Ocena nr 183 - Nieopisana Mirveka ocenia "Anne Riddle" >> 28.12.08 o 12:21
Anne Riddle
Pierwsze wrażenie
Anne Riddle? O córka Voldemorta! Zawsze chciałam coś przeczytać w tym temacie. A jednak nie, nie córka, tylko siostra. Też ciekawie.
Wygląd
Layout bardzo ładnie zrobiony, choć dla mnie jest na nim zbyt dużo szczegółów. Na rysunku dziewczyna ubrana w białą suknię leży, zaś na jej twarzy maluje się, jak dla mnie, zrezygnowanie. Dwa gify wstawione w graf animują deszcz padający za oknem (co według mnie, można było sobie podarować), oraz łzy cieknące po twarzy postaci. Na dole kawałek tekstu "My Immortal" Evanesscence oraz wtopione w grafikę słowa "ALONE BROKEN HEART LONELY SOUL I WATING FOR YOU". "Och, jakie to tragiczne!" – chciałoby się rzec. Czcionka, której użyto, mimo że drobna, nie przeszkadza w czytaniu. Menu zaś ładnie rozwiązanie, a czerń i odcienie szarości ładnie się komponują. Czysto i estetycznie.
Fabuła
Na początku poznajemy niejaką Anne, która została okrutnie doświadczona przez los. Mając zaledwie kilka lat straciła pamięć i dostała się pod opiekę okrutnego i sadystycznego mężczyzny, który nic tylko pił i bił ją. Ona zaś musiała pracować za niego na farmie. Wszystko zmienił pewien list, przyniesiony przez sowę. Oto Anne została przyjęta do szkoły magii i czarodziejstwa Hogwart. Oczywiście, mężczyzna z którym mieszka jest temu przeciwny, lecz jego protesty kończą się dość szybko. Anne, poczuwszy, że ma wreszcie szansę się uwolnić, w napadzie złości używa swego magicznego daru i zabija swego niedawnego opiekuna. Nie tracąc wiele czasu pakuje się i wyjeżdża.
Następnie akcja przeskakuje już do samej szkoły. Mamy scenę, w której Anne rozmawia z Tiarą Przydziału. Magiczny przedmiot mówi jej "Posiadasz dość dużą moc, trzeba tylko odpowiednio ją rozwinąć, pamiętaj o tym!" Od następnych scen toczy się normalne, uczniowskie życie. Co pewien czas jego spokojny rytm przerywają głównej bohaterce nagle powracające wspomnienia, które w większości przypadków kończą się wylądowaniem w skrzydle szpitalnym. Po pewnym czasie pojawia się zaczątek wątku miłosnego, lecz zaledwie dwie sceny kończą się szybko i nie są więcej wspominane. Wątek właściwie się urywa.
Problemy zaczynają się, gdy koleżanka z roku, Bellatrix, proponuje Anne przyłączenie się do zwolenników Czarnego Pana. Bohaterka rozmyśla co pewien czas o tej propozycji i pod koniec roku szkolnego decyduje się pojechać we wskazane miejsce. Miejscem tym okazuje się, jeśli dobrze zrozumiałam, stara posiadłość rodziny Riddlów. Tam pewna czarownica z blizną na twarzy uczy Anne oraz paru jej znajomych ze szkoły okulmencji. Właściwie spokojny pobyt na tak nietypowym" obozie szkoleniowym" przerywa nieprzyjemne wydarzenie.
Pewnej nocy posiadłość odwiedza Sami-Wiecie-Kto, zaś jego obecność odkrywa jedynie Anne. Czarny Pan tej nocy postanowił pokazać jednemu ze swych popleczników, że nie jest skłonny do wybaczania błędów. Gdy tylko dziewczyna zrozumiała, że została zauważona, uciekła co sił w nogach. Nikt więcej nie zdawał się zauważyć obecności nocnego gościa, lecz z niewiadomych powodów, następnego dnia szkolenie zostaje zakończone. Przyszli śmierciożercy dostają nakaz udania się do domów.
I tu opowiadanie się urywa. Autorka zadeklarowała poważny brak chęci i weny, oraz obietnicę powrotu do losów Anne Riddle.
Szczerze powiedziawszy, po skończeniu ostatniej notki miałam duży problem z przypomnieniem sobie, poprzednich części. Może to wina suchego stylu, ale opowiadanie dłużyło mi się koszmarnie, co zresztą widać po terminie oddania oceny. Sam początek wydaje mi się tandetny. Dlaczego to Anne musiała mieć tak tragiczne dzieciństwo? A jeśli już, dlaczego zupełnie tego po niej nie widać? Właściwie jaki cel ma dorabianie bohaterce tak traumatycznych przeżyć? Szkolna część też wypada słabo. Właściwie poza propozycją przyłączenia się do popleczników Sami-Wiecie-Kogo, nie dzieje się nic ciekawego. Zostałam uraczona mnóstwem dialogów, z których właściwie nic nie wynikało. Tajemniczy wyjazd przyniósł nadzieję, na rozkręcenie się akcji. Niestety nadzieje to płonne, bo całe szkolenie dziwnie przypomina mi dni, które Anne spędziła w murach szkoły.
Postaci
Anne Riddle – Główna bohaterka. Jak się potem okazuje – przyrodnia siostra Toma Riddle. Przyrodnia, bo po ojcu, tak więc z rodem Salazaara nie mająca wiele wspólnego. Mimo, iż jest główną bohaterką, Anne nie wyróżnia się niczym szczególnym. Tiara przydziału wspominała o wielkiej mocy drzemiącej w Anne, niestety nie widać tego. Tragiczne dzieciństwo nie odbiło się w żaden sposób na jej psychice. Tak samo fakt, iż zabiła. Jest to naprawdę spore niedociągnięcie. Morderstwo, nawet najbardziej znienawidzonej osoby, nie może pozostać bez zmian na ludzkiej psychice. Obcowanie ze śmiercią jest zawsze ogromnym przeżyciem, szczególnie dla dziecka. Gdzie wyrzuty sumienia? Koszmary senne? Dlaczego zgodziła się przystąpić w szeregi Smierciożerców wciąż pozostaje zagadką. Wszak nie wierzy w idee. jakie przyświecają zwolennikom Czarnego Pana. Tym bardziej, że sama Anne jest przecież szlamą. Czytając perypetiach Anne, właściwie nie dowiedziałam się o niej niczego. Co lubi, czego nie, z jakich przedmiotów jest dobra, nie wiem co ceni w innych, ani nawet co myśli o własnym darze i czarodziejskim świecie. Jak na głównego bohatera, postać ta jest mocno niedopracowana.
Reszta bohaterów ginie w tle właściwie nie wiele wnosząc do fabuły. Szkolne koleżanki Anne zdają się być potrzebne tylko po to, by bohaterka miała z kim prowadzić dialogi. Oprócz tego nie robią nic.
To czego poważnie mi brakuje, jest reakcja nauczycieli na nazwisko Anne. Wszak niektórzy członkowie grona pedagogicznego znali Voldemorta za jego szkolnych czasów. Znali więc również jego prawdzie imię i nazwisko. Nauczyciele albo cierpią na sklerozę, albo są naprawdę znakomici w ukrywaniu swych uczuć. Co na to Dumbledore? Nic, dyrektor pojawia się raptem w jednej scenie.
Świat przedstawiony
Hogwart i okolice. Niewiele w opowiadaniu przewija się magii, zaś życie uczniów jest koszmarnie nudne. Anne nie zwraca uwagi na otaczające ją wspaniałości zamku, pojawiające się sporadycznie opisy są wyprane z jakichkolwiek uczuć. Czytając to opowiadanie, miałam wrażenie, że Hogwart jest wielką, ponurą twierdzą, pełną milczących uczniów, surowych nauczycieli, gdzie zimnym wiatr hula po korytarzach. To z pewnością nie jest Hogwart jaki znam z książek pani Rowling.
Zgodność z kanonem
Nie jest źle. Uczniowie noszą szaty, o czym wielu autorów zupełnie zapomina.
Z tego co pamiętam, w Hogwarcie nie ma dzwonków na koniec lekcji.
Znowu szlama w Slytherynie. Salazaar raz kolejny przewraca się w grobie.
Voldemort dający komuś wybór? Jak dla mnie jeśli Sami-Wiecie-Kto składał propozycje brzmiała ona mniej więcej w ten sposób "służysz mi lub giniesz". I nie było czasu do namysłu.
Sposób prowadzenia narracji
Trzecioosobowy, z narratorem wszechwiedzącym. Czas przeszły stosowany konsekwentnie, nie jest źle. Największy problem stanowiły dla mnie częste przeskoki w akcji oraz powracające wspomnienia Anne. Te ostatnie wprowadzane są nagle bez żadnego uprzedzenia, tak, że nieraz dopiero po kilku zdaniach orientowałam się, że oto umysł bohaterki cofnął się w czasie.
Styl
Bardzo suchy. Narracja w stylu "poszła – zrobiła", choć w ostatnich notkach jest już nieco lepiej. Treść składa się głównie z dialogów, zaś opisy, o czym już pisałam, są wyprute z wszelkich emocji. Opowiadanie czytało mi się bardzo ciężko i powoli. Dobra rada – wprowadź więcej opisów. Dają one pewna alternatywę dla dialogów, pozwalają pokazać nastrój bohatera i pomagają czytelnikowi poczuć tworzony przez Ciebie świat.
Poprawność językowa
Kilka drobnych literówek i jeśli było coś więcej, to przede mną uciekło.
Wulgaryzmy, idiotyzmy, „słowotwórstwo”
W opowiadaniu zauważyłam parę drobnych wpadek.
Ja rozumiem, ze można mieć przebłyski dawnych wspomnień, ale własne narodziny? Zbyt naciągane, nawet jak na świat Harry'ego Pottera.
Złamanie żebra to bardzo niebezpieczna kontuzja. Łatwo może skończy się niemożnością samodzielnego oddychania, a już z pewnością mówienie sprawia wtedy ogromny wysiłek i ból. Skoro miało to być "nic poważnego" proponowałabym złamanie zamienić na stłuczenie.
Skąd Anne znała prawdziwe imię Sami-Wiecie-Kogo? I skąd, skoro miała amnezję, znała swoje?
Dziwi mnie dlaczego Anne, skoro w każdej chwili mogła zabić swojego opiekuna, nie zrobiła tego wcześniej.
Podsumowanie
Nie jest źle. Nie jest też szczególnie dobrze. Suchy styl, bohaterowie potraktowani po łebkach, mało wciągająca fabuła. Za to błędy były sporadyczne, ogólna logika i ciąg przyczynowo-skutkowy został zachowany. Opowiadaniu również nie można zarzucić, iż mogłoby się obejść bez magii i Hogwartu, gdyż wątek popleczników Sami-Wiecie-Kogo jest bardzo ważny dla tej historii. Sama treść jednak nie wyróżnia się niczym szczególnym. Moja rada: popracuj nad opisami i dobrze przemyśl bohaterów. Spróbuj nadać im jakieś charakterystyczne cechy i upodobania. Daję
Średnie i zobaczymy, co będzie dalej.
[Powrót] Komentuj