Ocena nr 182 - Meadager Szalona ocenia "Tokio Hotel opo" >> 28.12.08 o 12:18
Tokio Hotel opo
Pierwsze wrażenie
Hm, czyżbym cieszyła się pewnym zaufaniem, jeżeli chodzi o ocenianie blogów o Tokio Hotel? Nie jestem pewna, czy na to zasłużyłam. A na ten obrazek niedawno natknęłam się na Deviancie, co zostało uczciwie zaznaczone. Byłby dobrą ilustracją Vivaldiego…
Aha, nie znoszę słowa OPO.
Wygląd
Błękitno, czyli – jak się później okaże – grafika utrzymana w ulubionym kolorze głównej bohaterki. Na głównej ilustracji widzimy drzewo, prezentujące na sobie wariację na temat wszystkich czterech pór roku jednocześnie. Wszystko bardzo ładnie, tyle że całość nie jest specjalnie związana z tematyką, może wyjąwszy cytat z piosenki Bryana Adamsa, którego twórczość ma w opowiadaniu swoje, dość ważne, miejsce. Połączenie niebieskiego tła, jasnozielonej czcionki, ciemnoróżowych linków i żółtych „innych” tworzy bardzo ładny efekt wizualny, tym bardziej, że zbieżny z kolorystyką rysunku, ale czcionka jest dla mnie zdecydowanie zbyt mała i zlewa się z resztą. Poza tym mylog umożliwia wyjustowanie tekstu, więc nie powinien się on tak strzępić z prawej strony.
Ulubione są w formie linków, więc nic nie straszy, nic nie mruga. Generalnie szablon bardzo przyjemny.
Fabuła
Kiedy Agnes, wielka fanka zespołu Tokio Hotel, wygrywa w konkursie bilety na koncert, zabiera na niego ze sobą swoją najlepszą przyjaciółkę, Margo. Chociaż Margo przeciwnie – specjalnie za ich muzyką nie przepada, to jednak decyduje się jechać. Oczywiście, jako główna bohaterka opowiadania, szybko pakuje się w kłopoty, kiedy poszukując toalety, myli drogę (tradycyjne kobiece problemy ze stronami) i dociera do pomieszczeń służbowych, gdzie natychmiast wpada na Gorga, jednego z członków zespołu. Zaraz potem ma również problemy z natrętnym ochroniarzem, a uciekając przed nim, wpada w kulisy i tam ma okazję zaprezentować się już zespołowi w pełnym składzie, jednak to dopiero początek jej przygód. Już po koncercie Margo i Agnes szczęśliwym trafem dostają się na imprezę organizowaną przez TH. Podczas tego wieczoru Tom, największy spośród całej czwórki playboy, przyjmuje zakład, że rozkocha w sobie na zabój dowolną wskazaną pannę. Akurat pada na Margo. Dziewczyna początkowo raczej sceptycznie przyjmuje jego zabiegi, ale z czasem zmienia zdanie. Problem w tym, że Tom również…
Od tego miejsca rozpoczyna się seria wspólnych imprez, kiedy po koncercie w Polsce, Tokio Hotel postanawia wpaść na kilka dni do Olsztyna, rodzinnego miasta dziewczyn, a następnie one przy każdej okazji wylatują do Niemiec. W tej części zaroiło się od pijatyk i humoru ze zdecydowanie najniższej półki, z budzeniem przez podsuwanie pod nos butów, konkursami bekania i… napełniania kieliszków wydzielinami z dróg oddechowych, przy którym to fragmencie szczerze i absolutnie wysiadłam, pewna, że sama będę musiała nawiedzić toaletę. Zabrakło mi za to zdecydowania obecności rodziców. Może niekoniecznie dlatego, iż mogliby mieć cokolwiek do powiedzenia albo chociaż mogłoby im się nie spodobać wykładanie pieniędzy na kolejne wojaże córek, ale po prostu dlatego, że to dość dobry wątek w tego typu opowiadaniach. Kiedy rodzice wreszcie się pojawiają, zachowują się dość niemrawo lub absurdalnie. Brakowało mi też całej tej komercyjnej machiny, jaka z natury rzeczy musi stać za takimi zespołami, jak TH. Żadnych menadżerów, ochroniarzy, raptem kilka fanek… Chłopcy robią sobie nagłe wakacje w czasie trasy koncertowej nikogo o tym nie informując, a kiedy wędrują sobie w środku dnia przez centrum Olsztyna, jakoś nie budzi to żadnej sensacji. Ja oczywiście rozumiem, że Polska jest zawsze trochę do tyłu, ale liczba blogów o TH chyba o czymś świadczy. Naprawdę jest możliwe, aby nikt niczego nie zauważył i nie doniósł prasie?
Tyle jeżeli chodzi o pierwszą połowę opowiadania, reszta prezentuje się o wiele gorzej. W którymś momencie stwierdziłaś, że nie masz więcej pomysłów i rozsądniej było chyba w tym miejscu skończyć. Próbujesz na siłę udramatyzować opowiadanie, które wcale tego nie potrzebuje, przynajmniej nie w takim stopniu. Najpierw Margo z artykułu w „Brawo” dowiaduje się o zakładzie Toma. W lipcu, kiedy całe zdarzenie miało miejsce w lutym. Czy naprawdę jakakolwiek redakcja czekałaby z rewelacjami tak długo, zapobiegawczo zatrzymując je na sezon ogórkowy? Następuje wielka awantura, po której Margo wraca do Polski i zajmuje się cierpieniem z przerwami na kłótnie, kiedy Tom od czasu do czasu przylatuje do niej, aby, na przykład, zaśpiewać pod jej szkołą piosenkę Bryana Adamsa – w ramach przeprosin, bo zdążył ją szczerze pokochać. Następnie Tom zostaje pchnięty nożem, za co jego matka obwinia Margo. W pewnej chwili poprosiłaś czytelniczki o poddawanie pomysłów i wykorzystałaś najbardziej absurdalny z nich. Nie rozumiem, jak ktokolwiek mógłby obwiniać olsztyniankę za to, że ktoś w Niemczech został napadnięty na ulicy. Osobiście stawiałabym, że zwyczajnie nie lubi Tokio Hotel. W dalszym biegu zdarzeń Margo próbuje popełnić samobójstwo, czego potem chyba próbuje też Tom, kiedy wypija jej szampon do włosów, chyba że to dowód miłości. Następnie oboje szukają sobie nowych partnerów, chociaż wciąż się kochają, ale nie potrafią dogadać. Wreszcie Simon, nowy chłopak Margo, robi jej rozbieraną sesję zdjęciową, której efekty umieszcza na internecie. Tego już było odrobinkę za dużo.
Postaci
Listę otwiera naturalnie
Margo B*****, być może jakaś krewna słynnej ukochanej Mickiewicza, M***. Nikt nie wymaga od autora podawania nazwisk wszystkich bohaterów. Jeżeli nie miałaś życzenia wymyślać żadnego dla swojej bohaterki, nie musiałaś. Zabiegi z gwiazdkami są dla mnie osobiście dziwaczne. Margo poznajemy w drugiej klasie liceum, jest dość dobrą uczennicą i interesuje się siatkówką. Dziewczyna jest szatynką o niebieskich oczach, co jest podkreślane przy każdej nadarzającej się okazji. Początkowo nie lubi Tokio Hotel, przedkładając nad nich Bryana Adamsa czy ścieżkę do filmu „Dirty Dancing 2”. Wydała mi się dziewczyną dość zadziorną i konkretną, ale około siódmego odcinka gwałtownie zmieniła osobowość. Zakochuje się w Tomie i nie jest w stanie zająć się niczym innym, poza rozmyślaniem o nim. Moim zdaniem trochę za szybko popchnęłaś ich związek do przodu, nie było prawie żadnych podchodów, wystarczyły raptem kwiatki i miś, a jednak zabawy z uczuciami pochłaniają nieco czasu. Jak to jest możliwe, że w jednej chwili Margo kompletnie nie wierzy w szczerość intencji Toma, a już za moment patrzy na niego z rozmarzeniem i przyznaje się do zauroczenia? Z kolei wraz z kolejnymi nieszczęściami pozbawiasz ją sukcesywnie osobowości, kiedy nie może się na niczym skupić, tylko rozpacza albo snuje pseudopoetyckie rozmyślania. Nie wspominając już o nieszczęsnej próbie samobójczej, kiedy Margo łyka bez namysłu działkę czegoś, co chwilę wcześniej otrzymała od nieznanego chłopaka. Moim zdaniem przy kreacji Margo nie tyle skupiałaś się na budowaniu prawdopodobnej postaci, ile na tym, aby wpakować w jej życiorys wszystko to, co bohaterce podobnych opowiadań, zdaniem niektórych, zdarzać się powinno.
Z kolei zupełnie inne odczucia budzi u mnie postać
Agnes. Dziewczyna, która z założenia miała być w opowieści trzpiotką i niemądrą blondynką, wyraźnie wymknęła się schematowi i wyrosła na bardzo interesującą postać. Bardzo przypadła mi do gustu jej powoli rozwijająca się przyjaźń z
Billem i wspólne zamiłowanie do Monopolu, tudzież innych gier. To było takie naturalne i… urocze. Nie było żadnych wielkich miłości i tragedii, ale bardzo wprawnie poprowadzony wątek przyjaźni dwojga dziecinnych typów, bardzo do mnie osobiście przemawiający i przekonujący.
Nadeszła pora na członków zespołu, którzy z każdym opowiadaniem coraz bardziej kojarzą mi się z niemieckimi Huncwotami. Z całą czwórką poradziłaś sobie bardzo dobrze, żadnego nie zabrakło, każdy odegrał swoją rolę, chociaż niektórzy mniejszą niż inni. Chłopcy prowadzą życie dość lekkie, od imprezy, do imprezy, z przerwami na próby, koncerty i całą resztę. Wyszli jednak trochę zbyt zwyczajni, jak na mój gust. Czasami można wręcz zapytać, po co byli Ci akurat tacy słynni bohaterowie, a nie zwykli śmiertelnicy – pomijając modę naturalnie.
Tom wyróżnia się spośród kolegów największym stężeniem luzu i tumiwisizmu, cieszy się też największym zainteresowaniem fanek, co skwapliwie wykorzystuje, dopóki nie poznaje Margo. Dziewczynę kocha szczerze, po swojemu, i nie ma pojęcia, jak wybrnąć z brzydkiej historii z zakładem, więc zostawia po prostu wszystko, jak jest. Wyszło dość interesująco, pomijając mój wcześniejszy zarzut, że wszystko dzieje się w tym związku za szybko. Wraz z późniejszą zmianą opowiadania, Tom popada jednak w podobną, udramatyzowaną przesadę, jak Margo i to już jest bardzo naciągane. Zwłaszcza w chwili, kiedy opowiada
Eilin o swojej byłej dziewczynie. Opisuje ją wtedy za pomocą steku, w zamierzeniu wzruszających, banałów, które nie mają żadnego pokrycia w tekście.
W przeciwieństwie do brata,
Bill (który, podobnie jak Agnes, miał być chyba tylko tłem) pokazuje się z coraz lepszej strony. Początkowo dziecinny i lekkomyślny, w odpowiedniej chwili potrafi okazać się dość dojrzałym, aby nieco potrząsnąć bratem, czy też przyznać się do własnych błędów, jeżeli chodzi o jego związek z
Adą. Najbardziej też przejmuje się losem zespołu.
Na koniec chciałabym tylko zwrócić uwagę na wszystkie te czysto polskie imiona, jakie przewijają się w tekście:
Agnes, Kate, Alice, Madlen, Ana. Jeżeli nie podobają Ci się polskie imiona (a przecież brzmią raptem odrobinę inaczej od anglojęzycznych odpowiedników), nie musisz koniecznie osadzać akcji opowiadania akurat w Polsce. Biorąc pod uwagę ilość opisów otoczenia, akcja mogłaby mieć miejsce dosłownie wszędzie.
Świat przedstawiony
Jak wspomniałam, opisowi świata nie poświęcono w opowiadaniu zbyt dużo miejsca. Wiem, że dziewczyny mieszkają w Olsztynie, nie mogę powiedzieć tego samego o miejscu zamieszkania TH. Koncerty i imprezy odbywają się gdzieś, prawdopodobnie w budynkach, ale poza tym nie wiadomo wiele więcej. Miejsca najczęściej charakteryzują hasła w rodzaju:
*** W HOTELU *** *** TUŻ PRZED KONCERTEM *** *** NA PIWKU *** - jest to być może sprytny sposób uniknięcia opisów, ale w opowiadaniu absolutnie niedopuszczalny. Na szczęście z czasem jest tych wybiegów coraz mniej.
Z kolei przy niektórych opisach zauważyłam ciągoty w stronę efektów niemal filmowych:
Dziewczyna zamarła, patrzyła tylko błędnymi oczyma w jeden punkt, telefon z jej ręki w wolnym tempie wyślizgiwał się, aż w końcu upadł na ziemię i połączenie zostało przerwane. Takie coś dobrze wygląda w skrypcie/filmie, ale w tekście opowiadania jest trochę nienaturalne.
Zgodność z kanonem
Nie dotyczy – jeżeli weźmie się pod uwagę moją znajomość biografii, dyskografii i wszelkich innych grafii związanych z TH.
Sposób prowadzenia narracji
Generalnie narrator trzecioosobowy wszechwiedzący, ale kilka razy Autorka uznała za stosowne się wtrącić:
*
Po 4 godzinach (sorry, nie wiem ile trwa lot z Polski do Niemiec) byli na miejscu. - Szczerze mówiąc, ja też nie wiem, ale bynajmniej nie trzeba się do tego przyznawać. Wystarczyło zacząć zdanie „Po przylocie na miejsce…” albo coś w tym stylu.
Raz, zupełnym przypadkiem, wyszedł też całkiem ciekawy przyczynek do problemu ograniczonej wiedzy narratora:
- Co robi blondynka z nosem w trawie? - Tom zadał zagadkę dziewczynie, to wzruszając ramionami dała znak, że nie znam odpowiedzi. - Literówka.
Styl
Styl bardzo prosty i nie urozmaicony, ale generalnie dobry, choć parę wpadek się zdarzyło. Najczęściej kiedy próbowałaś porwać się na bardziej skomplikowane konstrukcje. Przede wszystkim masz problemy z budowaniem zdań złożony, ale tym zajmiemy się w punkcie następnym.
Z absolutnych podstaw, w tekście literackim nie powinny występować emotionki ani skróty. Liczby zapisuje się słownie, a wszelkie zwroty: cię, tobie zawsze z małej litery (z wielkiej występują tylko w listach, jako wyraz szacunku).
Oprócz hasła zastępującego opis miejsca akcji, zdarzało Ci się stosować – nawet nie wiem, jak to nazwać – prawie kabaretowe zabiegi, jak tutaj:
Nagle Agnes przypomniało się, że...
- A! Margo przypomniało mi się, że muszę ci coś powiedzieć! - któreś „przypomniało się” powinno zniknąć.
A na samym początku nawet zapis charakterystyczny dla dramatów:
- Co z tego będę miała? - Liczyła chyba na nagrodę, w końcu za taki wysiłek należy się jakaś nagroda.
Agnes - Satysfakcję! - radośnie krzyknęła Agnes.
Margo nie bardzo zadowolona z odpowiedzi odrzekła.
Margo - Satysfakcji z tego na pewno mieć nie będę, uwierz mi, nie lubię ich.
Zresztą zapis dialogów to osobny problem. Pomijając, że u Ciebie ogólnie jest dość niechlujny, nagminnie brakuje kropek na końcu zdań, a czasem zdania zaczynają się z małej litery, to dialogi przemieniają się w strumień, bez znaków przystankowych. Wypowiedź osoby nie jest tekstem ciągłym. Podział na zdanie wynika z indywidualnego tempa mówienia, przerw na oddech czy też nawyków mówiącego, nie może to zatem wyglądać tak:
- Gdzieś cię już widziałem - Tom zastanowił się przez chwilę - wiem, to ty szukałaś kibla - zaśmiał się. Wypowiedź Toma wyraźnie skalda się z dwóch zdań i powinna wyglądać tak: „- Gdzieś cię już widziałem. - Tom zastanowił się przez chwilę. - Wiem, to ty szukałaś kibla. - Zaśmiał się. Jeżeli komentarz po wypowiedzi dotyczy procesu wypowiadania, po myślniku kontynuujemy zdanie z małej litery. Jeżeli dotyczy dodatkowych czynności wykonywanych w trakcie mówienia, opis musi znaleźć się w osobnym zdaniu. Z kolei jeżeli chodzi o moment wprowadzania wypowiedzi, jak tutaj:
Margo zaczęła się śmiać, odpowiedziała.
- Dobra, to za 10-15 minut pod Eldorado - po „odpowiedziała” nie może wystąpić kropka, ale dwukropek, sygnalizujący przytoczenie.
Równie często pojawiają się zbędne cudzysłowy, w które ujęto zwyczajne stwierdzenia: -
dziewczyna nie odezwała się, oparła głowę o ręce na barierce i słuchała Toma wygrywającego "specjalnie dla niej" tę piękną melodię. O zastosowaniu wszelkich możliwych znaków interpunkcyjnych możesz poczytać w słowniku ortograficznym.
Namiętnie płodzisz kolejne określenia bohaterów, które można by równie dobrze zastąpić zaimkiem:
Margo zaproponowała Tomowi wyjście na miasto, aby mógł ochłonąć i pobyć sam na sam z dziewczyną. - Wyszło na to, że Margo wysyła Toma z jakąś inną dziewczyną. Lepiej brzmiałoby: „Margo zaproponowała Tomowi wyjście na miasto, aby mógł ochłonąć i pobyć z nią sam na sam” albo po prostu „Margo zaproponowała Tomowi wyjście na miasto, aby mogli pobyć sam na sam.” Czasem opisujesz rzeczy, które brzmią dziwacznie, a które można by ująć nieskończenie prościej:
Margo już chciała parsknąć śmiechem, ale jej silna wola nie pozwoliła na to, przygryzła wargi nie pozwalając im przybrać uśmiechniętego wyrazu. Po „to” można postawić kropkę, a resztę zgrabnie przerobić, na przykład: „Przygryzła wargi, nie pozwalając im wykrzywić się w uśmiechu.”
Mieszasz też często, zwłaszcza na początku, czas przeszły z teraźniejszym. Niepotrzebnie mieszasz też do tekstu prozą wstawki prawie poetyckie:
- Zaczekaj - przyciągnął ją do siebie, a jego usta drogę do jej ust znalazły, końcowe dialogi opowiadania przypominają mi przez mgłę cytaty z piosenek.
Poza tym niepotrzebnie podkreślałaś, że, na przykład, koncert Tokio Hotel w Polsce czternastego lutego jest fikcją literacką. Opowiadania z założenia nią są i nikt nie zamierza Cię z tego rozliczać.
Poprawność językowa
Język polski może jakoś ekstremalnie nie ucierpiał, ale błędów robisz sporo – chociaż i tekstu nie jest mało.
Interpunkcja na początek:
Przecinki stawiasz tylko w miejscach najbardziej podstawowych, z kolei prawie wcale nie rozdzielasz nimi zdań złożonych - ani współrzędnie, ani podrzędnie:
*
Jakbym wygrała pojechałabyś ze mną? - przecinek po „wygrała”.
*
Przecież mówiłam żebyś poszła na lewo! - przed „żeby” zawsze przecinek, podobnie przed „gdy” i „kiedy”:
Dopiął swego, Margo nie cierpiała gdy ktoś patrzał na nią w czasie kiedy ona jadła. oraz bardzo często przed „jak”:
Powiedz mi jak to jest.
*
Tom nie wiedział o co chodzi - przecinek po „wiedział”.
*
Margo jej dobra koleżanka mimo, że nie przepada za tym zespołem wiernie jej towarzyszy i gdy jest taka potrzeba przywołuje koleżankę do porządku. - wtrącenia oddzielamy zawsze przecinkami, z kolei nie rozdzielamy przecinkami połączeń spójników z przysłówkami i partykułami (mimo że; nie: mimo, że!), czyli zdanie powinno wyglądać tak: „Margo, jej dobra koleżanka, mimo że nie przepada za tym zespołem, wiernie jej towarzyszy i gdy jest taka potrzeba, przywołuje koleżankę do porządku.”
* Wołacz nie jest integralną częścią zdania, więc musi zawsze być oddzielony przecinkiem:
Za dużo filmów się naoglądałaś (przecinek!) moja droga; - Co robisz (przecinek!) zboczeńcu?!; Agnes (przecinek) gdzie jesteśmy? etc.
I na tym poprzestaniemy, bo tego jest po prostu za dużo. Musisz przysiąść nad interpunkcją i już.
Składnia.
Miewasz problemy ze zdaniami imiesłowowymi:
*
Wchodząc do domu chłopaka w drzwiach przywitał ich perkusista z dziewczyną "przyklejoną" do ramienia. - To oni wchodzili do domu perkusisty, który przywitał ich w drzwiach, a ze zdanie wynika, że to sam perkusista jednocześnie wchodził do swojego domu i witał ich w drzwiach.
*
Tom siedząc oparłszy o ścianę swego pokoju sączył tanie wino - w zupełności wystarczyłby jeden imiesłów, np. „Tom siedział oparłszy się (albo: opierając się) o ścianę swego pokoju i sączył tanie wino.”
*
Co jakiś czas zerkała na Toma, będącego do niej odwróconym tyłem. - Wystarczyłoby „odwróconego do niej tyłem”.
Zdarza Ci się też pomylić podmioty w zdaniu:
*
- Mam szczwany plan! - entuzjastycznie dała odpowiedź na pytania chłopaka, odwracając twarz w jego stronę, na której widniał podejrzany uśmiech. - Uśmiech widniał na twarzy, a nie na stronie, jak wynikałoby ze zdania.
Czasem też, bez powodu, pojawia się szyk przestawny:
Będzie trochę osób, zapoznamy was z nimi, więc bez obaw - długi wywód dał czarnowłosy. - „czarnowłosy dał długi wywód”.
Odmiana wyrazów
*
Chłopaki zaczęli grać kolejny numer. - chłopacy zaczęli albo chłopaki zaczęły, nie inaczej.
*
Czarnowłosy kiwnął znacząco w stronę brata. Oboje wyszli na balkon. - OBAJ, bo też obaj bracia są rodzaju męskiego.
*
Romantyczne zdjęcie Margo i Toma w świetle księżyca i te na kanapie - z treści można wynosić, że zdjęcie na kanapie było tylko jedno, a więc TO zdjęcie. „TE” w odniesieniu do liczby pojedynczej to paskudny błąd.
*
Posłuchać koleżankę? - (kogo? czego?) koleżanki.
Dość często zdarza Ci się też używać błędnie słów:
*
- No nie wiem, nie wiem - spojrzała ukosem na chłopaka - z ukosa.
*
- Pełnoletnia nie znaczy dorosła, nie wiadomo co wam do głów odstrzeli. - strzeli.
*
Margo tańczyła z Tomem i z piwem w ręce, Agnes z nieznajomym przez nią wysokim blondynem - w takim przypadku: nieznanym.
*
- Możesz to odebrać jak chcesz - oparł głowę o nagłówek fotela i znów zamilknął. -
zagłówek , nagłówek to jednak coś całkiem innego: „tytułowa część pierwszej kolumny czasopisma” albo „górna część uprzęży końskiej składająca się z pasków leżących za uszami konia („Mały słownik języka polskiego”).
*
Co jakiś czas jednak wracała wzrokiem na bukiet - do bukietu.
*
- No - przytaknął dziewczynie Tom z grobową twarzą - z grobową MINĄ.
*
teraz mam nieodwracalną okazję z nią porozmawiać - okazje są
niepowtarzalne.
*
Bale, na których opierał się dach domu były w odległości ok. 40 cm od siebie. - Podejrzewam, że chodziło o BELE (m. lp.: BELA), „długi, gruby, ociosany pień drzewa” („Mały słownik…”).
Poza tym zdarzają się literówki, ale naprawdę niewiele, biorąc pod uwagę ilość tekstu.
Na koniec krótki spis wszystkiego, co nie zmieściło się w poprzednich kategoriach:
Hahaha... – cha
co raz – coraz
na przeciwko – naprzeciwko
niedoodrzucenia - nie do odrzucenia
extra – ekstra
tym czasem – tymczasem
Spokojnie, mieszkam na przed ostatnim (piętrze) – przedostatnim
- O rzesz ty! – żesz
w mik - w mig
Gdy były na miejscu Agnes usiadła na łóżku i niewyraźną minął - z niewyraźną MINĄ
na przed pokój – przedpokój
- Wyślę ci sms'em - smesem
Stiuardessa – stewardesa
na reszcie – nareszcie
w przyszybszonym oddechu rzekła Margo – na przyspieszonym! oddechu
poczym – po czym
Margo opowiedziała co się wydarzyło przed dzień ich spotkania - w przeddzień
Apropo/ A pro po – á propos
do McDonald'su/ w McDonald'sie – do McDonalda/ w McDonaldzie
Między czasie zadzwoniła do Billa – w międzyczasie
Carlsberg'a – Carlsberga
Jadka - jatka
za pewne widząc swego syna - zapewne
rzekła stanowczo za razem łagodnie – stanowczo, a zarazem łagodnie
nad opiekuńczej mamusi – nadopiekuńczej
ciemno brązowe - ciemnobrązowe
pułki – półki
maxa – maksa
Z miło chęcią – z miłą chęcią
gdzie niegdzie – gdzieniegdzie
Wulgaryzmy, idiotyzmy, słowotwórstwo:
Na wstępie coś, czego organicznie nie znoszę:
- Jeszcze się ku*** pytasz. Kurwa. Klniemy albo całym zdaniem, albo wcale, bez hipokryzji. Gwiazdki wyglądają idiotycznie i wcale nie zmieniają sensu słowa.
*
- Margo tylko pokiwała poziomo głową i grzecznie pomaszerowała za Agnes. - Kiwać poziomo znaczy tyle, co pokręcić głową. Po prostu.
*
- Litości - Margo zakręciła oczami - Zakręcenie oczami to z pewnością interesujący widok. Poza tym zwrot to chyba kalka z angielskiego – specjalista nie jestem i mogę się mylić, ale u nas oczami się przewraca. Podobną kalką jest „duży uśmiech”, który też często się przewija. Uśmiechy są szerokie.
*
- Co?!?!?!!?!?!? - wystarczyłaby jedna para: !?.
*
Poczuła dziwne uczucie w brzuchu. - Odczuwaniu uczuć mówimy stanowcze nie! Nie będziemy zmaślać masła.
*
- Tya, czuj się jak u siebie. - Dlaczego przez Y?
*
Szatynka powoli cofała się w tył kręcąc głową nie wierząc, że dała się oszukać. Proponuję spróbować cofnąć się do przodu…
*
Dzisiaj wracam do Polski - spojrzała oczyma pełnymi łez i bolącego smutku na równie przygnębioną twarz Toma - Bolejący smutek to zapewne widok równie godny uwagi, co kręcenie oczami.
Rozumiem, że z założenie wszyscy bohaterowie mówią w opowiadaniu po niemiecku, niezależnie od tego, że opowiadanie pisane jest po polsku. Dlaczego więc niektórzy bohaterowie „mówią bardziej po niemiecku” – czyli wtrącają niemieckie słowa w strumień niemieckiej mowy? Np.:
- Umówiłem się z Gustim i jakimiś pannami. Nara leute!. Podobnie dziwaczna wydaje mi się znajomość polskich wyliczanek u Toma:
- Tom, wyliczanką - zażartował Bill.
- O! Good idea! Siała baba mak...
Zresztą Tom ogólnie wykazuje zamiłowanie do polskich rymowanek:
"Gdy usłyszysz dźwięk gitary,
a gitara pięknie gra,
to nie pytaj kto Cię kocha,
bo to zawsze będę ja"
Tom.
Jeżeli już chciałaś uatrakcyjnić czymś podobnym swoje opowiadanie, mogłaś poszukać niemieckich wyliczanek. Z pewnością byłoby to bardziej interesujące, dla mnie przynajmniej, bo nigdy nie interesowałam się specjalnie niemieckim dziedzictwem kulturowym.
Podsumowanie
Pomimo wszystkich tych błędów opowiadanie nie jest bardzo złe… przynajmniej do pewnego momentu. Masz do tego pewien dryg, ale skutecznie raz po raz pogrążałaś się w moich oczach odautorskimi ogłoszeniami o tym, że nie masz już pomysłów albo pretensjami, że dostajesz za mało komentarzy – tym bardziej, że wcześniej odniosłam wrażenie, że piszesz dla rozrywki. Nie powinnaś też pakować do opowiadania wszystkich sztampowych wątków, w myśl, że tak będzie lepiej. Pierwszą połowę opowiadania wyceniłabym na Średni, druga z odcinka na odcinek była coraz bardziej Kiepska. Podsumowując wszystko, będzie
Takie sobie.
[Powrót] Komentuj