Ocena nr 260 - Riuka Przenikliwa ocenia "Severusa alteratywnego" >> 02.09.09 o 22:22
Severus alternatywny
Kolejne opowiadanie krótkie do bólu (ile można powiedzieć o dwudziestu stronach?) mi się trafiło do oceniania, i znowu zbyt mało da się z niego wyciągnąć by sklecić z tego porządnej długości ocenę. Mam nadzieję, że dalej szczęście bardziej mi dopisze, bo naprawdę wolę przemęczyć się z czytaniem czegoś dłuższego, niż martwić, że napisałam niewiele i nie wiem co dalej.
Dziękuję za uwagę.
Pierwsze wrażenie
Zarówno adres opowiadania, jak i tytuł były dla mnie zapowiedzią czegoś na kształt komedii albo parodii z hogwardzkim eliksiromaniakiem w roli głównej. Frywolny obrazek w nagłówku wprowadza w luźny klimat panujący na całym blogu – wszystko jest jasne. Długość notek wydaje się być odpowiednia do funkcji, jaką mają spełniać, czyli do dostarczenia czytelnikowi trochę radości w życiu. Teraz zobaczymy, w jakim stopniu to się udało.
Pierwsze wrażenie nie okazuje się więc w ostatecznym rozrachunku wprowadzającym w błąd co do treści – czytelnik wie, czego się spodziewać i o to tu chodzi.
Wygląd
Niewielki, a schludny i porządnie wykonany nagłówek przedstawia główne bohaterki wraz z Severusem – wszyscy w dość skąpych odzieniach, tu i ówdzie osłaniający się ręcznikiem. Zaraz pod obrazkiem mieści się już początek rozdziału, co przypadło mi do gustu, ponieważ nie lubię za bardzo przewijać bloga w poszukiwaniu opowiadania. Po lewej widnieje informacja o tym, że opowiadania nie należy traktować zbyt poważnie, polecająca też rozstać się na chwilę z ukochanym kanonem i przypatrzeć temu, jak też by go można urozmaicić. Ładnie oznaczone poszczególne kategorie, wszystko poukrywane za linkami. Wszechobecna szarość nie rozprasza w trakcie czytania, a ciemnoszary obrazek z kociołkiem dyskretnie oddziela notkę o prawach autorskich od reszty menu. Dobrze pomyślane.
Fabuła
Z początku wydawało mi się, że będzie mnie czekać długie przekopywanie się przez rozliczne opisy perypetii miłosnych Severusa, i że na tym właściwie cała zapowiadana zabawa się zakończy. W tym mniemaniu trwałam jakiś czas, dopóki nie zaczęłam natrafiać na momenty, które wywoływały na mojej twarzy autentyczny uśmiech. Potem było już tylko lepiej, aż do momentu, w którym nagle i zdecydowanie za szybko kończą się rozdziały i nie wiadomo, co z tym fantem dalej robić. Pozostaje jednak mieć nadzieję, że kontynuacja nastąpi, a tymczasem przystąpić do opisania samej akcji.
Severusa poznajemy w momencie, kiedy jest już dość mocno zaprzyjaźniony z tak zwanymi Dziewczętami, czyli trzema głównymi bohaterkami, regularnie zapewniającymi mu rozliczne mniej lub bardziej gorszące publiczność rozrywki. Po pewnym czasie Snape dość niefortunnie zostaje wplątany w zakład, po którego przegraniu miał być zobowiązany do bycia miłym przez zadziwiający czas jednego, pełnego tygodnia. Jak to w komedii bywa, sprawy ułożyły się nie do końca tak, jakby bohater sobie tego życzył, toteż obserwujemy sporo zupełnie nie severusowych zachowań. Dziewczęta co rusz fundują mu różne niespodzianki, wprawiając tym samym wszystkich uczniów Hogwartu w prawdziwe osłupienie, zaś Dumbledore’a w iście szampański nastrój. Później jest już dla naszego bohatera tylko gorzej. Pojawiają się dzieci, wychodzi na jaw jaka podstępna była Rowling ważąc się tknąć życiorys Severusa, aż w końcu prawdziwy zamęt powoduje zwisająca nad łóżkiem wróżka.
Tak to, i na wiele innych sposobów życie nieszczęsnego profesora zostaje urozmaicone wcale nie mniej, niż w oryginale.
Im dłużej czytałam, tym lepsze wrażenie robiła na mnie opowieść, nie oznacza to jednak, że było idealnie.
Każdy wątek urywał się w moim mniemaniu zdecydowanie za szybko. Każdy mieścił się w około trzech rozdziałach, które przy tej długości nie pozwalają za bardzo wykorzystać całego potencjału danego pomysłu. Nie raz, nie dwa wydawało mi się, że to wszystko to raczej jakieś mgnienia, a nie prawdziwe wydarzenia. Znacznie lepiej wyglądało by to wszystko, jakby było mniej skondensowane. W innym wypadku wszystko skończy się po tak małej ilości stron, że z całą pewnością pozostawi wrażenie niedosytu. Szczerze radzę prowadzenie trochę dłuższych wątków, żeby można było lepiej czuć się w klimat. Na razie to, co zawarte jest na blogu widzi mi się bardziej jako zbiór krótkich, oderwanych od siebie utworów, niż jedno opowiadanie, pod którego nazwą się ukrywa. Proponuję nie wprowadzać czytelnika w błąd i inaczej ponazywać „odsłony”, bo pojedyncze sceny nie mają ze sobą związku, a poza tym wszystkie mają dość wyraźne zakończenia – po cóż więc łączyć je w jedną całość, kiedy nijak im tego nie potrzeba? Pierwszą notkę można, powiedzmy, uznać za wstęp do całej reszty.
Postacie
Severus Snape, zgodnie z zapowiedzą, do końca kanoniczny nie jest – nieco częściej popada w nieodpowiednie dla siebie nastroje i nieco zbyt często i za bardzo podoba mu się wizja kontaktu z Dziewczętami. Poza tym jednak udaje mu się utrzymywać obraz swojej osoby mrocznej, opryskliwej i niedostępnej. Zachowuje świętą cierpliwość wtedy, gdy normalny człowiek dawno dałby znać, co o wszystkim myśli, a przy tym często snuje dość rozległe rozważania na tematy, które go dręczą. Zdecydowanie daje się lubić – mnie przypadła do gustu jego podejrzliwość.
Dziewczęta z kolei wręcz przeciwnie – są bardzo radosne, frywolne i wszędzie ich pełno. Przy czym, oczywiście, uwielbiają Severusa; nie na tyle jednak respektu do niego czują, by choćby pomyśleć o powstrzymaniu się przed spłataniem mu od czasu do czasu jakiegoś figla. Chociaż są one aż trzy, to jednak wszystkie odznaczają się mniej więcej jednakową liczbą zalet (bo o wadach i ich przypadku nie może być mowy!). Wszystkie są piękne i powabne, a przede wszystkim zadziwiająco sprytne. Co je odróżnia, to utworzone na wzór nicków imiona (Kejt, Sarah, 2Night) odmienne pasje oraz rodzaje kwiatowych perfum, po których Severusowi z daleka udaje się odróżnić, która w danym momencie się na niego czai. Pomimo niedosytu w ich zróżnicowaniu, takiego rodzaju bohaterki dają sporo korzyści w różnych sytuacjach i sądzę, że zostały w ten sposób wykreowane celowo. Z jednej strony chciałoby się, żeby każda z Dziewcząt zaskakiwała nas swymi rozlicznymi cechami charakteru, żeby było barwniej i bardziej zapadało w pamięć. Z drugiej jest sprawiedliwie, bo żadna z postaci wzorowanych na prawdziwych nie została w tym wypadku pokrzywdzona. Autorce pozostaje wybrać, czy stawia w tym opowiadaniu na rozwój literacki, czy podtrzymywanie przyjaźni i bratanie się z koleżankami poprzez przedstawianie ich jak wiecznie zgadzających się ze sobą klonów.
Dumbledore – moja ulubiona postać w tym całym rozgardiaszu. Zawsze można było liczyć na jego chichy i rozbawienie w zupełnie nieodpowiednich do tego sytuacjach, a przede wszystkim na cytrynowe dropsy, którymi zawzięcie częstował Severusa przy każdej możliwej okazji.
Na parę słów zasługują także synowie głównego bohatera, którzy już od małego starają się naśladować swój ideał – ojca – i całkiem nieźle im to wychodzi. Każdemu z nich został poświęcony jeden rozdział, i choć ich przedstawienie nie wniosło wiele do samej fabuły, bo niedługo potem nastąpił incydent z wróżką, po którym spodziewam się, że na razie mowy o nich nie będzie, to jednak było przyjemnym akcentem. I dostarczyło pretekstu do napisania kolejnej sceny z nieco zbyt wesołym dyrektorem. W trzech scenkach poświęconych ich osobom zaprezentowali się jednak ujmująco.
Harry, Ron i Hermiona również pojawiają się w pewnym momencie, ale raczej jako narzędzie Dziewcząt do przeprowadzenia ataku na Severusa. Nie odznaczają się specjalnie niczym ciekawym, tylko służą konkretnej sprawie. A szkoda, bo można było interesująco wykorzystać szablony i stworzyć zgrabny epizod z tą trójką. Tymczasem tylko Hermiona zaprezentowała czytelnikom swoją powszechnie znaną podejrzliwość w momencie, gdy Harry zetknął się z Dziewczętami.
Ogólnie rzecz biorąc osoby przedstawione w treści są dość wyraziste – jedne mniej, inne trochę bardziej – ale opowiadanie stawia raczej na pojedyncze gagi, komedię sytuacyjną, a nie postaci. Szkoda.
Świat przedstawiony
Hogwart, nie jest zgodny z kanonem, głównie jeśli chodzi o postacie, czy raczej ich zachowanie, ale poza tym bez zastrzeżeń. Opisany przyzwoicie, w sposób niepozostawiający uczucia niedosytu. Bohaterowie nie są zawieszeni w próżni, a każde miejsce ma swój swoisty charakter. Tak więc lochy jawią się jako odpowiednio mroczne, tajne miejsce spotkań jest nie do końca takie, jakie przystoi mrocznemu profesorowi w Hogwarcie, a Wielka Sala tętni życiem. Bardzo spodobał mi się opis przedszkola, które takie wrażenie wywarło na Severusie. Dziki wrzask, będący protestem przeciwko przerywaniu dzieciom zabawy oddał cały charakter miejsca. Opisów nie jest dużo, ale występują w ilości całkowicie zadowalającej, pobudzającej wyobraźnię czytelnika.
Zgodność z kanonem
Opowiadanie z założenia niezgodne z kanonem.
Sposób prowadzenia narracji
Trzecioosobowa. Bez zastrzeżeń.
Styl
Humorystyczny i lekki, a przy tym na tyle dobry, że wiedziałam, że wszystkie śmiesznostki w opowiadaniu nie były przypadkowe. Często dawało się zauważyć fragmenty świadczące o oczytaniu autorki – bogate słownictwo, łatwość w posługiwaniu się językiem. Nie zmienia to jednak faktu, że opowiadanie pisane jest raczej dla zabawy, niż zachwycenia kunsztem literackim piszącej. Na to też wskazuje sama nazwa poszczególnych odsłon – „radosna twórczość”. Wydaje mi się jednak, że pod całą tą zabawą kryje się styl wypracowany – jeszcze nie wybitny, ale stanowiący porządne podstawy do stworzenia czegoś interesującego.
Zdania są różnorodne, zarówno ze względu na długość, jak i konstrukcję, co urozmaica czytanie. Nieprzeładowane przymiotnikami i łatwe w zrozumieniu nie utrudniają lektury, wpasowując się w swobodny klimat komedii. Nie mam co do niego specjalnych zastrzeżeń – może tylko to, o czym wspomniałam wcześniej: mało. Gdyby było więcej, mogłabym go lepiej ocenić, a tymczasem zostałam poczęstowana niewielką ilością miniaturek.
Poprawność językowa
I w tym punkcie opowiadanie pozytywnie mnie zaskoczyło. Podkreśliłam sobie tylko kilka błędów w początkowych rozdziałach, a potem czytanie mogło odbyć się już zupełnie płynnie, bo żadnych wpadek językowych nie uświadczyłam. Wymienię te z początku i serdecznie pogratuluję dbałości o tekst.
Dziewczyna wyciągnęła spod jednej z wielu zielono srebrnych poduszek, jakimi zasłane było łóżko, swoją różdżkę. - jeśli, dajmy na to kolory się nie mieszają, to oddzielamy je myślnikiem, bez używania spacji pomiędzy nimi.
- Dziękuję – dziewczyna uśmiechnęła się z wdzięcznością, machnęła różdżką, a w powietrzu przed nią zawisła duża paczka miśków - żelków. - powinno być „miśki-żelki”
- Sev? – spytała 2night, odbierając przemocą rozochoconej Kejt pora – Może teraz ty coś wymyślisz? Tak dla odmiany? - jeden z przykładów błędnej konstrukcji dialogów. Błędy tego typu pojawiały się sporadycznie, szczególnie na początku tekstu, więc odsyłam do
strony, gdzie sprawa jest dokładnie wytłumaczona, żeby jednak tych błędów nie powtarzać i wiedzieć co i jak.
- W porządku – odezwał się jakieś pól godziny później, podnosząc wreszcie wzrok znad kociołka. - literówka – powinno być „pół”.
Upiła jeszcze jeden łyk i zaśmiała się głośno z głupoty trzech innych dziewczyn, które opowiadały sobie waśnie jakieś bzdury o Snape’ie. - jak wyżej – „właśnie”
Spekulowano, czy może wieczorem przesadził z ognistą whiskey i teraz zmaga się z kacem, a czy nie udał się jakiś eliksir, a może najzwyczajniej w świecie po prostu trafił go szlag? - „a” wypadałoby zastąpić na przykład słowem „albo”, bo w takiej postaci zdanie nie ma za bardzo sensu.
Mistrz Eliksirów patrzył, jak gdyby w zwolnionym tempie stojący z tyłu klasy regał z najrzadszymi i co za tym idzie, najdroższymi składnikami (...) - przed „co” brakuje przecinka – „co za tym idzie” jest wtrąceniem, które trzeba wydzielić.
Wulgaryzmy, idiotyzmy, „słowotwórstwo”
Nic kwalifikującego się do nagany.
Podsumowanie
Opowiadanie jest w wielu momentach naprawdę zabawne i czytając nie czułam się zażenowana poziomem tekstu. Nie brakowało mi opisów, większość bohaterów była zupełnie nieźle skonstruowana, a ilość błędów nie była rażąca, choć może gdybym wyliczała ich ilość w odniesieniu do liczy stron, to już nie wyglądało by tak różowo. Mimo że tekst wrył mi się w pamięć i czytałam go nie tylko z poczucia obowiązku, to jednak jestem pewna, że mógłby być o wiele lepszy. Nie mogę się pozbyć przekonania, że został tu zaprzepaszczony pewien potencjał. Nazbyt wyraźnie widać, że jest to twórczość pisana dla zabawy, pewnie nie raz na szybko i bez zastanowienia. Cenię sobie humor i wyobraźnię, ale właśnie dlatego trochę mnie to opowiadanie zawiodło – bo nie było ich tam, gdzie bez wątpienia mogły być, bo jest za mało i mam wrażenie, jakbym tylko przeczytała ulotkę, a nie całą, porządną powieść.
Rozbuduj, zastanów się nad spójną akcją dla całości opowiadania, a potem ewentualnie zgłoś się jeszcze raz, kiedy to wszystko zacznie się godnie prezentować. Tymczasem
całkiem, całkiem.
[Powrót] Komentuj
Kejt >> 27.09.09 o 09:48 >> brak www
Borze Zielony, dziękuję! I przepraszam, że dopiero teraz czynię komentarz, ale mój osobisty komputer umarł był śmiercią tragiczną i chwilowo nie stać mnie na nowy. Korzystam wic czasem z komputera mojego prawie męża, którego jednak trudno zmusić do zaprzestania grania...
Tyle czasu czekałam, ale naprawdę było warto. Cieszy mnie, ze radosną twórczość całkiem szczerze docenia ktoś, kto nie ma obowiązku się nią zachwycać:)
Wiem, że jest krótko i wiem, ze całe wieku nie było nic nowego. Wen milczy od dłuższego czasu, a i pewne okoliczności życiowe nie sprzyjają tworzeniu nowych odsłon... Pomijam już fakt, że po wysłaniu Severusa w przeszłość, nie mam zielonego pojęcia, jak go stamtąd wyciągnąć. Jakby ktoś coś wymyślił, to proszę o podpowiedź:) Bo naprawdę chciałabym kontynuować, ale chwilowo się zawiesiłam...
Jeszcze raz dziękuję za pozytywną ocenę i postaram się poprawić.
Pozdrawiam serdecznie,
Kejt
---
Riuka >> 03.09.09 o 13:19 >> brak www
Tak, powtórzę jeszcze raz: gdyby było więcej, to pewnie byłaby podstawa do wystawienia lepszej oceny. Tymczasem przyłączam się do prośby o kopniaka na rozkręcenie się od nowa.
---
Kot >> 03.09.09 o 09:13 >> brak www
Jako wielbicielka wszelakich kwikofików, oczywiście "Severusa" czytałam. I zgodzę się z Riuką - ZA MAŁO!
Kejt powinnaś kopnąć w zadek swojego wena i znów nas czymś uraczyć!
---