* Przemiana nieomal się dokonała i teraz potrzebuje spokoju, aby skończyć ton, co zaczął. - to.

* Powietrze wdarło się do płuc i wydało się to praiwe bolesnym doświadczeniem - przez te kilka chwil, kiedy oplatała ją magia, zdążyła zapomnieć jak się oddycha. - prawie

* Wydawało się jej, że całe wieki, alee w końcu ruszyła przed siebie. - ale.

* To z całą pewnością nie było miejsce właściwie dla osób jej pokroju. - właściwe.

* Jedyne te posiwiałe włosy świadczyły o tym, że młodość ma już za sobą. - Jedynie.

Błędy ortograficzne:
Nie stwierdzono.

Błędy logiczne i merytoryczne
O paru elementach muszę wspomnieć, choć bardzo nie chcę.

* Panuje cisza - lekkie kroki Teris, zmierzające w stronę jaskini nie mogą jej zagłuszyć. - zagłuszyć można jakiś hałas, czy dźwięk. W jaki sposób można zagłuszyć ciszę? Zakłócić owszem, ale nie zagłuszyć.

* [...]najsilniejszy człowiek w Sprzysiężeniu - przez całą lekturę ciągle kłuło mnie w oczy to określenie, muszę więc o tym wspomnieć. Pomijając fakt, iż może to być traktowane jak nazwa własna, jednak nie odzwierciedla mi tego czym jest naprawdę. Mamy bowiem kilka królestw połączonych jakimś paktem/traktatem warunkującym wzajemne relacje handlowe, dyplomatyczne i militarne, czy kierunkujące wspólną polityką zagraniczną. Stąd pasuje mi do tego określenie „Sprzymierzenie” lub „Przymierze”, znacznie bardziej niż „Sprzysiężenie”. To drugie to związanie poprzez przysięgę, a tą składają raczej indywidualne osoby/istoty, niż całe królestwa. Możemy więc mówić o sprzysiężeniu kilku osób dla realizacji jakiegoś wyższego celu. Magowie w opowiadaniu mogliby zawiązać sprzysiężenie, dla przykładu. Albo nawet smoki, mając na celu zniszczenie ludzkości. Może się czepiam, ale możesz się nad tym zastanowić. Chyba, że zastosowane określenie wynika z jakiejś dodatkowej przyczyny, która nie została wskazana w tekście.

* Te żółte tęczówki były przerażające i ich spojrzenie potrafiło zniechęcić nawet najbardziej uparte panny - przez parę pierwszych rozdziałów można odnieść wrażenie, że praktycznie co druga pojawiająca się postać ma przerażające oczy, różniące się jedynie kolorem. Polecam ponowną lekturę tekstu i skupienie się na tym elemencie, sama zrozumiesz o czym piszę.

Wulgaryzmy, idiotyzmy, "słowotwórstwo"
Hmm... no nic nie ma.

Podsumowanie
Jestem niezmiernie szczęśliwy, że to opowiadanie trafiło do mojej kolejki i miałem przyjemność je przeczytać. Teraz jedynie oczekuję na dalszy rozwój fabuły i życzę dużo wena, bo opowiadanie jest warte tego, aby zostało zakończone. Może nawet opublikowane w bardziej trwałej formie. Życzę szczęścia w każdym razie i proszę o więcej. A jeśli o ocenę chodzi, powinna być najwyższa możliwa. Niestety, fakt, że pogubiłem się parokrotnie w tekście, o czym pisałem przy okazji fabuły, nie pozwala mi na wystawienie tej oceny. Będzie więc „tylko” Do ideału jeden krok. I jest to naprawdę malutki kroczek.

[komentarzy 5] Komentuj




Ocena nr 266 - Niezgłębiona Traq ocenia "Zasmarkanego Wertera" >> 06.01.10 o 19:56

Najlepszego w nowym roku, dużo weny i czasu na przelewanie swoich pomysłów na papier/komputer!

Zasmarkany Werter

Pierwsze wrażenie:
Jeszcze raz przepraszam za zamieszanie z hasłem i wynikłe z tego opóźnienie. A teraz do rzeczy: tytuł „Zasmarkany Werter” przemawia do mojej wyobraźni, aczkolwiek wywołał u mnie nieco inne skojarzenia niż te podane przez Ciebie w „Informacjach”. Myślałam, że będzie to raczej wyśmiewanie werteryzmu, a tu niespodzianka (co tylko potwierdza, że znaczenia tkwią w ludziach). Choć może to też być kwestia tego, że „zasmarkany” to „taki, który się zasmarkał, czyli pobrudził wydzieliną z nosa”, a dziecinność zwykło się określać lekceważącym „smarkaty”. W każdym razie cieszy mnie fakt, że opowiadanie jest zakończone — będę mogła o nim więcej napisać.

Wygląd:
Mam trochę za małą rozdzielczość na ten szablon, ale trudno. Odręczny rysunek w nagłówku jest ładny i podoba mi się sposób, w jaki nachodzi na ramkę z tekstem. Ta jest wystarczająco szeroka (choć wyjustowałabym tekst), a w menu panuje porządek, więc specjalnych zastrzeżeń nie mam. Choć do treści opowiadania bardziej pasuje mi poprzedni szablon, bo ten jest zbyt optymistyczny, w przeciwieństwie do panującego w opowiadaniu szarego i ponurego (przynajmniej moim zdaniem) nastroju.

Fabuła:
„Zasmarkany Werter” to, jak sama piszesz, opowieść o różnych rodzajach samotności i o bardzo skomplikowanych relacjach międzyludzkich. O tym, że nawet jeśli w życiu zdarzy się coś dobrego, to na pewno po chwili zniknie (przykładem chociażby przyjaźń Danki i Laury, która zostaje przerwana przez tak zwaną siłę wyższą). Odniosłam również wrażenie, że Twoi bohaterowie starają się zrobić coś ze swoim życiem, ale jest to walka daremna — nie ma się szansy na zmianę swojego losu, nikomu w Twoim opowiadaniu nie udało się osiągnąć tego, co chcieli. Jeśli nawet się zakochują, to nieszczęśliwie i tak dalej. Czyli, jak już wspominałam, szaro, ponuro i pesymistycznie. Aż za bardzo przygnębiająco, powiedziałabym.
Główny wątek to „przyjaźń” Danki i Marty, która zostaje w pewnym sensie rozbita przez pojawienie się Laury. Nowa koleżanka okazuje się o wiele bardziej sympatyczna i między nią a Danką nawiązuje się nić porozumienia. Pozostawiona samej sobie Marta jest zazdrosna i pała do Laury niechęcią. To oczywiście motyw stary jak świat, ale przedstawiłaś go dobrze, bo podkreśliłaś różnice między Laurą a Martą oraz sposób, w jaki odnosiły się do Danki, przez co taki rozwój wydarzeń miał swoje logiczne uzasadnienie.
Wątki poboczne to sytuacja rodzinna wszystkich trzech dziewczyn (a warto zauważyć, że każda z tych rodzin jest na swój sposób dysfunkcjonalna) i związane z nią problemy, a także rozterki miłosne bohaterek.
W zasadzie splata się to w jakąś zgrabną całość, mam natomiast zastrzeżenia do szczegółów.
* Przyznam, że zupełnie nie przekonały mnie ostatnie wydarzenia, zupełnie jakbyś siliła się na dramatyzm i chciała szybko skończyć opowiadanie. Była mowa o tym, że Laura często się przeprowadza, a jej rodzice mają ją tak naprawdę w nosie, ale bez przesady. Oznajmiać dziecku, że za dwa dni wyjeżdżają? W połowie grudnia? Mogą lekceważyć potrzeby Laury, ale pewnych rzeczy nie przeskoczą, na przykład tego, że szkoły raczej nie są zachwycone, gdy uczniowie przenoszą się w środku semestru. Poza tym sami też pracują i chyba nie mogą ot tak, rzucić wszystkiego i jechać gdzieś indziej? Że już nie wspomnę o tym, że kilka dni wcześniej przyjęli pod swój dach Dankę i są za nią w pewnym sensie odpowiedzialni. A oni nawet nie raczyli jej poinformować o tym, że ma się wynieść. Może mieli być bezdusznymi potworami, ale sprawiają wrażenie nieodpowiedzialnych i nieogarniętych dzieciaków.
* Druga rzecz, którą ciężko mi przełknąć, to sprawa zawału Laury. Moja droga, to się nie zdarza co drugiemu nastolatkowi, a w Twoim opowiadaniu wszyscy zachowują się, jakby to było normalne. Lekarze nie są zaniepokojeni, rodzice nie są zaniepokojeni, Laura musi tylko trochę odpocząć i bardzo szybko wraca do normalnego życia, cytuję: Z ust jej mamy, Danka dowiedziała się, ze Laura miała zawał i będzie wypoczywać kilka dni w szpitalu, żeby dojść do siebie. A jakieś badania, jakaś rehabilitacja? No bo skąd ten zawał? Przecież nie przez to, że Marta powiedziała jej kilka gorzkich słów! Poza tym przy opisie odczuć Laury nie wspomniałaś nawet o bólu w klatce piersiowej, który jest objawem zawału. Jednym słowem, kupy się to wszystko nie trzyma.
* Cała kwestia związku Danki z Michałem też jest dla mnie niejasna. Opisujesz przecież rozmyślania dziewczyny i w większości wypadków wyjaśniają one, co dziewczyna czuje, czemu postępuje tak a nie inaczej. A w przypadku Michała — pustka. Nie wiadomo w sumie, co ona do niego czuje, czemu do niego chodzi, czemu nagle wychodzi, a potem wraca. Być może chciałaś pokazać jej rozdarcie, to, że nie jest do końca pewna swoich uczuć, że Michał jest jej ucieczką przed rzeczywistością, nie wiem. Ale nawet to należałoby jakoś pokazać, poświęcić temu chwilę, „pozwolić” Dance nad tym porozmyślać. Moim zdaniem potraktowałaś to trochę po macoszemu.
* Nie do końca rozumiem też wątek Marty walczącej ze swoją rodziną (przy okazji, nadal nie wiem, co dokładnie ich łączy. Jest mowa o macosze i przyszywanym bracie, ale nie wiem, czy to na pewno żona ojca i jej syn z innego małżeństwa). Macocha zapowiedziała jej, że jak skończy osiemnaście lat, to będzie musiała wynosić się z domu, więc Marta knuje iście szatańską intrygę. Musiała być naprawdę zdesperowana, ale mimo wszystko nie wiem, co dokładnie zamierzała osiągnąć. Najwyżej Paweł poszedłby na kilka lat do więzienia, co na pewno nie nastawiłoby jego matki przychylnie do Marty. Ale co dalej? Czy miała zamiar walczyć o odebranie praw rodzicielskich macosze, bo dopuściła do takiej sytuacji? Ale czy w takim przypadku władze pozwoliłyby jej mieszkać samej w domu? Być może Ty jesteś tego wszystkiego świadoma, a po prostu Twoja bohaterka nie przemyślała swojego planu do końca, nie wiem. Aha, i w jaki sposób Marta chciała się powiesić na kablu od żyrandola? Czy nie byłby trochę za krótki? I czy nie musiałaby najpierw tego żyrandola zdjąć?
* Nie wyjaśniłaś też, co takiego wspaniałego jest w lekcjach polskiego prowadzonych przez Piotrusia Pana. Przyznam szczerze, że nigdy nie spotkałam się z takimi przejawami entuzjazmu u całej klasy na jakiejkolwiek lekcji. Może być parę osób zainteresowanych, ale żeby wszyscy wyrywali się do odpowiedzi? W tym, co opisałaś, nie widzę nic nadzwyczajnego i nie rozumiem tego fenomenu.
* Nie ujęło mnie też samo zakończenie. Ostatni rozdział skończył się podobnie jak wszystkie poprzednie, gdyby nie napis „Koniec” mogłabym się nie zorientować, że nie będzie ciągu dalszego. Zabrakło mi jakiejś puenty, zdania, które wskazywałoby na to, że to naprawdę koniec. Choćby tak banalnego jak: „Już nigdy więcej się nie zobaczyły.” albo „Była to pierwsza i ostatnia prawdziwa przyjaźń w życiu Danki.”
Miałaś na to opowiadanie pomysł i choć, jak przypuszczam, trochę się on zmieniał w trakcie pisania, udało Ci się doprowadzić go do końca, co samo w sobie jest już sukcesem. Dla mnie było momentami zbyt nierealistycznie i zbyt ponuro, a niektóre fragmenty wydawały mi się niedopracowane.

Postaci:
Twoje trzy główne bohaterki jeszcze „dają radę”, to znaczy różnią się między sobą i mają zarysowane charaktery. Dużo gorzej jest z postaciami drugoplanowymi i epizodycznymi, które przypominają chorągiewki na wietrze — nie robią tego, co wynikałoby z ich charakteru, tylko to, co było Ci potrzebne do pchnięcia akcji dalej. A przynajmniej takie sprawiają wrażenie.
Danka jest chyba najbardziej prawdopodobną postacią i to jej losy śledziłam z największą uwagą. To sympatyczna dziewczyna, doceniająca piękno natury i siłę przyjaźni. Nie rozumiem tylko natury jej związku z Michałem i w związku z tym nie wiem, czy jest jednak egoistką, bo robi mu nadzieję, mimo że nic do niego nie czuje, a tylko ucieka w ten sposób od rzeczywistości; czy może jest po prostu niezdecydowana i sama nie wie, czego chce; czy może paskudni mężczyźni z jej rodziny jakoś wpłynęli na jej postrzeganie płci brzydkiej i przez to nie wie, czy może Michałowi tak do końca zaufać… Nie wiem.
Laura to typ bardziej nieśmiały — tak naprawdę nie nawiązała kontaktu z nikim prócz Danki. Z jednej strony wydaje się też trochę bojaźliwa i wrażliwa (przykładem choćby reakcja na słowa Marty czy w ogóle zachowanie w nowej klasie), a z drugiej strony ma odwagę wyznać swoje uczucie nauczycielowi. Wiemy, że ma problemy ze zdrowiem, które sama na siebie ściągnęła, próbując zwrócić na siebie uwagę rodziców.
Z Martą mam pewien problem. Na początku wygląda na radosną, śmiałą, pewną siebie dziewczynę, która zresztą cały czas koncentruje się na sobie (Danka zauważy to przy porównaniu swojej przyjaźni z Laurą i z Martą). Potem staje się chorobliwie zazdrosna i mówi Laurze coś tak niemiłego, że ta dostaje zawału. I tu teoretycznie następuje pewien przełom w życiu Marty — dziewczyna zmienia się diametralnie: staje się cicha i zamknięta w sobie. A potem zaczyna obmyślać swój plan „odzyskania” rodzinnego domu. Tylko że ja nie do końca rozumiem, jaki związek mają ze sobą te dwie rzeczy. Rozumiem, że to, co przydarzyło się Laurze, powinno wywołać u Marty wyrzuty sumienia i mogłyby one objawić się taką zmianą zachowania. Ale ona już więcej o tym nie myśli, ona wręcz odcina się od szkolnego życia i poświęca tylko temu domowemu. Dlaczego? To ważna kwestia, można by ją trochę rozwinąć.
I tu przechodzimy do mniej ważnych postaci, o których ciężko mi coś powiedzieć, bo nie mają określonego charakteru.
Nie wiemy dokładnie, co myśli sobie Michał. Jego zachowanie wskazuje na to, że jest mu wszystko jedno, co robi Danka. Jeśli chce, to dobrze, jeśli nie chce, to nie, żaden problem.
Ojciec Danki podobno strasznie przejmuje się opinią innych i dlatego wyrzuca Dankę z domu, gdy dowiaduje się, że ta całowała się z kimś w miejscu publicznym. Mogę jeszcze zrozumieć nadinterpretację (Teraz wszyscy już wiedzą, że Mizińska to szmata.), ale dlaczego niby patrzył na nią „z zażenowaniem”? Takie uczucie nie pasuje do typu człowieka, który przedstawiłaś.
Rodzice Laury to chyba najpiękniejszy przykład bohaterów, którzy zachowują się jak kurek na dachu. Danka nie ma gdzie mieszkać i fajnie byłoby ją umieścić u Laury? Nie ma sprawy, rodzice zgodzą się bez wahania. Potrzebne jest rozłączenie Danki i Laury przez jakąś siłę wyższą? Żaden problem, rodzice wymyślą sobie przeprowadzkę za dwa dni. Rozumiesz, o co mi chodzi? Są niekonsekwentni w swoich działaniach i służą tylko do tego, by takie a takie wydarzenie miało miejsce.
Piotruś Pan przez większość czasu był luzackim nauczycielem i obiektem adoracji co po niektórych, ale w scenie rozmowy z Laurą tańczył tak, jak Ty mu zagrałaś i ciężko mi było znaleźć wytłumaczenie dla jego zachowania. Dobrze, rozumiem, że odtrącił Laurę, choć zrobił to dość ostro, więc dlaczego potem się uśmiechnął? Jednak nie traktował jej poważnie, czuł coś do niej, chciał ją pocieszyć?

Świat przedstawiony:
Nienazwane małe miasteczko w Polsce, czasy współczesne. Mamy tam przynajmniej jedno blokowisko i osiedle domków jednorodzinnych, a także las — ważne miejsce dla Danki.

Zgodność z kanonem:
Nie dotyczy.

Sposób prowadzenia narracji:
Trzecioosobowa, z punktu widzenia różnych bohaterów. Nie ma nagłych przeskoków, które mogłyby zgubić czytelnika, ani innych udziwnień.

Styl:
Nie da się ukryć, że Twój styl pisania zapadł mi w pamięć, ale, niestety, nie z tego powodu, co powinien. Obawiam się, że ten aspekt Twojego opowiadania trochę mnie zirytował podczas lektury i być może przez to skupiłam się bardziej na wadach niż zaletach tekstu. Postaram się nie przytaczać wszystkich zdań, co do których miałam zastrzeżenia, a podać jedynie przykłady, by wyjaśnić, czego konkretnie się czepiam.

Przede wszystkim cały czas miałam wrażenie, że silisz się na oryginalne konstrukcje i niebanalne sformułowania, zamiast napisać prosto i po ludzku, co masz na myśli. Źle mi się przez to czytało, a do tego nie zawsze rozumiałam, o co Ci w danym zdaniu chodziło.
* Atakujący Martę, nagły przypływ radości zepchnął ją na wilgotną trawę - Dlaczego nie po prostu straciła równowagę ze śmiechu i się przewróciła?
* z czarnymi, długimi włosami spoczywającymi w wystudiowanych pozach na jej opalonym dekolcie, przykrytym skromnie niebieskim swetrem - Czy włosy mogą mieć wystudiowane pozy? A dekolt jest przykryty skromnie w jakim sensie? Że za mało materiału go okrywa czy że dziewczyna jest skromna i nie pokazuje swoich wdzięków?
* Oparła się o ścianę, obojętna możliwością umazania tyłu swojej kurtki tynkiem, czekając cierpliwie na Dankę, aż ta wróci z ubikacji. - „Oparła się o ścianę i nie przejmując się tym, że mogła pobrudzić sobie kurtkę tynkiem, czekała na powrót Danki z toalety.”
* Szkolny korytarz na pierwszym piętrze był jak zwykle zawalony uczniami, niezgrabnie przedzierającymi się przez siebie nawzajem w celu dotarcia do miejsca odpoczynku oraz porozrzucanymi przy ścianach kolorowymi plecakami i zimową odzieżą - Nie musisz upychać wszystkich informacji w jednym zdaniu. Jak widać, wymaga to od Ciebie zastosowania dziwnych i nienaturalnych konstrukcji, które w rezultacie brzmią śmiesznie. „Uczniowie przedzierający się przez siebie, by dotrzeć do miejsca odpoczynku” to naprawdę dziwaczne sformułowanie. Czy widzisz różnicę w tym opisie: „Po korytarzu na pierwszym piętrze jak zwykle kręciło się sporo uczniów. Żeby dostać się do którejś z klas [albo łazienek, albo stojących pod ścianami ławek, co tam chcesz], trzeba było przedzierać się przez rozgadany tłum i uważać, by nie potknąć się o porozrzucane wszędzie plecaki i kurtki.”?
* Stanęła na tyle blisko, by móc odurzyć ją mieszaniną woni świeżych ubrań z intymnym skwarem rozemocjonowanego ciała - Tu też troszkę przesadziłaś. Takie górnolotne wyrażenia w zwykłej obyczajówce śmieszą. Zwłaszcza, że przeplatasz je często z kolokwializmami (np. „wytrzeszcz”, „szosować po siedzeniach” [cokolwiek to znaczy]), robiąc jeden wielki miszmasz.
* Blondynka w długim, ciemnym płaszczu, z tym samym biustem, co Laura, służącym za jedyne podtrzymanie całego okrycia, odwróciła się do niej niepewnie - Sugerujesz, że gdyby nie miała biustu, nie mogłaby nosić płaszcza, bo ten by z niej spadał? Znowu nie rozumiem, co miałaś na myśli. Poza tym ta informacja nie jest w tym momencie najważniejsza i można spokojnie ją pominąć.

Druga sprawa jest związana z bogactwem Twojego słownictwa. Chciałaś zapewne użyć długich i skomplikowanych słów, by podnieść wartość swojego opowiadania, co samo w sobie nie jest złe, o ile sprawdzi się najpierw ich znaczenie. Wszystkie cytaty objaśniające słowa z poniższych przykładów pochodzą z internetowej wersji Słownika języka polskiego PWN, dostępnego TUTAJ.
* Marta z wysiłkiem popchnęła twardo opierającą się żelazną posturę bramy szkolnej. - Postura to „wygląd zewnętrzny lub sylwetka człowieka”.
* oznajmiła, widząc zbliżającą się do nich matematyczkę, wyrażającą swoje zbulwersowanie frywolnym rozmieszczeniem uczniów czekających na lekcję w sposób niezwykle głośny i drażniący. - Frywolny to „mający swobodny i żartobliwy stosunek do spraw erotycznych; też: świadczący o takim stosunku”.
* Ciemne, zapuszczone włosy kameralnie komponowały się z niewinnym wyrazem twarzy. - Kameralny: „1. «o wnętrzu lub przestrzeni: niewielkich rozmiarów, dający wrażenie spokoju i przytulności; też: o nastroju takiego miejsca»
2. «odbywający się w niewielkim pomieszczeniu lub z udziałem niewielu osób»”
* Od środka klatki schodowej bił odór stęchlizny, dawno niesprzątnięty kurz i brud wirowały ospale w przestrzeni budynku. - Stęchlizna to „zapach właściwy wilgotnym, niewietrzonym pomieszczeniom”, a na klatce schodowej zwykle są i okna, i drzwi na każdym piętrze, przez które powietrze swobodnie przepływa. Zresztą sama twierdzisz, że wirowały tam drobinki kurzu, więc jakiś przewiew musiał być.
* Z tych słów Danka mogła wywnioskować, że albo chłopak ją śledzi, albo jej dwuletnie schadzki leśne nie przeszły niezauważone przez osoby trzecie. - Schadzka to „umówione, potajemne spotkanie, najczęściej pary kochanków”, a to mi niezbyt pasuje do poczynań Danki.

Inne kwiatki:
* Po kilku minutach, zza otwieranych drzwi łazienki wyłonił się kwiatowy zapach - Wyłonić się to inaczej „stać się widocznym”, a zapachu przecież nie widać.
* Zmusiła się na uśmiech. - „Zmusiła się do uśmiechu.”
* Niespodziewanie dla samej siebie, oblicze strachu wyrysowało się na jej twarzy. - „Niespodziewanie dla niej samej, na jej twarzy pojawił się wyraz strachu.”
* Dopiero, gdy Danka dojrzawszy ów piorunujące spojrzenie i trząsnęła Martę łokciem, ta zamilkła i niepewnie rozglądnęła się dookoła. - „Dopiero gdy Danka, dojrzawszy owo piorunujące spojrzenie, walnęła Martę łokciem, ta zamilkła i niepewnie rozejrzała się dookoła.”
* odwróciła się na krześle do swojego ulubionego nauczyciela i reszty klasy z nim dyskutującej o Giaurze Byrona. - Błąd w szyku i brak cudzysłowu w tytule utworu: „(…) i reszty klasy, dyskutującej z nim o „Giaurze” Byrona.”
* - Nie zdążyłam już przerobić „Giaura” - „Nie zdążyłam jeszcze…”
* Leżąc tak i wdychając zapach wypranej pościeli, oglądała mały pokój koleżanki, zaopatrzony w cztery niewielkie mebelki: nowoczesną, robioną z jasnego drewna szafkę, obok której stał stos nie rozpakowanych kartonów, owe łóżko na którym leżała, nad nim przyczepiona do zielonej szafy pustą półkę i naprzeciw kwadratowy, skompletowany z szafką stolik, trzymający mocno swoimi grubymi, kanciastymi nogami mały telewizor. - Ten opis, kolokwialnie mówiąc, skopałaś. Lepiej byłoby rozbić go na kilka zdań. Do tego półka była chyba przyczepiona do zielonej ściany? I nie bardzo rozumiem końcówkę: czy ten telewizor stał pod stolikiem, że ten go trzymał nogami? A może stał na nim, a nogi go podtrzymywały?
* Po półgodzinie, gdy miały już usmażoną pierwszą turę frytek - Chyba lepiej brzmiałoby „pierwszą partię frytek”.
* Monika – mała, kręcona szatynka w niebieskiej piżamie z różowymi słonikami - Cudny skrót myślowy. „Mała szatynka o kręconych włosach…”
* Teraz, klęcząc nagimi kolanami na zimnych płytkach ubikacji i wdychając ten odrażający fetor z muszli klozetowej i swoich wymiocin w niej zawartych - Nie klęczy się kolanami, po prostu „klęcząc na zimnych płytkach”. A wymiociny nie mogły być zawarte w toalecie, mogły się ewentualnie w niej znajdować.
* W taki oto elegancki sposób Laura uchroniła się przed koniecznością skłamania lub powiedzenia prawdy odnośnie wypytywanego przez Dankę dnia. - Danka nie wypytywała dnia o coś, tylko wypytywała Laurę o ten dzień.
* Przeszła do małego pokoju, równie staromodnie ustrojonego, co reszta pomieszczeń w tym mieszkaniu. - „równie staromodnie umeblowanego”.
* Z tego powodu nie rozpakowała wszystkich kartonów, powsadzała je tylko do szafy, żeby nie ryglowały miejsca w tym i tak małym pokoiku. - „żeby nie zajmowały miejsca”.
* Stała tak długo, aż czarny volkswagen zniknął jej z oczu, i stała jeszcze chwilę w zupełnej samotności, by móc to wszystko ochłonąć. - Można „ochłonąć z czegoś”.

Nie unikasz opisów (i bardzo dobrze), teraz musisz tylko popracować nad ich formą. Nie śpiesz się z przekazywaniem informacji — naprawdę nie musisz zawrzeć wszystkiego w jednym zdaniu, a nie wszystkie szczegóły są istotne. Co myślisz o takim opisie pokoju Laury: „Leżąc tak i wdychając zapach wypranej pościeli, oglądała mały pokój koleżanki, w którym znajdowały się cztery niewielkie mebelki. Obok nowoczesnej szafki z jasnego drewna wznosił się stos nierozpakowanych kartonów, [zawierających zapewne ubrania i inne rzeczy Laury]. Na ścianie nad łóżkiem wisiała pusta półka, a naprzeciwko niej, na kwadratowym stoliku, stał mały telewizor.”?

Jeśli chodzi o dialogi, to chciałam tylko zauważyć, że czasem w rozmowach dwóch dziewczyn używasz tylko określeń typu „powiedziała”, „zapytała”, nie dodając imion, przez co nie zawsze wiadomo, która co mówi. Wiem, że w tym układzie ciężko jest uniknąć powtórzeń, ale zastępowanie tego określeniem „dziewczyna” nic nie daje.

Oprócz tego przypominam, że skróty (np. „wg” zamiast „według”) w tekście literackim to zło.

Podsumowując, Twojemu stylowi brakuje jeszcze lekkości i płynności, ale to wszystko da się wyćwiczyć, trzeba tylko dużo czytać i pisać. Żeby było jasne: nie namawiam Cię do pisania tylko i wyłącznie pojedynczymi zdaniami, używania prostego języka i zapomnienia o metaforach. Musisz po prostu jeszcze popracować nad tym „bardziej zaawansowanym poziomem”. I starać się dostosować styl do klimatu opowiadania, a jak już się na jakiś zdecydujesz, to nie mieszać go z innym.

Poprawność językowa:

Błędy ortograficzne:
* - Więc wychodzi na to, że jaki jest bohater Werteryczny? - Przymiotniki, nawet te pochodzące od nazw własnych (a odpowiadające na pytanie jaki?), piszemy z małej litery, a więc „werteryczny”.
* Już nie raz mnie tu ścięło. - „nieraz”.
* gdy chłopak za ladą wybierał z pośród dostępnych produktów - „spośród”.
* - Gździsz się z jakimiś chłystkami, mogłabyś chociaż nie pchać się z tym na afisz! - „gzisz”.

Błędy gramatyczne:
* czy powinna się jeszcze obrażać o tą kredę czy czuć się winna swej nieuwagi podczas lekcji - W bierniku poprawna forma zaimka „ta” brzmi „tę”, a więc „tę kredę”, „tę książkę” i tak dalej.

Błędy frazeologiczne:
* Nauczyciel zmierzył ją zdziwiony. - „zmierzył ją wzrokiem”.
* Podszedł do swojego biurka, usiadł, i mrużąc krzaczaste brwi powiedział - Mruży się oczy, a brwi się marszczy.
* Już nie raz upewniła się w przekonaniu, że tylko Dance może ufać - „utwierdziła się w przekonaniu”.
* choć nic nie przewidywała jej tu miłego pobytu, poznała Dankę, zdystansowaną odnośnie wszystkiego dziewczynę, mającą za przyjaciółkę zupełne swoje przeciwieństwo – niebezpiecznie pewną siebie Martę. - „Choć nic nie zapowiadało (…) zdystansowaną wobec wszystkiego”.
* Nasłuchiwała się trochę ich rozmowie - „Przysłuchiwała się…”
* zironizowała, powodując u niego śmiech - „wywołując śmiech”.
* zagląda na zegarek u swej zgrabnej dłoni - Po prostu „spogląda na zegarek”.

Błędy interpunkcyjne:
Gorąco zachęcam do przestudiowania zasad interpunkcji, np. TUTAJ. Poniżej podam tylko jeden przykład, który jednak dobrze obrazuje Twój problem, zwłaszcza w kwestii przecinków.
* Przecież, od zawsze oddzielała swoje od nich, nigdy w niczym, co robili nie chciała brać udziału. - „Przecież od zawsze oddzielała swoje od nich, nigdy w niczym, co robili, nie chciała brać udziału.”

Trafiło się też kilka literówek.
Tekst pod tym względem nie prezentuje się najlepiej, więc proponuję częstsze zaglądanie do słownika podczas pisania. Zwłaszcza „Słownik poprawnej polszczyzny” może być pomocny przy eliminacji błędów frazeologicznych.

Błędy logiczne:
* Laura stanęła przy swojej ławce i czekała, aż wszyscy wyjdą z klasy. Starała się nie rzucać w oczy i stała cicho w kącie - Podobno siedziała w drugiej ławce pod ścianą, więc jeśli stała przy swojej ławce, to nie mogła jednocześnie stać w kącie, prawda? Chyba że klasa miała nietypowy kształt.
* Siedziała tak na rozchełstanej bluzce - „rozchełstany” to „niedbale ubrany, rozpięty”, a tu chyba chodziło Ci o „niedbale rozłożoną na ziemi” albo „rozpostartą”. I raczej nie siedziała na bluzce, tylko na przykład na kurtce albo bluzie.
* W zamyśleniu lekko oparła się o drzwi, które pod wpływem nacisku jej ciała z hukiem odskoczyły od zatrzasków. - Chyba od zawiasów? No i żeby się otworzyć, musiałyby być niedomkniętę, więc skąd ten huk?
* Z kilku papierowych pudeł powyciągała jakieś reklamówki, z nich ubrania. - Pudła są raczej kartonowe.
* Za pomocą jej czytania tak łatwo można było zrozumieć sens danych wyrazów, że samo słuchanie w końcu robiło się nudne. - Czyli co: słuchanie jest ciekawe tylko wtedy, gdy się nie rozumie, co druga osoba mówi albo czyta? Co najmniej dziwne.
* atletycznymi ramionami schowanymi za ciemną, grubą kurtką. - Pod kurtką, jeśli już.
* Zimne krople deszczu odbijały się z łoskotem od włosów, ubrań i piasku. - Że od ubrań mogły się odbijać z jakimś tam odgłosem, to okej, ale od włosów i piasku?
* Dziadek Miziński miał dwóch braci, wszyscy trzej wydali na świat samych chłopców, dopiero z potomstwem ich synów było inaczej. - „Wydać na świat” to inaczej „urodzić”, a tego jeszcze mężczyźni nie potrafią.
* Chwycił ją gniewnie w obie dłonie i ścisnął, chcąc rozerwać wełniane supły - Żeby je rozerwać, powinien raczej tę czapkę rozciągać, a nie ściskać, prawda?

Wulgaryzmy, idiotyzmy, słowotwórstwo:
Jeden kwiatek: Długowłosa blondynka imieniem Kasia, o bardzo ładnych, wręcz uniwersalnych rysach twarzy - A co to takiego są „uniwersalne rysy twarzy”? Przyznam, że zupełnie nie rozumiem, co miałaś na myśli.
I jedno słowotwórstwo: którzy podczas pośpiesznego wypalania kolejnego papierosa bacznie przyglądali się ludziom idącym po zaliściałej dróżce - Proponuję zwyczajne „pokrytej liśćmi”, ewentualnie bardziej poetyckie „usłanej liśćmi”.

Podsumowanie:
Powiem tak: mnie się nie podobało. To oczywiście subiektywne odczucie (bo jakie niby miałoby być?), ale myślę, że w ocenie znalazło się też parę wskazówek, z których możesz skorzystać w przyszłości. Bo mam nadzieję, że będziesz dalej pisać — to zresztą jedyny sposób na to, żeby rozwinąć swoje umiejętności. „Zasmarkanego Wertera” uważam za opowiadanie Kiepskie, ale jestem pewna, że z biegiem czasu będzie Ci szło coraz lepiej.


[komentarzy 5] Komentuj




Porządki w kolejce Riuki >> 12.12.09 o 00:30

Kaczogród - ostatnia notka dodana dużo ponad pół roku temu. Z powodu informacji, że opowiadanie porzucone nie jest informuję, że można zgłosić się ponownie kiedy dusza zapragnie.
Zły dobry brat - "lista postów jest pusta", wobec czego nie mam jak ocenić.
Insanguinata mafia - nie istnieje.


Quilcene - była prośba o przesunięcie na koniec kolejki. Na razie przesuwam.

[komentarzy 2] Komentuj




Ocena nr 265 - Riuka Przenikliwa ocenia "Niezapominajkę Lily" >> 12.12.09 o 00:17

Okres jesienno-zimowy jest wyjątkowo pracochłonny, ale teraz powinno być już lepiej. Za opóźnienia przepraszam.

Niezapominajka Lily

Pierwsze wrażenie
Wiem, że Autorka żyje, wobec tego czemu na blogu nie ma nic nowego od blisko roku?
Z wyglądu średnio, jakoś chaotycznie. Do tego czuję się zupełnie zdezorientowana, ponieważ adres bloga głosi, że będę miała do czynienia z niezapominajką Lily, czyli prawdopodobnie opowiadanie mniej lub bardziej czerpie z Pottera, a tymczasem co widzę? Filmową Galadrielę.
Z przeświadczeniem, że lepiej na nic konkretnego się nie nastawiać, zerkam na linki i orientuję się, że akcja opowiadania została osadzona na przemian w trzech różnych krajach, przy czym kraje te zmieniają się dosyć szybko, więc chyba nie mam co liczyć na to, że wydarzenia zostaną opisane porządnie. Całe szczęście, że ocenę wystawiać będę za nową wersję, która na pierwszy rzut oka prezentuje się nieco lepiej. I tytuły też ma bardziej przystępne.

Wygląd
Bardzo niebiesko, a niebieski nie nastraja mnie zbyt dobrze do czytania – jest trochę usypiający, a ten odcień nie ma charakteru. Pominę jednak kolorystykę, która każdemu może pasować trochę inna i zajmę się mankamentami samego szablonu. Przede wszystkim w oczy rzucają się paski ciągnące pod linkami i tekstem opowiadania. Nie dość, że nie wygląda to estetycznie, to jeszcze utrudnia czytanie, szczególnie linków. Ich widoczność jest zdecydowanie zbyt słaba. Poza tym jest jeszcze kwestia samych odnośników – dlaczego każdy jest pod spodem opisany? Czy czytelnikom jest naprawdę niezbędne do szczęścia, żeby pod linkiem do poczochranych ocen widniało doprecyzowane, że na pewno są to oceny? W niektórych wypadkach rozumiem, że wytłumaczenie, co się pod danym linkiem kryje jest pomocne, ale większość z tych podpisów bardzo niewiele mówi, więc równie dobrze można się ich pozbyć i zadbać bardziej o przejrzystość strony. Jeśli się na nie upierasz, to przynajmniej posegreguj jakoś tematycznie – oceny do ocen, opowiadania polecane z polecanymi itd.
Poza tym ta sama sprawa, co do większości piszących – ogranicz ilość notek widocznych na stronie głównej. Dobrze by też było, gdybyś zdecydowała się trzymać jakiejś średniej długości rozdziałów, bo to pomaga zarówno w czytaniu (czy też nastawieniu się do niego) jak i lepiej prezentuje się wizualnie.
Na podstronach szablon jest inny niż na stronie głównej. Ten prezentuje się moim zdaniem znacznie lepiej i jest nawet niezły do czytania na stronie. Wprawdzie pole na tekst jest trochę za wąskie, a tekst styka się po prawej stronie z ramką, to jednak zieleń lepiej nastrajała mnie do czytania, nawet taka dość żywa. Ponadto obrazek pasuje do jednego z wątków opowiadania, dlatego uważam, że ten jest znacznie bardziej trafiony.

Fabuła
W pierwszej wersji opowiadania mamy do czynienia z dwiema dziewczynkami – bliźniaczkami – które mieszkają w Polsce, a ich opisywane dzieciństwo przypada na lata osiemdziesiąte. Już na samym początku dowiadują się, że wakacje spędzą w Ameryce, do której niezwłocznie się udają. Na miejscu poznają dwóch chłopców – jak się później zorientowałam postaci zapożyczone z X-menów. Po krótkim przedstawieniu ich kontaktów akcja nagle przenosi się w Polskie góry, żeby po jednym rozdziale całkiem porzucić wątek x-menowy i przenieść jedną z sióstr do Londynu, do którego to udała się w nagrodę, ponieważ wykazała się w szkole. Dziewczynka poznaje Lily Evans, potem Dumbledore’a, który zaraz powierza jej (mugolce!) zupełnie bez oporów bardzo ważną misję. Po jakimś czasie bohaterka wraca do kraju ojczystego, gdzie ojciec jej i jej siostry naraża się w walce o wolność kraju.
Działalność podziemna jest chyba najlepiej dopracowanym wątkiem w tym opowiadaniu. Jej motyw powraca regularnie, więc rzuca się w oczy znacznie bardziej niż pozostałe epizody (w Ameryce, w Anglii, czy późniejszej Cichej Hali, dokąd udają się Julka i Lianna, gdy w domu atmosfera robi się dla nich nieodpowiednia). Całe opowiadanie jest jakby zlepkiem zupełnie oderwanych od siebie, niedopracowanych fragmencików. Nie wiadomo do czego to wszystko prowadzi, fabuła po prostu nie jest spójna, a poszczególne światy wcale ze sobą nie współgrają.

W drugiej wersji jest za to o wiele lepiej. Dziewczynki przybywają do swojej ciotki, która mieszka w górach, by tam spędzić wakacje. Niedługo po przybyciu udają się wraz z krewną do krawcowej, pani Ersbach, u której spotykają niezwykłego chłopca – jej syna. Teo, bo tak chłopak ma na imię, już na samym początku daje się poznać od najciekawszej strony, siostry są bowiem świadkami jego teleportacji. Ów fakt bardzo Liannę i Julkę zaintrygował, ciotka Ula nie chce jednak z początku podzielić się z bratanicami informacją o tym, że w pobliżu miejszkają Elfowie...
Dowiedziawszy się o tym, bliźniaczki wraz z nowymi znajomymi postanawiają odwiedzić krainę Elfów – i tu zaczyna się ich przygoda.
Niewątpliwie taki wstęp znacznie bardziej zachęca do lektury niż poprzedni. Nawet ja, która nie pałam do tej historii jakimś szczególnie wielkim uczuciem, zainteresowałam się i dalej czytałam z pewną przyjemnością. Tempo w końcu trochę spowolniało i akcja toczyła się w taki sposób, w jaki powinna. Gdzieniegdzie jest nawet trochę humoru, co zdecydowanie umila czytanie. Niestety znowu pomieszałaś różne światy, ale tym razem rozplanowałaś to tak, że ma sens. Pod względem fabularnym nie mam więc zastrzeżeń.
Zmiana zaskoczyła mnie bardzo pozytywnie, i myślę, że w tym tempie Twoje następne opowiadania mogą być coraz lepsze i zdecydowanie warte uwagi.

Postacie
Bliźniaczki Julka i Lianna Madej. Bardzo ciekawe wszystkiego, co je otacza, niezwykle żywe i wszędzie ich pełno (dosłownie i w przenośni, skoro w najwyraźniej dość krótkim czasie pojawiły się w tylu miejscach). Siostry jak to siostry – czasem się kłócą, czasem jedna jest zazdrosna o sukcesy drugiej, ale w ogólnym rozrachunku żyją w zgodzie i wspierają się. Jeśli w pierwszej wersji miałabym je odróżniać po cechach charakteru, to miałabym z tym spory problem – obie są mniej więcej takie same, żadna nie wyróżnia się zbytnio na tle drugiej, może poza znajomością angielskiego, przez którą to na początku opowiadania była jedna sprzeczka.
Z rodziny bliźniaczek poznajemy dwie ciotki i rodziców – przy czym tylko ciotka Ula jako tako jest w opowiadaniu pokazana, natomiast druga, mieszkająca w Ameryce właściwie jest tylko wspomniana. Rodzice dziewczynek troszczą się o córki, a w tej trosce wysyłają je za granicę do Lily Evans, której rodziców nie widzieli na oczy. Dziwne? Podobną niekonsekwencję zauważyłam w odnoszeniu się do Julki i Lianny na codzień. Dziewczynki mają przecież dopiero jakieś 10-13 lat, a ich rodzice raz ukrywają przed nimi trudne sprawy rodzinne związane z działalnością podziemną, a innym razem definitywnie uznają, że dzieci są już na tyle duże, że mają prawo wszystko wiedzieć. Wydaje mi się to dość mało prawdopodobne.
Wszystkie postacie zaczerpnięte z filmów, książek czy komiksów są raczej bezbarwne. Powiedziałabym, że wszystkie dzieci zachowują się jak dzieci, a dorośli... może nie dojrzale, ale jakiś tam autorytet mają – to jednak byłoby na tyle. Jest to jednak za mało, by wciągnąć czytelnika, by to wszystko uwiarygodnić.
Ogólnie rzecz biorąc nikt nie wyróżniał się niczym szczególnym, nie przekazywał jakichś ważnych wartości swoim zachowaniem i wszyscy służyli raczej za środek do opisania jakiegoś wydarzenia. Niemniej jednak nie mogę odmówić im pewnego uroku, dziecięcego pierwiastka. Co nie jest może tym, czego chciałam się spodziewać w tym opowiadaniu, ale co trochę złagodziło moje spojrzenie na to opowiadanie.

Biźniaczki w nowej wersji nadal zachowują się wesoło i beztrosko (przynajmniej z początku), teraz jednak można lepiej przyjrzeć się reakcjom zarówno ich, jak i pozostałych bohaterów. Cechy charakteru poszczególnych postaci nie są wypunktowane, a można wywnioskować je z zachodzących wydarzeń. Spodobała mi się rozmowa ciotki Uli z krawcową („Naprawdę wierzysz, że przez te kilka dni uda ci się utrzymać je w błogiej niewiedzy?”) i to, że Wojtka ujęło zwrócenie się do niego per „pan” (chociaż po dość burkliwym zachowaniu na wstępie, takie wzruszenie nie do końca jest usprawiedliwione).
Przyjaciele bliźniaczek nadal niewiele się od siebie różnią, ale za to mamy już wyraźne rozróżnienie ich wyglądu i niektórych cech. Wprawdzie są grupką dzieci, ale za to dzieci nie identycznych – każdy ma jakieś swoje szczególne dążenia, nawet jeśli zarysowane zbyt mało wyraźnie.
Kolejne postacie prezentują się coraz lepiej. Od momentu, kiedy akcja przenosi się do Hogwartu, opowiadanie przechodzi istną metamorfozę. Nie dość, że siostry wyraźnie zaczynają mieć cechy charakterystyczne, które je od siebie odróżniają (jedna jest weselsza, a druga idzie w stronę przemyśleń), to jeszcze pozostałe postacie są dość wyraziste. I tak uczniowie szkoły magii zachowują się całkiem kanonicznie i wiarygodnie, a nawet gdzieniegdzie znalazłam ciekawe smaczki, tłumaczące zachowanie niektórych postaci w ich dorosłym życiu. Na przykład to, dlaczego Severus stał się tak dobry w sztuce oklumencji.
Trochę niedopracowane natomiast wydało mi się zachowanie rodziców bliźniaczek kiedy rozmawiali z jedną z córek – niby mają być emocje, a jest jakoś tak beznamiętnie.
Ogólnie nie jest jednak źle, a w porównaniu z tym, co było – całkiem dobrze. Mam nadzieję jednak, że na tym nie poprzestaniesz, bo ideał jest ciągle oddalony.

Świat przedstawiony
Niestety taki miszmasz różnych, zupełnie odmiennych światów ma zawsze małe szanse na to, by wypaść przed czytelnikiem korzystnie. Tak jest również i w tym wypadku – wszystko zwyczajnie gryzie się ze sobą, wygląda na jakiś zwariowany sens, który nie ma logicznego wytłumaczenia. Żeby to taki surrealistyczny efekt był zamierzony, ale to w tym wypadku jest tylko wadą i świadczy tym, że całość nie została dostatecznie dobrze przemyślana. Bohaterki jak gdyby nigdy nic przemieszczają się między światem Tolkienowskim a tym stworzonym przez Rowling, nie wspominając już o pojawiających się znikąd i równie szybko znikających bez śladu mutantach na początku pierwszej wersji opowiadania. Ameryka została przedstawiona oczami dziecka. I nie mam tu na myśli perspektywy bohaterek, a zachowania ludzi i atmosfery, która na pewno powinna być znacznie bardziej niebezpieczna. Wszystko było zbyt naiwne jak na owe czasy, wydarzenia – chociażby działalność ojca Julki i Lianny - nie mogły potoczyć się tak prosto. Dla przykładu – ludzie raczej nie zdobywaliby się na zdradzenie przyjaciela, żeby potem wszystko poszło na marne, zakończone samobójstwem kapusia.

W drugiej wersji wszystko jest klarowne i porządnie spisane. Całkiem wiarygodnie połączyłaś różne światy, i chociaż nie jestem przekonana do takiego rozwiązania, to w trakcie czytania byłam w stanie przełknąć to wszystko bez większych problemów. Może brakowało mi trochę więcej informacji o świecie Elfów, ale z tego, co widzę, być może zanosi się na uzupełnienie tych braków w kolejnych rozdziałach.
Za to w świecie ludzkim poradziłaś sobie całkiem nieźle. Sprawdziłam schody ruchome, które umieściłaś w opowiadaniu, i rzeczywiście, były we Wrocławiu.

Zgodność z kanonem
Pierwszą wersją nie będę się zajmować, bo wyczerpującą opinię można znaleźć w pierwszej ocenie, a ja nie mam nic do dodania, więc zajmę się tylko porównaniem postępów.

W drugiej miałam lekkie obawy w związku z teleportacją z gabinetu Dumbledore’a, ale doszłam do wniosku, że w tym momencie zadziałała magia Elfów, czyż nie? Chociaż ja radziłabym wyraźniej podkreślić jak to jest z tym przemieszczaniem się u Ciebie. Bo najpierw dziewczynki pojawiają się z ciotką przed zamkiem (który dla mugoli wygląda na opuszczony – dobrze, że o tym pomyślałaś) a potem nagle mogą przetransportować się ze środka budowli. Poza tym, czy dyrektor zawarł jakiś pakt z Elfami, że ich magia działa na terenie Hogwartu.

Niezgodności jest mniej niż było na początku i nie są tymi niezgodnościami jednoznacznie – tylko wątpliwościami. Nie jest więc źle.

Sposób prowadzenia narracji
Trzecioosobowy, z różnych punktów widzenia w obu wersjach.
Jedyne zastrzeżenie, to nagła zmiana narracji w momencie, kiedy opisywana była Selene. Rozumiem, że taki zabieg potęguje napięcie, robi większe wrażenie, ale nie jest w tym wypadku do końca usprawiedliwiony. Brzmi ładnie, ale gryzie się z całością.

I jeszcze jeden malutki wyskok:
Następnie kazał im siąść na ławkach w okrągłym pawilonie i nie ruszać się, choćby nie wiem co, a sam, z nie dającym wciąż znaku życia Pawłem, zniknął gdzieś. - skąd nagle pierwsza osoba, kiedy narrator nie ujawnia się w reszcie opowiadania?

Styl
Prosty, naiwny. Miejscami wybijał się trochę, wydając bardziej interesującym, ale do ideału jeszcze mu brakuje. Niemniej jednak źle nie jest, i chociaż bez fajerwerków, to potrafisz utrzymać czytelnika przed komputerem, bo czyta się płynnie. Nie wiem, czy jest to spowodowane tym, że głównymi bohaterkami są jednak dzieci, ale styl jest trochę taki, jakby pisał ktoś młody, o prostodusznym spojrzeniu na świat. Nie mogę wiedzieć, czy taki był zamiar, więc nie jestem też pewna, czy za styl ocenić dobrze. Wydaje mi się, że taka kreacja stylu wyszła przypadkowo.
Duży plus jednak za to, że radzisz sobie coraz lepiej, nie unikasz opisów zarówno miejsc, jak i uczuć, więc opowiadanie jest dzięki temu bogatsze.

Już na pierwszych stronach drugiej wersji „Niezapominajki...” widać, że robisz postępy i wiesz, co czego należy się przyłożyć, żeby poprawić to, co szwankuje. Wszystko brzmi bardziej pewnie i wygląda na przemyślane. Nie pędzisz na łeb na szyję od jednego szczegółu do następnego. W momencie, gdy akcja przenosi się do Hogwartu, jak już wspominałam, wszystko poprawia się już zdecydowanie. I styl należy tu moim zdaniem szczególnie podkreślić. Początkowa naiwność zaczęła znikać, styl się wyrobił i chociaż nadal był ciut dziecinny, to w tym wypadku pomogło tylko lepiej wczuć się w sytuację młodych bohaterek. Kiedy stały się starsze, wszystko wydoroślało, zachowując jednocześnie całkiem przyzwoitą lekkość.
Teraz trochę o mankamentach, bo ich też jest trochę. Przede wszystkim za bardzo chcesz się popisać swoim stylem i zdecydowanie za często umieszczasz w opowiadaniu ozdobniki, które w założeniu mają uczynić je barwniejszym, a w rzeczywistości są zazwyczaj albo zwyczajnie zbędne, albo nawet dosyć śmieszne. Potrzeba rozwinięcia skrzydeł jest zrozumiała, ale jeśli chcesz się wyżyć twórczo i pokazać swoją poetycką stronę, to napisz wiersz albo umieść jeden rozdział składający się na przykład z samych wynurzeń bohaterki, jaki ten świat jest piękny/okropny. Wtedy tego typu wtrącenia można by usprawiedliwić, a na razie trzeba z nimi walczyć, żeby nie narazić się sytuację, kiedy Twoje pisarstwo zostanie uznane za słabą grafomanię. Bo zalążki talentu definitywnie masz i szkoda to popsuć. Oto parę przykładów takich kwiatków:

Lianna wyjrzała przez "swoje", południowo zachodnie okno i zaparło jej dech w piersiach. - „swoje” jest zupełnie niepotrzebnym dookreśleniem. Nikogo nie interesuje do kogo to okno należało. Wiadomo, że znajdowało się w pokoju sióstr u ciotki Uli, bo skoro tam dziewczynki spały, to trudno, żeby wyglądały z łóżka przez okno w kuchni. Nie czepiałabym się, ale użyciem cudzysłowu w tym wypadku tylko wprowadzasz zamęt w zupełnie prostym zdaniu.
Julka podniosła się energicznie i nagle zobaczyła Drogę Mleczną - czemu nie gwiazdy? Po co spowalniać czytelnika takimi zmianami? Po co rozdzielać stały związek frazeologiczny? Nie za wcześnie na to?
- Nie, chyba nie! Wygląda na to, że tu zaczyna się całkiem prawdziwy korytarz! - dlaczego nie po prostu „korytarz”? Albo szerszy korytarz, jeśli już? Napisanie „całkiem prawdziwy” może skłonić do zastanowienia, czy poprzednia przestrzeń była ze styropianu albo coś w tym stylu.
Najciekawszym obiektem w zasięgu wzroku było jezioro - stalowoszara powierzchnia wód, pocięta drobnymi zmarszczkami, z jednej strony obrzeżona błoniami, z jednej ciemną linią lasu, a z jednej stromymi urwiskami czarnych skał. - za dużo szczegółów na raz. Możesz zostawić to zdanie, ale nie buduj takich za wiele, bo ogólnie rzecz biorąc są męczące – zbyt męczące jak na lekki klimat Twojej opowieści.

Ten dzień był dla niej wyjątkowo ciężki. Nie powiedziała bratanicom o wiadomości, którą dostała z Cieplic: ich ojciec został aresztowany. Wymierzona kara była ciężka - zakaz opuszczania domu przez tydzień. - powtórzenie. Dwa razy „ciężki”.
Niektóre schody zmieniały znienacka położenie, kiedy się na nich stanęło, na przykład najpierw wydawały się sięgać najwyżej kondygnację wyżej, a ostatecznie pokonywało się nawet cztery piętra. - brzmi dość niefortunnie.

Lianna Madej zbudziła się przed świtem, z rozkosznym przekonaniem, że dziś kończy się tydzień karnego pobytu w domu. - przekonaniem? Przecież ona nie podejrzewała tego, tylko o tym wiedziała.

Poza tym w kwestii opisu postaci. Lepiej przyswaja się informacje o wyglądzie bohatera czy miejsca, kiedy od ogółu przechodzi się do drobiazgów, a nie odwrotnie. Dlatego radzę zmienić kolejność w tym zdaniu:
Była to młoda kobieta o długich, złotych włosach i dziwnych, szarych oczach, tak jasnych, że momentami wydawały się białe, wysoka i smukła

Poprawność językowa
Lianna wyjrzała przez "swoje", południowo zachodnie okno i zaparło jej dech w piersiach. - „południowo-zachodnie”
Jasnowłosy, może dwunasto - albo trzynastoletni chłopiec szedł jako ostatni, zamykając cały pochód - myślnik powinien być połączony ze słowem, którego nie kończysz, w tym wypadku „dwunasto- albo trzynastoletni”
Tylko śniadanie same sobie weźcie, Ula jeszcze śpi. - zgodził się chłopak, ujęty faktem, że ktoś nazywa go „panem” - Zbędna kropka, skoro potem określony jest sposób dokonania wypowiedzi.

* Błędy ortograficzne
- Teo! Choć na kolację! - Więc chłopiec pożegnał się z nowymi znajomymi, powiedział "do jutra" i zniknął. - Po pierwsze „chodź”, a po drugie nie zaczyna się zdania od „więc”.
Liannie obraz ten kojarzył się z głęboką miską, na dnie której znajduje się pojedyńcza warstwa cebul. - „pojedyncza”
- Oczywiście. Proszę, masz husteczkę - uśmiechnął się ciepło - „chusteczkę”!
- Dlaczego tak dziwnie trzymasz rękę? Skaleczyłaś się, czy co? Pokarz - „pokaż” bo „pokazywać”, a nie „karać”.
Patrząca na nich z boku służba uśmiechała się mimowoli na ich widok, bo promieniująca z nich dobroć sprawiała, że ludzie sami czuli się lepsi - „mimo woli”. Razem byłoby „mimowolnie”.
Odwrócił się i puścił do niej oko, najwyraźniej ułagodzony tym obiawem wdzięczności. - „objawem”
Słońce chowało się już za krawędzię otaczających zamek gór i zaczęło się robić zimno, więc wstali i udali się w stronę budynku. - „chowało się za krawędź”

* Literówki (prawdopodobnie)
Tam, gdzie zaczynały się tereny Elfów, kolory liści był intensywniejsze i bardziej zróżnicowane - jak kolory to były.
Mieszkam razem z nią tam, na dole i bardzo rzadko zdarza mi się wychodzić na zawnątrz. - zewnątrz.
Kiedy się tu osiedlaliśmy, wiedzieliśmy, że nasz lud, taki, jaki żył na ziemi kiedś, jest już tylko - kiedyś.
Miesiąc dziwnej, smutnej i pięknej muzyki rozbrzmiwającej wieczorami, miesiąc elfich tańców przy ogniu, złotych buków i purpurowej czeremchy. - rozbrzmiewającej.

To większość błędów, jakie znalazłam. Kilka razy zdarzyło się błędne użycie przecinka, ale ogólnie nie masz z tym problemów. Mogę przesłać tekst z moimi zaznaczeniami, jeśli jesteś zainteresowana szczegółami.
Nie jest tego wprawdzie dużo, ale przeraża mnie ilość błędów ortograficznych. I to, że w ogóle się pojawiają, chociaż Word wszystko podkreśla. Albo jesteś bardzo rozproszona w trakcie pisania, a potem raczej ich nie sprawdzasz, albo masz z tym problem. Tak czy inaczej rada jest jedna – praca. I więcej uwagi.

Wulgaryzmy, idiotyzmy, słowotwórstwo
Jedna wątpliwość, ale trudno to nawet nazwać idiotyzmem, raczej moim czepialstwem.
Ten dzień był dla niej wyjątkowo ciężki. Nie powiedziała bratanicom o wiadomości, którą dostała z Cieplic: ich ojciec został aresztowany. Wymierzona kara była ciężka - zakaz opuszczania domu przez tydzień. – Tydzień to aż taka ciężka kara? Może z punktu widzenia bohaterek, ale w takim wypadku należałoby to podkreślić. Taka moja sugestia.

Poza tym nic nie rzuciło mi się w oczy i tą kategorią nie należy się przejmować.

Podsumowanie
Jestem pod wrażeniem postępów, jakie zrobiłaś. Gratuluję i życzę, żebyś nadal się tak rozwijała. Chociaż opowiadanie wybitne nie jest, to nadałaś mu urok i nie zmuszałam się do lektury. Wygląda na znacznie bardziej przemyślane niż pierwsze, historia jest spójna i nic nie wyskakuje z nagła zza krzaka powodując frustrację.
Trudno mi ocenić nowe opowiadanie, bo za bardzo postrzegam je przez pryzmat poprzedniego, co rzuca na nie być może zbyt pozytywne światło. Niełatwo w takim momencie o pełen obiektywizm, bo mam kłopot z ocenieniem, czy powinnam bardziej punktować postępy, czy wartość opowiadania samego w sobie, które pewnie zrobiło by na mnie gorsze wrażenie, gdyby nie poprzednie, słabsze, którego obraz miałam w głowie podczas lektury, cały czas porównując.
Z rad, jakich udzielam na przyszłość chcę przede wszystkim powtórzyć sprawę błędów i zbyt kwiecistego w niektórych momentach stylu. Z bohaterami nie jest źle, tak samo nie brakowało mi zbytnio opisów. Może pomyśl o wprowadzeniu jakiegoś bardziej poważnego wątku? W ostatnim rozdziale zauważyłam zalążek takiego pomysłu, ciekawa jestem, co z tym zrobisz.
Cóż. Życzę powodzenia i czasu na szlifowanie umiejętności, bo wychodzi Ci to dobrze. Na razie takie sobie z plusem, i zapraszam z jakimś ambitnym, własnym utworem w przyszłości. A za postępy możesz postawić sobie "bardzo dobry".


[komentarzy 5] Komentuj