Ocena nr 270 - Riuka Przenikliwa ocenia "Huśtawkę na końcu świata" >> 17.05.10 o 21:39
Za zwłokę bardzo przepraszam, ale nauka to nauka. Na szczęście teraz mam wakacje, więc powinno być lepiej.
Huśtawka na końcu świata
Pierwsze wrażenie
Nader pozytywne. Wszystko swojsko i w naszym rodzimym języku, a do tego ilustracje własne – ze wszystkim stron widać zaangażowanie autorki. Jako czytelniczka poczułam się z początku trochę przytłoczona tym uporządkowaniem, ilością profesjonalnie wyglądającego tekstu, ale dusza oceniającej tylko zachichotała radośnie, zabierając do czytania.
Co więc tu mamy? Mamy ciekawy tytuł, trochę postapokaliptyczny, a trochę osiedlowy. Dwa przeciwległe światy widoczne na pierwszy rzut oka (dziewczyna z książkami i chłopak z kieliszkiem) też mamy i już możemy czuć się zainteresowani. Ja w każdym razie zainteresowana poczułam się od razu, szczególnie zobaczywszy odpowiednio długie rozdziały, w których dialogi przeplatają się z opisami w jak najbardziej odpowiednich proporcjach.
Wygląd
Dwa proste, autorskie rysunki, przedstawiające parę głównych bohaterów. Czarno na białym, nie niszczy oczu, skupia uwagę na tekście. Menu przejrzyste i dobrze zaopatrzone, co też się chwali. Wracając do samych portretów – buszując trochę po różnych blogach natknęłam się kilka razy na opinię, że coś z nimi jest nie tak, jednak mi najzupełniej odpowiadają. Wprawdzie golf Agaty układa się na niej trochę kwadratowo, to są to wszystko takie szczegóły, że szkoda w ogóle wspominać coś na ich temat. Moim zdaniem wykonanie szablonu samodzielnie to pomysł godny podziwu i naśladowania. A spotyka się go na tyle rzadko, że z pewnością przyciąga uwagę, może zaciekawić i przyciągnąć czytelników zainteresowanych bardziej historią, niż przewspaniałym szablonem.
Fabuła
Prosta, przyjemna i najwyraźniej przemyślana obyczajówka o nastolatkach. Główną bohaterkę, Agatę, poznajemy w momencie, kiedy rozpoczyna naukę w liceum. Jak to bywa u kujonek, których typowym przykładem jest właśnie Agata, jej życie szkolne toczy się dwutorowo – z nauką nie ma problemów, za to znacznie trudniej jest nawiązać kontakt z rówieśnikami. Dziewczyna jest wyobcowana, za co częściowo ponoszą winę liczne zbyt zabawowe jednostki, z którymi trudno było jej się dogadać, głównie jednak jej własne nastawienie, o czym dalej.
Dość szybko pada ofiarą szkolnych docinek, w których przoduje kolega z klasy, Florian. Nie darzą się zbytnią sympatią, trudno jednak nie zauważyć, że chłopak, pomimo swej całkowitej odmienności zarówno w stylu ubioru, jak i sposobie bycia, wzbudza pewne zainteresowanie bohaterki. Do tego momentu akcja toczy się powolutku, aż nagle wprowadzona zostaje wprowadzona odrobina tajemnicy, dreszczyku towarzyszącego kontaktom damsko-męskim i pytanie: czy kontakt bohaterów przerodzi się w coś więcej? Mianowicie Florian, ten sam, którego Agata starała się unikać za wszelką cenę, jeśli nie chciała popsuć sobie humoru, pewnego dnia pojawia się w jej drzwiach, prosząc o udzielenie korepetycji z chemii. Podejrzane? To jeszcze nic, ponieważ niedługo potem dołączają kolejne dziwne zachowania Floriana, tajemnicze notatki i groźna choroba.
I tu zaczynają się schody. Cała ta sytuacja ze zwierzaniem się Flo jest zwyczajnie nienaturalna. Trudno mi uwierzyć, by mogło to pójść tak gładko – z tego, co wiemy o nim z wcześniejszych rozdziałów wynika, że chłopak jest innym typem człowieka, a tu nagle wszystko obraca się o sto osiemdziesiąt stopni. Wiadomo, Agata jest kimś obcym, a każdy chyba słyszał, że przed takim często łatwiej się otworzyć. Tyle że Agata nie była zupełnie nieznajoma; była wręcz nielubiana, wobec czego na chłopski rozum powinna być potraktowana jako intruz, ktoś, na kim można wyładować frustrację, a nie przyczłapać potulnie i narazić na nieprzyjemne konsekwencje. To wszystko poszło tak podejrzanie gładko. I na wypadek, gdyby ktoś uważał, że absolutnie mogło pójść gładko, to chciałabym zaznaczyć, że przedłużenie tej sytuacji miałoby pozytywny oddźwięk na całej akcji, chociażby dla zwiększenia zainteresowania czytelnika (znanego też jako sfrustrowanie go poprzez utrzymanie w niepewności).
Odnośnie dalszych rozdziałów nie mam już tak dużych zastrzeżeń. Podoba mi się, że wątek rozszerzył się o historie kilku dodatkowych osób, głównie dwóch koleżanek Agaty. Dzięki temu brakło czasu na nudę i miałam okazję poznać cały komplet wyrazistych charakterów o skrajnie różnych, aczkolwiek wiarygodnych i wielowymiarowych osobowościach. Dramatyzm wprowadziłaś tam, gdzie dodawał smaku, i tego typu fragmenty prowadziłaś zupełnie naturalnie – nie jeden raz łapałam się na tym, że naprawdę mocno wciągnęłaś mnie w swój świat, że z chęcią będę obserwować dalsze poczynania bohaterów.
Mam za sobą lekturę całości, więc jeszcze słówko o tym, jak to dla mnie wygląda z perspektywy. Zakończenie przypadło mi do gustu – wyszło bardzo naturalnie, bez śladu kiczu. Lektura pozostawiła przyjemne wrażenie, nie czułam też niedosytu wskazującego na jakieś braki w tekście.
Postacie
Bardzo kolorowe, powiedziałabym wręcz, że pełen zestaw. Spodobało mi się, że nie zastosowałaś podziału na tych złych imprezowiczów i tę jedną niewinną bohaterkę pośród nich. Nie, żebym posądzała o niedojrzałość – z tekstu wynika, że do niej Ci daleko, ale różne zabiegi literackie się stosuje. Ty pokazałaś wyraźnie, że nawet w najbardziej nieczułym z pozoru chłopaku może czaić się nutka romantyczności, a inteligentna i wrażliwa nastolatka czasem ulega pokusie zaszufladkowania.
Zaczynając więc od głównej bohaterki – Agata jest, wbrew pozorom, dość skomplikowaną mieszanką, jak to w życiu bywa. W jej myśleniu o kolegach z klasy wyczułam trochę pogardy, trochę uważania siebie za lepszą, skoro ma spokojniejsze i bardziej intelektualne zainteresowania. To dobrze, że nie jest ofiarą tak zupełnie bez powodu, bo dla każdego niemiłego zachowania zwykle istnieje jakiś punkt zapalny – w tym wypadku jest to właśnie to podświadome stawianie siebie wyżej. Z drugiej strony w szkole czuje się dość samotna, ponieważ trudno jej nawiązać kontakt z innymi. Trzyma się z dwiema koleżankami, które są jej główną podporą. Ma skłonności do przesadnego analizowania wszystkiego, co jej się przytrafia (ma to ten pozytywny skutek uboczny, że dzięki temu bardziej wgłębiamy się w świat widziany jej oczami) jest empatyczna i angażuje się w życie bliskich jej osób – dzięki temu z powodzeniem daje się ją lubić. Agata jest postacią wyrazistą, świetnie prowadzoną przez cały czasy trwania akcji. Ostatecznie polubiłam ją, chociaż bywały takie momenty, kiedy jej zachowanie mnie irytowało. Wszystko to dobrze – bohaterowie są po to, by wzbudzać uczucia, nie ciągle takie same, bo wtedy jest nudno.
Z Florianem, Flo, jest trochę gorzej przez te jego reakcje, które gryzą się z wizerunkiem osoby nieczułej, jaki wykreowałaś na początku. Właściwie przez większą część opowiadania jawił mi się jako wrażliwiec, ktoś naprawdę w porządku – wobec tego jak usprawiedliwić jego początkowe zachowanie? Nie wiem. Wszystko, o czym dowiedziałam się na jego temat z bieżących wydarzeń nijak nie zgadzało się jego dręczycielską postawą. Czyżby aż tak dobrze się ukrywał? Nie wykluczam tej opcji, jednak nigdzie w tekście nie natrafiłam na trop, że tak rzeczywiście mogłoby być. Odkąd jego tajemnica wychodzi na jaw zachowuje się podejrzanie szlachetnie i bohatersko – po prostu ideał, dodatkowo uszlachetniony przez wszystkie nieszczęścia, które przeżywa. Nawet nie ma za dużo czarnych myśli, tylko dodatkowo podtrzymuje wszystkich na duchu lub oszczędza im przykrych przeżyć. Przejaskrawiłam trochę jego obraz (niech potencjalni czytelnicy się nie odstraszają!) ale wszystko po to, by uświadomić Ci, że może dobrze byłoby to jakoś zrównoważyć. Jak nie teraz, to na przyszłość – to moja sugestia, do której nie ma obowiązku się stosować, ale można wziąć pod uwagę.
Malwina i Lea – koleżanki Agaty. Przyjaciółkami trudno je nazwać, ponieważ są niedostatecznie blisko ze sobą – raczej do pogadania i spędzenia wspólnie czasu. Malwina jest zupełnie innym typem osoby niż Agata – myśli głównie o chłopakach, ma zupełnie inny sposób bycia, inne zainteresowania (najczęściej typu makijażowego) i podejście do różnych spraw. Lea to taki złoty środek. Jest miła i zaradna, umie o siebie zadbać i jest pewnego rodzaju łącznikiem między Agatą, a resztą świata. Obie dziewczyny mają ważne role do odegrania, ale odpuszczę sobie ich przytoczenie, odsyłam do tekstu. W kwestii samych stosunków międzyludzkich – rozumiem, że skoro Agata nie jest duszą towarzystwa, to jej kontakt z dziewczynami działa częściowo przynajmniej na zasadzie przyzwyczajenia. Jest to taki kontakt w sam raz na miłe, relaksujące spędzenie przerwy w szkole, od czasu do czasu popołudnia – wszystko gra, nie widzę problemu. Pytanie mam jednak takie – jak to możliwe, że Agata nie znalazła sobie kogoś, z kim mogłaby dzielić więcej pasji, poglądów na życie? Rozumiem, że ma rodzinę, ale to zdecydowanie za mało, a odnosiłam wrażenie, że dziewczyna często czuje się do koleżanek niedopasowana. Nowego znajomego, w którym znajduje osobę, której można się zwierzyć, znajduje w końcu we Flo, ale to trochę późno. Lei chciałabym trochę więcej, szczególnie pod koniec, kiedy wyjaśnienie jej roli spadło jak grom z jasnego nieba i właściwie trudno było mi się zorientować, o co właściwie chodziło.
Wypadałoby powiedzieć jeszcze coś o pozostałych bohaterach, tyle że choćby na temat chłopaków – Słońce i Hebanowego – z Gangu trudno mi powiedzieć coś więcej, niż zostało napisane czarno na białym w tekście. Wykreowani są dosyć wiarygodnie, wiadomo kto jest od czego, role zostały im jasno przydzielone. Jednak, o ile do drugiego nie mam zastrzeżeń, to Igor wzbudził moje wątpliwości. Z jednej strony przyjaciel Flo- dlaczego jednak dopuścił do sytuacji, w której ich kontakt praktycznie się zerwał, dlaczego aż tak uniósł się honorem, że nie uznał za stosowne nawet zajrzeć do niego po szkole z butelką piwa (skoro trzymamy się już balangowych skojarzeń)? Jeśli dlatego, że był taki nieczuły, że woda sodowa uderzyła mu do głowy, to dlaczego potem nagle się nim przejął na tyle, by ścigać obcą dziewczynę po całej szkole, byleby wycisnąć od niej jakąś informację? Trochę zbyt szybko to poszło. Rozumiem cięcia w związku z niewielką długością opowiadania – nie można było upchnąć wszystkiego, jednak takie odwrócenie się od przyjaciela i zrzucenie całej odpowiedzialności na niego, wydaje mi się podejrzane.
Resztę postaci poznajemy przelotnie. Są wyraziste, ale nie odgrywają przesadnie wielkich ról. Nie mam co do nich zastrzeżeń – i jest ich tyle, ile trzeba, żeby się nie pogubić. Przyczepię się może tylko do reakcji dziadka, który zganiał z huśtawki – był według mnie trochę zbyt porywczy jak na kogoś, komu przeszkadzają tylko dwie osoby, zachowujące się przy tym w całkowicie cywilizowany sposób. Czyżby huśtawka aż tak makabrycznie skrzypiała?
Sznurek, nauczyciel, w dziwnie dziecinny sposób czepiał się nieobecności Flo i żartował na lekcji. Są tacy, ale żeby aż do tego stopnia? Wydał mi się trochę niespójny.
Ogólnie rzecz biorąc postacie są mocnym punktem tej opowieści – cokolwiek można by było wysnuć z mojej wypowiedzi, to są skonstruowani porządnie, czyta się o nich z zainteresowaniem, którego nie są w stanie zniwelować nawet te drobne niedociągnięcia, o których wspomniałam.
Świat przedstawiony
Toruńska szkoła i jej okolice. W rzetelny i obrazowy sposób zostało przedstawionych kilka miejsc – przede wszystkim szkoła, mieszkania bohaterów i plac zabaw ze znajdującą się na nim tytułową huśtawką. Za tę ostatnią od razu pochwalę, bowiem zgrabnie łączy wszystkie ważniejsze wydarzenia w opowiadaniu. Prawie że motyw sokoła. Poza tym autobusy – podoba mi się, że uwzględniłaś je w taki przyjemny sposób, trzymając się nawet prawdziwych rozkładów, wspominając o spóźnieniach i innych drobnych szczegółach – dzięki temu świat jest wiarygodny, a nawet mam wrażenie, że mogłabym się po nim poruszać z samym tekstem opowiadania służącym za mapę.
Nie brakuje kolorowego tła ani w postaci miejsc, ani postaci. Ulice nigdy nie są puste w tym przenośnym znaczeniu, zawsze towarzyszą Agacie albo jakieś panie w autobusie, albo wspomniany dziadek wrażliwy na punkcie porządku. Jednym słowem – bardzo dobrze.
Zgodność z kanonem
Opowiadanie autorskie.
Sposób prowadzenia narracji
Prowadzona z punktu widzenia Agaty, w związku z czym subiektywnie i czasem wyrywkowo. Nie pojawiają się nieścisłości, a narracja pierwszoosobowa czyni relacje bohaterki wyrazistymi, naturalnymi i ze swoim własnym charakterem. Moim zdaniem wyszło bardzo dobrze.
Styl
To chyba ten punkt, który najbardziej mnie urzekł. Jest lekki, można dzięki niemu połknąć całe opowiadanie na raz, jeśli tylko ma się tyle czasu. W sam raz do opowiadania dla młodzieży, jest naturalny i wręcz płynie – to słowo narzuca się samo, kiedy o nim myślę. Dobrze oddaje charakter Agaty, pozwalając wejść w jej buty. Tylko gdzieniegdzie znalazłam parę dość niefortunnych sformułowań, podejrzewam, że wynikłych z chęci uniknięcia powtórzeń, jednak zabrzmiały dość śmiesznie. Na przykład – „reszta
życia tornada” (część 4.2) czy „oba istnienia” odnośnie szkoły i przystanku (część 5.1). Według mnie i jedno i drugie trochę przesadzone.
Nie jestem pewna, w jakiej kategorii o tym wspomnieć, ale niezbyt przypadło mi do gustu również to, w jaki sposób Agatę dręczyły różne wątpliwości. W takich chwilach zwykle następowało coś w tylu „ojejej, moja idiotyczna szczerość, czemu ja to zrobiłam, bez sensu, co ja sobie myślałam” (to nie jest cytat z tekstu, aż tak źle nie było). Rozumiem, że bohaterka nie raz pluła sobie w brodę, ale nie trzeba było czytelnika aż tak i tyle razy tym zamęczać. Opowiadania mają to do siebie, że część myśli bohatera można w nich pominąć i czytelnik jakoś to przeżyje. Jeśli takie myśli były spowodowane niepewnością, czy przypadkiem nie napisałaś czegoś głupio, i chciałaś usprawiedliwić się ustami bohaterki, to nie ma z czego, wszystko jest w porządku.
Poprawność językowa
Tekst wyjątkowo dopieszczony, nawet przecinki są na swoich miejscach. Parę literówek i połknięta kropka się trafiło, na przykład „jakiś koniec świat_”, ale ich ilość ich ledwie zauważalna. Niestety do ich spisu chwilowo nie mam dostępu, bo w dokumentach tekstowych panuje chaos ponaprawczy, a kartkę nieprzezornie zostawiłam w mało bezpiecznym miejscu, ale jak tylko znajdę, to ocenę edytuję i te dwa-trzy przykłady dopiszę.
Wulgaryzmy, idiotyzmy, słowotwórstwo
Nic, co by nie było usprawiedliwione tematyką opowiadania i występującymi w nim postaciami. Pod idiotyzm może dałoby się podciągnąć fakt, że Sznurek wspominał uczniom, że nie lubi swojego imienia i dlatego pasuje mu przezwisko – przecież uczniowie i tak nie wołaliby na niego „Jacek”, więc co go to obchodziło, co uczniowie będą wiedzieć na ten temat?
Podsumowanie
Jest to jedno z lepszych opowiadań, jakie miałam przyjemność czytać w sieci. Dopracowane, przemyślane, opowiadające o czymś konkretnym i ważnym, a nie tylko o kolejnym romansie czy super mocach, od których ostatnio nie można się opędzić. Masz wypracowany styl, interesujące postacie i pomysł. Wszystko to, jeśli nie stracisz zapału, po jakimś czasie szlifowania może Cię daleko zaprowadzić. Choć z oceny może wynikać, że mam więcej zastrzeżeń niż rzeczy, za które mogę pochwalić, ale w rzeczywistości chciałam skupić się na tym, co jeszcze możesz poprawić, żeby ułatwić dalszy rozwój, pobudzić do myślenia pod kątem „co na ten temat sądzi czytelnik”. Dla przypomnienia więc – to, co wysuwa się na pierwszy plan, to zbyt delikatny miejscami Flo (co nie oznacza, że nie można się przejąć jego historią i końcówką opowiadania, która jest naprawdę fajna). Stawiam „bardzo dobry” i liczę na to, że to jeszcze nie koniec.
[Powrót] Komentuj
Józia >> 30.07.10 o 00:49 >> brak www
Do Nieustraszonej Anniselle:
Nie bardzo wiem, gdzie powinnam odpisać na Twój komentarz, jednak uznałam, że tu moja odpowiedź będzie dobrze widoczna.
Oczywiście zgadzam się na ocenę i cierpliwie czekam, aż zostanie wydana.
Pozdrawiam
www.wiecznoczas.blog.onet.pl
---
Mae >> 19.05.10 o 20:01 >> brak www
Ojej, nie spodziewałam się tej oceny. Serio. Nie myslałam, że jej dożyję... czy coś ;)
Wreszcie ktoś, kto nie czepia się rysunków! Znaczy, przesadzam, nie wszyscy się czepiali... ale większość :) A samodzielnie wykonane szablony to jedna z większych przyjemności w zamieszczeniu twórczości na blogu. Tyle odnośnie wyglądu.
Fabuła? O rany, a o czym była "Huśtawka"? *próbuje sobie przypomnieć* Nie miałam z tym tekstem przyjemności od bardzo dawna, mogę gadać od rzeczy, ale spróbujmy...
Jeśli chodzi o nagłą przemianę Flo - może to się wydaje nienaturalne, ale ja dokładnie przemyslałam sprawę. Wszystko widzimy z perspektywy Agaty. Ona nie dostrzega czegoś takiego jak płynne przejście - dla niej najpierw jest Flo Zły, a potem Flo Któremu Trzeba Pomóc. On zresztą też zły bywa dlatego, żeby zachowywać się tak jak inni. Przynajmniej dla mnie to tak wygląda, ale może źle sprawę ujęłam.
Co do kreacji Flo, sama mam wątpliwości, więc dziękuję za ich potwierdzenie :)
Dlaczego Agata nikogo bliższego sobie nie znalazła? To proste. Takiej osoby nie potrzebowała. Egzystowała samotnie, miała rodzinę, dalszych znajomych, Malwinę, która jeszcze w gimnazjum uchodziła za kogoś w rodzaju przyjaciółki... Są tacy ludzie, wiem coś o tym.
Co do Lei - tak, jej jest za mało, jest za bardzo zsunięta na tło, zdaję sobie sprawę. To dlatego, że "Huśtawka" robi za spin-off do nienapisanej powieści, w której Lea odgrywa rolę bardzo główną. Razem z Igorem, któremu w Huśtawce odwaliło i stąd ta nagła przemiana.
A cieć jest, jaki być powinien. Naprawdę nigdy nie spotkałaś ciecia, który robi awanturę z byle powodu i wszystko wyolbrzymia? W takim razie zazdroszczę :)
Sznurek przesadzony? Mam dokładnie takiego samego nauczyciela. W dzisiejszych czasach, rozumiesz, wszystko jest możliwe. Albo ja po prostu chodzę do dziwnej szkoły, co też by mnie nie zdziwiło ;P
Rozkład jazdy autobusów znam z autopsji ;)
I jeszcze coś. "Huśtawka" była tylko zabawą. Jeżeli chcesz zobaczyć, jak piszę w pełni poważnie i z myślą o wydaniu, zapraszam na Szkołę Wyprzedzania.
Za ocenę zaś serdecznie dziękuję i polecam się na przyszłość :)
---