Ocena nr 201 - Niezgłebiona Traq ocenia "Hogwarckie Love Story" >> 28.12.08 o 18:22
Hogwarckie Love Story
Pierwsze wrażenie:
„Hogwarckie love story”? Po doświadczeniach z innymi tego typu opowiadaniami moje wrażenie nie może być pozytywne. Aczkolwiek już „Serce bije także w Łapie” w tytule strony mi się podoba. Treściwe, chwytliwe i od razu wiadomo, o co chodzi. Mimo wszystko jednak, rozterki sercowe pana Blacka to nie jest to, co tygryski lubią najbardziej.
Wygląd:
Bardzo ładne tło. Na grafice widzę rozwalonego na łóżku Syriusza w otoczeniu książek, co budzi moje zdziwienie, bo w opowiadaniu nie ma z nimi bliższego kontaktu. Pomysł z różnymi częściami obrazka jako linkami jest nietrafiony, więc dobrze, że zrobiłaś normalne menu z boku. Zielony kolor aktywnego linku przy tej całej czerwieni jest trochę od czapy, ale nawet tak bardzo nie zgrzyta. Z działu „o mnie” wynika jednak, że jest to szablon tymczasowy i że zdajesz sobie sprawę z jego przeciętności. Bo że opowiadanie piszesz o Syriuszu, to da się wywnioskować ze wspomnianego tytułu strony.
Fabuła:
Pierwszy raz zęby mnie zabolały, gdy okazało się, że zredukowałaś liczbę Huncwotów do trzech. W innych opowiadaniach Peter nie miewa znaczącej roli, ale przynajmniej od czasu do czasu się odzywa. U Ciebie takiego zaszczytu nie miał, bo w ogóle go nie było. Kanonu przynajmniej w tej kwestii wypadałoby się trzymać.
Ogólnie historia przedstawia się następująco: James P. gania nieustająco za Lily E., a Syriusz B. chodzi mniej więcej co tydzień na randki (za każdym razem z inną dziewczyną, rzecz jasna), w głębi serca kocha jednak tylko tę jedną jedyną. Zaszczyt bycia obiektem prawdziwej miłości Łapy ma niejaka Amelia Potter, siostra-bliźniaczka Jamesa (ojcu Harry’ego dano jeszcze w spadku dwóch młodszych braci). W tym czasie Remus ma prawie-dziewczynę, która jest cudowna i wspaniała i na pewno zrozumie jego „futerkowy” problem, bo sama ma brata bądź kuzyna wilkołaka.
Jedynym zajęciem wymienionych panów jest urządzanie imprez i robienie psikusów. Te pierwsze wymagają wypraw na zakupy do Hogsmeade (po alkohol, bo przecież piętnastoletnia młodzież się bez tego bawić nie potrafi), a te drugie specjalnie wyszukane nie są. Huncwoci oczywiście gwiżdżą na wszelkie kary i są tak boscy, że nie muszą się uczyć ani starać, bo wszystko mają w małym palcu. Poważny wątek, jaki wplotłaś, to chęć przeniesienia Syriusza do Durmstrangu, jaką wykazali jego rodzice, potem jednak szybko kochany Dumbledore przekonał państwa Black, że nie powinni tego robić, za to prawie-dziewczynę Remusa wyprawiłaś do Japonii. Pojawił się bodajże jeden trening quidditcha i krótki akapit o meczu, który był oczywiście kolejnym powodem do zalania się w trupa.
Jednym słowem jest nudno i, jak to powtarzam przy większości takich opowiadań, Hogwart jest tu potrzebny jak piąte koło u wozu.
Oprócz tego, zęby mnie zabolały jeszcze w momencie, kiedy pan centaur spotkał Syriusza w Zakazanym Lesie i opowiedział mu dokładnie, jaka go czeka przyszłość: „-Tak? To powiedz mi, kiedy i gdzie umrę? Mam nadzieję, ze niedługo…
-Jak ludzie nie doceniają życia…. Kiedy i gdzie? W wieku około lat 36, w Departamencie Tajemnic.
-Ciekawe co tam będę robił? Może pracował?
-Nigdy nie dowiesz się czym jest praca, za długo będziesz w Azkabanie, a w departamencie będziesz bronił Harry’ego Pottera.
-Harry’ego?- powtórzył Syriusz z kpiną- nie ma żadnego Harry’ego, jest tylko James.
-Wtedy Jamesa już nie będzie- powiedział cicho Magorian, a Syriusz wytrzeszczył oczy.
-A czy powiesz mi…- zaczął chłopak
-Ta dziewczyna? Zanim zdążycie być na dobre szczęśliwi ona zginie, ale … tak będziecie razem. I posłuchaj mnie, jeśli chcesz znaleźć szczęście nie rób nic na siłę, ono samo cię znajdzie w odpowiednim momencie. A teraz żegnaj, i uważaj na siebie- powiedział centaur i odszedł w tym samym kierunku, z którego się pojawił.” - a z tego, co ja pamiętam, to te stworzenia niechętnie się dzieliły tym, co wyczytały w gwiazdach. Dodatkowo nie rozumiem sensu umieszczania tego fragmentu, bo i tak wszyscy znają późniejsze wydarzenia, a na paniczu Blacku te informacje nie wywarły chyba wielkiego wpływu, więc po co?
A rozrywki Syriusz ma szczególne: „Czyż życie nie jest pasmem nieustających nieszczęść, myślał niekiedy, po co żyjemy? Nie musimy żyć. Po co się w ogóle rodzimy, jeśli i tak umrzemy, prędzej czy później. Tego typu rozmyślania stanowiły jego ulubioną rozrywkę.” - pomijając już kwestię tej wątpliwej rozrywki, to w tym momencie opisałaś człowieka, którego ja nie widzę w pozostałej części opowiadania. To niedojrzałe, pyskate i cudowne dziecko, które lata po zamku, równocześnie siaduje w Zakazanym Lesie i snuje filozoficzne rozważania? Jeśli chciałaś pokazać inną stronę Blacka, to fajnie, ale mnie nie przekonałaś.
Ostatnia rzecz, to pewne niekonsekwencje. „-Syriusz, gdzie dostał się twój brat – spytał Remus, chcąc zagaić rozmowę” - przecież wszyscy byli na ceremonii przydziału, więc Lupin musiał mieć chyba chwilowy zastój pracy mózgu, żeby zadać takie pytanie.
Postaci:
Są sobie Huncwoci w liczbie trzech i są mniej więcej tacy, jakich znamy z paru fragmentów w HP. Blackowi dorzuciłaś te rozmyślania, ale poza tym nie wgłębiasz się za bardzo w charaktery swoich postaci, uważając zapewne, że tacy mają być i wszyscy wiedzą, o co chodzi.
Prof. McGonagall potraktowałaś za to okropnie, bo u Ciebie ona tylko lata i wrzeszczy, a nasi bohaterowie się śmieją. Naprawdę uważasz, że to taka nieużyta psora? Ja odniosłam inne wrażenie, czytając książki Rowling.
Brawa natomiast za
prof. Dumbledore’a, którego wypowiedzi i zachowania są dokładnie takie, do jakich się przyzwyczaiłam w HP. Przynajmniej tyle.
Świat przedstawiony:
Hogwart, czasy Huncwotów… Oszczędnie z opisami.
Zgodność z kanonem:
Eliksir rozdymający robi się, proszę pani, w drugiej, nie piątej, klasie. W moim odczuciu to poważny błąd, bo choć wymagania mogły się w Hogwarcie zmienić, to wątpię, żeby wrzucali jakiś eliksir trzy klasy niżej.
O braku pana Pettigrew już wspominałam (swoją drogą, ciekawe, czemu pan centaur nie wspomniał o wydarzeniu, które spowodowało, że Black trafił do Azkabanu… wybiórcza pamięć czy co?).
Sposób prowadzenia narracji:
Narracja trzecioosobowa, z kolokwializmami typu: „którego nie był w stanie zmóc nawet mega trudny pojedynek czy czyszczenia szczoteczką do zębów całego Hogwartu”, które na szczęście potem zaniknęły.
Styl:
Przeciętny, ale przynajmniej zdania złożone nie są zawikłane i da się je zrozumieć. Opisów niewiele, a dialogi czasem sztywne. Ja bym u Huncwotów widziała więcej humoru i ciętych ripost.
A oto przykład czegoś, gdzie styl jest zupełnie nieadekwatny do sytuacji:
„Syriuszu!
Ty plugawczyku! Jak śmiesz hańbić honor naszej rodziny!
Regulus napisał mi, z kim zadajesz się w szkole! Ty zdrajco krwi!
Przecież Lupin to szlama, a Potter to najgorszy rodzaj czarodziei!
Nie życzę sobie, abyś zniszczył wizerunek naszej rodziny.
Jesteś niegodny nazywania się Black.
Zresztą nieważne. Na wiosną przenosimy cię
do Durmstrangu. Tam będziesz miał odpowiednie
towarzystwo.
Z poważaniem: twoi rodzice.”
Po pierwsze - raz rodzice Syriusza piszą w pierwszej osobie liczby pojedynczej, raz mnogiej. Tu wypadałoby być konsekwentnym. Oprócz tego, „zresztą nieważne” strasznie zgrzyta. Wyobrażasz sobie, żeby mamuśka Blacka (którą znamy z portretu na Grimmauld Place) tak się wyrażała? Bo ja nie. I coś takiego, to można do koleżanki pisać. Dodatkowo powinno raczej być „plugawcu”.
Poprawność językowa:
Zaczniemy od początku, czyli od interpunkcji. Oto parę przykładów ilustrujących (bardzo lubię to słowo) najczęstsze pomyłki:
* „I jeśli dostanę chociaż jeden list ze szkoły to nie ręczę za siebie.” - zdanie złożone podrzędnie, przecinek po „szkoły”.
* „-Siema stary, jak wakacje??” - spacja po myślniku, „sie ma”, przecinek przed „stary” i jeden albo trzy znaki zapytania.
* „-A co zazdrościsz Rogosiowi?” - spacja po myślniku, przecinek po „co” i „Rogasiowi” (Word sam to poprawia, więc trzeba go pilnować).
* „O jedzenie się nie martwili bo mama Jamesa zaopatrzyła go w wielki zapas słodyczy.” - zdanie złożone podrzędnie, przecinek przed „bo”.
* „mimo chodem” - piszemy razem.
* „Reguluj” - jak się nie pilnuje Worda, to potem takie kwiatki wychodzą zamiast Regulusa.
* „Agrusie” - Argusie.
* „wyglądali jakby ktoś odwołałby im Boże Narodzenie” - „odwołał”.
* „ale zawsze kończyli z kwitkiem.” - moim zdaniem wyrażenie to brzmi: „być odsyłanym/odprawianym z kwitkiem”.
* „poprosił Slughorn, aby go o coś zapytać.” - Slughorna.
* „Co wam w ogóle do łbów szczeliło?” - strzeliło.
* „szyji” - szyi.
Wulgaryzmy, idiotyzmy, słowotwórstwo::
* „Nagle z trybun rozległ się aplaustyczny szum.” - przypuszczam, że „szum aplauzu” byłby tutaj zdecydowanie lepszy.
* „ „Łatwizna” pomyślał, bo na pozycji szukającego grał McCain, Ślizgon, który do drużyny trafił chyba przez przypadek, bo nie odróżniał kafla od tłuczka. Bez problemu trafił za każdym rzutem.” - z tego, co piszesz, wynika, że McCain był jednak obrońcą.
Podsumowanie:
Że oklepany temat, to trudno. Dałoby się to przeżyć, gdybyś coś nowego w tej kwestii powiedziała. A ja tu niczego takiego nie widzę. Psikusy i imprezy? No litości. Nie każę Ci oczywiście przekazywać w tym opowiadaniu głębokich i filozoficznych treści, ale ciekawszy pomysł by się przydał. Ja osobiście ziewałam. Pisanie tak sobie, dla przyjemności, nie jest złe, ale mnie znudziłoby się w pewnym momencie wymyślanie coraz to nowych dowcipów i sposobów znęcania się nad Snapem.
Kiepskie.
[Powrót] Komentuj