Ocena nr 222 - Niezgłębiona Traq ocenia "Stories by Zireael" >> 28.12.08 o 20:35
Stories by Zireael
Pierwsze wrażenie:
Przyznam, że ta latarnia, co była kiedyś w nagłówku, mnie urzekła. Skojarzyła mi się z secesją i jeszcze czymś, nie pamiętam, w każdym razie była przecudowna. Obecna grafika jest również całkiem ładna, ale już mnie tak nie wzrusza, nie ma tego czegoś. Obiło mi się o oczy, że zmiana była wymuszona różnymi względami, więc wzdycham tylko ze smutkiem i patrzę dalej. Cytat o pisaniu w nagłówku - zachwyconam. Ładne tytuły „działów” w menu - gratuluję. Podoba mi się, pozytywne wrażenie jest jak najbardziej, toteż idę czytać.
Wygląd:
Jakaś taka ścieżynka w tunelu z drzew czy też krzewów i zaproszenie, bym weszła do magicznego świata. Niżej trzykolumnowy układ, porządek w menu, ładne tytuły „działów”, o których wspominałam, a do tego „o mnie” również interesujące i zgrabnie napisane. Można by tylko wyjustować tekst opowiadania i będzie cacy.
Fabuła:
Zaczniemy od opowiadań krótkich.
Revenge (czemu tytuł po angielsku? „Zemsta” moim zdaniem jest bardzo ładnym słowem, choć oczywiście może kojarzyć się z Fredrą, no ale nie przesadzajmy) zaczyna się od cytatu ze „Sweeney Todda” (jakkolwiek się tego pana odmienia). Zacieram łapki, czytam i stwierdzam, że w ogólnych zarysach jest ciekawie. Mamy do czynienia z Sikorką, zabójczynią, rozbójniczką itd. itp., która odpoczywa sobie w stodole, a tam zabija ją pewien młodzian. Okazuje się, że nasza bohaterka napadła kiedyś na jego powóz i zabiła jego ojca, a to jest właśnie jego tytułowa zemsta. W ostatniej scenie młodzian również napada na powóz, zabija jadącego nim mężczyznę i żegnany jest nienawistnym spojrzeniem córki nieboszczyka, która poprzysięga pomścić śmierć ojca. Czyli historia bardzo ładnie zatacza koło, mam jednak jedno „ale” - osobiście uważam, że można było zmienić trochę więcej rzeczy w scenie napadu. Chodzi mi o to, że teraz „morał” jest przekazany dość nachalnie, bo sytuacja jest praktycznie identyczna, nie licząc płci dziecka. Myślę, że gdyby młodzian spalił na przykład dom tej dziewczynki, to przeciętny czytelnik też by zrozumiał, o co chodzi. Oprócz tego niezbyt przekonywująco to dziecię wypadło, tak przysięgając zemstę nad stygnącym jeszcze trupem tatusia, kiedy przed chwileczką bawiło się lalką. Ale ogólnie koncepcja mi się podobała.
Czy doceniam to, co mam? chyba najmniej mi się podobało, choć początkowo mruknęłam z uznaniem, czytając o biednej dziewczynce w szkole dla szlachty. Wytłumaczyłaś, jak się tam dostała, za co dzięki wielkie, pokazałaś bardzo fajnie podejście innych dzieci do niej (tylko troszkę zbyt współczesnym językiem te dzieciaki nawijały), a potem pojechałaś już stereotypowo. Demon pokazał Fly parę scen z życia innych ludzi (stały zestaw: bieda, śmierć najbliższych itd., podobnie jak w „Opowieści wigilijnej” Dickensa), dziewczyną to wstrząsnęło, potem raz się zapomniała i nie doceniła tego, co ma, i natychmiast wylądowała jako żebraczka na ulicy. Nawet ja bym jej dała jeszcze jedną szansę, widząc, że nie jest przecież na wskroś zła. Ale uznajmy, że świat jest brutalny i niesprawiedliwy. Następnie mamy scenę finałową, w której jakiś pan żałuje, że nie potrafi doceniać życia tak jak ta dzieweczka żebrząca pod murem. Szczerze mówiąc, nie zostałam do końca przekonana. Że niby Fly zaczęła doceniać to, co ma, kiedy już tego nie miała? Czy może zaczęła doceniać coś innego, co miała w swoim żebraczym życiu, tylko już niestety nie wiemy co?
*** to z kolei przesympatyczna opowieść o dwóch wampirach oraz ich współlokatorce, która wciąż urządza imprezy i roztacza wokół zapach krwi ABRh-. Przyznam szczerze, że rozmowa Vincenta i Miki o tej „części” dziewczyny była bardzo udana. Podobało mi się również to, że wyjaśniłaś dość obszernie znaczenie krwi w życiu wampira, poczułam się wreszcie dobrze poinformowana. Scena z tasakiem była przecudowna, a zakończenie również przypadło mi do gustu, gdyż tym razem inaczej podeszłaś do motywu powtarzającej się historii. I spodobało mi się, że pokazałaś, jak to jednak instynkt jest silniejszy.
Szafę zinterpretowałam jako metaforę pokonywania swoich lęków. Jak się raz człowiek zbierze na odwagę i zabije strach przed jakąś rzeczą, to potem zwykle aż mu się śmiać chce, gdy sobie pomyśli, że się czegoś takiego bał. Również ładnie i sympatycznie.
Przejdźmy zatem do właściwego opowiadania, czyli
Historii Rębajły.
Niby fantasy jakich wiele, ale za to porządne, z dobrze opisanym światem i nieźle zarysowanymi bohaterami. Poza tym najzwyczajniej w świecie przyjemnie się to czyta.
Początek ciekawy - książę kocha się z niewidomą wieszczką, ta go zabija, a po dziewięciu miesiącach umiera przy porodzie córeczki o jadowicie zielonych oczach. Fijoppe opiekuje się dziecięciem, ale niedługo później podrzuca je Verissie z Wolego Traktu. I na tym na pewien czas kończy się historia Tillane, gdyż przechodzimy do opisu innych bohaterów, do których w pewnym momencie swojego życia dołączy nasza bohaterka. Mamy więc ściganego listami gończymi rozbójnika Serja, byłego nekromantę Josha, dziewczynę ulicy Darikę, następnie jeszcze chłopaczka Millona, lubiącego mężatki i drogocenne samowary Stamtona oraz elfkę-skrytobójczynię Nayanah. Poznajemy historię każdego z nich, do tego mają cechy charakterystyczne i zapadają w pamięć. Przy okazji ratowania Stamtona, ta bandycka ferajna nie daje Tillane możliwości bliższego zapoznania się z szubienicą, a że dziewczyna władać mieczem potrafi, to i do nich dołącza. Ratuje ich z opresji i zostaje przyrównana do Rębajły, bogini wojny i ognia. I wtedy wreszcie uzyskuję wyjaśnienie tytułu opowieści i przyznaję, że bardzo mi się podoba.
Żeby jednak nie było tak wesoło, to król Filieth, a ojciec księcia zamordowanego przez wieszczkę, postanawia sprawdzić, czy przypadkiem z ich związku nie było jakiegoś dziecka i wynajmuje w tym celu maga Alamusa. Ten udaje się na Drugą Stronę (bardzo dobry opis tego miejsca i rządzących nim praw), by znaleźć wieszczkę. Gdy już odkrywa istnienie Tillane i dowiaduje się, gdzie ona może być, przekazuje tę informację królowi. Okazuje się jednak, że nałożnica władcy należy do szpiegowskiej siatki działającej pod przykrywką Wyższej Szkoły Magii i potrafi przełamać zwykłe zaklęcia antypodsłuchowe. Informacje o istnieniu Tillane zdobywa też Nataniel, będący na usługach młodszego brata króla, któremu zależy na usunięciu innych kandydatów do tronu. Intryga jest więc grubsza, na naszą Rębajłę czyhają zewsząd ludzie o niecnych zamiarach, a ta na dodatek oszczędza im przez przypadek trudu szukania jej po całym królestwie.
Podoba mi się szalenie, podczas czytania mnie wciągnęło i naprawdę ciekawi mnie, co będzie dalej, a to już chyba największa pochwała.
Postaci:
Zajmę się już tylko postaciami z
Historii Rębajły.
Tillane to bardzo rozgarnięta i obrotna dziewczyna, o czym świadczy chociażby to, że przekonała pewnego grabarza, by uczył ją wszystkich zbędnych kobiecie rzeczy, w tym także władania mieczem. Tak naprawdę niezłe z niej ziółko i nie dziwię się, że miała szansę szybko skończyć. Przypuszczam, że ta postać będzie się rozwijać wraz z akcją, bo w końcu czeka ją jeszcze dużo interesujących zdarzeń.
Serj jest bandytą, któremu bardzo przypadło do gustu, że ludzie go znają i trzęsą przed nim portkami. Z biegiem czasu zauważa jednak, że może warto byłoby być mniej rozpoznawalnym, staje się też bardziej odpowiedzialny.
Josh, czyli były królewski nekromanta, który teraz nie może używać pełni swojej mocy, by nie odnaleziono miejsca jego pobytu, jest również ciekawą postacią. Wydaje się, że ratuje Nayanah z czystej dobroci serca; o jego uczuciowości świadczy też fakt, że naprawdę kocha Darikę.
Darika reaguje bardzo emocjonalnie (jak prawdziwa kobieta, nie?) i chyba trochę nie pasuje jej to, że grupa się powiększa (zwłaszcza o inne przedstawicielki płci żeńskiej), a na dodatek Serj jest jej szefem. Póki Tillane nie zacznie dobierać się do Josha, pewnie utrzyma nerwy na wodzy. Do tego pije jak smok.
Stamton został uratowany przez szajkę z rąk troszeczkę zdenerwowanego zdradzonego męża, a potem, przy kradzieży drogocennego samowara, wpadł na Tillane i w ten sposób ich losy się połączyły. Młodzian całkiem niegłupi i na swój sposób sympatyczny.
Nayanah w zasadzie nie odzywa się teraz za wiele, ma jednak za sobą ciężkie przeżycia, jak choćby śmierć swej ukochanej, Delii. Trzyma się raczej z boku, ale zawsze nasłuchuje, czy przypadkiem jakiś powóz z pieniędzmi drogą nie jedzie.
Alamus to człowiek dość tchórzliwy, ale jak król każe, to przecież odmówić nie można. Do tego szczyci się tym, że jest taki wyedukowany, och i ach.
Przewija się jeszcze całe mnóstwo innych postaci, które jednak nie są tylko szarym tłem, gdyż na przykład Verissa ma charakterystyczny sposób mówienia, a członkinie siatki szpiegowskiej różnie się do siebie odnoszą.
Przyznaję bez bicia, że jest naprawdę nieźle, choć dziwnym trafem nie mogę jakoś nikogo znielubić. Przekonałaś mnie więc do swych bohaterów i bardzo podobało mi się, że nie tylko Tillane poświęciłaś dużo uwagi.
Świat przedstawiony:
Królestwo Filieth, czasy takie dosyć średniowieczne, mamy magię, bogów, a także Drugą Stronę, czyli życie po śmierci. Opis miasta Dramajl jest naprawdę dobry, także innym miejscom poświęcono sporo uwagi. Nie czuję się więc w tym świecie zagubiona, co zasługuje na uznanie.
Sposób prowadzenia narracji:
Trzecioosobowa, z różnych punktów widzenia, narrator jest wszechwiedzący, a ja zastrzeżeń nie mam.
Styl:
Czyta się naprawdę przyjemnie i widać, że nie sięgnęłaś po pióro po raz pierwszy. Piszesz lekko i z humorem, nie bojąc się spowalniających akcję opisów i dialogów-o-czymś-więcej-niż-tylna-część-ciała-Maryni. Nie ma też zbyt wielu powtórzeń. Dodam również, że subtelnie opisujesz sceny erotyczne. Zdarzały się jednakże pewne potknięcia:
*
Gdyby chłopak był skończonym draniem bez krztyny dumy, zabiłby ja teraz z łuku - chyba raczej „krztyny honoru”.
*
Jej najwcześniejszym spojrzeniem było, gdy błąkała się po Podwórzu w grupie podobnych jej małolatów. - chyba „wspomnieniem”.
*
Ciężkie było życie wampira… Szczególnie w tych czasach dawało się w kość. - „dawało w kość”.
*
Josh przynosił więcej kasy, niż jakikolwiek wcześniej jej mężczyzną. - żeby było czytelniej, proponowałabym coś w stylu: „niż którykolwiek z jej wcześniejszych mężczyzn”.
*
Próbowała już chyba wszystkiego – narkotyki, samookaleczenia, burzliwe romanse z obojga płciami. - ja bym to odmieniła (narkotyków itd.), a do tego dała na końcu „z obiema płciami”.
*
Nayanah przefikołkowała nad jego grzbietem i z impetem upadła na ziemię - „przekoziołkowała”.
*
Nie myślała już nic. Nie próbował nawet ich zgubić… - raczej „Nie myślała już o niczym”, no i „nie próbowała”.
*
Zachwiała się na siodle, ale nie upadła - „zachwiała się W siodle”.
*
albo kolegą z fachu, to ten najpierw uprzejmie się tobie pokłoni - „kolegą po fachu”.
*
Spletli się w jakimś skomplikowanym splocie - czy to nie masło maślane?
*
Balansowała pomiędzy jakże cienką i łatwo przekraczalną granicą pomiędzy jawą a światem duchów - moim zdaniem można „balansować NA granicy”.
*
Słońce prażyło niemiłosiernie, co dało się odczuć nawet za baldachimem drzew - może „POD baldachimem”?
*
Obudziła się na ich poprzednim obozowisku - wypadałoby dodać, że „w miejscu ich poprzedniego obozowiska” czy coś takiego .
*
Na specjalnej podziurkowanej tacce z długą dziurką położyła zioła i ułożyła ją nad świecą - ten opis przedmiotu jest dla mnie, niestety, niezrozumiały.
Do tego po myślnikach w dialogach stawiamy spację.
Poprawność językowa:
Czuję potrzebę Bety. I to szybko, żeby błędy nie raziły dłużej w tak przyjemnym opowiadaniu.
Ortograficzne
*
Pałały rządzą mordu i taką nienawiścią - „żądzą”, ten błąd pojawia się bardzo często.
*
Nie nawidziła tam chodzić - „nienawidziła”.
*
które z powodzeniem możnaby nazwać szponami - „by” z takimi wyrazami jak „można, trzeba, warto” piszemy rozłącznie.
*
Przecież to nie prawda - „nieprawda”.
*
Tego głosu, który tyle razy strofował ją za nieodpowiednie zachowanie wobec przełożonych, nie zapomniała by nigdy - a z kolei czasowniki osobowe piszemy z „by” łącznie.
*
Komu aż do tego stopnia było nie miłe życie - „niemiłe”, nie z przymiotnikami łącznie.
*
W Enli’el bowiem za zabójstwo, nie ważne, pośrednie czy bezpośrednie, karano śmiercią poprzez tortury. - „nieważne”.
*
Josh zabrał się za opatrzanie rannej - „opatrywanie”.
*
Wpadł tu do słownie przed chwilą - „dosłownie”.
*
Wprawnym ruchem, jakby już nie jedne guziki w życiu rozpinała, zdjęła ze Stamtona koszulę. - „niejedne”.
*
Ktoś je wywarzył - „wyważył”, bo to nie eliksir, który się „warzy”.
*
po czym wychyliła jednym chaustem taką ilość gorzałki, że Stamton w duchu poczuł dla niej podziw. - „haustem”.
*
Nie wyczarowałam tej czarki z nikąd, wcześniej stała na dole - „znikąd”.
*
a już w ogóle nie miała pojęcia, jak dobrać oręż odpowiednią dla siebie” - „oręż” jest rodzaju męskiego.
*
ale ja mam zamiar obrabować właśnie tą karczmę - „tę karczmę”.
Interpunkcyjne
*
Już sama nie wiedziała czego przestraszyła się bardziej - przecinek przed „czego”.
*
Staje się taka sama, jak ludzie - bez przecinka, bo to porównanie, a nie zdanie złożone.
*
mimo, że była tylko zwykłą mieszczanką - „mimo że” bez przecinka.
*
mogli się kąpać tylko wysoko urodzeni, albo nisko urodzeni bogacze - przed „albo” nie stawiamy przecinka.
*
Demony istnieją po to, by swoich ludzi, pouczać i karać - bez przecinka przed „pouczać”.
*
Czy ktoś mi wreszcie powie o co chodzi? - przecinek przed „o co”.
*
wyszeptał rozpaczliwie Vincent próbując ją zatrzymać - zdanie z imiesłowowym równoważnikiem zdania, więc przecinek przed „próbując”.
*
Nie zadała sobie nawet trudu by się ubrać - przecinek przed „by”.
*
Jej koń, na szczęście nie spłoszył się, tylko stał w pobliżu - niepotrzebny przecinek po „koń”.
*
Więc, dobrze. Przejdźmy do sedna - bez przecinka po „więc”.
To nie wszystkie błędy, wypisanie wszystkich znacznie wydłużyłoby ocenę.
Literówki
Zgroza, zgroza, zgroza. To też tylko przykłady. Czytać rozdziały przed publikacją, ale już!
*
Wyciagnął miecz z jej ciała - „wyciągnął”.
*
A czy ty powalisz się naszym dzisiejszym spotkaniem - „pochwalisz”.
*
Kobieta siedziała na pod odrapanym murem w jakimś ciemnym zaułku - to „na” czy „pod”?
*
Vincent aż podskoczy w fotelu - „podskoczył”.
*
Nie potrafiła sobie przypomnieć, co działo się z nią w wczesnym dzieciństwie - „we wczesnym”.
*
Josh wiele razy zastanawiałał się, dlaczego właściwie jest z Dariką - „zastanawiał”.
*
Z resztą, sam sprawiał wrażanie, jakby jedną nogą był na tamtym świecie - „zresztą”, „wrażenie”.
*
Kwiaciarka podniosła głowę z układnego bukietu - „znad układanego”.
*
Myśl, że musi to wyczystko zostawić - „wszystko”.
*
Poza nim strażnicy nie miel nad nią władzy - „mieli”.
*
Nie fechtował się jak Darika, nie było nie było mowy o tańcu - jedno „nie było” niepotrzebne.
*
Postanowili nie cucić jej, a poczekać, aż a sama się ocknie. - drugie „a” niepotrzebne.
*
Jego strach był tym większy, że w Filieth zdradzeni mężowie mogli niewiernymi żonami i ich kochankami robić - „mogli Z niewiernymi”.
*
Zaczął dyszeć i rzężęć przeraźliwie, złapała go potworna kolka - „rzężeć” albo najlepiej „rzęzić”.
*
Chciała się go spytać, co się stało, co robił w komu Irvinga - „w domu”.
*
zamachał rękami, by Tillane zdołałą ją sobie wyobrazić - „zdołała”.
*
i klepnęła Tillane po plechach - niezamierzony element humorystyczny; „po plecach”.
*
król wręczył mu pekatą sakiewkę - „pękatą”.
*
ale będziemy maiły wpływ na jego politykę - „miały”.
*
Przed każdym straganikiem toczyli się ludzie, podziwiając przeróżne i artykuły i targując się ze sprzedawcami. - „tłoczyli”; jedno „i” niepotrzebne.
Wulgaryzmy, idiotyzmy, słowotwórstwo::
Nie stwierdzono.
Podsumowanie:
Dziękuję za bardzo miło spędzony czas, czekam na więcej, ale przede wszystkim żądam natychmiastowego znalezienia sobie Bety.
Całkiem, całkiem.
[Powrót] Komentuj