Ocena nr 271 - Humb Roztargniona ocenia "Fifth Element" >> 03.07.10 o 21:31
Fifth Element
Pierwsze wrażenie:
Piąty element, tak? Wszystkowiedzący Internet pokazuje masę kolorowych obrazków i prześliczną Millę Jovovich, gdy tylko wklepię tę frazę w wyszukiwarkę. Jako niezbyt wielka fanka kina przyznaję bez bicia, że film jest mi dość obcy i z ulgą odkryłam, że nie muszę wkraczać na niepewny grunt. Zaniepokojenie wywołała we mnie jednak zupełnie inna kwestia. Otóż wchodząc na bloga, wciskając z całą stanowczością enter i ściskając myszkę, przygotowałam się na wszystko. Uzbrojona w cierpliwość, dobrą wolę i ciekawość, byłam wprost pewna, że nie uda się mnie niczym zaskoczyć. Jednak to, co można ujrzeć po wejściu na stronę, przerosło moje wszelkie oczekiwania… To naprawdę niezwykłe, że w dobie, gdy praktycznie każdy blog może pochwalić się dobrą szatą graficzną, napotykamy coś takiego. A może to właśnie specjalny zabieg autorki, jej wybieg przeciwko czytelnikom, którzy muszą natrudzić się, by odnaleźć coś pośród tej niezwykłej otchłani bieli, tej pustki, tego NICZEGO. Może ma to wprowadzić nastrój tajemniczości i poszukiwań, zmusić do refleksji, pobudzić nasze szare komórki i wprowadzić w ekscytację odkrywcy, któremu do uwieńczenia dzieła pozostał tylko jeden element. Piąty element? Może musimy wgłębić się w tę pustkę, drążyć, męczyć i dręczyć ten biały prostokąt, aby wyjawił nam swe największe tajemnice dostępne tylko dla nielicznych.
A może po prostu zepsuł Ci się szablon i dlatego nie można zobaczyć nic.
Wygląd:
Obawiam się, że moje przypuszczenia co do specjalnej misji i celowości tej wszechobecnej bieli okazały się jedynie awarią ubraną w ładne słówka. Przyznać muszę jednak, że zostałam zaskoczona w dość nietypowy sposób. Jako osoba roztrzepana i chaotyczna prawdopodobnie nie zauważyłabym nawet, że cokolwiek na blogu jest, gdyby nie suwaki. Ach, dzięki za nie, cóż to za dobrodziejstwo!
Wygląd jest taki, że go nie ma. Rozumiem pojęcie minimalizmu, ale tu chyba jednak nie o to chodziło. Zastanawiające jest umieszczenie na blogu zawierającym opowiadanie odnośników kierujących do wyszukiwarek, choć z drugiej strony może istnieją jeszcze ludzie, którzy nie znają tych zbawiennych adresów i wyświadczasz im nieocenioną przysługę. To naprawdę wspaniałe, że Twoje opowiadanie może być kamieniem milowym w ich życiu i przynieść takie zmiany.
Wizerunki głównych bohaterów wykonane przez autora to interesująca sprawa dla której, jako osoba posiadająca dwie lewe ręce, mam pełne uznanie. O wiele większą ekscytację budzą we mnie jednak obrazy postaci wymalowane słowem, pozbawione co prawda uśmiechu Mona Lisy, a jednak o ileż bardziej żywe i dynamiczne. Umieszczenie w menu spisu rozdziałów budzi we mnie ogromną wdzięczność.
Fabuła:
A jednak nie udało się uniknąć jakiegokolwiek powiązania ze światem filmu. Jako wielka fanka serialu „Herosi” – a może raczej – głównie wdzięków jednego z odtwórców głównych ról, postanowiłaś dyskretnie przemycić jego aparycję do własnego opowiadania. Cóż, może nie stawiajmy zbyt wielkiego nacisku na to „dyskretnie”. Właściwie, Zachary Quinto okazuje się być bratem głównej bohaterki. Udaje mu się ją odnaleźć w rok po tym, jak ojciec wyjawił mu tajemnicę istnienia przyrodniej siostry na łożu śmierci. Opowiadanie jest próbą opisania korelacji, jaka rodzi się pomiędzy dwiema osobami nie mającymi ze sobą wcześniej niczego wspólnego. W między czasie dowiadujemy się, jak faktycznie wyglądała sytuacja szesnaście lat temu i kim właściwie był ojciec Harey. Oprócz tego nastolatka prowadzi normalne życie, chodzi do szkoły, sprzeciwia się niesprawiedliwości, dokonuje zmian w stylu najpopularniejszego chłopaka farbując jego włosy na kolor niebieski i pisze referat z biologii wraz z najlepszą przyjaciółką.
Na tym kończy się fabuła właściwa, przedstawiona i opisana. Następnie nastąpiła informacja, że opowiadanie nie będzie kontynuowane, że to już jest koniec, ale… nie zostawiasz nas z niczym! Podajesz na tacy całość opisaną w wielkim skrócie, splot wszelkich wydarzeń, dzięki którym dowiadujemy się, że: najpopularniejszy chłopak w szkole jest gejem, główna bohaterka jest lesbijką, matka Harey ginie w wypadku samochodowym, popularny aktor, obecnie zaś aktor panny Milo żeni się z jej sąsiadką, kelnerką w pobliskiej kawiarence, a na koniec zostajemy uraczeni… prologiem. To dość zaskakujące i niespotykane, prawie jakbyś chciała zostawić najlepsze karty na koniec albo wyciągnęła nagle królika z kapelusza.
Opowiadanie zawiera wiele wątków, brakuje wyróżnienia, położenia nacisku na jeden, szczególny, tak że wszystko zlewa się w jedno. Parę interesujących pomysłów nie zostało możliwie wykorzystanych – przeciwnie, zaginęły gdzieś w odmętach całej historii, co wskazuje, że Twoja twórczość nie była dostatecznie dobrze przemyślana i zaplanowana. Niestaranność i roztrzepanie są widoczne, na przykład gdy poruszasz w tekście parę spraw jednocześnie. Dostarczasz wielu informacji naraz i czytelnik nie wie, na czym ma się skupić najpierw. Należałoby przecedzić całość, wybrać to, co najważniejsze, wytyczyć jasny plan wydarzeń i przede wszystkim się go trzymać. To straszne, że wybierasz tytuł dla całego opowiadania i przez niego musisz na szybko wymyślić jakieś wydarzenie dające się „podciągnąć” do słów „Wszystko zostaje w rodzinie”. Brakuje ćwiczeń, obycia, a w pewnych momentach – takie odniosłam wrażenie – również zaangażowania. Jasne, to fajne, napisać coś, co dla nas samych jest spełnieniem marzeń, dostać parę pochlebnych komentarzy, mieć milion nowych pomysłów na minutę. Ale z czasem ten zapał mija, co tłumaczy się nieśmiertelnym „brakiem weny”. Zwalnia się tempo, następuje długa cisza, zastój, a potem – koniec.
Postacie:
Zacznijmy może od cytatu:
„- Ach, bo ja cała jestem oryginalna i w ogóle wystrzałowa i niecodzienna. - Ojć, zaczynam swoje...” - Harey Milo
Stawiam wielki, neonowy, świecący napis „NIE” dla krótkich charakterystyk głównych bohaterów na początku rozdziału. Jest to coś nielogicznego, co powoduje gęsią skórkę i usilne wołanie o pomoc. Nie pozwoliłaś jeszcze ani razu dojść swoim postaciom do głosu, nie napisałaś ani jednego słowa właściwego opowiadania, a jednak już rzucasz ich na pożarcie, podajesz ślicznie przybranych na tacy. Jestem w stanie zrozumieć krótkie charakterystyki bohaterów, na przykład w dziale „o mnie”, ale umieszczanie takich opisów przed rozpoczęciem pierwszego rozdziału historii jest rzeczą trudną do zrozumienia. Po przeczytaniu całości zaczęłam się jednak poważnie zastanawiać, czy taki stan rzeczy aby na pewno jest błędem. Z tych charakterystyk zdołałam się dowiedzieć więcej niż z całości opowiadania. Jest to dość niecodzienne, zwłaszcza biorąc pod uwagę to, że przez większość czasu prowadzisz narrację w formie pierwszoosobowej, co powinno pozwolić nam dogłębnie zapoznać się z osobowością głównej bohaterki. Harey Milo jest jednak zmienna niczym kameleon, a jej reakcje są niemożliwe do przewidzenia. Raz chroni młodszych i słabszych przed niesprawiedliwością, innym razem wypowiada kwestie jak ta, którą zacytowałam na początku tego podpunktu. Nie wiem, czy taki właśnie był zamysł, może akurat chciałaś sprawić, aby czytelnik posądzał Harey o rozdwojenie jaźni. Powoduje to jednak zamęt i niedowierzanie – czytelnik nie odczuwa bliskości z główną bohaterką. Następstwem takiej sytuacji jest natomiast brak zaangażowania emocjonalnego ze strony odbiorcy historii, a któż z nas nie lubi czasem wzruszyć się i popłakać przy ciekawej książce? To właśnie takie opowiadania pamiętamy najdłużej: z bohaterami, z którymi możemy się uosabiać lub którzy zdobywają nasze serca w jakiś inny sposób. Z panną Milo nie czuję jednak żadnego pokrewieństwa, wręcz przeciwnie, budzi ona we mnie pewien lęk – cóż to musi być za osoba, która na wieść o posiadaniu brata początkowo wybucha śmiechem, potem na chwilę zamyka się w pokoju, a już po chwili gawędzi z nim jak z najlepszym kumplem? Czy kwestia, że ów nowoodkryty członek rodziny jest jej największym idolem nic w tym przypadku nie zmienia? Usiłujesz pokazać nam jakieś uczucia Harey, jednak czynisz to nieudolnie, wręcz brutalnie. Brak tu delikatności i finezji w opisywaniu cichych marzeń czy lęków. Twoja bohaterka jest przerysowana, a przez to również wydaje się nieprawdziwa. Nie potrafię w nią uwierzyć.
Anna Milo, właściwie Milou, to matka Harey. Szesnaście lat temu wdała się w romans z o wiele starszym mężczyzną, który jednak porzucił ją na wieść o dziecku. Opis relacji zachodzącej pomiędzy tymi dwiema osobami mógł się okazać świetnym pomysłem, jednak zrezygnowałaś z niego na rzecz zwykłego, nudnego monologu. Anna jest płaska i nijaka, a jej jedyną cechą, jaką zdołałaś umieścić w tekście to szaleńcze wprost tempo pieczenia ciasteczek. Pani Milo mogłaby wręcz zostać uznana za ciasteczkowego potwora biorąc pod uwagę ilość wyprodukowanych przez nią słodkich przysmaków. Potencjał matki Harey został zmarnowany, a przecież urodziła córkę mając szesnaście lat, co więcej, wychowała ją samodzielnie, ponieważ w tekście mamy informację, że babcia głównej bohaterki zmarła dawno temu. A jednak, z tej niesamowitej kobiety sukcesu, inteligentnej, pięknej, przebojowej, radzącej sobie z trudnościami, nie pozostaje nam nic.
Wmieszanym w Twoje opowiadanie aktorem zostaje Zachary Quinto, odtwórca jednej z ról w serialu „Herosi”. Po rocznych poszukiwaniach udaje mu się odnaleźć siostrę, jednak nie wie, czy powinien się cieszyć z tego faktu. Ostatecznie decyduje się poznać osobę, której poszukiwanie zajęło mu tak długo i tak rozpoczyna się właściwa historia. Zachary to postać skrajnie wyidealizowana, grzeczny, miły, przystojny, opiekuńczy i wrażliwy. Czego innego można się spodziewać po osobie, która jest przecież Twoim ulubieńcem i w której wizerunek wpatrujesz się codziennie przed snem. Zaskakuje fakt, że opisując go używasz trzecioosobówki, a jednak jest on zdecydowanie najbardziej dopracowaną postacią.
Oprócz tych trzech postaci przewija się również Katie, przyjaciółka, powierniczka Harey, zawsze gotowa posłuchać o jej problemach, nigdy natomiast nie zwierzająca się z własnych; najpopularniejszy chłopak w szkole Daniel, który później okazuje się być gejem; Eden, kelnerka, która zostaje żoną Zacharego i matka Quinto. Istnieją oni gdzieś w tle, biorą udział od czasu do czasu w jakichś sytuacjach, jednak trudno jest o nich powiedzieć cokolwiek więcej. Nie rozpieszczasz pod tym względem, owszem, chwilami wspominasz o jakiejś nowej osobie, jednak tylko zwiększa to chaos panujący na każdym kroku. Z przykrością zauważam, że żaden z bohaterów nie porywa ani nie zachwyca, brak im tej magii, tego czegoś, z jakiejś przyczyny nie rozwijają w pełni skrzydeł. Mają potencjał, ale cóż z tego, kiedy są tylko zarysem, konturem postaci. Nie istnieją.
Świat przedstawiony:
Zaledwie kilkakrotnie pojawiła się gdzieś w tekście nazwa Nowy Jork, bez tej informacji jednak w życiu bym się tego nie domyśliła. Opowiadanie nie zawiera żadnego (sic!) opisu pomieszczenia czy przyrody, jedynym tego typu zjawiskiem jest określenie pokoju Katie mianem „pluszowego”, nazwanie domu Daniela „zamkiem” oraz fakt, że plakat Sylara, czyli postaci odgrywanej przez Zacharego wisi nad łóżkiem Harey. Oprócz tego nie wiemy zupełnie nic – jak wygląda dom głównej bohaterki, pokój, podwórko, kawiarenka Eden, szkoła, do której uczęszczają szesnastolatki… Jest szaro i nudno, bez polotu, bez kształtu. Obracamy się w rzeczywistości, o której nie mamy żadnego pojęcia. Brak tu fundamentu, który określałby dokładnie miejsce i czas akcji.
Zgodność z kanonem:
Nie dotyczy.
Sposób prowadzenia narracji:
Trudny do określenia. Raz to pierwszoosobówka, która ni stąd ni zowąd zmienia się w formę trzecioosobową lub odwrotnie. Brak Ci również konsekwencji jeżeli chodzi o czas. To przenosisz się o szesnaście lat do tyłu, to znów wracasz. Chwilami zapominasz o danym wydarzeniu i postanawiasz na siłę wcisnąć je w dialog lub myśli Harey. Gdyby udało się ujednolicić narrację, z pewnością wyszłoby to na dobre opowiadaniu. Uniknęłabyś nieścisłości i nieporządku, jaki wprowadzasz nagłymi przeskokami w narracji i czasie.
Styl:
Ciężko jest nazwać stylem zlepek dialogów. Przede wszystkim brak opisów, które stanowią podstawę opowiadania. Trudno jest również brać pod uwagę tę kategorię wiedząc, że właściwie nie miałaś szansy się rozwinąć. To jedna z tych cech, nad którymi można popracować. Poćwiczyć, poprawić się, a czas w takim wypadku jest niezbędny. Napisałaś jedynie parę rozdziałów, właściwa historia na dobrą sprawę dopiero co się rozpoczęła, nie doczekała jednak rozwinięcia. Dlatego Twój styl jak na razie muszę określić przede wszystkim jako dość toporny i niedbały. Brak mu naturalności, jest zlepkiem myśli, które akurat przyszły Ci do głowy. Dlatego często wplatasz wydarzenia, które trudno wyobrazić sobie w normalnej szkole, jak oblanie drużyny sportowej przez dwie dziewczyny niebieską, trudną do zmycia farbą. Twój styl jest niewyrobiony, co sprawia, że czyta się ciężko i nie sprawia to przyjemności.
Poprawność językowa:
Pod tym względem również nie prezentujesz się najlepiej, co nie świadczy dobrze, zwłaszcza w dobie, gdy każdy właściwie jest posiadaczem programu takiego jak Word. Popełniasz masę literówek, a także błędy interpunkcyjne i ortograficzne, co przeraża najbardziej. Nie znasz również zasad zapisu dialogów i robisz to „na wyczucie”. Czasami wplatasz do opowiadania też słowa, które nie pozwalają, aby traktować je poważnie. Jest jeszcze jedna kwestia, która pokazuje Twoją niedbałość – nie jestem specjalistką od języka angielskiego, a jednak taki zapis i to występujący w tytule już pierwszego rozdziału, razi nawet mnie:
-
He want you
Jeżeli już w swoje opowiadanie wplatasz wyrażenia pochodzące z języka obcego, powinnaś przynajmniej postarać się o to, by były one zapisane poprawnie.
Oprócz tego popełniasz rozmaite literówki:
-
(…) i posłałam niewidocznego całusa, sypiąc mu jedzienie. – jedzenie.
-
Co, już? - zawsze siedziała u mnie po diwe, trzy godziny, a teraz musi już iść. – dwie.
-
Był nieco rozdrażniony, ale w większości opadał z sił, więc nawet nie chciało mu się krzyczeć na jakiegos gówniarza, który właśnie zajechał mu drogię rowerem. – jakiegoś, drogę.
-
Nie miał za bardzo jak jej podnieść, w jednej ręce trzymał spore podło i pęk kluczy, (…) – pudło.
-
Jednak sie uśmiechnął, niepewnie, ale jednak. – się.
-
Brata, brata, brata, czyli ja jestem jesgo siostrą. – jego.
-
Czy to czasem nie ryzie się ze sobą?! – gryzie.
-
Chcichotaliśmy – chichotaliśmy.
-
Uęmiechnął – uśmiechnął.
-
Niebieksie oczy – niebieskie.
-
W jakiejś zapadłeł wsi pod Mediolanem mieści się mały, stary, zapadnięty zameczek – zapadłej.
-
Zupełnie nia ma pojęcia, jak będzie z nią rozmawiał, w ogóle o czym, ale jednak postanowił. – nie ma.
-
Odchyliuł głowę w tył i westchnął. – odchylił.
-
Jednak wzięły go watpliwości. – wątpliwości.
-
Właściwie o czym z nią będzie gadać, opowie jej histrię swojego życia czy co? – historię.
-
Ale jedank chciał ją poznać, pomimo, że na dobre to może nie wyjść. – jednak.
-
Okay, spokojnie Harey, odddychaj miarowo. – oddychaj.
-
spojrzał na wilki, wiszący nad lodówką zegar ścienny. – wielki.
Błędy interpunkcyjne:
-
Jezu,. tak jakbym się przygotowywała do jakiejś wojny, czy cokolwiek.
-
Robisz aluzje, do tego bohatera, który umie rozlewać rzeczy, a poza...
-
(…)i skierował się do mieszkania nr. 15. – po skrócie oznaczającym numer nie stawiamy kropki.
Zdarzają Ci się nawet błędy ortograficzne:
-
Mój ty. - zrobiłam "dziubek" do niego (…) – dzióbek.
-
Najpewniej i tak poszłaby ze mną, czy beze mnie, więc wolę być przy niej, nie wiadomo co tam się może (szatanistycznego) dziać! – satanistycznego.
-
Napewno – na pewno.
-
czterosobowe stoliki – czteroosobowe.
-
conajmniej – co najmniej.
-
nie nawidzę – nienawidzę.
-
Szake zawsze piję, gdy tu jestem, nawet w środku dość chłodnej jesieni. – shake.
Oraz powtórzenia:
-
Wstrzymał na chwilę oddech, czyżby to było to? Czekał na to tak długo, rok, calutkie 12 miesięcy! Żeby tylko to było to, o czym myśli, ma już w końcu dość rozczarowań.
Nie znasz również zasad zapisu dialogów:
- Co, już? - zawsze siedziała u mnie po diwe, trzy godziny, a teraz musi już iść.
- Sylar. - przerwałam jej spokojnym, uczonym głosem.
- No, cześć. - powiedziałam z wielkim uśmiechem po chwili.
- Słuchaj Milo. - wycedził marszcząc się komicznie. - Masz szczęście, że jesteś dziewczyną, bo inaczej to bym ci nogi z... -
Proponuję zapoznać się z zasadami, znajdziesz je bez trudu w odmętach Internetu. Dla przykładu
na tym forum.
Poza tym, jak już wspominałam, zdarza Ci się wplatanie do opowiadania wyrazów, które nie mają zupełnie nic wspólnego i naprawdę nie wiem (i chyba nie chcę wiedzieć), czemu ma to służyć:
-
Jest super-przystojny (mwahaha, niezły żart) i bujają się w nim wszystkie super-barbie-laski ze szkoły.
-
Z braku (laku) jakiegokolwiek pomysłu posunęłam się w stronę najbliższego krzesła i oklapłam na nie.
-
Rozdział V. "Ludzie się zmieniają?" (a łyżka na to: niemożliwe! xD)
-
Z braku (laku) jakiegokolwiek pomysłu pomachałam twierdząco głową.
-
Chce się zemścić, zrobić mi coś na tej swojej "dżamprezie", to jest pewne!
Wulgaryzmy, idiotyzmy, „słowotwórstwo”:
Parę kwiatków:
*
Byłą duża i czuł na rękach jej ciężar, więc było w niej dużo. – O tak, po takim opisie czuję się zdecydowanie przytłoczona tą… „dużością”!
*
Co rusz postukiwała dużymi szpilkami, przestępując z nogi na nogę. – Zastanawiam się, jak mają wyglądać duże szpilki. Rozumiem, że były po prostu na nią za duże i dlatego tak nimi „postukiwała”?
*
Obrzuciła go groźnym i suchym, ale tez bardzo zmęczonym wzrokiem. – A następnie złapała go w siatkę rzęs?
*
Zaczęła się cicho śmiać, ale z dystansem. – O tak. Najważniejsze to aby zachować dystans!
Poza tym, parę idiotyzmów, jak na przykład:
-
Pokiwał bezmyślnie malutką główką i zajął się spożywaniem. – Mowa jest tu oczywiście o… żółwiu.
-
Jak ja długo musiałam prosić mamę, by pozwoliła mi przekłuć się! – To przekłuć się brzmi nieco… groteskowo…
-
Cmoknął tylko z zaniedowolenia i wszedł szybko do kamienicy, w której mieszkał. – Bardzo chciałabym poznać uczucie zaniedowolenia.
-
Dawno jeszcze (…) – Muszę przyznać, że to nieznana mi konstrukcja.
A na zakończenie myśl Harey dotycząca matki i obcej, męskiej kurtki w przedpokoju:
-
Ha, może w końcu sobie kogoś znalazła? To by było cudowne, już dawno jej mówiłam, że powinna kogoś poderwać!
Podsumowanie:
Historia Harey to typowy przykład opowiadania, które powstało dzięki wielkiej pasji i miłości autorki. Chwilowe zafascynowanie, które wybucha nagle i którego nie starcza na długo. Dlatego nie dziwi mnie, że blog od dawna jest już porzucony, a historia zakończona. Trudno jest ocenić coś, co trwało tak krótko. Z przymrużeniem oka trzeba patrzeć na styl i fabułę, której nie udało się rozwinąć. Piąty element nie porywa, jest napisany topornie i nieumiejętnie. Chaos, który można dostrzec na każdym etapie nie ułatwia zbliżenia się do bohaterów i wgłębienia się w historię. Twoje opowiadanie powstało na fali rozpędu i dawno już osiągnęło linię brzegu. Nie mogę go polecić, natomiast mogę przestrzec – jest tylko dla odważnych.
[Powrót] Komentuj