Ocena nr 168 - Mhroczna An-Nah ocenia "Smoczątko" >> 27.12.08 o 13:23
Smoczątko
Pierwsze wrażenie:
„Dziedzictwo”... Jestem jedyną osobą na Poczochranych, która to czytała. I zdecydowanie nie jestem fanką tej książki, co więcej, uważam ją za wtórną, a jej bohaterów darzę niechęcią. Co nie oznacza, że z założenia skreślam każdy fan-fic z dzieła Paoliniego. Wręcz przeciwnie – jestem zdania, że łatwo by było napisać w tym wypadku fan-fic lepszy niż książka. Tylko zapewne większość osób, które umiałby to zrobić, zajętych jest czymś innym, ale kto wie. Zaskocz mnie, droga autorko. Jestem ciekawa, jak Tobie poszło.
Wygląd:
Już czwarty szablon, który widzę na tej stronie. Tym razem utrzymany w tonacjach szaro-beżowych, z grafiką, która na upartego można by dopasować do wszystkiego. Nie wiem, widziałam Twoje rysunki, nie rozważałaś zrobienia (lub zamówienia) sobie szablonu z którymś z nich? Byłby indywidualny i dopasowany do treści opowiadania, na pewno lepszy, niż szablon pobrany. Niemniej jednak zawsze dobierasz szablony czytelne. Ten też taki jest. W dziale „o mnie” charakterystyki bohaterów. Nie przeczytałam ich. Pisząc o Twoich postaciach oprę się wyłącznie na tym, co znajdę w treści.
Fabuła:
Po ataku Ra’Zaców na małą wioskę młoda dziewczyna dostaje się w niewolę. Jej babcia, Anathema, kobieta nieco stuknięta, uzdrowicielka i, co tu dużo mówić, wioskowa wiedźma, postanawia wyruszyć wnuczce na pomocy. Tyle że w międzyczasie rzeczona wnuczka, Katharsis, odkrywa w sobie zdolności magiczne i zaczyna trenować je pod okiem mieszkającej na drodze czarodziejki. Anathema wraz z poznanym po drodze Vigo docierają do zamku i, „uwolniwszy” Katharsis, uciekają do Ellesmery. Po drodze Vigo kradnie trzecie ze smoczych jaj i, ku swemu niezadowoleniu, zostaje Jeźdźcem...
Przyznam się, że miałam mieszane uczucia. Momentami czytało się przyjemnie, zwłaszcza, że mnóstwo w Twoim dziele wyraźnie inspirowanego Pratchettem humoru. Pomysł z babcią wyruszającą na ratunek swojej wnuczce nie należy do częstych, podobało mi się też to, że w zamku Galbatorixa Katharsis z pomiatanej sługi stała się panią – i wcale nie miała z tego powodu wyrzutów sumienia. Zachwiałaś denerwujący (przynajmniej dla mnie) podział na dobro i zło, miałaś szansę pokazać ludzi pracujących dla króla – i nie skorzystałaś z niej, wysyłając bohaterki do Vardenów. Mimo nie do końca jednoznacznej lojalności Anathemy i mimo charakteru Katharsis nie ulega jednak wątpliwości, po czyjej stronie staną obie kobiety. Czytając o ich podróży do Ellesmery miałam wrażenie, że porzucisz pierwotne zamierzenia i że fabuła skieruje się w stronę historii obdarzonej mocą dziewczynie wspierającej Eragona przeciw Galbatorixowi. Na szczęście nie jest tak prosto i chwała ci za to!
Parę wątków nie jest dla mnie do końca jasnych. Nie bardzo rozumiem intrygę związaną z Aramisą. W końcu kobieta uczyła Katharsis na polecenie Galbatorixa – za co została uwięziona? Nie wyjaśniłaś tego i chyba nie wyjaśnisz już, skoro uśmierciłaś czarodziejkę. Możesz jeszcze jednak wytłumaczyć, czemu Murtagh trafił do lochów – nie do końca mieści mi się w głowie, że król mógłby skazać na tortury podległego sobie jeźdźca.
Podsumowując: historia nie poraża oryginalnością, parę schematów dostrzegłam, stopniowe odchodzenie od komedii w stronę coraz poważniejszych klimatów jest dla mnie zabiegiem dość wątpliwym, ale na całe szczęście uniknęłaś też, póki co, naiwności.
Postaci:
Powiedziałabym, że
Anathema jest wspaniale wykreowaną postacią. Złośliwa, sprytna, niepokojąca staruszka, kierująca wszystkimi wedle własnej woli, podejmująca zaskakująco szalone i zaskakująco skuteczne decyzje... Tyle, że czytając o niej cały czas miałam przed oczyma pratchettowską Babcię Wetherwax. To podobieństwo zdecydowanie wypada na niekorzyść Anathemy. Nie uważam, żebym miała do czynienia z ewidentnym plagiatem – po prostu Twoje źródła inspiracji są dla mnie nieco zbyt wyraźne. Potem jest lepiej – dowiadujemy się paru niepokojących szczegółów z życia staruszki i zaczynamy zastanawiać się, po czyjej właściwie stoi stronie. Jej przeszłość to niewątpliwie materiał na ciekawą historię.
Ale! Jeśli Anathema rzeczywiście była wykształconą czarodziejką, czemu początkowo nie tylko wyraża się (to mogę zrozumieć – kamuflaż) ale i myśli jak niedouczona wieśniaczka? Rozumiem, że chciałaś osiągnąć efekt zaskoczenia – niestety, wywołałaś jedynie efekt niekonsekwencji.
Katharsis ma właściwie zadatki małą psychopatkę. Nie liczy się z nikim i nikogo nie lubi, zdaje się, że jest niezdolna do tego, by przywiązać się do kogoś. Lubi dręczyć ludzi, nawet, jeśli komuś pomoże, zrobi to dla własnej korzyści, a nie z porywu dobrego serca. Zafascynowana własną magiczną mocą, chce być coraz potężniejsza. Imię, które nosi sugeruje, że w pewnym momencie przyjdzie jej za to zapłacić. Bardzo ciekawa postać, mimo całej swojej antypatii.
Jedyna właściwie niekonsekwencja w wypadku tej postaci dotyczy jej wyglądu – opisujesz ją jako „strasznie chudą, przypominającą wieszak” – aby potem zaznaczyć, że posiada spory, a na pewno interesujący dla mężczyzn biust. Mnie osobiście dziewczyna przypominająca wieszak kojarzy się z kimś płaskim jak deska, zresztą duży biust u chudej kobiety wygląda raczej dziwnie i nienaturalnie... Chyba, że Katharsis ma domieszkę elfiej krwi – o czym mogłyby świadczyć też białe włosy.
Vigo lub też Jolan (Ciekawa jestem, skąd wzięłaś jego imię...) – młody złodziej, którego Anathema poprosiła o pomoc w dotarciu do stolicy. Jak się potem okazuje – syn Tornaca. Tchórzliwy, woli trzymać się z dala od wszelkiego zamieszania – co nie będzie mu nigdy dane, gdyż, ku swej rozpaczy, zostaje Jeźdźcem. Pomysł świetny, gorzej, że chyba trochę zbyt po macoszemu potraktowałaś więź między Jeźdźcem a smokiem. Wydaje mi się, że powinien być to jednak głębszy związek psychiczny (Trochę jak w „Jeźdźcach Smoków z Pern” Anne McCaffrey, na których Paolini niewątpliwie się wzorował.). Tak czy inaczej jednak Vigo to chyba najsympatyczniejsza z postaci z opowiadania.
Murtagh - definitywnie najciekawsza postać stworzona przez Paoliniego, wielkie pole do popisu dla autora fan-fiction. Czy skorzystałaś z tego potencjału, trudno na razie stwierdzić. Wydaje mi się, że konsekwentnie ciągniesz Murtagha w kierunku „jasnej strony”.
Tuk - uroczy chłopiec, lubiący wtulać się w biust Katharsis. Jedyny osobnik płci męskiej, którego dziewczyna toleruje. Uwielbia ją i chce zostać jej rycerzem. Bardzo sympatyczny.
Kira - gadatliwe wiejskie dziewczę. Na początku wydała mi się sympatyczna, potem zaczęła lekko irytować.
Vanir - czarnowłosy elf uczący Vigo władać mieczem – a przynajmniej próbujący go tego uczyć. Ojciec Vanira jest banitą, ponoć dlatego, że jest zbyt ludzki jak na elfa. Ciekawy pomysł.
Inne postaci które pojawiają się w opowiadaniu to między innymi czarodziejka
Aramisa, młoda arystokratka
Oldea, wojowniczka
Harrana (wygląda na to, że zamierzasz poświęcić jej jakiś dłuższy wątek...) a z kanonicznych
królowa Islanzadí, Oromis, Angela i Solembum oraz domniemana
Selena (Moim zdaniem Selenę mogłabyś pozostawić martwą, ale cóż...)
Wielkim nieobecnym w tym opowiadaniu jest
Galbatorix. Parę razy wspominałaś, że Katharsis rozmawiała z królem, ale nie opisałaś żadnej z tych rozmów. Strasznie szkoda, ciekawa jestem, jak rozwinęłabyś jego charakter.
Eragon pojawiał się epizodycznie, Arya póki co wcale (Chyba, że to ją Katharsis widziała w lochu.). Nie rozpaczam nad ich brakiem. Twoi bohaterowie mają w sobie o wiele więcej życia i charakteru, niż ci stworzeni przez Paoliniego. Nie są mdli ani szlachetni do bólu – mają swoje słabostki, przywary, skazy psychiczne, ba, mają nawet zalążki seksualności, tak skrupulatnie przez autora „Dziedzictwa” pomijanej. Czytałam o nich z przyjemnością. Brawo. Pod względem konstrukcji postaci udało ci się przewyższyć autora oryginału.
Świat przedstawiony
Wykorzystałaś świat, który oryginalnością nie grzeszy, a niektórych wręcz denerwuje. Zrobiłaś to jednak na tyle przewrotnie, że momentami zapominałam o tym, że w „Dziedzictwie” świat dzieli się na złych poddanych Galbatorixa i dobrych Vardenów. Owszem, król nadal jest „tym złym”, ale druga strona przestaje być tak niejednoznacznie szlachetna, a kilka scen na dworze pokazuje, że władcy służą też zwykli ludzie. Elfy nie są dla Twoich bohaterów wzorem do naśladowania, parę razy wypowiedziałaś się o nich ironicznie. Kilka drobiazgów ożywiło świat, w którym umieściłaś
Nie podobają mi się imiona „Anathema” i „Katharsis”. Domyślam się, że wybrałaś je z rozmysłem, ale mimo to uważam, że takie znaczące imiona nie pasują do świata Paoliniego. W tym świecie nie było greków ani Arystotelesa, więc pojęcia „katharsis”, kojarzącego się jednoznacznie z grecką tragedią, nie miał raczej kto stworzyć. „Anathema” to mniej-więcej „klątwa, wygnanie” (również z greckiego) – w świetle wzmianek o przeszłości kobiety rozumiem ten wybór, lecz i tak greka nie pasuje do tego świata.
Zgodność z kanonem
Poza tym, że cała fabuła opowiadania jest alternatywą wobec nie opublikowanego jeszcze trzeciego tomu? Chyba tylko to, że mam pewne wątpliwości co do tego, czy Jeździec naprawdę może nazwać swojego smoka jak chce (Ale tu znów kieruję się raczej Anne McCaffrey niż samym Paolinim...).
Sposób prowadzenia narracji:
Konsekwentnie trzecioosobowy, z różnych punktów widzenia.
Styl:
Lekki i łatwy w odbiorze, pomimo licznych błędów tak językowych, jak i stylistycznych – kiedy je pokonasz, będzie cię z czystym sumieniem można nazwać autorką o lekkim piórze. W opowiadaniu dominują dialogi i narracja, opisy ograniczyłaś do tak zwanego „niezbędnego minimum” – pełnią wyłącznie funkcję informacyjną. To nie jest może to, co najbardziej lubię, ale w opowiadaniu humorystycznym się sprawdza. Widzę wpływ Pratchetta na twój styl i poczucie humoru. Dialogi są żywe, wypowiedzi postaci – zabawne. Fragmenty, w których próbujesz być poważna – cóż, wychodzą słabiej. Ani opis pobojowiska, ani ran po torturach nie przemawiały do mnie – niemniej jednak nie sprawiały też wrażenia wprowadzonych na siłę. Mam nadzieję, że nie zatracisz równowagi pomiędzy humorem a powagą.
Zdecydowanie za często ktoś, zwłaszcza Anathema, robi coś „radośnie”.
We fragmencie spotkania Anathemy z Vigo zabrakło informacji o tym, kiedy właściwie kobieta wsiadła na wóz. I, co zrobiła z własnym koniem.
A teraz błędy stylistyczne, których jest naprawdę dużo:
Staruszka odwróciła się radośnie i spostrzegła swoją nastoletnią wnuczkę o charakterze nerwowego smoka. „Staruszka odwróciła się radośnie i spostrzegła swoją nastoletnią wnuczkę obdarzoną charakterem nerwowego smoka”
Wbrew powszechnej opinii we wsi, była całkowicie normalna „Wbrew powszechnej we wsi opinii...”
Po kilku godzinach, kiedy Anathema wracała traktem pieszczotliwie zwanym Drogą Śmierci, a to tylko dlatego, że para głupców próbowała przedostać się w tedy w środku zimy, zapominając o niedźwiedziach, poczuła niepokój. Bardzo źle skonstruowane zdanie złożone, które chyba najłatwiej będzie podzielić, bo póki co wynika z niego miedzy innymi, że „Anathema zapominając o niedźwiedziach poczuła niepokój” – masz wyraźny problem z podmiotami w tym zdaniu, nie wiadomo, kiedy piszesz o Anathemia, a kiedy o „parze głupców”. Proponuję na przykład coś takiego: „Po kilku godzinach Anathema wracała traktem zwanym Drogą Śmierci. Tę pieszczotliwą nazwą zawdzięczał on parze głupców, którzy próbowali przedostać się tędy w środku zimy, zapominając o niedźwiedziach. Teraz idąc tą drogą staruszka poczuła niepokój. (Możesz jeszcze dodać „I tym razem jego powodem nie były niedźwiedzie.”)
Wysoka, strasznie chuda dziewczyna o całkiem ładnej twarzy, gdyby nie szpecący wyraz kompletnej pogardy. „Wysoka, strasznie chuda dziewczyna, o twarzy, którą można by nazwać całkiem ładną, gdyby nie szpecący ją wyraz pogardy”
Szczupły, dobrze zbudowany mężczyzna, i jak podejrzewała Katharsis, wyższy od innych ludzi „Szczupły, dobrze zbudowany, i, jak podejrzewała Katharsis, wyższy od innych ludzi mężczyzna.”
jak to Katharsis i Kira próbują stworzyć coś z niczego, co nadawałoby się do jedzenia „Jak Katharsis i Kira próbują stworzyć z niczego coś, co nadawało by się do jedzenia
Tuk pociągnął za spódnicę Anathemę. „Tuk pociągnął Anathemę za spódnicę”
Poprawność językowa:
Tu wcale nie jest różowo, niestety. Błędów było mnóstwo – zaznaczyłam tylko cześć z nich, a z tych tylko część ci pokażę. Radzę poszukać bety, bo strasznie szkoda tego fan-fika. Poprawność to jego najsłabsza strona.
Interpunkcja, literówki, czasem nawet błędy gramatyczne, takie jak niezgodność formy gramatycznej czasownika i rzeczownika. Liczne powtórzenia. Dziwne lub dziwnie odmienione słowa. Niepoprawne związki frazeologiczne. Liczne błędy stylistyczne (omówione już w poprzednim punkcie). Jest tego naprawdę bardzo dużo, i nie wynika to jedynie z objętości tekstu.
Wśród zielonego czepka nikły siwe loki. „pod zielonym czepkiem...”
Oczy miał rozbiegane w przeciwnym kierunku. W kierunku przeciwnym do czego? Wystarczy napisać, że rozbiegane.
uderzając go po plechach „po plecach”
wiele palących się jeszcze zgliszczów „zgliszczy”
w tedy „wtedy”
Kandyzowaną rozgwiazdę w cukrze „kandyzowany” to „obsmażony w cukrze”, więc nie trzeba już tego cukru dodawać.
blondwłosa „blond” to kolor włosów. Nie mówi się „blondwłosa”, a najwyżej blondynka.
Siedziała na klęczkach Jak można siedzieć na klęczkach? Chyba, ze chodzi ci o pozycję, w której siedzi się na piętach.
Mamrotała do siebie, do konia, nawet do drzew. Ale nie do niego. Z jej pląsów zrozumiał, że szuka jakiejś dziewki „Pląsy” to taniec, a nie mamrotanie
W ogóle nie pilnują całego tego łatajstwa. „tałatajstwa”
Miała pogląd na świat człowieka w różowych okularach „Miała poglądy człowieka patrzącego na świat przez różowe okulary”.
- Pani, Morwa kazała sprzątać nam to piętro - poinformowała ją Oldea, opuszczając głowę. Ta szybko nauczyła się poprawnego zachowania i praw dla niewolników. Z tego zdania wynika, że to głowa Oldei nauczyła się poprawnego zachowania.
Katharsis obejrzała dokładnie suknie. Wyjątkowo jej się nie podobała „suknię”
siorbanie nosem. „siorbać pot. «pijąc coś lub jedząc półpłynną potrawę, wydać odgłos podobny do mlaśnięcia»” – nosem się pociąga, smarka, siąka, ale nie siorbie.
wydukała, przypominając sobie wykład jej mistrzyni, owocowany z głośnym śmiechem ze strony Aramisy. „który zaowocował” – choć nie wiem, czy to wykład zaowocował śmiechem Aramisy (śmiał się z własnych słów?) czy też raczej słowa Katharsis.
Zapytał cichym głosem Vadnir, rozkoszując się niedoszłą chwilą, którą zaraz będzie przeżywał. „niedoszły” to taki, który nie doszedł do skutku – zaś Vandir nie wiedział, że m się nie uda. Prócz tego niekonsekwencja czasowa. Proponuję „Zapytał cichym głosem Vandir, w myślach rozkoszując się chwilą, którą miał zaraz przeżyć”.
kim byli ziomkowie po kościach tej dziewki. „Ziomkowie po kościach”? nigdy dotąd nie widziałam takiego sformułowania i nie wydaje mi się, żeby było ono właściwe. Chodziło ci o krewnych, prawda?
nie nastawiłby własnego jedynaka na śmierć Można „narazić kogoś na śmierć”.
W czasie, kiedy jej wioska nie została zniszczona „Zanim jej wioska została zniszczona”
mieli znaleźć jakieś dwoje i ich uwolnić „mieli znaleźć jakąś dwójkę i ją uwolnić”
To cud, że ją także nie zaprzysiążył. „To cud, że jej także nie zaprzysiężył”
Wiedziała, że mu się uda, jednak chłopak przyciągał kłopoty jak magnez.. Magnez to pierwiastek o oznaczeniu „Mg”. Nie przyciąga niczego – w przeciwieństwie do
magnesu.
Oni także się do niej uśmiechnęli, o ile ten zgrzyt warg można nazwać uśmiechem. Zgrzytać można zębami, nie wargami.
Przecież to były tylko płachty mięsa... słowo „płachta” generalnie odnosi się do tkaniny, ewentualni papieru. Chodziło ci o „połcie mięsa”?
Nie dalej niż dwa kwadransy temu „dwa kwadranse temu”
Teraz siedziała na worku, oparta o jakąś sztywną, szorstką tkaninę. Była nieskrępowana. „Nieskrępowany” to jednak nie synonim do „nie związany”. A przynajmniej nie używa się tego słowa w takim kontekście.
- Wracamy, moja babka gdzieś pewnie jest. Wszystko jak zwykle przez ciebie. - Tyrała głośno i napastliwie. „tyrać pot. «ciężko, mozolnie pracować, najczęściej fizycznie»”
spreceryzował sprecyzował
Wysoka, piękna elfka miała na sobie długą, wspaniale zdobioną suknię w błękicie. „w kolorze błękitu”
Jesteś pierwszą osobą, która ośmieliła się postawić się naszym zasadom. Czy jesteś tego świadoma? „sprzeciwić się czemuś” – „postawić się komuś”.
krzesiwo i chubkę „hubkę”
Nie długo jej przejdzie „niedługo”
chodźby choćby
Mgła zaczynała się podnosić z niczego, omamiąc najemników królewskich „mamiąc” lub „omamiając”
wszystkie strzały jak na komendę pospadały, a nawet jedna nie doleciała ku celu. „wszystkie strzały jak na komendę pospadały, ani jedna nie doleciała do celu”.
Miasteczko było małe i bardzo biedne. Dach był stworzony z płacht drewna i siana. Nie licząc „płacht”, o których już wspominałam, ze zdania wynika, że miasteczko było tak biedne, że miało tylko jeden dach.
Znalazła tą, co szukała „znalazła tę, której szukała”
uroku odbierała jej mina „uroku ujmowała” / „urok odbierała”
Kobieta, mimo że nie najmłodsza, miała wewnętrzny blask, przez co wyglądała bardzo młodo. Czarne loki skręcały się, obsypując się na ramiona kobiety. Po pierwsze, powtórzenie „kobieta”. Po drugie, nie jestem pewna słowa „obsypywać”. Po trzecie, zdanie brzmi niezręcznie stylistycznie. Propozycja: „Kobieta nie była najmłodsza, lecz miała wewnętrzny blask, co sprawiało, że wyglądała młodziej. Czarne loki spływały na jej ramiona.”
wszczepiać nienawiść w innych „zaszczepiać nienawiść w innych”
Zauważyłeś, że te elfy są nie spęłne rozumu „niespełna rozumu”
mróżąc „mrużąc”
- Hey! Hey to taki zespół. A powitanie to „hej!”.
Dziewczyna podchasała rękawy „podkasała”
Galbatorix obiecał jej miejsce u jego boku. „u swego boku”
Poraz kolejny „po raz kolejny”
Dwu rosłych, potężnie zbudowanych mężczyzn „dwóch... mężczyzn”
Kira, która była okrągła i patrzyła na świat realistycznym spojrzeniem jeśli chodzi o małżeństwo „miała realistyczne poglądy na małżeństwo”
- Acha! - krzyknęła wiedząco nie „wiedząco”. Najlepiej będzie chyba napisać „ze zrozumieniem”.
koszulę z hartkami „haftkami”
rozprzeszczenił się „rozprzestrzenił się”
wskazała na białowłosą dziewczynę, która siedziała po drugiej stronie ogniska i obserwowała trajkoczącą dziewczynę powtórzenie „dziewczyna”
mimo okropnego zagardiaszu „rozgardiaszu”
Dam ci radę: Nie ufaj w to, że elfy są miłe. „nie ufaj temu” albo „nie wierz w to”
kurpulatna kobiecina „korpulentna”
zaczerpnę języka „zasięgnąć języka” albo „zaczerpnąć informacji”.
Jednak jakoś nie dało się go nielubić „nie dało się go nie lubić”
to była osobna kwastia „kwestia”
trengowych ubrań „treningowych”.
najprawdopodbniej „najprawdopodobniej”
nie przejomowała się „nie przejmowała się”
I wspomniane już błędy gramatyczne, których zdecydowanie być w opowiadaniu nie powinno, a na pewno nie w ilości takiej, w jakiej występują u ciebie.
Wiele ludzi kręcących się po rynku, wspaniałe budynki, katedra. Kramy, sklepy niemal wyrastał z ziemi, a tłok przyjemnie ich omijał. „
wielu ludzi”, „Kramy
i sklepy niemal
wyrastały z ziemi,
a tłum omijał je”. Z tym, że nie wiem, czy tłum miał omijać miasto, kramy i sklepy czy też Anathemę i Vigo. Słowo „przyjemnie” wydaje mi się zbędne”
te babsko „to babsko”
Mimo, że nie zawsze była zadowolona z nauki, a raczej z jego tempa „z jej (tej nauki) tempa”.
- Slytha - baknęła w jego kierunku, a mężczyzna padła plecy - Dobranoc! chyba „bąknęła”. Poza tym „mężczyzna padł”.
To tylko dzieci, ot co, którym dało się w ręce moc, której nie powinni dostać. „powinny” (te dzieci)
Oromis nauczy Viga wiedzy, którą ona sama się uczyła „wiedzy, której się uczyła”
wychylił kolejny drink „wychylił kolejnego drinka”
Wieść, że Aramisa została zgładzona, wcale ją nie wzruszył. Chociaż, będąc szczerym, Katharsis musiała przyznać, że nieco ją drgnęło. O borze zielony, kolejne problemy gramatyczne... zastanawiam się, jak ty to robisz... „wieść... wzruszyła”. „będąc szczerą” (bo Katharsis jest kobietą!). I nie „nieco ją drgnęło”.
Przed chwilą nawet próbowała rozczesać włosy kawałkiem patyku. „kawałkiem patyka”
Szkoda, że część z literówek i kilka błędów ortograficznych przeoczyłaś – wyłapuje je bez większych problemów Word. Kiedy ten program coś podkreśla, lepiej sprawdzić – a nuż ma rację. Czytaj też to co napisałaś, czytaj uważnie, dzięki temu wyłapiesz przynajmniej część błędów, także głupich błędów gramatycznych.
Wulgaryzmy, idiotyzmy, słowotwórstwo::
Bełt i strzała to nie synonimy.
Staruszka sprawdziła juki i zaczliki - przeszukałam kilka słowników i książkę o koniach, ale słowa „zaczliki” nie znalazłam.
Jeden z nich wskoczył na portydurę - podobnie jak nigdzie nie znalazłam słowa „portydura”.
przywiązał do powroktu torbę - kolejne dziwne słowo. I po raz kolejny nie mam pojęcia, co miałaś na myśli. Powróz? Popręg?
Gzymsy i fragmenty ścian z posypem leżały na ubitej ziemi - a to już ewidentny przykład słowotwórstwa. Chodziło ci o to, że gzymsy i fragmenty ścian rozsypały się? Czy też o osypujący się tynk?
Siedział przy stole, który chramał na jedną nogę. - ciąg dalszy. „Chramać” kojarzy mi się co najwyżej ze słowem „chromy” – którego jednak nie używa się w odniesieniu do przedmiotów.
wpatrywał się w Ciernia ze spuszonymi brwiami „napuszonymi”, jeśli już. A najlepiej „nastroszonymi”
Podsumowanie:
Nie powiem, żeby Twój fan-fic był lepszy od „Dziedzictwa” – ale niewiele Ci brakuje. Najgorszym w Twoim dziele jest jego poprawność, za to humor i ciekawe postaci sprawiły, że w gruncie rzeczy czytało mi się „Smoczątko” przyjemnie. Cóż mam rzecz? Ciekawa jestem, jak poradziłabyś sobie z inną tematyką i innym światem, bo „Dziedzictwa” nie lubię szczerze. Ale udało ci się na jego podstawie stworzyć coś ciekawego – i za to brawo! Chciałam ocenić na „Średni” – ale kiedy wypisywałam błędy okazało się, że nie mogę. Te błędy, zwłaszcza gramatyczne, ciągną Cię w dół jak kamień.
Takie Sobie. Żałuję, bo stworzyłaś ciekawych bohaterów.
[Powrót] Komentuj