Ocena nr 74 - Mrhoczna An-Nah ocenia "Jetzt Rette Mich" >> 24.12.08 o 15:11
Jetzt Rette Mich
Pierwsze wrażenie
Niemcy to taki dziwny naród... Nie, żebym antygermańska była, wręcz przeciwnie, jestem nawet progermańska, bo też język niemiecki to dla mnie chleb powszedni. Literatura niemiecka takoż. Ale z muzyką to dziwnie bywa. No bo popatrzcie, taki dorobek artystyczny ma niemiecka muzyka – Mozart, Bach, Beethoven, Wagner, Haynd, Schubert... wymieniać dalej? Więc dorobek niezły, ale wystarczy włączyć niemiecką Vivę, żeby się załamać. Ja nie mówię, trafiają się perełki – żeby nie szukać daleko: Rammstein – ale niemiecki pop to w większości chała. Jakiś rok temu, jeśli dobrze pamiętam, kochani sąsiedzi zza zachodniej granicy postanowili obdarzyć nas pseudopunkowym, inspirowanym japońskim rockiem, zespołem Tokio Hotel. Nie powiem, słuchać się tego da, ale kiedy patrzę na Billa, moje nerwy zdecydowanie tego nie wytrzymują. Przeraża mnie jego image. Przerażają mnie wszystkie nastolatki, które robią do Billa słodkie oczka. A takie, które swoje fantazje o spotkaniu z idolem przelewają na papier są chyba najbardziej przerażające. Jedyna dobra strona fanek TH – dziewczyny mają motywację, by uczyć się niemieckiego. Podejrzewam, że będę zadowolona, jeśli w pracy natrafię na jedną z nich.
Wywód wstępny, rekordowo długi, zakończony. Ponieważ czeka mnie cała seria ficów o TH, musiałam się jakoś na wstępie ustosunkować do zjawiska. Powtarzać się nie będę, przejdę po prostu do oceny.
Wygląd:
Borze wielki i zielony, Billa widzę. To samo w sobie jest przerażające. Dobra, ja tu mam szablon ocenić, a nie Billa.
Szaro. W sumie jest to dobre rozwiązanie, jako, że grafika skomponowana jest z czterech różnych zdjęć, kolory gryzły by się tu niemiłosiernie. Napis „Można czynić zło nie tylko działaniem, ale także zaniechaniem działania”, w dwóch wersjach językowych, w nagłówku strony „Is it a love?...”, nazwa bloga to „Jezt Rette Mich” – wyszła ci przerażająca mieszanka językowa i nie mam pojęcia, który z tych tekstów jest właściwym tytułem opowiadania. W sumie każdy i pasuje, i nie pasuje do treści. Czytelny tekst, ładne brushe, ulubione w formie linków – ogólnie niezły layout, aczkolwiek nie w moim guście, no i nie lubię kilku różnych zdjęć wklejonych obok siebie. Ale czytać się da. Avatar strasznie miga, myślę, że jakiś szary, a najlepiej statyczny, pasowałby do layouta lepiej. Muzyki nie ma, chwała Bogu, nic nie zaatakowało moich uszu. Oczu też nic, po za Billem, nie zaatakowało, więc jest ok.
Nie ma działu „O mnie”, więc autorka pozostaje anonimowa. Nie, jej fan-klubu, do którego linka znalazłam, nie liczę.
Fabuła:
Wiesz, ja tu ani Tokio, ani hotelu nie widzę. To, że dwóch z bohaterów opowiadania jest członkami słynnego zespołu, nie ma żadnych konsekwencji w treści. Równie dobrze mogłabyś wymyślić jakichś innych bliźniaków, bo czytałam to opowiadanie, jakby mówiło o jakimś Billu i jakimś Tomie, a nie o Billu i Tomie Kaulitzach. Nie ma koncertów, śpiewania, muzyka jedynie w formacie mp3. Zawsze wydawało mi się, że jeśli ktoś pisze o zespole muzycznym powinien choć trochę poruszyć temat muzyki. Nie liczę dyskusji między Billem i Katie, mam tu na myśli rzeczy takie, jak próby, koncerty... Wydaje mi się, że mogłaś zrobić z tego zwykłe opowiadanie obyczajowe, bo, jak mówię, cukru w cukrze tu niewiele.
Przejdźmy do właściwej treści. Ojciec Katie i Kelly umiera, dziewczyny przeprowadzają się do matki, która pracuje w wytwórni płytowej, jest bogata i jest sąsiadką Kaulitzów. Kelly zaprzyjaźnia się, a potem flirtuje z Tomem, Katie odpycha od siebie Billa. Mamy pobicie i szpital, imprezy, wzajemne podchody... Początek jest tak tendencyjny i naciągany, że aż boli. Dobrze, że nie ma wątku z „różowymi dziewczynkami”, bo moja fryzura ucierpiałaby znacznie od rwania włosów z głowy. Potem Kelly zostaje porwana, i muszę przyznać, że ten wątek wyszedł ci już lepiej... ale nie rozumiem zupełnie mnożenia tragedii na siłę – matka dziewcząt ginie w wypadku. Opisałaś jedno tragiczne wydarzenie po drugim, a ja, zamiast się wzruszyć, zaczęłam się śmiać. Przedobrzyłaś. Wiem, kobieta się spieszyła, by ratować córkę, więc jej śmierć jest całkiem logiczna... ale, parafrazując Sapkowskiego, literatura, w przeciwieństwie do życia, podlega krytyce. A ja jako krytyk powiem ci, że mogłaś sobie tą śmierć matki darować.
Opowiadanie jest zakończone. Oczywiście, Katie i Bill zakochali się w sobie, ale, na szczęście, happy endu nie było, gdyż osierocone dziewczyny musiały wracać do Polski.
Cieszę się, że, wbrew początkowym rozdziałom, opowiadanie nie jest tylko romansem. Wątek sensacyjny, choć nie najwyższych lotów, dodał całej historii barw. Podobnie zakończenie, w którym można zauważyć pewne „życiowe” elementy.
Sposób prowadzenia narracji
Trzecioosobowy, głównie z punktu widzenia Katie i Kelly, ale zdarza ci się obierać też punkty widzenia innych postaci, nawet pobocznych. Co tu dużo mówić, lubię taką narrację.
Poprawność językowa
Niewiele literówek, nie wypatrzyłam ortografów, z interpunkcją nienajlepiej, ale nie tragicznie, choć czasem zapominasz o przecinkach przed „a”, „że”, „jeśli”, „albo”.
Liczby piszemy słownie, nie cyframi.
Kiedy w dialogu po wypowiedzi następuje pauza i opis wypowiedzi (np. „powiedział”, „spytał” itp.), przed pauzą nie ma kropki (Może być za to wielokropek, wykrzyknik lub pytajnik, gdyż nie są one tylko znakami interpunkcyjnymi, ale też oddają pewne emocje oraz intonację wypowiedzi.), zaś opis wypowiedzi zaczynamy z małej litery i kończymy kropką.
Zaimki osobowe takie jak „ty” czy „wy” piszemy z dużej litery jedynie w listach. W opowiadaniach, nawet w dialogach, używamy małych liter.
Lang Strasse Langstrasse
Siostra bliźniaczka, Kelly często ją denerwowała, ale nie mogła sobie wyobrazić życia bez niej kto nie mógł wyobrazić sobie bez kogo życia? Czy oba elementy zdania złożonego mają wspólny podmiot (Kelly), czy też w drugim zdaniu podmiotem domyślnym jest Katie?
Impreza była niezwykle udana, do czasu, kiedy nie zadzwonił telefon. Wkurzona poszła do kibla odebrać Impreza była udana, aż do czasu, kiedy telefon nie zadzwonił, choć wszyscy się spodziewali, że zadzwoni? Impreza wkurzyła się i poszła odebrać telefon, choć ten nie dzwonił? Poza tym, „kibel” to słowo potoczne i używanie go w narracji jest niewskazane.
w drugim końcu miasta na drugim końcu miasta.
-Jak chcesz. Życzę szybkiego powrotu do zdrowia. Cześć. Wyszedł zdenerwowany trzaskając drzwiami. I znowu wszystko popsułam – pomyślała Katie… Enter coś zjadło.
Odkąd go wygoniła, ani razu już do niej nie zajrzał w ciągu tego tygodnia Błąd w szyku „Odkąd go wygoniła, w ciągu tego tygodnia ani razu już do niej nie zajrzał”
Co prawda przychodził codziennie i wypytywał lekarzy o stan jej zdrowia, ale tego ona już nie wiedziała „ona” niepotrzebne
Nie wiedziała, dlaczego z całych sił pragnie go nienawidzić, a potrafi tylko o nim myśleć i równie dobrze go ranić Raniła go z równą skutecznością, jak myślała o nim?
trzydziesto dwu letnia trzydziestodwuletnia
Bill leżał na łóżku i słuchał mp3. a jakie znaczenie ma to, że muzyka była akurat w formacie mp3?
narazie na razie
Jednym z nich był rozsądek, kazał jej pójść dalej „(...) rozsądek, który kazał (...)”
Furtka się otworzyła i po chwili ujrzała Billa kroczącego ku niej. Furtka ujrzała Billa?
Chciała z nim spędzić, całkowicie mimo woli, jak najwięcej czasu Jeśli mimo woli, to nie mogła chcieć. Wola to to samo, co „chcenie”.
ochroniarz stojący na bramce, od razu Toma poznał błąd w szyku: „Ochroniarz stojący na bramce od razu poznał Toma”
Znaleźli cudem jakimś kawałek parkietu, który był nawet w miarę nie zagęszczony Nie był zagęszczony, był rozcieńczony. Wodą.
Nie czuła głodu, choć był on ogromny, ani zmęczenia, które przecież nasilało się z każdą chwilą. Jeśli nie czuła głodu i zmęczenia, to skąd wiedziała, że jest głodna i zmęczona?
Postaci
Dwie siostry-bliźniaczki, Katie i Kelly. Bliźniaczki zapewne po to, by lepiej pasowały do Billa i Toma. Sądząc ze zdjęć na szablonie nie są bliźniaczkami jednojajowymi, bo rysy twarzy mają różne. Niestety, wiele więcej o ich wyglądzie nie wiem. No dobrze, Kelly ubiera się „na sportowo”, a Katie udaje gotkę (Nie mogę napisać „jest gotką”, gdyż z zespołów, które wymieniasz jako jej ulubione, jedynie Evanescence gdzieś tam o gotyk zahacza...). Katie jest rozrywkowa, Kelly zaś spokojna, lecz po przyjeździe do Niemiec zamieniają się rolami. Ciekawy pomysł – spróbowałaś ukazać, jak śmierć ojca i zmiana miejsca zamieszkania wpłynęła na charakter bohaterek. Oczywiście, jedna z dziewczyn jest fanką TH marzącą o spotkaniu swoich idoli. I chwała Bogu, nie jest to Katie! Masz świadomość że Tokio Hotel słuchają te „normalne” dziewczyny. Katie ma za to pogląd zbliżony do mojego – słuchać może, ale nie jest zafascynowana. Mimo wszystko jej niechęć do Billa wypada strasznie sztucznie, zupełnie, jakby Katie próbowała w ten sposób zwrócić na siebie czyjąś uwagę. Katie zachowuje się strasznie nienaturalnie, „teatralnie”, a, żeby było śmieszniej, po paru rozdziałach zakochuje się w Billu, myśli, że „Nienawiścią nie pokona prawdziwej miłości”... Jeśli tak go nie znosiła, to proces zakochiwania się powinien trwać dłużej i, co ważniejsze, być opisany jednak inaczej... Kelly wypada o niebo lepiej, nie zakochuje się w Tomie – po prostu go lubi, Tom się jej podoba, ale o żadnej „prawdziwej miłości” nie ma mowy, jest raczej zwyczajna nastoletnie fascynacja.
Tak czy inaczej, pomysł z dwiema dziewczynami, najlepiej bliźniaczkami, związanymi z Billem i Tomem jest bardzo, ale to bardzo oklepany.
Bill i Tom po prostu są. Niestety, nie postarałaś się ich rozwinąć, pewnie wychodząc z założenia, że każda fanka wie wszystko o ich charakterze. Ok, chłopcy nie są papierowymi sylwetkami – mają, zwłaszcza Bill, swoje przemyślenia, ale sprawiają one wrażenie dość naciąganych. Plus dla ciebie za próbę nadania im osobowości. Fakt, ze chłopcy są sławni odgrywa w fabule minimalna rolę, a szkoda. Wydaje mi się, że sława powinna jakoś odbić się na psychice bliźniaków, niestety, odbija się jedynie na wyobrażeniach Katie. I jeszcze ten Bill, chucherko takie, rzuca się na dwóch zbirów w obronie ledwie poznanej dziewczyny... Totalny brak rozsądku.
TH ma czterech członków, w twoim opowiadaniu jednak Georg i Gustav nie są wymienieni nawet w jednym zdaniu. Jakby nie istnieli.
Matka dziewcząt oraz matka bliźniaków – no cóż, są. Ich obecność jest zaznaczona dość mocno, nie przewijają się w tle, choć nie mają mocno zarysowanych charakterów, a raczej odgrywają role, które im przypisałaś.
Porywacze... Cóż, są bardziej głupi i żałośni, niż złowrodzy, choć ponoć należą do mafii... Z opisu wynika, że to raczej podrzędny gang, bo zachowują się jak banda dresów. Ale przynajmniej próbowałaś ich jakoś zróżnicować, a nawet opisałaś kilka scen z ich punktu widzenia.
Styl
Rzadko mi się zdarza sytuacja, kiedy tak wyraźnie widać ewolucję stylu autora. Pierwsze notki składają się głównie z drętwych dialogów, poprzeplatanych kilkuzdaniowymi fragmentami narracji, potem narracja robi się coraz bardziej rozbudowana – zwłaszcza podczas ucieczki Kelly (Muszę przyznać, że gdybym miała oceniać tylko ten fragment, ocena byłaby wyższa). Twój styl ewoluuje, pomału, ale ewoluuje i mam nadzieję, że będzie ewoluował dalej – masz potencjał, musisz go jedynie rozwinąć. Oczywiście, nawet w późniejszych rozdziałach dialogi są zbyt przeciągane i naiwne, ale już nie aż tak, jak na początku. Nie od rzeczy byłoby wpleść parę opisów, także opisów wyglądu bohaterów... Tak, wiem, że wszyscy wiedzą, jak wygląda Bill, ale ja bardzo chciałabym przeczytać, jak wygląda Bill, kiedy zmyje z siebie całą tą tapetę. Poważnie. Myślę, że różnica jest wielka, a i opis mógłby być ciekawy.
Masz problemy ze stopniowaniem dramatyzmu. Piszesz o rzeczach, które powinny poruszać czytelnika – śmierć ojca, porwanie, śmierć matki... Nie wzruszyłam się w ogóle, gorzej, jak już pisałam, chciało mi się śmiać, kiedy matka dziewczyn miała wypadek. Przesadziłaś. Wiesz, czemu piszę to jeszcze raz? Bo takie mnożenie nieszczęść w fabule jest wykonalne – ale wymaga bardziej rozbudowanego stylu. Popracuj nad wywoływaniem emocji w czytelniku.
No i popracuj nad dialogami. Nie przeciągaj ich w nieskończoność, uzupełniaj o opisy mimiki i gestykulacji, pracuj nad formą i treścią wypowiedzi. Długie dialogi o niczym to cecha charakterystyczna dla telenoweli, a nie wyglądasz mi na osobę, która chce pisać telenowele.
Wulgaryzmy, idiotyzmy, słowotwórstwo
Słowo „dziwka” wygwiazdkowane, zupełnie niepotrzebnie, przecież każdy wstawi sobie w miejsce tych gwiazdek odpowiednie litery, a i użycie przekleństwa było na miejscu.
Jeśli bliźniaczki i ich ojciec ledwo wiązali koniec z końcem, czemu nie przenieśli się do Anglii? Mam wrażenie, że pochodzenie ojca jest jedynie usprawiedliwieniem dla nadanie bohaterkom angielskich imion. Po co? Nie ma ładnych polskich imion? Oczywiście, że są.
Pewnie i tak nie było ani złotówki na karcie. To Niemcy, czemu na karcie miałyby być złotówki? Euro, moja miła, Euro.
Czy matka bliźniaczek miała na imię Elizabeth, czyli po polsku Elżbieta, czy Edyta?
Podsumowanie
Widać u ciebie dobre chęci i próby, widać, że chcesz napisać coś porządnego. Początkowe notki wołają o pomstę do nieba, zarówno pod względem formy, jak i treści, ale potem jest już lepiej. Błędów wiele nie robisz, ale też twój styl nie zachwyca. Twoje opowiadanie po prostu jest. Nijakie i raczej nieinteresujące. Wiem, że nie jest to twoje pierwsze dzieło, i przypuszczam, że nie będzie ostatnie. To opowiadanie, po naprawdę długim wahaniu, umieszczę w „Dla Odważnych”. Może wypadałoby bardziej nagrodzić twoje postępy, ale jednak pierwsze notki były bardzo, ale to bardzo słabe. Same deklaracje „to opowiadanie jest inne niż wszystkie” nie wystarczą. Tendencyjność i stylistyczna słabość pierwszych notek były aż nazbyt wyraźne, w dodatku mam wrażenie, że wsadziłaś do tego opowiadania Billa i Toma tylko po to, aby zdobyć popularność. Dobrze, że zdecydowałaś się skończyć pisać o TH, miejmy nadzieję, że umiejętności, które na tym zdobyłaś, a widać, że zdobyłaś, wykorzystasz we właściwy sposób przy ambitniejszych rzeczach.
[Powrót] Komentuj