Ocena nr 237 – Kot Czarujący ocenia ”Cruel circus” >> 09.02.09 o 21:47
Co prawda mylog znowu się zakonserwował, ale skoro Kot się napracował, to niech czyta kto chce. Poza tym następny blog niemylogowy w kolejce ma jakieś 150 stron, więc na kolejną ocenę poczekacie.
Cruel circus
Pierwsze wrażenie
Każdy zapalony wielbiciel Sailor Moon zapewne pamięta, że w którejś tam serii, w Tokio wylądował dziwaczny cyrk z dość niebezpiecznymi mieszkankami. A więc moim pierwszym skojarzeniem po przeczytaniu tytułu bloga, było właśnie wyobrażenie tego cyrku. Jednak, o ile w anime był on niezwykle barwy, to po wejściu na bloga powitał mnie wszechobecny brąz.
Wygląd
Taki jakiś trochę nijaki, jak na mój gust. Może dlatego, że powklejane na chybił trafił postacie w brązowe tło kompletnie nic nie mówią nam o opowiadaniu. A i ten brąz robi takie jakiś przygnębiające wrażenie, które ni jak nie pasuje mi do opowiadania o cyrku, nawet jeśli miałby być on okrutny. Poniżej nagłówka z wspomnianymi już obrazkami znajdują się dwie kolumny – jedna z tekstem, druga z linkami. Wszystko schludnie, czytelnie, nie można się zgubić, czy też ogłuchnąć, tudzież oślepnąć.
Fabuła
Gdyby tak fabułę podsumować jednym słowem, napisałabym – chaos. Od razu widać, że autorka nie miała z góry jakieś określonej wizji opowiadania, tylko pisała na „żywca”, co jej akurat wpadło do głowy, nie pamiętając (czy też nie dbając o to), co wydarzyło się wcześniej. Na początku główna bohaterka opowiadania – Porshia, przyjeżdża wraz ze swoim ojcem do jakiegoś domu. Z treści tego rozdziału można by wywnioskować, że dziewczyna nagle z jakiegoś powodu zamieszkuje u ojca. Przy czym, pod koniec opowiadania dowiadujemy się, iż mieszkała z nim cały czas. Podczas zwiedzania domu dociera ona do biblioteki, gdzie zaciekawiają ją książki w skórzanych okładkach, wtedy też ojciec pokazuje jej jedną z wizerunkiem stojącej tyłem kobiety. I tutaj pojawia się drobna sprzeczność:
- Nic, nic. Pewnie chcesz je przeczytać, co?- spytał, przechylając głowę i odczytując tytuły. Wyjął jedną z książek i podał córce.
- Dla mnie?
- Tak, zobacz.- podsunął ojciec.
(...)
- Porshio, to nie są książki dla ciebie. Masz ich nie ruszać.
Dlaczego pokazuje jej ilustrację w książce, skoro trzy linijki dalej zabrania ich ruszać? W ramach głębokiej wiary, że dzieci robią zawsze wszystko na przekór? Nigdzie to nie zostało wyjaśnione, czy nawet wspomniane. W ogóle relacje ojciec-córka zostały tutaj kompletnie pominięte, czego przyznaje szczerze mi zabrakło. Niekoniecznie trzeba było się rozwodzić na kilkanaście stron, ale wyjaśnić chociaż, czy ojciec mieszkał od dłuższego czasu w tym domu, a Porshia dojechała. Co z matką dziewczyny? Przydałoby się jakieś ogólne przedstawienie Porshi jak osoby w świecie realnym. Wracając jednak do akcji. Następnie Porshia znajduje u siebie w pokoju zaproszenie do cyrku Cincirius i oczywiście udaje się na jego poszukiwanie. Nieco dziwi, jak bohaterka będąc pierwszy raz w nowym, nieznanym mieście od razu znajduje cyrk, bez żadnych wskazówek, czy pytań o drogę. Podczas zwiedzania sali luster, niczym Alicja, dostaje się do krainy czarów. Tylko królika zabrakło. Po przejściu przez lustro od razu natrafia na dziewczynę (Yasminne) z ilustracji w książce, jak się domyślam, bo autorka wspomina o jakimś śnie, którego nigdy nie było. Porshia w błyskawicznym tempie dostaje pracę w cyrku jako asystentka Yasminne (naprawdę nie jestem w stanie powiedzieć na czym ta praca miałaby polegać, bo przez cały pobyt w krainie Atarpy Porshia nic nie zrobiła). Następnie poznajemy Madame Carocierre – właścicielkę cyrku, oraz resztę pracowników cytując: „Roi, Laura i Lera, William, Skiron, Listera i Krynian”. Niewiele zdań dalej Listera ginie, bo okazuje się być przeciwniczką Madame i wie, kim ona naprawdę jest. Następna w kolejce jest Laura („zasztyletowana” przez „clownów”), a świadkiem jej śmierci jest William, jak się okazuje jej sekretny mąż. Po dwóch trupach dowiadujemy się, że Madame jest siłą Zła, Listera była siłą Dobra, a Porshia jest „nadzieją na wolność” i nieśmiertelną, czy jakoś tak. Przyznaję szczerze, że przestałam nadążać.
Opowiadanie ma trzydzieści dwie strony, więc raczej niewiele i być może w tym tkwi problem. Na początku nie wiadomo nic, a potem nagle czytelnik jest zarzucony mnóstwem wiadomości, które nie wiadomo z czego wynikają. Najbardziej kłuje brak płynności fabularnej i powiązania przyczynowo-skutkowego. Jest wiele książek, w których bohaterowie z realnego świata, trafiają do tego fantastycznego, poczynając od lustra Alicji, poprzez szafę (by nie szukać daleko), jaskinię, portal, las i długo można wymieniać. Temat mocno eksploatowany, ale to wcale nie znaczy, że nie da się go na nowo odkryć. Jednak pomysł sam w sobie to definitywnie za mało, bo nawet jeśli „przetransportujemy” naszego bohatera do innej rzeczywistości musimy mieć plan, co on ma tam do zrobienia. A co jeszcze ważniejsze, jakimi regułami ten fantastyczny świat się rządzi. Tutaj niestety tego zabrakło. Nawet jeśli na końcu dowiadujemy się, iż Porshia jest „ważna” i ma rolę do odegrania, a pewnie i świat do uratowania, to podane jest to w sposób sztuczny i na chybcika. Brak jakiegokolwiek wprowadzenia w królestwo Atarpy, przedstawienia bohaterów. Wszystko dzieje się na szybko, jakby pędziło w jakimś bliżej nieokreślonym kierunku, którego mam wrażenie i sama autorka nie zna. Nowi bohaterowie są wymieniani (jak z wyglądu, tak imienia), ale nie poznajemy ich. Umierają (nawet w dość wymyślny sposób), ale nie jesteśmy w stanie odczuć ich braku, skoro nie było okazji się przywiązać. Jednym słowem brakuje sensu i prawdopodobieństwa. Bohaterów opowiadania powinno się poznawać razem z postępującą akcją, powoli, po kawałku, jak się poda nagle w jednym rozdziale, wszystkie informacje o nich, to jak już wspomniałam, nie wychodzi to naturalnie.
Być może autorka miała wszystko obmyślone, niestety w tej ilości tekstu, jaki znajduje się na stronie, tego po prostu nie widać. Wbrew pozorom fantasy to naprawdę trudny gatunek do pisania, nie da się po prostu wymyślić nazwy królestwa, dorzucić jakieś siły Dobra i Zła, i skończone.
A na koniec muszę stwierdzić, że sceny śmierci obu dziewczyn zdają się tylko służyć wprowadzeniu dramatyzmu do opowieści i niczemu więcej, a przecież nie o to chodzi. Chyba każdy autor opowiadania chciałby, by czytelnicy uronili łzę w takiej sytuacji.
Postacie
Praktycznie kompletnie niescharakteryzowane. Autorka wymienia ich cechy wyglądu z prędkością błyskawicy, więc czytelnik nie jest w stanie zapamiętać, kto jak właściwie wygląda, i przypisać do tego wyglądu imię. Podobnie jest z cechami charakteru.
Porshia – dziewczyna w bliżej nieokreślonym wieku (czasami określana mianem dziewczynki), niczym Alicja dostaje się przez lustro do krainy czarów. Na miejscu okazuje się, że jest „nadzieją na wolność”, jej ojciec jest mieszkańcem tej krainy i mężem Yasminne. Przy czym nie jest jej prawdziwym ojcem, tylko ją wychowuje, bo powierzyła mu ją matka dziewczynki, a następnie zniknęła (przytaczając podane w opowiadaniu informacje).
Poza tym:
Madame Carocierre – przedstawiona jako siła Zła, bezlitośnie mordująca swoich przeciwników, właścicielka cyrku.
Listera – jej przeciwniczka, ginie prawdopodobnie na skutek wychłostania. Zna prawdziwą naturę Madame, i zdaje się, że przeciw niej spiskowała, w praktyce nie zostało to opisane.
Wiliam – Jest mężem Laury, która zostaje zamordowana przez „clownów” Madame, rzucających w nią sztylety jak do żywego celu. Wyjaśnia Porschi kim jest Madame, Listera, a także ona sama.
Pojawia się też królowa Atarpy i jej siostra, o czym być może wypadałoby wspomnieć, ale ponieważ nic z tego „pojawienia się” nie wynika, to nie ma się w co wgłębiać.
W zasadzie poza tymi powiązaniami, nie jestem w stanie nic o bohaterach powiedzieć. Niestety są to zupełnie płaskie i papierowe postacie, bez cech charakterystycznych.
Świat przedstawiony
Akcja toczy się w dwóch światach, z których żaden nie zostaje wystarczająco przedstawiony. W świecie realnym, cały czas pada deszcz, a akcja toczy się bodajże dwa dni. Potem szybko przenosimy się do fantastycznego. Królestwo Atarpy leży w bliżej nieokreślonej rzeczywistości za lustrem i charakteryzuje się posiadaniem cyrku, królowej i połaci lasu, niekoniecznie w takiej kolejności.
Autorka opowiadania, podobnie jak główna bohaterka tegoż, ma problem z opisami:
W każdym oknie powieszono białe, nieco starodawne, koronkowe firaneczki, na ścianach widoczna była bladoróżowa farba, przy jednej ze ścian stały dwa, nieco zaniedbane bordowe fotele, zaś pomiędzy nimi umieszczono wyszorowany, niziutki podłużny stolik, na którym stał wazon z dość smętnie wyglądającymi kwiatkami. Naprzeciw foteli, przy ścianie między dwoma oknami stała pusta, oszklona biblioteczka. Z pękniętą szybką.
Niestety wymienienie wszystkich obiektów znajdujących się w pomieszczeniu nie jest do końca pomocne w wyobrażeniu go sobie. Przypuszczalnie każdy, kto przeczytał to zdanie po dziesięciu sekundach nie będzie już nic pamiętał z tej wyliczanki. Nie na tym polegają opisy. Nie trzeba czytelnika zarzucić na raz wszystkimi detalami danego pomieszczenia, by byłby go sobie w stanie wyobrazić. Proponuję czytając następnym razem jakąś dobrą książkę zwrócić uwagę na opisy, jak autorzy radzą sobie z tym zagadnieniem.
Poza tym unikamy zdrobnień w tekście literackim: „firaneczki”, „brzeżki” itp. lepiej zostawić sobie na użytek domowy, jak już ktoś tak się w nich lubuje.
Zgodność z kanonem
Opowiadanie autorskie. Chyba, żeby szukać podobieństw do Alicji w Krainie Czarów.
Sposób prowadzenia narracji
Trzecioosobowa. Teoretycznie z wielu punktów widzenia, praktycznie z punktu widzenia głównej bohaterki z nieoczekiwanymi przeskokami na innych bohaterów.
Styl i błędy logiczne
Niestety nie jest najlepiej. Zdania są krótkie i nierozbudowane, wiele z nich można by połączyć razem np.:
Drzwi się otworzyły. Porshia weszła do środka. - zamiast kropki przecinek lub spójnik „i”.
Poza tym jest całe mnóstwo potknięć stylistycznych i stylistyczno-logicznych, które definitywnie psują odbiór, przez co zamiast czytać opowiadanie, raczej się przez nie brnie.
Poniżej tylko te, które najbardziej rzuciły mi się o oczy:
Jej ojciec był roztargniony często zdażało mu się nie zauważać tego, co powiedziała Porshia. - zauważać możemy wydarzenia np. czy kot przebiegnie nam przez drogę, dużo lepsze byłoby sformułowanie, że „nie zwracał uwagi”, czy też po prostu „zdawał się nie słyszeć”.
- Trzeba było poczekać w samochodzie.- odezwał się głos ojca, szukającego czegoś w bagażniku. - w ten oto sposób głos ojca nabył osobowości, „odezwał się ojciec” lub „usłyszała głos ojca”. Głos sam w sobie nie może się odezwać, przynajmniej z reguły.
Przeszła przez furtkę i przez chodnik, przecinający trawnik na połowę, który prowadził prosto do domu - muszę przyznać, że przechodzenie przez chodnik w tym przypadku wydaje się być dość karkołomnym czynem, sugeruje maszerowanie w betonie (tudzież płytkach). Przechodzi się przez coś w poprzek np. przez jezdnie, w tym przypadku idzie się
po chodniku. Dalsza część zdania sugeruje, że to trawnik prowadził do domu, a nie chodnik. O wiele lepiej byłoby: „Przeszła przez furtkę i po chodniku, który przecinał trawnik na połowę, i prowadził prosto do domu.”
Postanowiła o tym nie myśleć i obejrzała się po nowym pokoju, zastanawiając się czym mogłaby się zająć - można się obejrzeć za siebie, tutaj zdecydowanie lepiej pasowałby „rozejrzała się”.
I natrafiła na dom, który wczoraj późnym popołudniem. - co „wczoraj późnym popołudniem”? Zdanie urwane, z którego nic nie wynika. Można się domyślać, że który zobaczyła wczoraj późnym popołudniem.
Natomiast zszokowała się, widząc, że Gabinet jest przynajmniej dwa razy dłuższy, niż przypuszczała - czy można się takim faktem zszokować? „Zaskoczyło ją” byłoby o wiele lepszym określeniem.
Zerknęła na kobietę i w jednej chwili zrozumiała, że jest to ta sama kobieta, co z jej snu. - Jakiego snu? Czyżbym coś przespała?! Jedyna kobieta w „ciężkiej sukni” była na ilustracji w książce.
Yasminne zrobiła się porządnie blada, jakby cała krew z jej twarzy odpłynęła. - a może po prostu „zbladła tak, jakby cała krew odpłynęła jej z twarzy”?
Listera zrozumiała nagle marne położenie sytuacji, w której była ona... i nie tylko, Nie ma czegoś takiego jak „marne położnie sytuacji”. Powinno być: „Listera nagle zrozumiała swoje marne położenie”.
Po co zgrywała z siebie "bohaterkę"? - „Po co zgrywała się na bohaterkę?”
Co raz musiała odganiać gałęzie, które uderzały ją po twarzy i ramionach, a równocześnie uważać, by nie nastąpić na jakiś suchy patyk. - odganiać to można muchy, gałęzie co najwyżej odgarniać.
Na polanie była cisza. W większości przypadków cisza nie posiada aż tyle osobowości, żeby „być”. Poprawnie byłoby: „Na polanie zapadła cisza”.
A ty, jako coś Dobrego, nie powinnaś do tego dotykać. - bez „do”.
- Porshio, gdzie ty się podziewasz...- syczała sama do siebie Yasminne, idąc szybko z barakowozu. - idzie się „do”, wychodzi „z”, więc powinno być: „wychodząc szybko z barakowozu”.
Jej Królewska Wysokość Królowa Dalena nie mogła stwierdzić, że jest właściwą osobą na właściwym miejscu. Wprawdzie była koronowana na królową już jakiś czas temu, ale przez cały okres panowania nie podjęła ani jednej decyzji. Całe to rządzenie państwem zostawiała swemu regentowi, który z wielką przyjemnością wyręczał swą panią. - te zdania sugerują, że królowa uważa, iż nie nadaje się na piastowane stanowisko, przy czym cały dalszy tekst temu zupełnie przeczy.
Poprawność językowa
O ile ostatnie kilka opowiadań, które oceniałam rozpieściło mnie pod względem poprawności językowej to tutaj muszę wprost stwierdzić, że nie jest dobrze.
Błędy ortograficzne
zdażało - zdarzyło
z nikąd - znikąd
Błędy interpunkcyjne
Czasami miałam wrażenie, że przecinki lądują na chybił trafił, ale ogólnie nie było aż tak tragicznie.
Z kolei kobieta patrzyła na nią, zatroskana. - przecinek w tym zdaniu jest zupełnie zbędny.
Porshia spojrzała, zdziwiona, na swą towarzyszkę - bez przecinków.
Wiek - mimo, że niewiele osób wiedziało naprawdę, ile ona ma lat - psułby cały efekt. „mimo że” jest wyrażeniem, nie rozdzielamy go przecinkiem. I pytanie z innej beczki czy wiek może psuć efekt?
"Gdyby coś jej się stało", pomyślała Yasminne, przygryzając dolną wargę. "Nigdy bym sobie tego nie wybaczyła". Yasminne przygryza wargę podczas rozmyślania, więc po „warga” powinien być przecinek nie kropka. A osobiście bardziej pasowałoby mi to z myślnikami.
- Nie masz nic do roboty?- spytał chłopak.- Widzę, że chyba nic, skoro tak spacerujesz, bez celu. bez przecinka po „spacerujesz”.
Dziewczyna wiedziała doskonale, że Madame jest wiedźmą, tak samo, jak wiedziała, że ta ruda nowa przyjaciółka Yasminne jest... - bez przecinka po „samo”.
A teraz powiedz mi, jak uważasz, która suknia pasowałaby do takiej fryzury. - na końcu powinien być pytajnik, nie kropka.
Porshia odłożyła papier i ołówek i spojrzała przez okno. - według mnie powinien być przecinek po „ołówek”, aczkolwiek niektórzy twierdzą, że sprawa jest dyskusyjna.
A Porshia postanowiła się dowiedzieć, co - bez przecinka.
Literówki
de - do
wygladało - wyglądało
staly - stały
< i> schuldne - schludne
przedelifowała - przedefilowała
gdziej - gdzieś
mężczyznie - mężczyźnie
roważała - rozważała
zaaragowała - zareagowała
ze - że
Czasmi - czasami
Znajdowała się małej - znajdowała się w małej
zly - zły
róźne - różne
skłonila - skłoniła
bezprzecznie - bezsprzecznie
któś - ktoś
zyjesz - żyjesz
Usiadę - Usiądę
żalosny - żałosny
Powtórzenia
To prawdopodobnie najczęściej powtarzający się błąd. Na pierwszej stronie imię bohaterki pojawia się osiemnaście razy, czyli średnio licząc co drugie zdanie. To definitywnie za dużo. Skoro cały czas piszesz, co ona robi, to nie musisz ciągle wymieniać ją z imienia.
Poniżej przykłady z pierwszych kilku stron:
Porshii ukazała się dziwna ilustracja, przedstawiająca las, z wysokimi drzewami,smutnymi drzewami. - czasami stosuje się powtórzenie, by coś podkreślić, tutaj jest jednak ono zupełnie zbędne. Przydałaby się też spacja pomiędzy „drzewami,smutnymi”.
Porshia siedziała przy biurku i cieszyła się czasem wolnym, po ustawieniu "wszystkiego" na swoje miejsce, czyli rozpakowywaniu własnych rzeczy i ustawianiu ich na półkach.
Okno jej pokoju wychodziło - podobnie jak okno w salonie- na sąsiedni dom. Porshia spojrzała na dom i doszła do wniosku, że prawdopodobnie nikt w nim nie mieszka.
Trawa w ogrodzie była tak wysoka, że z pewnością sięgałaby Porshii do kolan (a Porshia do najniższych nie należała), a ta rosnąca przed domem zasłaniała fundamenty i okna piwnicy. Co więcej, okna zasłaniały nadłamane okiennice ze spróchniałego ze starości drewna.
Zapis dialogów jest z reguły błędny. Notorycznie też brakuje spacji po i przed myślnikami.
- Mogę poczekać w środku.- odpowiedziała, wskazując na dom. Ojciec spojrzał na nią. - po „środku” nie powinno być kropki.
- To zależy czego.- mruknęła Porshia.- A czego? - podobnie, po „czego” bez kropki.
I we wszystkich innych przypadkach, gdy po wypowiedzi bohatera jest określenie sposobu mówienia np.: mruknął, powiedział, zapytał, wyszeptał, odpowiedział, wykrzyknął itp.
- Jesteś w potrzasku, moja droga.- drzwi od celi stały otworem, a w środku była Madame. - z kolei tutaj po myślniku „drzwi” powinny być z dużej litery, ponieważ po myślniku nie ma określenia sposobu wypowiedzi.
Żeby nie wydłużać tej oceny w nieskończoność, w tym temacie odsyłam do
poradnika, gdzie naprawdę wszystko zostało bardzo dobrze wyjaśnione na przykładach.
Wulgaryzmy, idiotyzmy, słowotwórstwo
Madame Carocierre, jakkolwiek nie dobiegała jeszcze do czterdziestu siedmiu lat, wyglądała, jakby w ogóle mogła obejść się bez wieku. - po naszemu chyba można by to przetłumaczyć „dobrze się trzymała”, bo określenie „obejść się bez wieku” mimo wszystko dość trudno zrozumieć.
Do komnaty wszedł wysoki, starszy mężczyzna, w pobielonej peruce i w wymyślnej liberii. - jak się bieli peruki? Wapnem, jak ściany?! Żartuje oczywiście. Domyślam się, że chodziło o upudrowaną perukę. Pobielona, przynajmniej dla mnie brzmi dziwnie.
Poza tym jesteśmy w Polsce i jeśli piszemy po polsku to:
clownów - klaunów
Chyba, że to rzeczywiście jakieś bliżej niezidentyfikowane „clowny”.
Upniesz mi włosy tak średnio, aby też trochę loków spływało mi na ramiona, i poprzypinasz te nowe przypinki od delfina Asilanoma - co w tym zdaniu znaczy słowo delfin?! Bo mam wrażenie, że autorce coś dzwoniło, tylko nie wiadomo w którym kościele. Cytując za wikipedią:
„Delfin (fr. dauphin) – tytuł hrabiego Delfinatu. Nazwa wzięła się od herbu Guya II, w którym znajdował się delfin. W latach 1349 - 1830 był to tytuł następców tronu francuskiego, który przysługiwał najstarszemu synowi.”
Madame rzuciła Porshii spojrzenie pełne całkowitego "nie lubienia".
- spojrzenie całkowitego nielubienia mnie definitywnie rozbawiło (przy okazji – w tym wypadku łącznie).
Podsumowanie
Wszystko już napisałam – jest chaos, brak planu, wizji i przedstawienia świata. Można tak pisać, ale po co?! Jeśli planujesz kontynuować to opowiadanie, proponuję go całkowicie przerobić. Zastanowić się, kim jest główna bohaterka, kim ma być, jak wygląda świat za lustrem i pozwolić czytelnikowi go poznać. Podobnie z bohaterami, daj im trochę miejsca w opowiadaniu, niech czytelnik ma okazję ich polubić, czy też znienawidzić. Oczywiście może krew tryskać na prawo i lewo, ale nie wygląda mi to na kryminał, horror czy Kill Billa w wersji papierowej.
Pomysł był dobry, ale jak już wspomniałam sam pomysł to za mało, liczy się wykonanie.
Ogólnie jest
kiepsko i nic więcej nie jestem w stanie postawić.
[Powrót] Komentuj
Traq >> 10.02.09 o 21:58 >> brak www
A ja się przyznaję bez bicia, że jeszcze "Zmierzchu" nie tknęłam. Czasowstrzymywacz raz, proszę!
A co do misji to się nie wypowiadam, bo wciąż się nad tym zastanawiam :)
Ale jak mi się jeszcze raz posypią ustawienia strony, to mnie coś trafi i nie będzie co zbierać :/
---
Kot Czarujący >> 10.02.09 o 21:20 >> brak www
A bo Sariel to taki idealista ;)
Ps. Tęsknić za nim, oj tęsknić.
---
An >> 10.02.09 o 21:15 >> brak www
An stara, Sariel jeszcze starszy i oboje w zbawianie świata wierzą :P Choć doskonale wiedzą, jak to boli czasem.
---
Kot Czarujący >> 10.02.09 o 21:06 >> brak www
Kot jest stary i nie wierzy już w "save the world" ;)
W sumie w Poczochranych chyba zawsze chodziło o to by pokazać, że to nie "my" jesteśmy the best, tylko, że "ty" (autor) możesz być lepszy.
Do oceniania An zawsze zapraszamy, nawet gościnnie. No i czekam na Zmierzch, na zmierzchu.
---
Lilith >> 10.02.09 o 19:48 >> brak www
Ajć, wypisałam się pod poprzednią notką, a w między czasie miejsce akcji się zmieniło... W każdym razie wznoszę trzykrotny okrzyk "hura!" na cześć Zmierzchu, który żyje, bo jestem głęboko w archiwum (refleksu za grosz) i już wariowałam z ciekawości. Powtórzę, co tam napisałam - jeżeli An bardzo, bardzo zatęskni za ocenianiem, to zawsze jestem chętna - chociaż to nie w braku chętnych problem, dobrze o tym wiem... Pozdrawiam i życzę, tego, dużo szczęścia na nowej drodze życia ;P
---
An >> 09.02.09 o 23:19 >> brak www
Mnie się trafiły dwa wybitne i nie żałuję, że je dałam :)
Ale nie o wybitne chodziło - raczej o poczucie misji, pomocy ludziom, którzy chcę nauczyć się pisać albo udoskonalić swoje umiejętności. I przyjemność, jaką mi to dawało.
Ale swoją drogą, w ciągu ostatnich paru miesięcy widziałam ludzi, którzy też zabrali się kiedyś z poczucia misji za coś podobnego (nie na blogu... to poważniejsza działalność) i jak to wygląda teraz, kiedy zadanie ich przerosło... bolesne, nie mam ochoty tak skończyć...
Choć może jeśli będę mieć czas w wakacje ocenię coś gościnnie... może, może, może...
---
Kot Czarujący >> 09.02.09 o 22:36 >> brak www
Dzięki za linki An, będę zerkać!
Szkoda, że już macie dość ocenienia. Ja miałam przerwę prawie rok, po czym zatęskniłam strasznie, a Traq pożegnała Poczochrane z mylogiem, więc wszystko jakby na nowo. W końcu chyba każda z nas zaczynała oceniać z misją znalezienia wybitnego - tobie się już trafił, jak dobrze pamiętam :)
Pozdrawiać serdecznie
---
An >> 09.02.09 o 22:17 >> brak www
A Poczochranych żal jest i żal będzie. Za dużo frajdy mi to sprawiało, za dużo miłych wspomnień. Zaglądać będę :*
---
An >> 09.02.09 o 22:14 >> brak www
Jeszcze nie oddałam. I robię stronę, bo się z mylogiem żegnam. Nie, nie wywalę Mojego Oczka w Głowie, nie zrezygnuję z pisania, nie ma mowy. Mirveka też swoje dzieło skrobie. Tylko na ocenianie nie mam sił ani czasu (za Mirvekę się tu nie wypowiadam)
Coby gołosłowną nie być:
http://imie-krew-przysiega.blog.onet.pl/
http://members.chello.pl/j.lagan/zmierzch/
---