Ocena nr 52 - Arcymiła Wiedźma ocenia "Story Bill Kaulitz" >> 23.12.08 o 17:54
Story Bill Kaulitz
Słowem wstępu:
Chciałabym się przywitać, jako że jestem nową oceniającą w tym serwisie. Mam nadzieję, że będzie mi się tutaj dobrze pracowało.
Pierwsze wrażenie:
Szablon ładował mi się bardzo długo, a konkretniej: fotografia. Może byłoby lepiej, gdyby w ogóle się nie pojawiła, bo jest mdła i odpychająca. Nie wiem, skąd się bierze ta moda na gotki, ani dlaczego ludzi tak fascynuje mrok. Cieszę się tylko, że Autorka oszczędziła mi cierpienia i nie wlepiła lay'a z Tokio Hotel.
Wygląd:
Absolutnie za ciemno i za zwyczajnie. Jak dla mnie kolumna z menu jest za szeroka, a notek na stronie głównej za dużo. Nie muszą się przecież tak ciągnąć w nieskończoność, wystarczyłoby po prostu ograniczyć ich ilość do pięciu. Jestem przeciwko ulubionym w formie avatarów, uważam, że dużo schludniej prezentują się jako linki. Jest to jednak jedyne miejsce na tym blogu, gdzie nie wieje zgrozą, bo ikonki są kolorowe i migające (czasami aż za bardzo). Archiwum natomiast powinno znajdować się na górze, tuż pod działem "O mnie", bo jest to najważniejszy punkt bloga. Poza tym lay nie został wykonany własnoręcznie, tylko zapożyczony z serwisu z szablonami. Całość w ogóle do mnie nie przemawia i moim zdaniem Autorka mogła wybrać dużo lepiej.
Fabuła:
Marika Mrok to siedemnastoletnia dziewczyna, która traci rodziców i trafia do ciotki za granicą. Tam poznaje swojego kuzyna i jego kumpli, którzy (przypadkiem) okazują się członkami zespołu Tokio Hotel. Akcja toczy się niezwykle szybko. "Marka" pewnego ranka dowiaduje się o śmierci swoich bliskich, a już kilka godzin później ląduje w zupełnie innym kraju (to musiał być niezwykle szybki samochód), z zupełnie obcymi ludźmi, którzy nagle stają się jej rodziną. W bardzo krótkim czasie rozkochuje w sobie Billa i tworzy paczkę przyjaciół. Takie rzeczy dzieją się jedynie w opowiadaniach nastoletnich fanek TH. W prawdziwym świecie ludzie nie przekonują się do siebie tak szybko, nie tworzą między sobą więzi w ciągu kilku dni. Najbardziej zaciekawił mnie fakt, że Marika bez problemów dogaduje się z niemieckimi kolegami, a co więcej, oni rozumieją nawet polski język! Ta historia ledwo trzyma się kupy i czytałam ją z ogromnym zażenowaniem.
Sposób prowadzenia narracji:
Autorka konsekwentnie pisze w 1. os. liczby pojedynczej.
Poprawność językowa:
Mam wrażenie, że Autorka w ogóle nie zna zasad poprawnej pisowni i nie umie sklecić ani jednego zdania w języku polskim, bez zrobienia przynajmniej kilku błędów. Nie tylko zapomina o znakach interpunkcyjnych (albo nie wie, że istnieje coś takiego jak przecinek czy znak zapytania), ale popełnia także błędy ortograficzne i językowe. Znalazłam takie perełki jak 'jedno rodzinnym' (gdzie powinno być 'jednorodzinnym'), 'kuje' ('kłuje'!), 'szawka' ('szafka') czy 'plontał' ('plątał'). Właścicielka bloga nieumiejętnie zmienia czas w opowiadaniu ("Były wakacje więc nie idę spać"), a także używa języka potocznego ("ładny kelner" - przecież mężczyzna jest przystojny, nie ładny!) i skrótów ('odp.'), których nie powinno być w utworach tego typu.
Postaci:
Nie wiem, czy Autorka zna takie pojęcie jak 'worek kości', ale tylko w ten sposób mogę określić postać Mariki. Jest ona totalnie bezbarwna, nie mogę o niej nic powiedzieć, prócz tego, że cierpi na jakieś niewytłumaczalne wahania nastrojów. Najpierw obrzuca kolegów jajkami i biega po całym domu, a potem płacze i się okalecza. Poza tym zastanawiam się, czy w ogóle coś je, bo bez przerwy mdleje. Reszta bohaterów nie jest lepsza: Bill - ciepłe kluchy, Tom - przygłup, Andreas - zniewieściały kuzynek i Amanda - wścibska panna, która z miejsca staje się przyjaciółką 'Marki'. Oprócz tego jest jeszcze ciotka i wuj, którzy całymi dniami pracują oraz matka Billa i Toma, która co dziesięć minut ściska i całuje naszą małą, zagubioną dziewczynkę na powitanie. Mieszanka iście wybuchowa, naprawdę.
Styl:
Jaki styl? Z tego wszystkiego znalazłam tylko jeden (JEDEN!) opis, i to tak nieumiejętnie napisany, że rozbawił mnie do łez. Z trudem przeczytałam całe opowiadanie, bo ciężko było cokolwiek zrozumieć. Autorka za często używa języka potocznego, jej dialogi są mdłe i w ogóle nie przypominają naturalnych, prawdziwych rozmów prowadzonych przez nastolatków.
Wulgaryzmy, idiotyzmy, „słowotwórstwo”:
Ja bym chciała wiedzieć, skąd się wziął termin 'kuzaj'? Znalazłam kilka idiotyzmów, ale jeden był najbardziej rażący: "Za sobą usłyszałam śmiech. Obróciłam się lekko. Było pięć osób w kapturach.
Nie bałam się. Czemu? Proste śmierć była teraz dla mnie jedynym zbawieniem.
Nie mogę się bać gdyż nie wiem jak to jest."
Nie znoszę takich ckliwych kawałków!
Zgodność z kanonem:
Nie rozumiem postawy Mariki: najpierw mówi że jest w żałobie, a potem wybiera się na imprezę? Ma wyrzuty sumienia, że się dobrze bawi, kiedy jej rodzice są martwi, a potem idzie na koncert? Uważam to za niekonsekwencję.
Podsumowanie:
Po przeczytaniu tego opowiadania miałam wrażenie, że IQ spadło mi co najmniej o połowę. Gdyby to była moja twórczość, to usunęłabym bloga i nie wystawiała się na pośmiewisko, ale niestety (a może jednak na szczęście) to nie ja napisałam takie marne opowiadanie i nie mogę z tym nic zrobić. Pozostaje mi tylko zamknąć stronę i nigdy więcej tutaj nie wracać. Mam nadzieję, że nie trafię tu nawet przypadkiem. Kategoria: 'Pomocy!', oczywiście!
[Powrót] Komentuj