Ocena 257 - Huma Bezimienny ocenia "Szukajac duszy" >> 20.08.09 o 11:36
Szukając duszy
Może w końcu coś ocenię. Ostatnie dwa opowiadania doprowadziły mnie na skraj rezygnacji z tej zabawy, znikając sobie z sieci bez uprzedzenia, gdy ja kończyłem pisać ocenę. Na szczęście tym razem tak nie będzie, jak widzę, gdyż wstawiając ten tekst opowiadanie jeszcze istnieje. Uff…
Pierwsze wrażenie
Czyżby Stefa? Pierwsze zerknięcie na kilka linijek tekstu i wpadająca w oczy nazwa Voulturi (co podpowiedziała mi moja ukochana Mżonka) sugeruje fika Zmierzchu (którego osobiście nie czytałem, ale wystarczyły opinie kilku bliskich mi osób i zerkanie przez ramię osoby oglądającej film, aby nie być do niego specjalnie entuzjastycznie nastawiony). Nie mogę powiedzieć, abym był zachwycony, ale że zawsze lubiłem opowieści o wampirach, postanowiłem nie podchodzić do tekstu z uprzedzeniem. Zastanowił mnie jednak adres bloga. „Looking for soulmate” to, jak by nie tłumaczyć, „Szukając bratniej duszy”, a nie „Szukając duszy”, jak tłumaczy to autorka. Nie rozumiem skąd ta rozbieżność, ale osobiście drażni mnie posługiwanie się obcym językiem, którego się nie rozumie. Mam nadzieję, że nie o to tu chodzi, a nieodpowiadające sobie tytuły polski i angielski mają jakieś głębsze podłoże.
Wygląd
Cóż, autorka zrobiła mi psikusa i dwa dni przed skończeniem tej oceny zmieniła szablon. I nie sądzę, aby to była dobra decyzja. Choć autorka prosi wprost by tego nie zauważać, raczej ciężko byłoby mi pominąć całkiem ten element, gdyż dość mocno rzuca się w oczy. Szczerze, to poprzednia wersja znacznie bardziej mi się podobała.
Całość utrzymana w ciemnej tonacji, na górze ładny malunek (nigdzie nie widzę autora), kolumna z tekstem na środku, dość szeroka, z boku wąskie menu z ogłoszeniami drobnymi, linkami i spisem treści. Ładnie i funkcjonalnie. Oczywiście cała powierzchnia strony nie została wykorzystana, pozostawiając z prawej bardzo szeroki, czarny margines, ale już się przyzwyczaiłem do absolutnie nieekonomicznych szablonów. Kolorystyka tła i czcionki dobrze dopasowana, nie zmęczy oczu nawet u czytających online.
Aby być konsekwentnym nie mogę nie wspomnieć o wyjątkowo irytującym mnie rozwiązaniu w kwestii linków. Zamiast zastosować podstronę do strony głównej, gdzie można zamieścić wszelkie niezbędne informacje, stosując przy tym jednakowy szablon, autorka odsyła do zewnętrznych stron pod zupełnie innymi adresami, gdzie ukryte są linki i „o mnie”. Nie wiem skąd biorą się takie rozwiązania, choć spotkałem się z nimi już kilkakrotnie. Może tutaj autorka wyjaśni mi ich sens, bo jedyny jaki widzę to stosowanie tych samych stron „o mnie” i z linkami dla wszystkich publikowanych blogów.
Dodatkowo wielki plus za brak mrugających znaczków, bannerków, ikonek i co tam jeszcze można na bloga upchać. Dużo przyjemniej się patrzy na całość, gdy nic nie atakuje gwałtownymi błyskami mojej kory mózgowej.
A dodatkowo do tych dodatków wielki minus za blokadę kopiowania zawartości strony. We wcześniejszym szablonie tego nie było, i mam nadzieję, że przemyślisz jeszcze sens stosowanie tego „utrudniacza życia” przy nowym. Nie ma on praktycznego zastosowania, bo można go ominąć bez większych trudności, a jednak strasznie irytuje.
Fabuła
Opowieść o wampirach. Choć na razie ten wampiryzm nie ujawnia się szczególnie często, ani nie wskazuje jakiegoś konkretnego kierunku opowieści, ale mam nadzieję, że to się zmieni w dalszym fragmencie tekstu. Całość pisana w formie opowieści snutej przez główną bohaterkę, a skierowanej do chłopaka, którego właśnie przemieniła w wampira i czeka na zakończenie przemiany. Każdy kolejny rozdział rozpoczyna się zwrotem do niego, co buduje tajemniczą atmosferę i nie pozwala przerwać lektury. Dziewczyna wspomina swoje dzieciństwo, chwilę przemiany i związane z nią katusze, oraz tragedię, której była autorką, a która wyryła piętno na jej całym dalszym życiu – morderstwo całej swojej rodziny. Później mamy spotkanie z tajemniczym wampirem, Irminem, który ratuje dziewczynę przed wilkołakiem, wspólne życie przez kilka tysięcy lat, z którego możemy być świadkami kilku zaledwie wydarzeń. Całość skupia się wokół związku Nefertari i Irmina, choć nie jest to związek prosty i mimo wielu wspólnych lat trudny do zdefiniowania. Irmin stara się dziewczynę nauczyć kontroli nad żądzami wampira, ta dość mocno się tym nauką opiera, ale rodzi się między nimi bardzo mocna więź.
Niestety, ze względu na fakt, iż opowiadanie skupia się na razie na zaledwie dwudziestu stronach, ciężko mówić o jakiejś poważnie zawiązanej fabule, czy mnogości wątków. Częste przeskoki w czasie, jakie funduje nam Neffie, także nie ułatwiają wyłonienia jakiegoś nurtu przewodniego opowieści. Liczę, że dalsza część rozjaśni trochę mrok i cel opowiadania zostanie czytelnikom nakreślony.
Przy tym wszystkim wielki szacunek wzbudziło we mnie precyzyjne sprawdzenie przez autorkę faktów dotyczących pochodzenia Nefertari. Osoby i wydarzenia opisywane w starożytnym Egipcie są zgodne z prawdą historyczną, co naprawdę bardzo cieszy, szczególnie, że Nefertari jest postacią rzeczywistą.
Postacie
Całość opowieści skupia się na dwóch głównych bohaterach. Nefertari, będąca jednocześnie narratorem, oraz towarzyszący jej od pewnego momentu Irmin. Inne postaci występują sporadycznie i pojawiają się tylko dla odegrania przeznaczonych im ról, po czym znikają lub są rozszarpywane na strzępy. Względem głównych bohaterów mam jedno ogólne zastrzeżenie. Bardzo skąpe są opisy ich wyglądu. Ledwie co skończyłem czytać, a już nie pamiętam, jak wygląda główna bohaterka.
Nefertari - egipska księżniczka, córka faraona Ramzesa II z XIX dynastii i królowej Nefertari. Urodzona około 1240 r. p.n.e. Dziewczyna około dwudziestoletnia, ciekawa świata, odważna i pewna siebie. Pewnego dnia zwabiona na spotkanie z tajemniczym wielbicielem, pada ofiarą ukąszenia przez wampira. Po trzech dniach bolesnej przemiany rozrywa z nienawiścią swojego stwórcę, a po powrocie do pałacu w szale spowodowanym przez pragnienie krwi, zabija całą swoją rodzinę. Wyklęta przez samą siebie opuszcza pałac i wyrusza w świat. W opowieści poznajemy wyrwane wydarzenia z jej życia, skupiające się wokół postaci Irmina – kolejnego wampira, który ratuje jej życie przed wilkołakiem. Kolejne dwa tysięcy lat spędzają wspólnie, aż do śmierci Irmina z rąk Voulturich i wilkołaków – niestety nie dane nam jest dowiedzieć się niczego więcej ani o tajemniczym Voulturi – kim jest, i czego chce, ani tym bardziej o wilkołakach. Cała scena śmierci Irmina sprawia wrażenie, jakby Voulturi miał na celu jedynie pognębienie Nefertari poprzez zabicie jej ukochanego. Gdzie w tym sens, na razie nie wiadomo. Z całego okresu spędzonego z Irminem poznajemy jedynie drobne wycinki, które wspólnie spajają się w historię dziewczyny opętanej przez wewnętrznego potwora, nad którym nie potrafi, lub może nie chce, zapanować. Ze względu na pochodzenie, dziewczyna za właściwe uznaje podejście w stylu „pan i władca”, więc traktowanie ludzi niższego stanu (czyli w zasadzie wszystkich) za przekąskę jest u niej na porządku dziennym. Tłumaczy się nawet przed samą sobą, że przecież taka została stworzona, że takie są wampiry i nie da się tego zmienić. Ciekawe więc, czy w końcu osiągnie sukces.
Cała opowieść pisana jest w formie jej własnego opowiadania, które przekazuje bezpośrednio lub też w formie pisanej – trudno to jednoznacznie stwierdzić – czekając na przemianę jakiegoś tajemniczego chłopaka. Podoba mi się przy tym jej podejście do tego, co uczyniła. Nazywa to największą krzywdą. Zdaje sobie sprawę, że czyni chłopakowi coś okropnego, coś za co gotowa jest nawet zginąć. Cieszy, że mimo wampirycznego charakterku i głębokiego pociągu do tętniącej w żyłach krwi, w dziewczynie pozostały znaczne pokłady człowieczeństwa.
Irmin - wampir-przystojniak. Choć może nie jest to najlepsza charakterystyka postaci, takie odnosi się pierwotnie wrażenie. Na pewno ma dużo większe doświadczenie w byciu tym czym jest, i stara się je przekazać Nefertari ucząc ją kontroli nad pragnieniem krwi. Jak dotąd bezskutecznie, gdyż dziewczyna okazuje się być w tej materii wyjątkowo tępym uczniem. Jednocześnie łączą ich uczucia, które trudno bliżej sprecyzować. Nie jest powiedziane nigdy, że to miłość, a przynajmniej nie wprost, choć po wydarzeniach związanych z jego śmiercią należy chyba sądzić, że tak właśnie było. Zawsze opanowany i spokojny. Nauka Neffie ciężko mu przychodzi, szczególnie gdy widzi, że nie odnosi pożądanego skutku.
Ponadto w pewnym sensie jako bohatera można wymienić osobę (najpewniej mężczyznę), do której Nefertari zwraca się bezpośrednio opowiadając o swoim życiu. Sądząc z opisów chłopak ten właśnie został zamieniony przez nią w wampira, z bliżej nieokreślonych powodów, choć wspomniane jest zagrożenie dla jego życia, i właśnie przeżywa katusze przemiany. Postać ta nie jest w żaden sposób na razie scharakteryzowana, i możliwe, że nigdy nie będzie, to już zależy od planu autorki, czuję jednak, że odegra ona jakąś niebagatelną rolę w opowieści.
Świat przestawiony
Nefertari odwiedza całkiem sporo egzotycznych miejsc, jak i wiele zupełnie zwyczajnych. Widzimy ją wśród antycznych zabudowań starożytnego Egiptu, na pustyni, w lasach i wioskach. Niestety nie dane nam jest nasycić się widokami, które stają się jej udziałem. W swojej opowieści dziewczyna pomija właściwie wszelkie opisy otoczenia, poza tymi absolutnie niezbędnymi, aby toczących się wydarzeń nie pozostawić zawieszonych w pustce. Elementy wystroju pojawiają się w opisach jedynie wtedy, kiedy mają zaraz posłużyć do czegoś bohaterom opowiadania. Ze względu na charakter opowieści, czyli formę pamiętnika, czy też listu, nie poczytam tego za bardzo poważny błąd, gdyż mogę założyć, że po prostu sama Nefertari nie zwracała uwagi na takie drobiazgi jak otoczenie, gdyż najważniejsza jest akcja. Niestety mój gust estetyczny nie pozwala mi przejść nad tym obojętnie. Ja potrzebuje opisów. Bez tego świat jest martwy, szary i niewyraźny. Cała tocząca się akcja, choćby nie wiem jak fascynująca i zajmująca, nie ma odpowiedniego tła. Kilka linijek opisu wspaniałego pałacu faraona, o który aż się prosi w początkowym rozdziale opowiadania, dających chwilę wytchnienia od pędzących wydarzeń, byłoby całkiem na miejscu. I takich sytuacji jest dużo więcej.
Zgodność z kanonem
Tutaj mam drobny problem. Jak można wyczytać już przy okazji pierwszego wrażenia, ostatnia dziwaczna mania na pisanie ffów Zmierzchu zasugerowała mi, iż to opowiadanie także będzie opierało się na wampirach stworzonych przez Panią M. Ale, że książki nie znam, ciężko jest mi się do tej zgodności odnieść. Nie natrafiłem na żadne opisy mogące wskazywać, iż autorka opiera się na cudzym świecie, czy kanonie per se. Jedyne wzmianki nawiązujące do Zmierzchu, czy też przedstawionego tam świata, to krótki fragment z udziałem Voulturich, którzy to podobno występują we wspomnianym wyżej „dziele”, oraz jeden fragment mogący sugerować, iż także tutejsze wampiry świecą (pomijam absurdalność tego faktu).
-
Pojedyncze pasma promieni słonecznych oświetlały jego smukłą szyję, wzniecając na niej pożar srebrnych iskier. - te srebrne iskry to właśnie rzeczone nawiązanie do świecenia, ale może to ja tylko nadinterpretuję.
Sposób prowadzenia narracji
Pierwszoosobowy z punktu widzenia głównej bohaterki. Całość, jak już wspomniałem wcześniej, pisana w formie opowieści, czy też pamiętnika. Bardzo zgrabnie musze przyznać, choć odnoszę wrażenie, że właśnie w wyniku zastosowania takiej narracji, znacznie ucierpiały wszelkie opisy.
Styl
Kilka zastrzeżeń jak zwykle się znalazło, ale patrząc na całokształt mogę określić styl jako dojrzały. Opowieść jest płynna, zdania nie zgrzytają, wszystko ładnie się łączy i współgra. Widać, że to nie jest twoje pierwsze opowiadanie, a styl ćwiczyłaś już wcześniej.
-
Uśmiechnęłam się do swoich wspomnień. - zważywszy na formę narracji, to zdanie powinno być chyba napisane w czasie teraźniejszym, czyli „Uśmiecham się do swoich wspomnień”.
-
Nic nie może ich powstrzymać od trzymania swoich lepkich łap z dala od miejsc spoczynku, nawet samych faraonów! - ze zdania wynika, że trzymali łapy z dala od miejsc spoczynku i nic nie mogło ich zmusić do zmiany stanowiska. A chyba nie o to chodziło. Poprawny zapis to: „Nic nie mogło ich powstrzymać od wsadzania swoich lepkich łap w miejsca spoczynku.[…]”.
-
Chciałam zamknąć oczy, aby nie patrzeć na to, co zrobiłam godzinę temu, jednak powieki nie chciały opaść na dolną linię rzęs, by po chwili pokryć się łzami. Nie płakałam, nie spałam, nie jadłam - byłam wampirem. - sądząc z pierwszego przytoczonego zdania dziewczyna płakała. A w drugim wprost mamy informację, że jednak nie. Coś się tu troszkę poplątało.
-
Było dosyć jasno, księżyc osiągnął już najwyższą wysokość na niebie... - najwyższa wysokość nie brzmi najlepiej. Może „najwyższy punkt” byłby lepszy.
-
Że życie ziemskie, o ile było to życiem, jest moim odpokutowaniem. - „[…] jest moją pokutą.”
-
Cichy, zdawałoby się, szept dotarł aż do potworów za ścianą. - przecinki i ogólna chaotyczność zdania sprawia, że właściwie nie wiem, co się zdawało? Że szept był cichy, czy że dotarł do potworów.
-
Usiadłam na wydmie i zaczęłam sączyć między palcami piach. - piasek się nie sączy, raczej się przesypuje. Sączyć mogą się płyny.
Poprawność językową
Tutaj, podobnie, jak w przypadku stylu, właściwie nie ma się czego specjalnie czepiać. Trafiło się kilka przecinków w niewłaściwych miejscach i mały ort.
- […]
czytają czyjąś korespondencję, okradają pałace i złota wywożą do muzeów w odległych krajach. - wyraz „złoto” nie odmienia się przez liczby, więc „złota” nie jest poprawną jego formą w tym znaczeniu. Winno być „[…]okradają pałace i złoto wywożą do muzeów w odległych krajach.”
Interpunkcja
-
Strach nie pozwalał mi oddychać, bo nawet nie zauważyłam, jak kilka sekund temu, tego zaprzestałam. - bez przecinka po „kilka sekund temu”.
-
- Zostaniesz moją królową, jeszcze tej nocy. - bez przecinka, choć tu można zdanie kształtować w zależności od sposobu jego wypowiedzenia. Jeśli powiedział to jako zwyczajne stwierdzenie, powinno być bez przecinka. A jeśli jednak wypowiadał je z pewnym namaszczeniem, wzniosłością, warto byłoby podkreślić fragment „jeszcze ten nocy” pisząc go jako osobne zdanie. Czyli „- Zostaniesz moją królową. Jeszcze tej nocy.”
-
Wysoki, blady jak śmierć, młodzieniec stał tuż za mną i przyglądał mi się z błogością w oczach. - bez przecinka po „śmierć”.
-
I ostre kły, wielkości sztyletów. - bez przecinka.
-
Dokładniej, w malutkie, ukryte pod firaną pajęczyn, okno i naszła mnie odkrywcza myśl - mam tyle czasu przed sobą, a żal mi kwadransa na porządki. - bez przecinka po „Dokładniej”, bez przecinka po „pajęczyn”, przecinek przed „i naszła”.
Literówki:
Udało mi się zlokalizować aż jedną, więc aż głupio mi ją wskazywać.
-
- Femerektecie, synu Horemheba i Syeny, przez morderstwo na rodzinnie królewskiej, którego dokonałeś, cała twoja rodzina została skazana na śmierć poprzez łamanie kołem. - rodzinie.
Błędy ortograficzne:
-
W jego złotych oczach tlił się ogień nie dawnego uniesienia. - „niedawnego” piszemy łącznie – partykuła nie z przymiotnikami, chyba, że byłaby użyta w sformułowaniu „nie dawnego, a bliskiego”.
Błędy logiczne i merytoryczne
Kilka drobnych wpadek, nie wpływających w żaden sposób na fabułę, czy ciąg przyczynowo-skutkowy.
-
Przy łożu brata pozostała Beketmut. Uwielbiała go, był dla niej największym autorytetem, prawie tak wielkim, jak ojciec. - skoro był największym autorytetem, nie mógł być jednocześnie mniejszym autorytetem niż ojciec, na co wskazuje zapis.
-
Po chwili oprzytomniałam. Trzymałam ją na rękach. Martwą, bladą i wycieńczoną, bo - chyba z miłości do mnie - broniła się. - czy można być jednocześnie martwym i wycieńczonym? Wydaje się, jakoby wycieńczenie było skrajnym zmęczeniem, a aby być zmęczonym trzeba jednak żyć. Określenie to tym bardziej tu nie pasuje ze względu na fakt, iż dziewczynka została zagryziona przez wampira.
-
Wampir był nadzwyczajnie silny, a żądza mordu dodawała mu jeszcze adrenaliny. - wampir był silny, to ok. Ale adrenalina sama w sobie nie jest dodatkową siłą. Może ona wyzwolić dodatkową siłę, owszem, ale tego nie napisałaś. Sugeruję taki zapis: „Wampir był nadzwyczaj silny, a adrenalina wyzwolona żądzą mordu wzmacniała jeszcze jego determinację.”
-
Ty też jesteś wciąż księżniczką egipską, a ja synem żebraka. - jeszcze rozdział, czy dwa wcześniej Irmin twierdzi, że nie pamięta chwili swojego przemienienia, ani swego stwórcy, a tym bardziej czasów przed przemianą. Skąd więc ta nagła wiedza, że jest synem żebraka?
-
Jak zwykle w takich sytuacjach, nie otworzyłam nawet ust. Pokiwałam tylko posłusznie głową, jak ryba, która może wykonać głową jedynie ruch w górę i w dół. Jego pytanie z kilkoma dnami zbiło mnie z tropu i wyrzuciło z "niemego" transu. Byłam, widziałam, odczuwałam, ale nie słyszałam. Nie chciałam słyszeć niczego oprócz własnych myśli, wiecznie krążących gdzieś wokół Irmina. Teraz, gdy zadał to koszmarne pytanie, musiałam wrócić myślami do tych ludzi, których uśmierciłam. Co oni mogliby zrobić, gdyby przeżyli...? - fragment, który łącznie z poprzedzającym go akapitem zupełnie zbiły mnie z tropu. Mamy Irmina przyglądającego się rzeźbie i podziwiającego kunszt artysty. W pewnym momencie pyta Neffie, co ona o niej sądzi. A w odpowiedzi otrzymujemy to… coś. Gdzie to koszmarne pytanie, o którym wspomina dziewczyna? Skąd nagle te wynurzenia się jej wzięły. Możliwe, że to moja nieumiejętność do czytania ze zrozumieniem, objawiająca się od czasu do czasu, ale przeczytałem ten rozdział specjalnie kilka razy i nadal nie wiem, o co chodzi i z czego wynika zachowanie dziewczyny.
Wulgaryzmy, idiotyzmy, "słowotwórstwo"
Nie stwierdzono. Hmm… to chyba pierwszy raz.
Podsumowanie
Co tu jeszcze można napisać. To była przyjemna lektura, która mimo niewielkiej objętości naprawdę mnie wciągnęła i chętnie przeczytałbym więcej. Mam nadzieję, że utrzymasz poziom, a opowiadanie będzie się rozwijać, bo tkwi w nim bardzo duży potencjał. Dobrze by było go nie zmarnować. I bardzo Cię proszę, nie wprowadź do opowieści świecących wampirów, bo tego nie zdzierżę. Pozostaje mi tylko wystawić ocenę i życzyć wena. A ocena
Całkiem, całkiem powinna tego wena zachęcić do działania.
[Powrót] Komentuj
Huma >> 26.08.09 o 09:44 >> brak www
A ja bardzo dziękuję za tak wnikliwy komentarz. Od razu człowiekowi lepiej, gdy czuje, że jego praca nie poszła na marne.
W kwestii szablonu naprawdę nie masz za co przepraszać, bo aktualny jest całkiem dobry. Po prostu stary podobał mi się bardziej i tyle. To jednak kwestia całkiem subiektywna, więc nie masz się czym przejmować. :)
Cieszę się, że ocena okazała się być użyteczna. Życzę wena i pozdrawiam.
---
marta >> 25.08.09 o 21:18 >> brak www
Witam!
Przepraszam, że komentuję tak późno, ale wcześniej nie miałam wystarczająco dużo czasu, a zwykłe "dziękuję" byłoby w tej sytuacji nie na miejscu, gdyż... jesteś najlepszym oceniającym jakiego spotkałam w całym blogowym światku :)
Odpowiem na wszystkie postawione i niepostawione w ocenie pytania, i postaram się rozwiać Twoje wszelakie wątpliwości.
Po pierwsze: znam angielski, a mimo to doskonale rozumiem Twój brak zaufania w tej kwestii. Początkowo opowiadanie miało być pod adresem: szukajac-duszy, ale z powodu mojego pedantyzmu (nie mogłam użyć polskich znaków) wolałam pozbyć się takiego dziwoląga i wstawiłam looking-for-soulmate (Soulmate to mój nick blogowy, więc to taka gra słów).
Jeszcze raz przepraszam za zmianę szablonu, mam nadzieję, że nie jest bardzo zły. Autorem większości (ok. 99%) szablonów na moim blogu jestem ja. Nikt nie potrafi mnie zadowolić, więc wolę być zła na siebie. A co do tej niewykorzystanej przestrzeni - to jest Onet, ciężko tu o dobry szablon.
Jeżeli chodzi o podstrony, to bardzo dobrze myślisz! :) Mam dwa opowiadania, szabloniarnię a nawet blog z wierszami (śmiech na sali) i takie rozwiązanie jest dla mnie ekonomiczne, gdyż teraz tworzenie na każdym blogu notek z tymi linkami byłoby dosyć czasochłonne.
Przepraszam za blokadę, na przyszłość będę pamiętać, że trzeba ją zdjąć. Myślałam, że pomoże mi z potencjalnymi plagiatorami, którzy uznają, że opowiadanie nie jest na tyle dobre, by je przepisywać.
Co do fabuły… nie wiem czy jestem aż tak dobra, by przedstawić ten „cel” tak, jakbym tego chciała. Myślę, że na to trzeba będzie czekać do samego końca. Nie mogę się zdradzić zbyt szybko, jak np. w poprzednim opowiadaniu, bo nie będzie sensu snuć tej tajemniczej opowieści dalej :)
Sprawdzanie faktów jest formalnością, ale opowiadanie nabiera przez to kolorów. Kiedyś interesowałam się Egiptem i jego historią, znałam większość bożków, parę ciekawych faktów z życia najsławniejszych faraonów i chciałam o tym napisać. Wpadła mi w ręce saga Meyer i machina ruszyła. Od dwóch lat piszę fan-ficki, ale autorom zabieram tylko miejsce i czas, ich bohaterowie niewiele mnie obchodzą. Tak samo będzie z tą opowieścią. Pożyczam tylko wampiry i ich przywódców Volturi, by zachować zgodność z kanonem, nic więcej.
Jeżeli chodzi o opisy to mam z nimi spory problem, bo tak jakby, sama ich nie czuję. Jestem marną „pisarką” i wciąż nie potrafię wyrazić swoich wyobrażeń słowach. Nie chcę oszukiwać samej siebie i wolę pozostawić to czytelniczej wyobraźni. Choć i tak naprawdę staram się wprowadzać ich coraz więcej – choćby między słowami.
Starałam się jak najwyraźniej zarysować charakter Nefertari, by uniknąć porównań do Maryś i Zuzann. W tej historii nie miłość ma grać pierwsze skrzypce, ale czyny, których Nefertari dokona z jej powodu. Chłopak, przed którym się tłumaczy (co ujęłam bodajże w pierwszym odcinku) jest jej podopiecznym - ona jego nianią. Ale nie będę już więcej mówić, sam wiesz.
Co do tego kanonu, ciesz się, że nie czytałeś tej książki – u mnie była to krótka fascynacja rwącą akcją i nieokreślonym „czymś”. Świecenie wampirów właśnie tam występowało, a ja przyznam się ze wstydem, że nie miałam jeszcze w rękach innej książki o wampirach i jedyne, co skojarzyłam w kwestii „działania słońca” to fakt, że wampiry palą się w jego świetle… Głupia ja. Coś czuję, że to opowiadanie w odległej przyszłości napiszę raz jeszcze – a jeżeli nie, to usunę pewne kwestie.
Jeśli chodzi o mój styl, to tak jakby ćwiczę go od ponad dwóch lat. Ale myślę, że dużo zawdzięczam po prostu książkom. Zawsze marzyłam o zdaniach tak rozbudowanych jak u Sienkiewicza (za to go ubóstwiałam).
Błędy postaram się poprawić. Merytoryczne i logiczne wynikały najczęściej z powodu zmęczenia, gdyż często piszę późną nocą i bez większego zastanowienia publikuję, licząc na cud. Wcześniej potrafiłam przeczytać odcinek cztery razy…
Bardzo dziękuję za tak szczegółową ocenę i zwrócenie uwagi na tak oczywiste, a często niezauważalne błędy. Na razie jako jedyny rozumiesz co się dzieje w opowiadaniu :)
Pozdrawiam i życzę miłego wieczoru!
---
Huma >> 21.08.09 o 15:01 >> brak www
Zrobione.
---
Overcome >> 21.08.09 o 13:43 >> brak www
W sumie chcę bardzo dużo zmienić ;D A ilość mojego wolnego czasu trochę mnie w prędkości tych zmian ogranicza ^^ I jeszcze widzę, ze co chwilę jakieś opowiadania przede mną wypadają więc... Niech będzie na razie ten koniec kolejki :)
---
Huma >> 21.08.09 o 13:28 >> brak www
Ależ nie byłbym takim pesymistą, przed Tobą w kolejce jeszcze 3 inne opowiadania, a ja aż taki szybki nie jestem. No chyba, że planowane zmiany mają aż taki duży zakres.
Sugeruję więc utrzymać pozycję i pilnować, kiedy Twoja kolej nadejdzie. Wtedy zdecydujesz czy mam oceniać, czy nie, jeśli nie będziesz jeszcze gotowa. Lub mogę zaproponować przesunięcie na koniec aktualnej kolejki.
Ale jeśli obstajesz przy całkowitym usunięciu, to oczywiście nie widzę przeszkód.
Proszę o informację. Na razie opowiadanie pozostaje na swoim miejscu.
---
Overcome >> 21.08.09 o 11:42 >> brak www
chciałabym poprosić Humę żeby na razie wycofał moje opowiadanie (Overcome) z kolejki, bo postanowiłam wprowadzić trochę zmian a raczej nie zdążę zanim do mnie dojdzie
---
zlo-konieczne >> 20.08.09 o 16:10 >> brak www
Dzień dobry :)
Na Złu koniecznym, w którego spisie widnieje Wasza ocenialnia pojawił się regulamin korzystania z serwisu jak również kilka nowych informacji i drobnych zmian. Bardzo proszę o zapoznanie się z nimi, aby nasza współpraca toczyła się w spokoju i harmonii :)
Życzę miłego dnia :)
(zlo-konieczne.blog.onet.pl)
---