Ocena nr 184 - Mhroczna An-Nah ocenia "Hermiona and Draco" >> 28.12.08 o 12:22
Żyję, nie umarłam. Nie mam nic na swoje usprawiedliwienie.
Hermiona and Draco
Pierwsze wrażenie:
Pierwszy raz czeka mnie dzieło poświęcone tej parze... Miałam za to do czynienia z wieloma ocenami podobnych dzieł i znam ich generalny przebieg. Hmmm, nie uważam, by Draco i Hermiona byli dla siebie stworzeni, generalnie prawdopodobieństwo takiego parringu jest znikome... ale kto wie? Do tekstu podchodzę ostrożnie i sceptycznie, ale bez uprzedzeń.
Szkoda tylko, że autorka nie postarała się i nie wymyśliła jakiegoś ciekawego tytułu. Ile już opowiadań nazywało się „Draco i Hermiona”, „Hermiona i Draco”, „Draco Hermiona Love”, „Hermiona Loves Draco” czy podobnie? Po pewnym czasie wszystkie te tytuły zlewają się w jedno. Dobry tytuł przyciągnie czytelnika i udowodni, że autor ma pomysł i ambicje. Zaczynam się bać, że ty ich nie masz.
Wygląd:
Poprzedni szablon był przerażający – fotomanipulacje przedstawiające Draco i Hermionę były paskudne. Może ty tego nie zauważyłaś, ale widać było dysproporcje między głowami bohaterów, a ciałami, na które te głowy zostały naklejone. Głowy nastolatków na ciałach dorosłych ludzi zazwyczaj wyglądają koszmarnie. Niestety, miłośnicy pary Draco/Hermiona mają tendencje do tworzenia takich dzieł. Te nie były najgorszymi, jakie widziałam, ale i tak raziły w oczy. Obecny szablon jest lepszy, choć jak na opowiadanie kolumna z tekstem jest zdecydowanie za wąska. Za to zdjęcia i kolorystyka dobrane ładnie, pattern w tle stonowany i właściwie nie mam za bardzo się czego czepiać. W dziale ”o mnie” opisy i zdjęcia bohaterów – zamiast charakterystyki wplecionej w tekst?
Fabuła:
Nic odkrywczego – Hermiona zostaje w Zakazanym Lesie napadnięta przez Śmierciożerców, Draco jakimś cudem udaje się przekonać ich by jej nie zabijali (I naprawdę nie wiem, jak Voldemort się na to zgodził)... Potem oboje zbliżają się do siebie, zwłaszcza po śmierci ojca dziewczyny i obojga rodziców chłopaka. Gdzieś w tle Harry szuka Horcruxów, ale Ty nawet nie próbujesz zgłębiać tego wątku, wojna, walka z Voldemortem wydaje się nie interesować Cię w ogóle. Chcesz napisać romans – ok, mnie jednak ten romans nie przekonał. Nie wątpię, że o tej parze da się napisać coś ciekawego, Twoje dzieło jednak ciekawe niestety nie jest. Jeden wątek wydaje się mieć potencjał – chodzi mi o rodzinne tajemnice Blacków i dziadka Narcyzy, ale to, czy będzie ciekawy zależy tak naprawdę tylko od ciebie. Za to pomysł z zamknięciem Draco i Hermiony w chatce Hagrida uważam za głupi – po pierwsze, nie wierzę, że McGonagall zgodziłaby się, by dwójka uczniów, zwłaszcza tych konkretnych uczniów, różnej płci zamieszkała razem – ryzyko tego, że takie coś skończy się czyjąś śmiercią albo niechcianą ciążą jest zbyt wielkie, żaden nauczyciel nie zdecydowałby się go ponieść. Dodatkowo jest to zabieg fabularnie oklepany i wykorzystany już wiele razy.
Reasumując: na tych dwudziestu pięciu stronach opowiadania nie napisałaś nic, co mogłoby mnie zainteresować, wzruszyć lub przekonać, że Draco i Hermiona są dla siebie stworzeni. fabuła nie broni się ani jako fan-fiction, ani jako romans.
Postaci:
Na pierwszy plan wybijają się oczywiście
Hermiona Granger i
Draco Malfoy. Ich zachowanie nie różni się zbytnio od tego, co zdążyłam usłyszeć na temat tego typu opowiadań. Draco, zauważywszy, że Hermiona stała się piękną młodą kobietą zaczyna ją molestować seksualnie (bo inaczej tego nazwać nie można), dziewczyna zaś, zamiast dać mu w twarz, co bardziej pasowałoby do kanonicznej Hermiony, biernie mu na to pozwala. Potem oboje zaczynają zbliżać się do siebie – i tu należy się autorce odrobina uznania, bo śmierć rodziców rzeczywiście jest odpowiednim bodźcem do zmiany w psychice i szukania pocieszenia u osób, które przeżyły to samo. Za to nie podoba mi się to, że zupełnie pominęłaś uczucia Hermiony do Rona – poszłaś w ten sposób na łatwiznę i zaszkodziłaś kanoniczności postaci.
Wiele więcej na temat charakterów głównych bohaterów nie jestem w stanie powiedzieć. Hermionie brakuje jej zdecydowania i zapału do nauki, trudno mi też wyobrazić ją sobie przy robótkach ręcznych (Kto by marnował przeznaczony na naukę czas na robienie jakichś bransoletek?). Draco ma tendencję do przeistoczenia się w ckliwego amanta. Żeby napisać wiarygodny romans – zwłaszcza w wypadku tak niekanonicznej i mało prawdopodobnej pary jak ta – trzeba wgłębić się w psychikę postaci, co tobie w ogóle nie wyszło. Owszem, próbujesz, przytaczasz przemyślenia bohaterów, ale są one dość płytkie. Bohaterowie zbyt szybko zmieniają swoje wzajemne stosunki, dodatkowo są zbyt przewidywalni. Brak im życia.
Pozostałe postaci przewijają się w tle.
Harry’ego prawie w ogóle nie ma,
Ron i
Ginny - cóż, są, ale zachowują się bardziej jak papierowe figurki, niż jak pełnoprawne postaci.
Emily to wcielenie stereotypu „złej narzeczonej, która nawet nie kocha głównego bohatera, która nie kocha go i dodatkowo zdradza” – nie ma osobowości, głębi i do pełni blogowego stereotypu brakuje jej tylko różowego ubrania. Śmierciożercy i Voldemort zachowują się jak własne karykatury. Właściwie o większości postaci mogę powiedzieć, że są płaskie i bez życia.
Dodatkowo
Lucjusz Malfoy w twoim wykonaniu nie popisuje się inteligencją, przychodząc do Hogwartu i oznajmiając, że Narcyza zginęła, wykonując misję dla Voldemorta.
McGonagall też nie jest wiele mądrzejsza, pomysł zostawienia Draco i Hermiony w Zakazanym Lesie gdzie jakiś czas wcześniej mieli swoją siedzibę Śmierciożercy jest po pierwsze nie w jej stylu, po drugie po prostu głupia. I nie ważne, że Voldemort został pokonany – kto wie, czy jacyś jego zwolennicy nie ukrywają się nadal?
Właściwie jedynie tajemniczy mugol jest postacią, która mogłaby być ciekawa.
Świat przedstawiony
Nie znalazłam. Niby Hogwart, niby Zakazany Las, niby chatka tajemniczego mężczyzny... A właściwie nic, zupełnie nic. Zero opisów, zero realiów.
Zgodność z kanonem
Postaci nie zachowują się kanonicznie – ale problem w tym, że właściwie w ogóle się nie zachowują, co wyszczególniłam już powyżej.
Draco po szóstym tomie opuścił Hogwart – wiem, że nie było ci to na rękę, ale nie uwiarygodniłaś wystarczająco jego obecności w szkole.
Dementorzy stanęli po stronie Voldemorta, dlatego sprowadzenie choćby jednego z nich na egzekucję byłoby niemożliwe. Zresztą samo wydanie i wykonanie wyroku na Lucjuszu budzi moją wątpliwość – wszystko „od ręki” załatwia Minister Magii. Gdzie Aurorzy, aresztowanie, Wizengamot, proces? Czyżby wśród Czarodziejów nagle zapanowała dyktatura?
Wątpliwym wydaje mi się to, że dwoje uczniów mogło tak po prostu wyjechać sobie na wycieczkę w czasie roku szkolnego.
Sposób prowadzenia narracji:
Trzecioosobowa
Styl:
Właściwie trudno tu o stylu mówić. Choć co jakiś czas widzę jakąś nie zapadającą w pamięć próbę opisu, zazwyczaj zakładasz, że czytelnik wygląd miejsc i postaci zna z książek czy filmów. Niby prawda, ale przez takie myślenie opowiadanie traci walory estetyczne.
Zdania proste i suche, klimatu nie ma, dialogi drewniane – wszyscy bohaterowie wyrażają się tak samo, ty zaś niemal w ogóle nie opisujesz, co robią, mówiąc. Przypatrz się kolegom i koleżankom na przerwie – zobaczysz, że ludzie rozmawiając robią wiele innych rzeczy – gestykulują, odgarniają włosy, poprawiają ubranie lub okulary, rozglądają się. Dodatkowo ludzka mimika może wiele powiedzieć o postaci, o jej aktualnym stanie emocjonalnym czy nawet osobowości. Każdy ma też inny sposób mówienia. Zwróć na to uwagę, bo póki co w Twoim opowiadaniu dominują naprawdę kiepskie dialogi, przeplatane sucha narracją i przemyśleniami postaci.
Słownictwo masz bardzo ubogie.
Parę razy zdarza ci się używać dość oklepanych frazesów, jak na przykład tutaj:
Lecz czy tak naprawdę było? Miłość przychodzi powoli. Daje się poznać. Dopiero po dłuższym czasie, możemy stwierdzić, że to ona. Na razie na tym etapie jest ciężka do odkrycia.
I kilka błędów stylistycznych:
Całą czwórkę z zamyśleń wyrwał dźwięk łyżeczki, która obijając rytmicznie o kielich profesor McGonagall wydawała charakterystyczny dźwięk „Całą trójkę z zamyślenia wyrwał dźwięk łyżeczki, którą profesor McGonagall uderzała rytmicznie o kielich” – powtórzenie słowa „dźwięk” jest tu zbędne, podobnie jak zaznaczenie, że był on charakterystyczny. Możesz za to nazwać ten dźwięk: brzdęk, dzwonienie...
Ale ona była dla niego taka nieziemska. Doskonała w „tych” sprawach. Jeśli już chcesz pisać o seksie, nie używaj sformułowań typu „te sprawy”, „wiadomo co”, „TO” i tym podobne. To infantylne eufemizmy, używając ich wychodzisz na nastolatkę, która chciałaby, ale się boi. Wiem, że o seksie pisze się trudno, zwłaszcza w młodym wieku – jeśli nie umiesz poradzić sobie z tym tematem, po prostu nie pisz. Ale jeśli ci zależy, unikaj takich eufemizmów. Lepiej powiedzieć bardziej wprost: „była dobra w łóżku” albo nawet „doskonale znała Kamasutrę” – to nie jest nic wulgarnego ani obrzydliwego, a brzmi o wiele naturalniej.
W kącie dostrzegła śpiącego Rona, na wielkim, czerwonym fotelu. „W kącie dostrzegła śpiącego na wielkim, czerwonym fotelu”.
Nawet Hermiona, której nie wdał się zimowy klimat, „nawet Hermiona, której nie udzielił się zimowy nastrój”
O dziwo, nie spotkał tutaj samej pani profesor, ale w towarzystwie swojego ojca. „O dziwo, spotkał panią profesor nie samą, lecz w towarzystwie swojego ojca”.
Poprawność językowa:
Nie jest fatalnie, choć nie jest też dobrze.
Naduzywasz zaimków dzierżawczych – generalna zasada jest taka, że jeśli można ominąć zaimek dzierżawczy bez szkody dla zrozumienia zdania, należy to zrobić. Piszesz liczby cyframi – w opowiadaniach powinno się pisać je słownie. Robisz wiele powtórzeń, a i twoja interpunkcja nie należy do mistrzowskich.
Zdecydowanie wspięła się na jego idealnie wyrzeźbiony tors. Na jego ustach złożyła soczysty i namiętny pocałunek. - dwa razy „jego”. W pierwszym zdaniu proponuję zmienić na „na idealnie ukształtowany tors chłopaka”.
Eliksiry o dziwo odbyły się bezstresowo, aż do czasu. „odbywały się bezstresowo”. Użycie czasownika dokonanego sugeruje, że nic nie zakłóciło przebiegu lekcji – tym czasem przecież stało się coś wręcz przeciwnego.
odjąć 10 punktów dla Gryffindor'u Po pierwsze: „dziesięć”. Po drugie „odjąć dziesięć punktów Gryffindorowi”.
natrafiła na te okropne ziele. „to ziele”
nagle usłyszała jakieś dziwne dźwięki.. Dźwięki raczej czarodziejów, bo nie mugolów. Po pierwsze „mugoli”. Po drugie, nie bardzo rozumiem, czym miałyby charakteryzować
napewno „na pewno”
Hermiona nienawidziła go całą sobą. lepiej „nienawidziła go całą swoją osobą”
Z każdą sekundą traciła świadomość, co się z nią dzieje „Z każdą sekunda traciła świadomość” albo „Z każdą sekundą traciła świadomość tego, co się z nią działo”
- Draco! – powiedziała stłumionym okrzykiem. Nie wiem, jak można powiedzieć coś stłumionym okrzykiem. Można natomiast wydać z siebie stłumiony okrzyk.
Popatrzył na młodą kobietę i pogładził po ramieniu. „(...) pogładził ją po ramieniu”
Hogwart’cki „hogwarcki”
nie ręcze za siebie. „nie ręczę”
Teraz Harry, znikł. bez przecinka
Tylko wlepionym wzrokiem patrzyła przed siebie. Nie wiem, jaki to jest „wlepiony wzrok”. Może być najwyżej wzrok „wlepiony w coś” (np. ścianę, przestrzeń itp.)
powiedziała na obchodne „na odchodne”
- A w ogóle, to naucz się pukać! – dodała, po czym stwierdziła że owego chłopaka już nie ma. „owego” zupełnie zbędne.
Ona zaś, rozglądała się we wszystkie strony, ślepym wzrokiem Oba przecinki są zbędne
Mimo iż prof. McGonagall próbowała przyciszyć sprawę, wciąż nabierała ona rozgłosu. Wciąż była tematem tabu. Temat tabu to temat, o którym się nie mówi, tak więc oba zdania wykluczają się nawzajem. Dodatkowo „profesor”.
zaczął długą historię o swoim życiu „historię swojego życia”
dziewczyna zwiła się z bólu. „zwinęła się z bólu”
I znalazłam tez bardzo paskudny błąd w komentarzach odautorskich:
nie chcem, zeby wszystko „nie chcę”. Mam nadzieję, że nie piszesz tak normalnie?
Wulgaryzmy, idiotyzmy, słowotwórstwo::
O głupocie pomysłu zostawiania dwójki uczniów sam na sam i konsekwencjach, jakie powinni mieć na uwadze nauczyciele już pisałam.
Ciekawa jestem, co było matce Hermiony. Depresja, załamanie nerwowe nie są aż tak groźne dla życia, by od razu wzywać pogotowie, a i leki uspokajające spokojnie mógł podać kobiecie kto inny, niekoniecznie lekarz.
Podsumowanie:
Opowiadanie jest bardzo słabe. Nie broni się ani jako fanfic, ani jako romans. Nic odkrywczego, fabuła przewidywalna, bohaterom głównym brak głębi i wiarygodności, drugoplanowi w ogóle pozbawieni są osobowości. Styl kiepski. Nie jest fatalnie, czytałam to opowiadanie bez zażenowania, nie rozpaczałam nad jego głupotą – a jedynie nad przytłaczającą papierowością i nijakością. Czytało się je bardzo ciężko. Dlatego
Dla Odważnych. Moja rada? Zastanów się nad tym, co chcesz powiedzieć czytelnikom. Nad wiarygodnością twoich bohaterów, ich motywacją, zachowaniem, sposobem mówienia i przede wszystkim nad wiarygodnością ich związku. Nad światem w którym rozgrywa się akcja Twojego dzieła. Czytaj jak najwięcej – to pozwoli ci rozwinąć styl. Niezależnie od tego, czy zdecydujesz się kontynuować to opowiadanie, czy też zechcesz pisać co innego – życzę powodzenia na przyszłość.
[Powrót] Komentuj