Ocena nr 211 - Nieopisana Mirveka ocenia „Rude Uczucia” >> 28.12.08 o 20:15
Rude Uczucia
Pierwsze wrażenie
Rude Uczucia? Czyżby kolejna wersja „jak to z Lilly i Potterem było”? Nie myliłam się. Osobiście jestem sceptycznie nastawiona do tego tematu, a wciąż nowe dywagacje zdążyły mi się już znudzić.
Wygląd
Niebiesko. Lubię niebieski. Zwykły dwukolumnowy układ. Na górze zdjęcie pocałunku Lilly i Pottera, pod spodem ramka na treść i menu z prawej strony. Strona zapewne docelowo miała być wycentrowana względem ekranu, ale koniec końców, wszystko jest po prostu mocno odsunięte od lewej krawędzi. Dla mnie nie stanowi to problemu, ale jakby na Twojego bloga trafiła przypadkiem osoba używająca dość niskiej, lub bardzo wysokiej rozdzielczości – widok mogły być dość dziwny. Tło stanowi dziwny, niebieski wzorek, nie rażący zbytnio oczu, zaś w ramce na tekst mamy ciemnogranatowe tło i białe litery, dające czytelny kontrast. Właściwie jedynym mankamentem jest wyśrodkowanie tekstu, czego osobiście jestem sporym przeciwnikiem. Według mnie mocno utrudnia to lekturę, chociażby poprzez nie wyróżnienie akapitów. Pochwalić za to mogę, z pełną świadomością, bardzo czytelne i estetyczne menu. Po prostu nie ma sposobu, żeby się w nim pogubić!
Fabuła
Oto kolejne szkolne perypetie Lilly Evans i jej przyjaciółek. Główna bohaterka wraz ze swoją paczką jest wiecznie nagabywana przez Huncwotów, a dokładniej przez niejakiego Jamesa Pottera. Zapewne na początku miał być to zwykły, szkolny romans, ale (co również jest dość częste) autorka wyraźnie odbiegła od tematu, skupiając się bardziej na samej Lilly i problemach jej przyjaciółek. To jedna z koleżanek jest zakochana w Potterze i nie ma odwagi mu tego wyjaśnić, a to panna Evans znalazła sobie chłopaka i zaczyna mieć coraz mniej czasu dla swojej paczki, a to Lupin okazuje się wilkołakiem, to znów należy przygotować dekoracje na jakiś bal. Koniec końców nie wyszło z tego nic konkretnego. Wyraźnie widać, że fabuła nie jest zaplanowana, nie dąży do żadnego punktu kulminacyjnego i chyba sama autorka nie wie, co napisze w następnym rozdziale, ani kiedy historia się zakończy.
Motyw z nieudanym samobójstwem Sally i jej pożegnalnym listem wydał mi się mocno naciągany. Co więcej było to pójście po najmniejszej linii oporu, by pogodzić skłóconą paczkę.
Podsumowując – w opowiadaniu nie dzieje się nic szczególnie istotnego, zaś miłosno-obyczajowe perypetie panny Evans po prostu mnie nudziły.
Postaci
Lilly Evans – jest bohaterką „Rudych Uczuć”. W opowiadaniu przedstawiona jest jako zwykła uczennica Hogwartu, mająca zwyczajne problemy. Niczym szczególnym się nie wyróżnia, zarówno z pośród innych uczniów, jak z tekstu opowiadania. Lilly Evans z jaką przyszło mi się w tym opowiadaniu spotkać, jest po prostu nijaka, a przez to nudna. Nie chodzi mi bynajmniej o dodanie jej jakiś nadnaturalnych cech czy wielkiego przeznaczenia (choć umiejętnie wprowadzone – czemu nie?), ale kilku drobnych szczegółów. Choćby takich jak zainteresowania, jakieś sympatie i antypatie, nie koniecznie w stosunku do innych uczniów. Jedyne co wiemy to, fakt iż jest dobra w Eliksirach (bo to część kanonu) ale po lekturze opowiadania nie wiem nawet, czy dlatego, że lubi ten przedmiot i poświęca mu dużo czasu, czy dlatego, że po prostu jakoś łatwo wchodzi jej do głowy. Jedyne z czym w całym tekście się spotkałam, to stwierdzenie, że jej ulubioną czynnością jest kąpiel, a i nawet temu zajęciu jakoś nie poświęca dużo czasu. Ciekawi mnie za to, czemu organizując urodziny stwierdziła, że obejdzie się bez prezentów i żadnych dostać nie chce. Szczerze, nie wiem co, poza kiepskim statusem majątkowym znajomych (co raczej nie było tu powodem, bo na prezenty stać ich jednak było), mogło zadecydować o zmianie tej, jakże miłej, tradycji. Może to jakaś nowa moda, o której nie wiem?
Lilly w stosunku do innych jest po prostu miła. Jak dobra koleżanka pomaga swoim przyjaciółkom w drobnych sprawach i rozmawia z nimi na mało zobowiązujące tematy. Niby nie lubi pana Pottera i spółki, ale jedyny sposób w jaki to okazuje, to warczenie ja Jamesa, gdy ten po raz setny proponuje jej randkę. Jeśli tylko chłopak nie składa jej propozycji – ona toleruje jego zachowanie.
Sally Blockley oraz
Cler Trail – dwie szkolne przyjaciółki Lilly. Na dobrą sprawę stanowią tylko tło i służą tylko do tego, żeby główna bohaterka nie była samotna i miała z kim prowadzić dialogi. Niestety, takie odniosłam wrażenie. Dziewczyny, mimo początkowej deklaracji, jakoby miały różne charaktery, nie różnią się właściwie niczym. Obie miłe i zaskakująco zgodne, jak na dwie osoby o podobno różnym usposobieniu. Wciąż aranżują spotkania z Huncwotami, stając się przekonać Lilly do Pottera i Syriusza. Przynajmniej mają ku temu dobre uzasadnienie, jako że Cler skrycie podkochuje się w Potterze. Oprócz tego nie wiem o nich kompletnie nic. Domyślam się, że są z Gryffindoru, bo dzielą z Lilly jedną sypialnie. Nie wiadomo co lubią, czego nie, w czym są dobre, jakie mają wady, raz tylko było wspomniane, że obie są czystej krwi, czego kompletnie tego po nich nie widać. Zastanawiam się, co skłoniło dwie dziewczyny z czarodziejskiego rodu do przyjaźni z, było nie było, szlamą. Szczególnie w czasach wojny z Voldemortem, gdy ten „rasowy podział” był zapewne jeszcze bardziej widoczny, niż za szkolnych czasów Harry'ego.
Na koniec tylko pewien fragment opowiadania, całkiem dobrze obrazujący mentalność obu pań. "-Sal, przecież my też nie mamy sukienek!- zawołała dziewczyna. Sally wytrzeszczyła oczy i usiadła. Jak mogły o tym zapomnieć, najważniejszy element każdej imprezy, a one kompletnie zapomniały. "
Huncwoci – Wiadomo James Potter i Syriusz Black. Przynajmniej w tym opowiadaniu, bo tylko ta dwójka daje o sobie znać. Potter wciąż podrywa Lilly, Syriusz robi słodkie miny i czasem wpadnie na jakiś pomysł. Remus Lupin zaś pałęta się na szarym końcu i w całym opowiadaniu odezwał się raptem cztery razy. Co i tak jest sukcesem, jako że Peter Pettigrew odzywa tylko raz, a w treści służy głównie za kelnera, kradnąc z kuchni różne smakołyki dla reszty Huncwotów. To ma być ta straszna czwórka, która tak bardzo dała się co poniektórym we znaki? Przez całe opowiadanie nie zrobili ani jednego dowcipu!
Świat przedstawiony
Pełen magicznych cudów świat, zamieszkany przez baśniowe stworzenia i prawdziwych czarodziei, umykający oczom zwykłych śmiertelników? Stara i pełna tajemnic, największa szkoła magii i czarodziejstwa? Niestety, nie tym razem. W „Rudych Uczuciach” dostajemy prawie zwyczajną szkołę z internatem, gdzie uczniowie żyją sobie spokojnie, zajęci własnymi sprawami. Prawie normalną szkołę – nie licząc nauczanych w niej przedmiotów. Magii tam jak na lekarstwo, dwa drobne zaklęcia, peleryna niewidka, jeden magiczny eliksir i paczka czekoladowych żab. Przez całe opowiadanie nie zobaczyłam ani jednego numeru „Proroka Codziennego” czy nawet zwykłej sowy! Co z obowiązkiem uczniów do posiadania kota, ropuchy lub sowy? Jak na Hogwart – stanowczo za mugolsko.
Zgodność z kanonem
Prócz wprowadzania stworzonych przez panią Rowling postaci, w „Rudych Uczuciach”, nie ma zbyt wielu okazji do naruszenia kanonu. Tak więc, prócz wspomnianego już przeze mnie, niskiego stężenia magii w Hogwarcie i zbyt grzecznych Huncwotów – kanon nie doznał żadnych poważnych obrażeń. Tylko jedna drobna wpadka - aportacja, a nie teleportacja.
Sposób prowadzenia narracji
Trzecioosobowy z narratorem wszechwiedzącym. Tutaj nie mam większych zastrzeżeń. Narracja jest poprawna, co prawda rozwój wypadków nie wciska w fotel i nie chwyta za serce, jednak jest to raczej kwestia fabuły, nie samej narracji. Wydarzenia przedstawiane są spójnie i bez jakiś zauważalnych potknięć, dzięki czemu nie zgubiłam się w wydarzeniach i wiedziałam co się aktualnie dzieje wokół Lilly i jej koleżanek. Jedyne co mam do zarzucenia, to wrażenie lekkiego „zawieszenia w czasie”. Ot kolejny dzień w Hogwarcie, gdzieś pomiędzy jednymi wakacjami a drugimi. Przez całe opowiadanie nie widać ani zbliżających się egzaminów, ferii świątecznych, czy choćby wyczekiwania na koniec semestru. Żadnych kolejnych wydarzeń w szkolnym kalendarzu czy choćby zmiany pór roku za oknem! Zupełnie jakby w szkole magii i czarodziejstwa czas był kompletnie nieistotny.
Styl
Trzeba przyznać, że pod tym względem opowiadanie wypada dość marnie, szczególnie przez mnóstwo błędów stylistycznych. Treść składa się głównie z dialogów, przerywanych od czasu do czasu jakimś bardzo skąpym opisem, z pewnością nie dającym pełnego wyobrażenia ani o przeżyciach wewnętrznych bohaterów, ani o miejscu w którym rozgrywa się akcja. Ubolewam, że i w tym wypadku, autorka najpewniej wyszła z założenia, że nie ma po co opisywać czegoś, co wszyscy znają z książki lub filmu. A to poważny błąd, bo opisy nie pełnią jedynie funkcji informacyjnej. Pozwalają zwolnić akcję, budują klimat, odpowiednia sceneria może również podkreślić nastrój postaci. Bo możemy napisać albo „za oknem było ciemno” albo „była ciemna, burzliwa noc. Za oknem wył wiatr, gałęzie drzew rysowały się czernią na tle ciemnego nieba....” i tak dalej. Prawda, że widać różnicę?
Wracając do atakujących zewsząd błędów - w wielu zdaniach brakuje podmiotu albo orzeczenia, co technicznie rzecz biorąc wyklucza je z tej kategorii:
* „W pokoju wspólnym Gryffindoru można była zobaczyć, więcej niż kiedykolwiek, uczących się.” – „większą niż kiedykolwiek liczbę uczących się”
* „Pierwszy tydzień nauki minął wszystkim, jak mrugnięcie okiem.” - Raczej nie używane w języku polskim. Mówi się raczej „w okamgnieniu” i bez przecinka przed „jak
* „(...)nikt nie śmiałby usiąść n fotelach Huncwotów, po części ze strachu nad zemstą, jaką mogliby wymyślić, a po części z pewnego rodzaju szacunku jakim byli oni darzeni u niektórych dziewcząt graniczącym z czcią” – „na fotelach” i „ze strachu przed zemstą”, poza tym, dalsza część zdania jest kompletnie nieskładna i wynika z niej, że dziewczęta graniczyły z czcią. Proponowałabym „Nikt nie śmiałby usiąść na fotelach Hunctwotów. Po części ze strachu przed zemstą, po część z szacunku, graniczącym niemalże z czcią, jakim byli darzeni przez większość dziewczyn.”
* „W pokoju wspólnym było jeszcze sporo osób, ale nikt nie zainteresował się, że wychodzą.” – ze zdania wynika, że wszyscy zaczęli wychodzić z pokoju, ale nikt się tym nie zainteresował. Proponowała bym „W pokoju wspólnym było jeszcze sporo osób, nikt jednak nie zainteresował się trzema dziewczynami.”
* „Dość długo spędziły na zrywaniu kwiatów, leżeniu wśród eterycznych zapachów, zabaw w chowanego i berka.” – albo „Dość długo zajęło im zrywanie kwiatów (...)” albo „Dużo czasu spędziły na (...)” poza tym wyrażenie „eteryczne zapachy” wydaje się dość niezręczne. Proponowałabym „delikatnych zapachów”
* ”Lily zirytowana całą tą sytuacją wyszła do pokoju wspólnego, który siał pustkami.” – „ział pustkami”
* „-Jasne. Chodźmy- powiedziała Lily, ciesząc się, że nie będzie musiała włóczyć się po wiosce sama, jak jakiś odrzutek społeczeństwa.” – „wyrzutek społeczeństwa”
„Huncwoci, a także Sally i Cler coraz bardziej krzywym okiem spoglądali na Mike’a. Nie podobało im się to, że nie ma czasu na nic, a na rozmowy z Johnsonem ma.” – z powyższego fragmentu wynika, że to Mike nie miał czasu na nic poza rozmowami z Jonsoenem, choć to przecież jedna i ta sama osoba.
* ”Już od dwóch tygodni nie rozmawiałyśmy oprócz jakichś połowicznych wymian zdań.” – po prostu koszmarek. Nawet nie mam pomysłu jak to poprawić.
* ”W końcu Syriusz nie wytrzymał i potelepał Lilką.” – potrząsnął. Telepać mogą źle przybite deski, lub można telepać się (np. z gorączki), ale nie można telepać kogoś.
* „Od czasu do czasu wymieniali jakieś krótkie uwagi na temat tych kilku lat, czasie, w którym Lilka była jeszcze ich przyjaciółką” – „Od czasu do czasu wymieniali jakieś krótkie uwagi na temat tych kilku lat, gdy Lilka była jeszcze ich przyjaciółką.”
* ”To właśnie głównie jej radość denerwowała Sally Blockley, Cler Trail, Syriusz Blacka, Remusa Lupina, Petera Pettigrew i Jamesa Pottera.” – wystarczyło by napisać „jej byłych przyjaciół”
* ”Następnego ranka na tablicy ogłoszeń wisiała informacja, aby zgłaszać się rezerwację stolików.” – Następnego ranka na tablicy ogłoszeń wisiała prośba o wcześniejszą rezerwację stolików.”
* „(...)opuszczam was i osobiście dopilnuję, aby nikt wam nie przeszkadzał. I mnie też już to nie ma- rzekła i wyszła” – „I mnie też już tu nie ma”
* „Patrzyła, jak krew pulsacyjnie wytryskuje z jej nadgarstka.” – że co proszę?
Poprawność językowa
Spora ilość literówek i jedna zabłąkana emotka, pasująca do treści jak piernik do wiatraka. Poniżej kilka przykładów znalezionych błędów:
* „Wiedziały już do czego służy kuchenka mikrofalowa, a to duży postęp =D.” – wszystko, tylko nie emotki! Błagam!
* „Lily szybko weszła ropociągu” – chyba do pociągu.
* „Poszła do swojego dormitorium, gdzie Sally i Cler wylegiwały się na swoich miękkich łóżka pośród stosów poduszek.” – „na swoich miękkich łóżkach”
* ”Nie żeby mieli coś przeciwko Jugolom, ale jak oni twierdzą, że tam są dziwne zasady.” – chyba „Mugolom” ?
* ”Nie wiem co przez to rozumią.” – rozumieją
* „byli bez swoich towarzyszów” – towarzyszy
* „Lily rad nie rad, musiała się na to zgodzić” – Jeśli Lily nie zmieniła nagle płci, powinno być „rada, nie rada”
* „Potter był tak zdołowany, że nawet nie mił najmniejszej ochoty na dowcipy.” – Nie miał najmniejszej ochoty
* „Mawiała się z każdym, kto był w miarę przystojny” – Umawiała się z każdym
* „-Cler na pewno chciałaby żebyś do nas wróciła- powiedział Remus, zastanawiając się czy naprawdę tego by chciało.” – naprawdę by tego chciała.
I tak dalej.
Wulgaryzmy, idiotyzmy, „słowotwórstwo”
Jeśli coś się zdarzyło, był to raczej błąd stylistyczny czy drobna literówka. Jedyne co rzuciło mi się w oczy to przyjaciel Lilly który raz nazywa się Mike a drugi raz Mikie. Poza tym, czy sześć osób naprawdę zmieści się pod peleryną niewidką?
Podsumowanie
Zarówno pomysł na opowiadanie, jak i rozgrywająca się dalej fabuła, nie przyniosły niczego odkrywczego, ani nie wzbudziły we mnie żadnych większych emocji. To samo z postaciami, które są moim zdaniem mało charakterystyczne i mocno niedopracowane. Styl również mnie nie powalił, błędy atakowały z ekranu. W całym opowiadaniu nie znalazłam niczego, co tak naprawdę przyciągnęłoby moją uwagę. Żadnych nowych pomysłów. Niestety „
kiepskie” Tak jak się spodziewałam - ot kolejny romans w Hogwarcie.
[Powrót] Komentuj